#Przygody z książką „Dobry Dinozaur”

Dinusiowe szaleństwo

„Dobry Dinozaur” – film + dodatki

Od około trzech miesięcy mamy w domu małe szaleństwo…Światem Tomskiego zawładnął Arlo – mały apatozaur oraz Bąbel – ludzki chłopiec. Miłość rozpoczęła się od przypadkowo obejrzanego zwiastuna filmu. Pooglądaliśmy kilka filmików, zapoznaliśmy się z historią i przepadliśmy wszyscy.

Historia jest prosta: poznajemy rodzinę dinozaurów, w której wykluwają się na naszych oczach trzy maluchy. Nasz bohater jest najbardziej nieporadny, wystraszony i najmniejszy. Bardzo zależy mu by zyskać w oczach ojca aprobatę i jego celem staje się pokonanie szkodnika, który wyjada im zapasy…jednak nie jest to wszystko dla niego takie proste…ze względu na splot wielu nieszczęśliwych wypadków Arlo nagle odnajduje się daleko od domu. Teraz jego celem jest znalezienie drogi powrotnej i pokonanie własnego strachu. Nieodzownym towarzyszem podróży, dzięki któremu w wielu sytuacjach udaje mu się przeżyć, staje się Bąbel – chłopiec poruszający się na czworaka, zachowujący się raczej jak piesek.
Role w filmie są odwrócone. Poznajemy uczłowieczonego dinozaura i nieokrzesanego pupila, który jest nauczycielem i przewodnikiem. Oglądamy historię o przyjaźni, o miłości, wartości rodziny. Uczymy się jak pokonywać własne słabości oraz walczyć ze swoimi lękami. 
Historia jest prosta, by nie rzec, że banalna…ale urzeka od pierwszych kadrów. Dorośli widzowie mogą odnieść wrażenie, że jest to poniekąd „dinozaurowa” wersja Króla Lwa. Wyszukanego poczucia humoru dorosły widz tutaj również nie znajdzie, ale historię poprowadzoną wzorowo, „od linijki”. Dla najmłodszych jest to piękna lekcja na temat przyjaźni, akcja toczy się liniowo, nie ma niesamowitych zwrotów akcji, kilku historii toczących się równorzędnie. Mój ponad dwuletni syn po obejrzeniu filmu natychmiast zapamiętał fabułę i z przejęciem nałogowo ją opowiada. 
W mojej ocenie w filmie występują trzy sceny cięższe, budzące niepokój, ale po rozmowie i wytłumaczeniu zostały zaakceptowane i zrozumiane. 
Film jest bardzo dobrze zrobiony, Pixar nie zawiódł, ale też nie powalił na kolana (przyrównując np. do „W głowie się nie mieści”). Na pewno znajdzie się wielu, których rozczaruje banalność…nas uwiodły piękne obrazy i estetyka. 
Co ten film ma wspólnego z projektem „Przygody z książką”? Otóż rozpoczął manię zbierania wszystkiego, co związane z animacją. Pierwszym naszym zakupem był album do wyklejania.Tomek z wielkim skupieniem i uwagą wkleja kolejne naklejki, sprawdza ile jeszcze brakuje i nie zapomina nigdy przypomnieć, że należy kupić kolejne opakowanie;)
W albumie oprócz kadrów z filmu możemy przeczytać całą historię. My ją analizujemy codziennie po kilka razy i właściwie Maluch nie wypuszcza go z rąk, przez co jest już nieco sfatygowany(właśnie myślimy nad wzmocnieniem konstrukcji całości). 

Drugi gadżet Tomek znalazł pod choinką. Jest to zestaw filmowy – trzy książeczki zapakowane w uroczej teczce w skład czego wchodzi książeczka z naklejkami, książeczka z figurkami z tektury oraz kolorowanki z zadaniami i zagadkami do rozwiązania.

W pakiecie z prezentem Tomek dostał też karty „Czarnego Piotrusia” z tytułowym bohaterem. Gramy namiętnie codziennie. Co prawda kart jeszcze Tomek nie potrafi trzymać w rączce, ale z chęcią losuje karty ode mnie, a swoje ma ładnie ułożone i z zapałem wyszukuje pary.

http://sklep.trefl.com/pl/the-good-dinosaur-gra-piotrus.html
Nie mogło u nas również zabraknąć figurek tytułowych bohaterów. Bąbel i Arlo towarzyszą Tomkowi we wszystkich czynnościach. Bąbel jest małym chłopcem z ogromnymi oczami i ruszającą się „paszczą”. Jaszczurka oraz ptaszek byli w komplecie z Bąblem stąd zyskali w oczach Tomka, choć w filmie nie odgrywają żadnych istotniejszych roli. Jeśli chodzi o postać Arla z pomocą przyszła nam kolekcja DeAgostini. Od dłuższego czasu kolekcjonujemy serię „Dinozaury i przyjaciele” i akurat gdy wybuchła miłość do animacji przyszła przesyłka z rodziną apatozaurów. Gdy Maluszek zobaczył zawartość od razu ochrzcił ich imionami filmowych bohaterów;)
W kolejnym wpisie chciałabym kontynuować temat dinozaurów i bliżej przedstawić kolekcję DeAgostini, więc zapraszam serdecznie do śledzenia naszych postów. 

Lornetki do wypatrywania pierwszej gwiazdki na niebie.

Pierwsza gwiazdka

Lornetki

Wigilia

uzupełnienie projektu #Dziecko na warsztat

Wigilijny dzień to bardzo trudne godziny ćwiczenia cierpliwości i wytrwałości chyba dla wszystkich dzieci…cały miesiąc oczekiwania na „Gwiazdkę”, aż tu nagle nadchodzi…jest poranek, południe i nadal trzeba czekać, bo wszystko, co najważniejsze dzieje się dopiero wieczorem. Ja z mojego dzieciństwa tak właśnie pamiętam ten czas czekania na pierwszą gwiazdkę na niebie (bez której nie można było rozpocząć Wigilii),  kolację Wigilijną, prezenty, a później wyjścia na Pasterkę. Wszystko dłużyło się niesamowicie, zabawy nie były ciekawe, bajki nas tego dnia nudziły, bo najważniejsza była ta pierwsza gwiazda na niebie…

 

Jako, że tego roku po raz pierwszy przygotowaliśmy kalendarz adwentowy i codziennie wykonywaliśmy różne zadania, które miały na celu zbliżyć nas do Świąt Tomski już bardzo czeka na ten najważniejszy dzień tego miesiąca i moment kiedy będzie mógł zajrzeć do przegródki z datą 24.grudnia, przyozdobionej piękną gwiazdą betlejemską. Został jeden dzień…aby jakoś umilić mu oczekiwanie wymyśliłam… lornetki …
Znajdzie je 24.grudnia rano i będą one miały specjalne zadanie…za ich pomocą Maluch będzie wypatrywał pierwszej gwiazdy na niebie…
Do wykonania lornetki wykorzystałam:
  • dwie rolki z papieru toaletowego;
  • kolorowy papier samoprzylepny;
  • kawałek filcu;
  • ozdobne błyszczące paski;
  • tasiemkę.
W pierwszej kolejności okleiłam rolki po papierze toaletowym żółtym papierem kolorowym(żółty to ulubiony kolor Malucha, stąd wiele rzeczy robimy żółtych;)) Następnie brzegi okleiłam paskami z czerwonego filcu, a wzdłuż rolek przykleiłam kilka niebieskich, błyszczących zdobień. Całość skleiłam mocnym klejem oraz obwiązałam rolki razem jeszcze jednym kawałkiem filcu.  Na brzegach, po wewnętrznej stronie wkleiłam tasiemkę, którą Tomek będzie mógł zawiesić na szyi.
Projekt jest bardzo prosty, ale ma poważne zadanie;) Tomski znajdzie swoje lornetki w tajemniczym worku Renifera w Wigilię z adnotacją do czego służą i jaką misję mają spełnić. Myślę, że uprzyjemnią mu oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, a pewna jestem, że na dłużej zatrzymają go przy oknie, gdzie to będzie czynił swoje obserwacje.
Wykonanie nie zajmuje wiele czasu, a może pozwoli Wam zyskać kilka chwil więcej spokojniejszego przygotowywania ostatnich potraw i mieszkań do Wigilii. 
Serdecznie polecam i zapraszam! 

Świąteczne pudło sensoryczne

Zabawa światłem

Dom pełen doznań sensorycznych

Zafascynowały nas witraże świąteczne, dlatego też postanowiliśmy wykorzystać ten pomysł i troszkę go rozbudować. Powstał nam dom pełen doznań! 
Najpierw Tomek wymyślił, że będzie to standardowo dom Peppy i Georga, później Baby Jagi(ze względu na papier w cukierki, którego użyliśmy), a w końcu stanęło na tym, że zamieszkał tam pociąg Tomek…;)
Ale od początku…do stworzenia domu wykorzystaliśmy:

 

  • karton;
  • kolorowe bibuły;
  • klej;
  • taśmy;
  • papier kolorowy;
  • plastelinę;
  • kolorowy „zwierzątkowy” makaron;
  • nitkę;
  • mazaki;
  • kredki;
  • gąbki kuchenne;
  • watę;
  • folię bąbelkową;
  • lampkę.

Prace rozpoczęliśmy od wycięcia w kartonie kształtów w ścianach pudełka. Dla Tomka najważniejszych, czyli serce, koło, kwadrat, prostokąt, gwiazdę oraz księżyc. Wycinaniem zajął się Tata, bo my z Tomkiem mamy kiepskie doświadczenia z używania noża do papieru. Kolejnym krokiem było zalepienie naszych okienek kolorowymi bibułkami oraz oklejenie frontu papierem pakunkowym. Wykorzystaliśmy dwa rodzaje papieru: jeden w cukierki i drugi jasny w gwiazdki(okleiliśmy nim „taras” naszego domu).

Kolejnym krokiem było przygotowanie ozdób na domek. Tomek z wielkim zapałem wyklejał swoje ulubione figury plasteliną a później uzupełniał je kolorowym makaronem. Stworzył też makaronowy łańcuch nad drzwi. Nawleczenie drobnego makaronu wymagało od niego ogromnego skupienia i precyzji, nie obyło się bez frustracji, ale w końcu wspólnymi siłami daliśmy radę. 


Tomek z zapałem kolorował szablony piernikowych ludzików, głów Mikołaja oraz prezentów, a potem przyklejał na boczne ściany projektu.

By nadać zimowy charakter i stworzyć śnieg okleiliśmy taras domu folią bąbelkową. Nie dość, że podświetlona bardzo ładnie wyglądała i błyszczała to jeszcze Tomek bardzo chętnie jej dotykał i „rozbijał bąbelki”, a pociąg Tomek miał prawdziwe „zaspy” do pokonania na swojej trasie.
W końcu nadszedł czas na wnętrze…w środku ułożyliśmy cztery faktury: szorstką(ostra strona gąbki kuchennej), gładką(śliski papier kolorowy), miękki – puszysty (wata) oraz dodatkowo Tomek dołożył drugą gąbkę kuchenną i ułożył ją tą „delikatniejszą” stroną. Dzięki temu zyskaliśmy cztery różne podłoża do dotykania, masowania, poznawania. Sprawdzaliśmy też jak jeździ się pociągiem po różnych podłożach. 
Jak już wspomniałam wcześniej na froncie przykleiliśmy łańcuch stworzony z makaronu, Maluch bardzo chętnie przesuwał sobie makaron po nitce i wymyślał różne konfiguracje ułożenia „koralików”.

Po zapaleniu lampki i podświetleniu efekt był naprawdę satysfakcjonujący, a dla takiego pasjonata zabawy światłem jak Tomek, było wiele zachwytów i radości. Okienka pięknie nam świeciły na czerwono, biało i niebiesko, „śnieg” błyszczał w blasku lampy, a małe rączki same nie wiedziały, co pierwsze robić…czy jeździć pociągiem i pokonywać niezbadane ścieżki, czy układać koraliki, czy też „dłubać” w środku i poznawać nowe faktury. Mimo, iż pracy Maluszek włożył bardzo wiele i trwało to większość dnia to i tak końca zabawy nie było widać i zapał nie opadał. 

Polecam, wykonajcie takie domki z waszymi dziećmi i pozwólcie cieszyć się im tak różnorodnymi doznaniami!

Domowy śnieg z grysiku!

W roli głównej

Kasza manna

domowy śnieg

Śniegu na dworze nie mamy, więc postanowiliśmy zorganizować sobie trochę białej zabawy sami. Wystarczyło opakowanie kaszy mannej, pudełko, figurki oraz dwie małe rączki chętne do zabawy.
Pierwszą naszą zabawą było ukrywanie figurek w kaszy. Raz Maluch zamykał oczy i ja musiałam zasypywać figurki, a później przychodziła kolej na Tomka…wiele pisków radości i zachwytu wzbudzało poszukiwanie ukrytego „skarbu”. 

Drugim naszym ćwiczeniem było przesypywanie grysiku łyżeczką. Sprawne manipulowanie łyżeczką sprawia Maluchowi nadal jednak trochę trudności, więc było to dla niego doskonałe zadanie. Z wielkim zapałem nabierał  kaszę i przesypywał do drugiego pojemnika lub zasypywał figurki.


Trzecią naszą zabawą było tworzenie obrazków. Na czarnej kartce papieru klejem w sztyfcie rysowałam mu kontury, a Maluch z wielkim zapałem zasypywał całą kartkę grysikiem…absolutnie całą…


Po zasypaniu obrazka następowała chwila magii, strząsaliśmy nadmiar i naszym oczom ukazywał się śniegowy domek i choinka zasypana śniegiem oraz choinki i księżyc i gwiazdy…magia zimy;)

Korzystając z okazji, że grysik był już wszędzie i zabawa nie chciała mieć końca spróbowaliśmy pisać sobie paluszkiem w naszym grysiku. To też było przednią zabawą, którą bardzo polecam dla starszych dzieci.

Tomek poćwiczył nawet „rysowanie” synchroniczne. Próbował na raz dwoma paluszkami malować koła i był z siebie bardzo dumny gdy się mu udawało:)

Polecamy i zapraszamy do zabawy!

DIY Gra krokodyl…

Zrób to sam

Krokodyl

gra dla każdego Malucha

Odliczanie do Świąt trwa, codziennie jakieś świąteczne zadania mamy do wykonania, ale nie samymi Świętami człowiek żyje;) Przeglądając czasopisma dla dzieci natknęłam się na butelkowego krokodyla…bardzo mi się spodobał i gdy tylko wróciliśmy do domu natychmiast Maluch przyniósł zieloną bibułę i pustą butelkę po wodzie. 
Do będzie potrzebne:
  • plastikowa butelka po wodzie);
  • zielona bibuła;
  • kawałek tekturki;
  • klej;
  • dwie nakrętki na oczy;
  • nakrętki do gry.

Wykonanie:

  • rozcinamy butelkę w poprzek – potrzebujemy stworzyć otwartą paszczę;
  • obklejamy bibułą całą butelkę;
  • wycinamy zęby – przyklejamy w paszczy;
  •  na nakrętkach malujemy oczy – przyklejamy do butelki;

  • należy również przygotować kapsle, które będą nam służyły do rzucania – w wersji dla starszych dzieci możemy  wpisać punkty na nakrętkach i dodatkowo grac na punkty, czyli ćwiczymy cyferki, liczenie.

 Przebieg gry:
Nasza gra polega na rzucaniu do celu. Zamiast typowej bramki celujemy do paszczy krokodyla. Stopniowo możemy przesuwać linię startu i rzucać z coraz to większej odległości. Naszym urozmaiceniem były różne rozmiary nakrętek, co budowało napięcie podczas gry. Tomek zauważył, że większymi celuje się łatwiej.

Tomek czasami troszkę kombinował i zagadując mnie, odwracał moją uwagę i kiedy ja się tylko odwracałam on natychmiast pomagał sobie dwoma rączkami i dosypywał do paszczy krokodyla więcej nakrętek 😉

Co nam da gra?
Mnóstwo frajdy, śmiechu i dużą dozę skupienia. Maluch musi precyzyjnie wycelować nakrętką i użyć odpowiedniej siły by rzucona zakrętka doleciała do celu. Nie zawsze się to udawało, ale był śmiech i zabawa na całe popołudnie!

Zapraszamy do wspólnej zabawy!