Dzień dobry!

A zaczęło się to tak…

Nowy Rok, czyli zmiany, czyli zaczynamy coś nowego – uparcie wierzymy, że lepszego od tego co było… zniecierpliwiona żona czeka na powrót „prawie idealnego” Męża z pracy. Z niecierpliwością przebiera nogami, bo właśnie przed chwilą zrobiła najważniejszy test życia, który zgodnie z życzeniami urodzinowymi/świątecznymi/noworocznymi okazał się pozytywny. 

 1.stycznia 2013 roku godzina 7.30″prawie idealny” Mąż wrócił z pracy w drzwiach komunikując zmęczenie i wilczy głód…cóż wieści muszą poczekać…czekam…czekam…w końcu po paro godzinnej drzemce Męża nie wytrzymuje…wchodzę do pokoju i jeden gest-jedno spojrzenie i wszystko jasne…

TAK – BĘDZIEMY RODZICAMI

Sześć miesięcy później machina ruszyła pełną parą, nowemu małemy człowieczkowi bardzo śpieszyło się na świat. Ostatnie przygotowania z poziomu łóżka i częste telefony zatroskanego „już prawie Taty” czy wszytsko ok…

Wraz z nadejściem sierpnia przeświecał nam jeden cel: dotrwać do 15, do magicznej połowy miesiąca. Po 15-stym niech się dzieje…no to zaczeło się dziać…szpital, łzy i lament – a co będzie jeśli.

Wczesnego poranka 13.sieprnia nie zapomnimy oboje chyba nigdy. Znamienny sms do „prawie idealnego” Męża: zabierz wszytskie rzeczy z półki, które są przygotowane i przyjedź, zabierają mnie na sale operacyjną.

8.42 – pierwszy płacz naszego syna, cudownego, malutkiego chłopczyka, który tak bardzo chciał już być z „prawie idealnymi”  rodzicami.

Z „prawie idealnej” Żony stałam się Mamą IDEALNEGO SYNA, a „prawie idelany” Mąż stał się Tatą i tutaj nasza wspólna historia się zaczyna…