#dziecko na warsztat…zmysły

#dziecko na warsztat…temat dowolny

Badamy zmysły

Patrzymy, słuchamy, dotykamy, wąchamy, smakujemy

 

Wielkimi krokami nadszedł czerwiec – ostatni miesiąc projektu #dziecko na warsztat. Było to 10 miesięcy pełnych wyzwań i nowych doświadczeń – dla mnie jako „mamy blogującej” oraz dla Tomskiego, który jako jeden z najmłodszych uczestników projektu musiał wiele razy stawić czoła tematom, które były dla niego jeszcze całkowitą abstrakcją;) Jednak procentuje to do dziś, gdyż pierwszy temat – astronomia – wtedy był czarną magią, a zainteresowanie rośnie do dziś i ciągle planety oraz ziemia są na topie.

Czerwiec to temat dowolny – postawiliśmy na zmysły. Bohaterem tego warsztatu jest już nie tylko Tomek, ale i Leon (3 – miesięczny), który zmysłami poznaje świat.
Rozpoczęliśmy od rozmowy: co to są zmysły i do czego są nam potrzebne. Tomek z małą podpowiedzią „Pierwszej Encyklopedii Ciało Człowieka” wymieniał zmysły i zastanawiał się do czego służą. Tak o to doszliśmy do wniosku, że mamy 5 zmysłów:

źródło

I. Oczy służą do patrzenia!

II. Uszy służą do słuchania!

III. Dłonie służą do dotykania!

IV. Nos służy do wąchania!

V. Język służy do smakowania! 

Wykonaliśmy szereg zabaw, które pozwoliły nam doświadczyć poszczególnych zmysłów. Niejednokrotnie okazywało się podczas zabawy, że równocześnie zaangażowanych jest kilka zmysłów, co bardzo dziwiło Tomka i zastanawiało.

I. Oczy służą do patrzenia!

Wszyscy wiedzą, że wzrok należy kształcić od urodzenia. Maluszki na początku swojego życia widzą niewiele i dlatego najłatwiejsze dla nich są do dostrzeżenia kontrasty. Jako, że Leon niedawno skończył trzy miesiące niemal od powrotu ze szpitala oglądamy sobie „karty kontrastowe na sznureczku” CzuCzu oraz książeczki przeznaczone dla maluszków.

Pierwsze pozycje w biblioteczce Najmłodszego.

Prawdziwym hitem jest rozkładana, długa książeczka dla najmłodszych, która jest świetnym motywatorem do podnoszenia główki podczas leżenia na brzuszku. Oprócz strony kontrastowej na odwrocie mamy kolorowe obrazki dla nieco starszego dziecka, która jest pełna szczegółów do wyszukiwania i motywuje do wymyślania historii.
Ostatnią pozycją w biblioteczce Leona jest książeczka materiałowa pełna przeróżnych niespodzianek. Ma otwierane okienka, wystające elementy. Zastosowane materiały o różnych fakturach mają pobudzać zmysł dotyku, niektóre strony szeleszczą, inne jeszcze mają ukrytą piszczałkę, a bohaterami są zabawne zwierzątka. Ona wzbudza zdecydowanie bardzo wiele emocji u Najmłodszego.

Tomski, natomiast,  uwielbia książeczki wszelkiego rodzaju. Z wyszukiwankami, które pobudzają wzrok jest również za Pan brat od dawien dawna. Czołową pozycją tego typu, niezmiennie od dwóch lat, jest Kajtuś. Jest to typowa kartonówka z zadaniem: znajdź i policz.

Jest lato, więc i najchętniej oglądana strona to Kajtuś na basenie.

Pokazywaliśmy też już na blogu trudniejszą książeczkę „detektywistyczną” pt.: „Gdzie jest pingwin?”(więcej tutaj). W tym wypadku należy już się porządnie skupić i wytężyć wzrok żeby odnaleźć rozbrykane pingwiny:

Jedną z ulubionych historii do wytężania wzroku jest również osławiony już przez wszystkich „Rok w lesie”. Tomek przeważnie do śledzenia wybiera szopa pracza:

 

II. Uszy służą do słuchania! 

Dzieciaki od pierwszych chwil życia reagują na głos matki, który znają już z życia płodowego. Leonidas najżywiej od powrotu ze szpitala do domu reagował na Tomskiego. Gdy usłyszy gdzieś tylko starszego brata to śmieje się w głos i  za wszelką cenę próbuje się odwrócić w jego kierunku.
Zabawę w słuchanie rozpoczęliśmy od wychwytywania najcichszych odgłosów w domu. Nasłuchiwaliśmy kapiących kropli wody odkręcając kran coraz mocniej aż do maksymalnego odkręcenia, co skojarzyło się Tomkowi z odgłosem wodospadu;) Słuchaliśmy „muzyki blokowiska”, a to sąsiad coś głośniej powiedział, a to drzwi trzasnęły, skądś dobiegał płacz dziecka czy dźwięk domofonu. Świetną okazją do wsłuchiwania się jest spacer. Możemy posłuchać śpiewu ptaków, szeleszczącego wiatru, latających w oddali samolotów i jeżdżących samochodów.
Na spacerze zorganizowaliśmy sobie również konkurs: zgadnij co słyszę. Za pomocą pytań pomocniczych Maluch musiał odgadnąć na czym skupiam uwagę i czego nasłuchuję. Była kupa śmiechu i dobrej zabawy(im starsze dziecko tym zabawa ciekawsza), polecamy!
Od słuchania śpiewu ptaków (na którym się nie znam i nie za bardzo potrafiłam odpowiedzieć wyczerpująco, który ptaszek jak śpiewa) przeszliśmy do słuchania realnych odgłosów zwierząt. Tutaj nieodzowną pomocą była mapa „Zwierzęta świata”.

Tomek włączał poszczególne zwierzątka, a ja i Leon mieliśmy za zadanie odgadnąć jakie to zwierzę. Niesamowitą radość dziecku sprawia „pomyłka” mamy i obowiązek wytłumaczenia, co to za zwierzę oraz naśladowanie ulubieńców.

Gra na wszelkiego rodzaju instrumentach to jedna z podstaw kształcenia słuchu. U nas póki co tylko organki, grające przeróżne melodie, ale coraz częściej Maluch zaskakuje swoimi umiejętnościami muzycznymi, więc będziemy musieli pokombinować jak to wykorzystać;)


Jedna z ostatnich naszych zabawach „słuchowych”: Tomek wybrał sobie kilka przedmiotów, poznał dźwięki jakie wydają, a potem stojąc tyłem, skupiając uwagę tylko na słuchaniu zgadywał czym poruszyłam. Ćwiczyliśmy też sekwencje zbudowane z dźwięku. Np. butelka z ryżem x1 potrząśnięcie, klik lampki i grzechotka x 2 – całkiem sprawnie Tomkowi wychodziło powtarzanie usłyszanych „melodii”.

Podobnie bawimy się z Leonem. Maluszek leży na brzuszku, ma przed sobą porozkładane grzechotki. Zabieramy jedną i grzechotamy np. z lewej strony, Leon musi odwrócić główkę w stronę skąd pochodzi dźwięk. Jest to dla niego świetna zabawa i ćwiczenie przy którym nie tylko wyostrza słuch, ale też trenuje swoje mięśnie brzucha, plecków oraz szyjki, nad którymi musimy pracować.

III. Dłonie służą do dotykania!

Dotyk to jeden z najważniejszych zmysłów. Jest to jeden z pierwszych zmysłów, który się rozwija. Niemowlęta aż ok 80% bodźców ze świata odbierają za pomocą zmysłu dotyku.

Zacznijmy od „Twarzy sensorycznej”:

 
Przygotowaliśmy różne przedmioty o zróżnicowanym kształcie, strukturze i wielkości. Były to m.in.: muszelki, kamienie, pompony, druciki kreatywne, słomki, makarony, fasola, watki i przystąpiliśmy do działania. Tym sposobem powstał nam „Pan” z rączkami Tomskiego:

Bawiliśmy się też materiałami o różnej fakturze. Tomek łączył w pary te same kawałki materiału. Najpierw wspomagając się oczami, a później gdy już zaznajomił się ze strukturą poszczególnych skrawków z zamkniętymi oczami dopasowywał te same elementy.

Dotyk stymulujemy też za pomocą przeróżnych mas i substancji, które Tomek uwielbia. M.in. bawiliśmy się w tym miesiącu:

– pianka do golenia plus farbki plus rączki…ubaw po pachy – dosłownie;)

– ciecz nienewtonowska to tylko dwa składniki: mąka ziemniaczana i woda. Pisaliśmy o tym tutaj.

Ciesz nienewtonowska
– nieodzowne malowanie paluszkami i stópkami:

Graliśmy również w dotykowe memo, o którym pisaliśmy już kiedyś tutaj😉 Wbrew pozorom to memo jest twardym orzechem do zgryzienia nawet dla dorosłej osoby:

 

IV – V. Nos służy do wąchania! Język służy do smakowania!

I tutaj zaczynają się problemy…ponieważ Tomski absolutnie nie chce próbować nowych smaków. Żadnym sposobem nie można go namówić żeby choć musnął językiem czegoś nowego. Przez swoje niejedzenie ma bardzo ograniczony repertuar smaków i liczyłam na jakiś postęp dzięki zabawom, ale niestety…chyba trzeba jeszcze czasu…
Najpierw Tomek wąchał. Opowiadał co jak pachnie i rozpoznawał składniki po zapachu. Kolejnym krokiem było smakowanie. Jak widać na zdjęciu cytryna została wyssana, bo o dziwo akurat cytrynę Tomski bardzo lubi i im kwaśniejsza tym bardziej mu smakuje. Rozmawialiśmy sobie też o tym co jest ostre, słodkie, gorzkie…ale to już była czysto teoretyczna dyskusja, bo na praktykę póki co nie ma szans.

Ciekawostką dla Tomka był obrazek języka z zaznaczonymi strefami odpowiedzialnymi za odczuwanie poszczególnych smaków. Przeanalizował to szczegółowo i stwierdził, że KIEDYŚ wypróbuje to na sobie, ale JESZCZE NIE JEST NA TO GOTOWY – no i jak tutaj dyskutować? pozostaje mi tylko czekać na jego gotowość;)
 

Obrazek pobrany z internetu. Niestety zapodziało mi się źródło. Jeśli ktoś wie kto jest autorem, proszę o informację wtedy z chęcią zamieszczę odpowiedni link do autora.

Leon uwielbia poznawać nowe smaki, wkłada do buzi wszystko. Uwielbia ssać swoje rączki i zabawki – dzięki czemu poznaje świat na swój sposób. Cały się trzęsie gdy widzi łyżeczkę z kropelkami i (o, zgrozo!) ze smakiem zlizuje lekarstwo na kolki. To daje mi nadzieję, że gdy wkrótce zaczniemy rozszerzać dietę Najmłodszego z większą ochotą będzie próbował nowych smaków oraz będzie zajadał się wszystkimi pysznościami, które z chęcią mu przygotuję.

Na koniec prosta butelka sensoryczna, którą Tomek przygotował  dla brata. Do plastikowej butelki po wodzie Tomski nasypał ryż oraz kilka małych zabawek. Leon stara się turlać butelkę, ogląda zawartość i bardzo głośno się śmieje gdy z ryżu wyłoni się któraś z zabawek. Ochoczo reaguje też na dźwięk przesypywanego ryżu. W odróżnieniu od niektórych zabawek dziecięcych jest to bardzo przyjemne dla ucha. Natomiast Tomek bawi się w detektywa i „odszukuje ukryty skarb” 😉

To na tyle naszych czerwcowych poczynań. Było wesoło i kolorowo. Tomek poznał kilka nowych zagadnień, inne sobie powtórzył, a przede wszystkim dobrze się bawił. Cieszy mnie, że do naszych zabaw pomalutku dołącza się Najmłodszy nasz Leon i tak ochoczo reaguje na nasze propozycje spędzania wspólnie czasu.

Zapraszam do odwiedzenia innych uczestniczek projektu. Jestem bardzo ciekawa, co wymyśliły inne mamusie i dziękuję za wspólną zabawę przez ostatnie 10 miesięcy:)

22 myśli na temat “#dziecko na warsztat…zmysły

  1. Super pomysły. Moja córa uwielbia malować palcami, jak raczkowała to stale ścigała butelki po wodzie z różnym wypełnieniem. Książeczki czarno białe również wzbudzały jej zainteresowanie 🙂

  2. Zmysłowy warsztat 😉 dla mnie bomba – wykorzystaliście ten czas w 100% a wszytko pokazane w formie zabawy – każdy zmysł szczegółowo ukazany…brawo (y) podoba mi się także to,że wlączyliście do zabawy najmłodszą pociechę – jestem pod ogromnym wrażeniem.

  3. Zmysłowy warsztat 😉 dla mnie bomba – wykorzystaliście ten czas w 100% a wszytko pokazane w formie zabawy – każdy zmysł szczegółowo ukazany…brawo (y) podoba mi się także to,że wlączyliście do zabawy najmłodszą pociechę – jestem pod ogromnym wrażeniem.

  4. wydawało mi się, że jestem kreatywna w wymyślania zabaw z dziećmi jak były małe, a jednak czytając takie wpisy widzę, że na wiele prostych i świetnych pomysłów nie wpadłam. 🙂 Rewelacyjne warsztaty! 🙂

  5. Czy może Pani zdradzić, gdzie została zakupiona ta długa książka? Próbuję znaleźć ale niestety bezskutecznie

    Pozdrawiam,
    Ania

    1. Hmm..to był prezent. Dostaliśmy ją od znajomej, a ona kupiła ją w Anglii. Niestety nie ma na niej żadnej metki czy źródła pochodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *