Drewniane memo dotykowe…fit a pair

Toys pure

Drewniane memo dotykowe

Kabum

Jest ktoś kto nie lubi drewnianych zabawek? Kogo nie ujmuje czar pięknego drewna, które nie razi kolorami, dźwiękami i „badziewatowością”?
Memo dotykowe, które dzisiaj chcę Wam pokazać dostaliśmy w prezencie od jednej blogowej mamy. Na początku podeszliśmy do tych „klocków” z rezerwą. 28 klocków, 14 par, koloru drewna…co w tym może być ciekawego? I tutaj bardzo się myliliśmy…minęło trochę czasu i pomalutku zaczęliśmy się do nich przekonywać. Może też była to kwestia dorośnięcia Tomka…
Od czego zaczęła się nasza przygoda? Zaczęliśmy od niewinnego obejrzenia klocków i zapoznania się z ich wzorami. To już zajęło nam sporo czasu i zapewniło wiele wrażeń dotykowych. Małe paluszki były bardzo ciekawe wzorków. Jednak typowa gra w takie memo chyba jednak dla nas jeszcze za trudna i Maluch znalazł wiele nowych zastosowań, które chciałabym pokrótce pokazać.
 
Pierwsze najważniejsze zastosowanie to budowa wieży/domu/bloku w zależności od pomysłu i nastroju. To najczęściej wybierana zabawa i nawet przez dłuższy czas memo wszędzie z nami jeździło. Uwielbia budować i burzyć. Często nawet głównie skupia się na burzeniu i sprawia mu to wiele frajdy.
Klocki często też służą do budowania zagród dla zwierzątek i dinozaurów. Bardzo lubię patrzeć jak pieczołowicie, prosto i w wielkim skupieniu układa idealny murek.

Czasami klocki służą za drogę – labirynt. Dinusie albo auta jeżdżą po tak ułożonych pasach drogi i też jest przy tym świetna zabawa.

         
Układamy często również tor, który popchnięty przez dinozaura przewraca się klocek po klocku i to również spotyka się z wielką aprobatą, a gdy pada ostatni klocek rozlegają się gromkie brawa:)

Bywa i tak, że kombinujemy jakie domy mogłyby powstać i Tomek puszcza wodze fantazji…

…a później nadchodzi „atak dinozaurowy” i wszystko robi wielkie BAM!
Na dwóch ostatnich zdjęciach widać jakie wzory zostały umieszczone na klockach i muszę przyznać, że nawet dla dorosłego nie jest to takie proste zapamiętać wzór i miejsce klocka gdy chcemy zagrać w klasyczne memory.

Zapraszamy do wspólnej zabawy!

Przygody z książką…#3 To, co najbardziej lubię…Rodzina

Minęły kolejne dwa tygodnie i nadszedł czas by opublikować kolejną naszą propozycję książkową dla Was. Dziś postawiliśmy na książkę o uczuciach, o rodzinie, czyli właściwie o tym, co w naszym życiu najważniejsze.

 „To, co najbardziej lubię…Rodzina”

Tracy Moroney

Co to jest rodzina?  Dla każdego pewnie może znaczyć troszkę co
innego…niemniej jednak jest to pierwsza i moim zdaniem najważniejsza
jednostka jaką poznajemy w naszym życiu. Od poczęcia najpierw każdy z
nas poznaje mamę, później zaczyna słyszeć tatę i po urodzeniu poznajemy
się”twarzą w twarz”…Ja zadałam to pytanie mojemu dwuletniemu synowi…odpowiedź, którą otrzymałam zachwyciła mnie, rozczuliła i rozparła dumą, ale po kolei…
 .
Zaczynając od początku okładka książki jest gratką już nawet dla Maluszków, ponieważ można miziać paluszkiem i doznać paru wrażeń. Główny bohater naszej historii jest lekko wypukły.  Wypukłe są również łapki rodziców, które przytulają swoje dzieci – co przypuszczam nie bez znaczenia 🙂 Zamszowe jest czerwone serduszko i tym samym jest ulubionym elementem mojego syna, ponieważ on bardzo się lubuje w takich materiałach. Ostatnim elementem dostarczającym wrażeń dotykowych jest duży, wypukły napis RODZINA.

Pierwsze dwie strony i czytamy o tym, kogo mały króliczek uwielbia i najbardziej kocha. I tutaj rozpoczął się wywód Tomka o tym kogo on kocha,  a było to bardzo urocze i okazało się, że oprócz mamy, taty, brata Leona, na którego narodziny dopiero czekamy, cioci, wujka, babci oraz dziadka kocha również wiele ważnych dla siebie zabawek oraz aktualnych jego najważniejszych postaci bajkowych 😉  
Bardzo się zaangażował w opowieści o tym kim są rodzice i z wielkim przejęciem zaczął układać swoją kolekcję zwierzątek rodzinkami pokazując mi, że on ma wiele rodzin w swoim pokoju.
Na pierwszy rzut poszli jego ulubieńcy czyli rodzinka misiów, lisów, wilków oraz jeżyków, którym nie przystawił dziecka, bo akurat…spało…;)
Dwie kolejne strony i trzy krótkie acz jak treściwe w swej treści zdania: „Wspólnie robimy wiele rzeczy. Dzięki temu, że jesteśmy razem czuję się bezpieczny i naprawdę kochany. Rodzice dbają o mnie i rozumieją, co czuję”. A co to oznacza dla Tomka? Jak się okazuje jest to bardzo proste…mama robi mniami i zawsze jesteśmy razem, natomiast tata zapewnia bezpieczeństwo naszemu synowi gdy zabija muchy, których on się boi i chodzi z nami gdy jest ciemno…i jak chcieć tu więcej…? 😉

Następne ważne słowo to „pomaganie”, czym jest pomaganie? Mama z tatą pomagają w rozbieraniu, ubieraniu, w jedzeniu, w myciu, zmieniają pampersa – jednym słowem samo życie, ale było też zastrzeżenie…Tomek też nam pomaga! Pięknie zaznaczył, jak na swój bardzo młody wiek, że on nam również pomaga i tutaj miałam prezentację w czym Maluch pomaga mi i okazało się, że bez niego to chyba w niczym nie dałabym sobie rady sama;)
Zainteresowania nie wzbudziło jedynie niewłaściwe zachowanie i bycie niegrzecznym króliczka…tzn. króliczek może bywa niegrzeczny, ale przecież Tomek absolutnie zawsze zachowuje się grzecznie, więc temat ominęliśmy i przeszliśmy od razu do analizowania kolejnych stron 😉 

Strony z serduszkami zapewne będą bardziej czytelne dla starszych dzieci. U nas wzbudziły zachwyt baloniki serduszkowe i Tomek był skupiony na liczeniu ich i po prostu oglądaniu, ale po naszej wcześniejszej rozmowie wiem, że może Maluszek nie wszystkie określenia zna, ale wiele z nich rozumie na swój sposób i na pewno będziemy wracać do tego tematu, bo jest to fajny materiał do wielu rozmów i działań plastycznych z dzieciakami.

Kolejne strony to już przejście do przedstawienia szerszego pojęcia rodziny, czyli poznajemy duże rodziny z dziadkami, kuzynami, ciociami oraz wujkami. Mniejsze, czyli typowe: rodzice plus dzieci oraz, co mi się osobiście bardzo spodobało rodziny malutkie składające się z dziecka i jednego rodzica. Uważam, że to bardzo cenne i ważne, że autorka książki z szacunkiem potraktowała rodziny „niepełne” i również o nich wspomniała. Dzieci już w przedszkolu spotykają się z rożnymi modelami rodzin i jak najbardziej w mojej opinii powinny wiedzieć, że nie wszystkie dzieci mają mamę i tatę.

Czemu króliczek czuję się wyjątkowo? Ponieważ może spędzać czas ze swoją rodziną , podczas świąt, urodzin i wtedy czuje się jej częścią. Tomek od razu zaczął przypominać sobie swoje urodziny i tutaj mieliśmy dłuższy przystanek, ponieważ historie związane z tortem, świeczkami, które należało zdmuchnąć, obecnością ukochanych dziadków i cioci, wspólnych zabaw itd wzbudzają bardzo wiele pozytywnych emocji i zawsze musimy sobie wszystko dokładnie powspominać razem z obejrzeniem zdjęć i oglądnięciem filmiku z „imprezy”.

Nasze oglądanie albumów trwało naprawdę dłuuugo…każde kolejne zdjęcie musiało być opatrzone kilkoma słowy komentarza, nie wspominając o jego ulubionym albumie zawierającym jego zdjęcia, gdzie z wielką radością i dumą ogląda sam siebie i sobie po swojemu opowiada co on wtedy robił i z kim.
Ostatnie strony traktują o tym, co my lubimy najbardziej, czyli wspólne przytulanie, które czyni nas silniejszymi i pewniejszymi siebie oraz o zapewnianiu siebie nawzajem o swojej wzajemnej miłości i dumie z pociechy. Na obrazku rodzice tulą małego zajączka i kładą do snu. Dla Tomka było to bodźcem do okazania mi również swojej wielkiej miłości, a że nasze czytanie i rozmowa o książce miała miejsce wieczorem już w łóżku wielkie przytulanie Maluszka skończyło się błogim zaśnięciem z uśmiechem na twarzy. 
 

Seria „To, co najbardziej lubię…” ma charakter wychowawczy, w prosty sposób pokazujący świat, w którym Maluchy muszą się odnaleźć, pomaga nazwać uczucia, które targają małymi serduszkami, a nie zawsze my dorośli potrafimy je dostrzec. Zapewne dziecku łatwiej jest się utożsamić z małym zajączkiem, który pokazuje świat z dziecięcej perspektywy niż sucha rozmowa o tak trudnych uczuciach jak szacunek, poczucie własnej wartości czy bycie kochanym. Uroku książce dodają rysunki, które są proste, nieprzekombinowane a przekazują tak wiele treści, że nawet bez słów można wiele wynieść i zrozumieć. 
Autorka postawiła też sobie za zadanie wzmacnianie dziecka w pozytywnym myśleniu o codziennych sytuacjach. Uwypuklone słowa w treści takie jak: uwielbiam, bardzo lubię, podoba mi się czy kocham mają podsycać  pozytywne nastawienie do ludzi, codziennych spraw i doświadczeń.
„Pozytywne myśli nie oznaczają odrealnienia czy zatopienia w marzeniach, nie narzucają też niewłaściwego osądu sytuacji. Nieprzyjemne rzeczy zdarzają się i pesymistom, i optymistom, jednak te dwa rodzaje osób odmiennie podchodzą do przeciwności losu. Człowiek pozytywnie nastawiony do świata skupia się na nadziei i lepiej wykorzystuje okazje, które codziennie podsuwa mu życie.”
Trace Moroney
Książka wzbudziła u nas wiele emocji, ja się wiele razy wzruszyłam wsłuchując się w „wywody” Tomka i jego sposób rozumienia podstawowych pojęć. Niezwykłe jest to jak wiele taki mały człowiek wie. Jak wiele zostaje w jego główce poprzez obserwacje codziennego życia. Urocze jest jak okazuje nam troskę, gdy okazuje empatię w sytuacji gdy kogoś z nas coś boli czy przypadkiem się uderzymy. To jak podbiega i dmucha, przytula, głaszcze czy całuje na pocieszenie. Wiele razy chyba nawet nie uświadamiamy sobie ile znaczą niektóre małe gesty, które pewnie czasami i nawet mechanicznie wykonujemy, a dla małego człowieka są tak ważne i później powtarzane. Ja jestem pod absolutnym urokiem tej książki i polecam dla każdego…chyba nawet bardziej dla rodziców…czasami warto przypomnieć sobie jaką wartością jest to co mamy, jak wiele w codziennym życiu znaczy rodzina i jak bardzo bylibyśmy ubodzy bez najważniejszych ludzi w naszym życiu.
W serii wydanej przez wydawnictwo Debit ukazały się: 
  • Gdy idę spać
  • w sobie samym
  • w przedszkolu
  • podczas zabawy
  • przyjaciele.

 Czym dla Was jest rodzina? Czy często rozmawiacie ze swoimi dziećmi o rodzinie? Chętnie poznam Waszą opinię. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny i doceniany. Zapraszam do dzielenia się przemyśleniami oraz doświadczeniami.
 

#DADA – bawimy się w teatrzyk

DADA

Bawimy się w teatr

Pierwsze kroki…

Dziś mieliśmy bardzo emocjonujące popołudnie.  Wykorzystaliśmy do zabawy pudełko tekturowe po pieluszkach wielorazowych. Do czego ono nam było? do zabawy w TEATR…brzmi dumnie i zacnie, a emocji co niemiara.
Pudełka z pieluszek DADA są bardzo sprytnie pomyślane do powtórnego wykorzystania i w zależności od rozmiaru ponacinane są w charakterystyczny sposób. Nasz rozmiar akurat był sceną teatru  – zamkiem.


Mój syn uwielbia wszelkie drzwi, więc te duże wrota były już olbrzymią atrakcją i świetną okazją do zabawy w „akuku” (nadal jest to jedna z topowych zabaw).  Małe paluszki bardzo dzielnie próbowały zbudować zamek z ponacinanych elementów i dobrze poskładać swoją budowlę. Nie jest to zamek idealny, ale za to prawie własnoręcznie zrobiony i przez to podwójnie cenny. W kilku miejscach musieliśmy się wesprzeć taśmą klejącą i gotowe. Można wymyślać scenariusz…;)

Zaczęliśmy od bardzo krótkiego wprowadzenia co to jest teatr i co się tam dzieje. Gdzie jest scena, co to kurtyna i kim są aktorzy. Był bardzo zaciekawiony co to będzie i z krótką, acz intensywną uwagą wysłuchał po czym popędził przygotować aktorów. 
Pierwsze role dostały pacynki: babcia, czerwony kapturek i wilk oraz krecik, króliczek, drewniany kotek, dinuś oraz niezastąpiona mama świnka.
Naszą pierwszą historią była rozbudowana bajka o Czerwonym Kapturku, który to poszedł do chorej babci z koszyczkiem smakołyków. W naszej bajce spotkał po drodze wielu przyjaciół, którzy doradzali mu którędy może pójść, czym może sprawić jeszcze przyjemność babci czy też dawali mu propozycje zabaw. W każdej rozmowie Tomek intensywnie uczestniczył i przedstawiał swoje pomysły o czym jeszcze bohaterowie mogą porozmawiać. Przejął się bardzo losem kotka, który zgubił się w lesie, był głodny oraz spragniony. Od razu Maluch zaproponował, że Czerwony Kapturek może go poczęstować ciastem z koszyczka i dać mu sok. W końcu gdy czerwony Kapturek napotkał wilka emocje sięgały już zenitu i z napięcia siedział przed samą naszą sceną wołając: „O, nie! O, nie!”…leśniczym był krecik, dostał tą zacną rolę jako ulubieniec i nowy nabytek Tomka. Och, ile to było rozpierającej dumy młode piersi gdy Krecik uratował chorą babcie i Kapturka…Wszystko skończyło się wielkim przyjęciem, gdzie wszyscy  bohaterowie byli zaproszeni i świętowali przy suto zastawionym stole jedzonkiem z Duplo.
Cierpliwość nie jest mocną stroną Tomka i bardzo szybko chciał „SAM, SAM” wszystko układać i przedstawiać. Z wielkim zaangażowaniem przedstawiał mi swoją wersję – oczywiście ulepszoną z nowymi elementami grozy śledzącego Kapturka wilka. 

Zabawy było sporo. Myślę, że niejeden raz jeszcze wrócimy w najbliższym czasie do tej zabawy, bo obojgu nam bardzo się podobało, a historii przecież mamy do opowiedzenia bardzo dużo. W końcu jedynym naszym ograniczeniem jest wyobraźnia. 
Zachęcam do stworzenia własnych teatrzyków, jest to świetna forma aktywności pobudzająca wyobraźnię.
Zapraszam do polubienia nas na fb: