#dziecko na warsztat…doświadczenia…zabawa kolorem

Bawimy się kolorami

#Dziecko na warsztat

DOŚWIADCZENIA

Ten miesiąc upłynął pod znakiem doświadczeń. Działo się dużo już od pierwszych dni i niestety nasza pierwsza przygoda okazała się fiaskiem…do ostatniego dnia z czułością opiekowaliśmy się i podlewaliśmy naszą bałwankową główkę na której miała wyrosnąć trawa. Maluch był przejęty, ja skupiona żeby wyszło…no i nie wyszło…;)
Nasz bałwanek wyglądał tak pierwszego dnia…
Niestety po 30 dniach wygląda tak samo i nic się nie zmieniło, więc nad tym musimy jeszcze popracować.
Później nadszedł czas na doświadczenia sensoryczne. Niezawodne okazały się kulki żelowe, które sprawiły wiele radości i nad nimi Maluch  potrafił spędzić wiele czasu. Rozpoczęliśmy zabawę od przygotowania kulek. Tomek dostał do wyboru kilka woreczków i rozpoczęła się zabawa. Musiał sam otworzyć sobie wybrane kuleczki, wsypać do miski i zalać wodą. Najgorszym momentem było oczywiście oczekiwanie aż kulki „napiją się” wody i urosną. Systematycznie co chwilę zaglądał, sprawdzał i w końcu mogliśmy kuleczki zabrać do zabawy. Gmerania paluszkami nie było końca. Najpierw atrakcją było same mieszanie i przesypywanie kulek(Tomek potrzebował czasu na oswojenie się z kulkami, czasami bywa nieufny wobec nowych doświadczeń zmysłowych). A później to już nie potrzebował przewodnika, tylko sam sobie wymyślał co z nimi robić. Zatapiał w nich różne figurki, łowił małym sitkiem, przesypywał, liczył…zabawa była przednia 🙂
Drugim doświadczeniem zmysłowym na jaki się skusił było zrobienie kruszonki do ciasta. Maluch uwielbia gdy razem gotujemy i pieczemy, właściwie gdy tylko wchodzę do kuchni to mam pomocnika, więc tym razem samodzielnie przygotował ciasto z moją małą pomocą. Dzielnie wsypywał składniki, rozbijał jaja, mieszał, miksował, układał owoce, a na końcu przyszedł czas na małe paluszki, które musiały wyrobić kruszonkę. Bardzo lubię jego skupioną minkę gdy tak dzielnie pracuje. Dla mnie najcięższym doświadczeniem było posprzątanie całego bałaganu, ale czego się nie robi…ech 😉
Trzecią naszą zabawą i odkryciem była pianka do golenia. 
Dotykanie pianki nie satysfakcjonowało Malucha. Jakoś pianka z sodą oczyszczoną,  z której miał nam wyjść śnieg nie spotkała się z aprobatą, więc zadziałaliśmy inaczej i piankę przenieśliśmy do miski i kilku mniejszych pojemników. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Tomek dostał kakao, sypki barszcz czerwony i curry. Dosypywał sobie poszczególne składniki i mieszał. Cieszył się  z nowych barw pianki. Robił swoje czarodziejskie mikstury i z tego dopiero czerpał przyjemność. Nawet ośmielił się spróbować swojej mieszanki…jak się to skończyło nie będę opisywać, ale na parę dni daliśmy sobie spokój z eksperymentami.

Na koniec przełożyliśmy kolorową piankę do woreczka i tam sobie już malował paluszkiem „na czysto”, bez dotykania i możliwości zjedzenia;)

Po kilku dniach powróciliśmy do naszych doświadczeń i postawiliśmy na zabawę kolorami. Naszą inspiracją była książką znanego większości autora Herve Tulleta „Kolory”. Jak wiecie jest to książka specyficzna, bez akcji, bez bohaterów…a właściwie bohaterami są właśnie rzeczone kolory. Na czym polega zabawa tą książką? na maczaniu palców w kolorach i mieszkaniu ich, liczeniu, potrząsaniu książką, a nawet zamykaniem jej na chwilę czy klaskaniu. Dzięki tej pozycji rozpoczęła się nasza zabawa kolorami. Z książką szeroko otwartą przenieśliśmy teorię do praktyki. Przygotowaliśmy kartki papieru, farby i zgodnie z instrukcjami z książki mieszaliśmy barwy.

Krok po kroku mieszaliśmy kolory wg zaleceń autora.
Maluchowi się bardzo zabawa spodobała.
A to już efekt złożenia kartki i odbicie kolorów.
Zabawa trwała bardzo długo, a rysunków inspirowanych Tulletem powstało cała masa…

Czarodziejskie mleko
Od pierwszych zabaw kolorami przeszliśmy na wyższy stopień zaawansowania (przynajmniej dla nas) i zabawę przenieśliśmy do kuchni. Tutaj też skupieni byliśmy na mieszkaniu kolorów, tylko tym razem wkraplaliśmy kolory na taflę mleka. 

Maluch z wielkim zaangażowaniem i precyzją nabierał kolory i wkraplał na swój talerz. Mleko stawało się coraz to bardziej kolorowe i przez to ciekawe. 
Podczas tej zabawy kolorem dominującym był niebieski i jakoś tak najchętniej ten kolor był wybierany. Gdy już wszystkie barwy zostały wlane na mleko nadszedł czas na patyczki maczane w płynie do mycia naczyń. Tutaj to już była magia i ciągłe „WOW, mamo patrz!”
To doświadczenie zajęło nam najwięcej czasu i klika razy nalewałam mleka, bo ciągle było mu mało i musiał próbować od nowa i tworzyć coraz to nowsze kombinacje…
Kolorowy deszcz
Słoik napełniony do 3/4 wodą dopełniliśmy pianką do golenia by na wierzch naszej białej chmurki Maluch mógł wkraplać nasze rozmieszane barwniki. Wiele zachwytu wzbudziły już pomieszane piękne barwy, które powstały na wierzchu. Po chwili zauważyliśmy co dzieje się pod chmurką i teraz kucając obserwowaliśmy nasze pierwsze kolorowe krople.

Zabawa się rozkręcała, a tempo podkręcał sam Tomek, który z coraz to większą prędkością dolewał więcej i więcej barwników dla większego efektu. Na końcu stwierdził, że z naszej chmurki pada czerwony deszcz, który po wymieszaniu łyżeczką i dolaniu wszystkich rozmieszanych barwników stał się błotem do zabawy dla Georga i Peppy. Skończyło się oczywiście tym, że ukochane figurki zanurkowały w naszym „kolorowym deszczu – błotku” i potem wszystko i wszyscy byli do kąpania, nie wspominając o kuchni, która wyglądała jak po wielkim wybuchu błotnego wulkanu.
Lawa w słoiku

Swego czasu popularne były lampy z pływającymi bąbelkami w środku. Nam również udało się takie bąbelki zrobić w słoiku.
Potrzebowaliśmy słoik, olej, wodę, barwnik spożywczy oraz tabletkę musującą (my wykorzystaliśmy wapno).
Tomek do 3/4 wysokości słoika wlał olej, dolaliśmy wody, a później dodaliśmy barwnika. Małe paluszki rozkruszyły wapno i ostrożnie wsypywał do słoika. Efekt nas bardzo zaskoczył i bardzo zadowoleni oglądaliśmy nasze bąbelki.

Niebo

Ten eksperyment mieliśmy zrobić już przez dłuższy czas i w końcu się nam udało! Jest bardzo popularny w sieci i często nazywany jest galaktyką w słoiku. 
Do słoika nalaliśmy wodę zabarwioną na czerwono i z wielkim zaangażowaniem Maluszek dodał waty.
Dodał brokat, zamieszał i znowu dodał waty. Kolejnym krokiem było dolanie wody zabarwionej na zielono, znowu dosypał brokatu i wymieszał.
Gotowe niebo burzowe.

Wędrujące kolory
Tutaj musieliśmy przygotować 6 szklanek, w trzech mieliśmy zabarwioną wodę, natomiast w trzech pozostałych samą wodę. Kolejnym krokiem było przygotowanie ręczników papierowych. Tomek zwijał zawzięcie papier i układał w szklankach.

A tutaj pokazujemy etapy wędrówki kolorów:

Tyle naszych eksperymentów…Wnioski z tego warsztatu? Rozbudziły ogromną ciekawość, codziennie słyszę: „Mamo, eksperymenty?” Cieszy mnie to bardzo i na pewno będziemy kontynuować, a nasze poczynania systematycznie publikować.

Zapraszam do zapoznania się z eksperymentami u innych uczestników projektu!

27 myśli na temat “#dziecko na warsztat…doświadczenia…zabawa kolorem

  1. Oj działo się u Was działo… Pełen szacun 😀
    Najbardziej podobają mi się sensoryczne zabawy i nasze ukochane eksperymenty w słoiku 🙂

  2. Super – wszystko wyszło fanatycznie 😉 kilka eksperymentów w słoiku, robiliśmy i my – są świetne (y) Świetne połączenie zabaw przez doznania sensoryczne, plastyczne i doświadczenia…brawo!!!

  3. Zabawy z kolorami to chyba zawsze jest strzał w 10:)! Mnie Zaintrygowały te peczniejące kulki żelowe. Co to? Gdzie szukać? Są jednorazowe ( w znaczeniu, że raz pecznieją i tyle)?

  4. Zabawy z kolorami to chyba zawsze jest strzał w 10:)! Mnie Zaintrygowały te peczniejące kulki żelowe. Co to? Gdzie szukać? Są jednorazowe ( w znaczeniu, że raz pecznieją i tyle)?

  5. Piękny i bardzo kolorowy warsztat 🙂 Dwa domowe doświadczenia nam się jak widzę powtórzyły, barwne mazańce na mleku i lawowa lampa, świetne są i nie dziwię się, że je wybrałaś. Wędrujące kolory i galaktykę w słoiku robiłyśmy już wcześniej i tu także się zgodzę, że to świetne doświadczenia nieodmiennie powodujące u potomków wielkie "wow", u dorosłych z resztą też 😉
    Z pozostałymi propozycjami jeszcze nie miałyśmy przyjemności, ale np. na niebo w słoiku czaimy się od dawna, więc na pewno u nas także zagości, a wykorzystanie zabawy z Tulletem super, jego książki same się proszą o to, żeby użyć ich jako inspiracji do szerszych zabaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *