#Grajmy! Mamusie Granna

Granna

Mamusie

Dziś przedstawiam Wam tegoroczną nową serię gier dla najmłodszych firmy Granna. W skład serii wchodzi 5 różnych gier. Tomski miał okazję przetestować „Mamusie”.

Granna Mamusie

 Co znajdziemy w pudełku?

  • plakat;
  • instrukcję;
  • 24 elementy układanki.

Na co zwrócił uwagę Tomek, a mama Natalia nie zauważyła…

Elementy wykonane są z grubszej tektury z ładną grafiką przyciągającą wzrok. Ilustracje są proste, ale przez to czytelne dla dzieciaków i na pierwszy rzut oka widać jakie zwierzątko przedstawiają. Co takiego Tomek zauważył? Ilustracje nie tylko pokazują nam rodzinkę zwierzątek, ale i ich zwyczaje. Np. sowy latają nocą, małpki jedzą banany itd.

Granna Mamusie

Zasady gry

Mamy trzy możliwości:
  • memo – zabawa w tradycyjne memory, odwracamy karty i szukamy par. Ćwiczymy pamięć, koncentrację, spostrzegawczość, kolejność ruchów podczas gry;
  • układanie puzzli – standardowe ułożenie puzzli. Dziecko może samodzielnie zająć się grą. Ćwiczy skupienie, umiejętność samodzielnej zabawy;
  • gra na czas – rozdzielamy pomiędzy graczy „mamusie”, puzzle „dzieci” odwracamy tyłem. Na hasło start każdy z graczy wyszukuje brakującą parę. Wygrywa ten, kto pierwszy zbierze całą kolekcję swoich par.
Granna Mamusie
Gra przewidziana jest dla grupy wiekowej od 2 – 4 lat. Moja opinia na temat gry jest podzielona. Z jednej strony puzzle dwuelementowe gościły u nas jakieś półtora roku temu. Tomek układał takie całymi dniami gdy miał niewiele ponad półtora roku. Mieliśmy nawet podobny zestaw, gdzie dopasować trzeba było Mamusie do ich dzieci, zwierzątka i ich domy oraz przeciwieństwa ze zwierzątkami w roli głównej. Gdy Tomek zobaczył opakowanie z Granny od razu pobiegł do swojego pokoju i przyniósł zapomniane już układanki z innej firmy, więc (Granna – wybaczcie) żadne odkrycie, ale jedno trzeba przyznać. Dobrym pomysłem jest przedstawienie zwierząt i ich zwyczajów. Może to być wstęp do ciekawej dyskusji z dziećmi i motywator by zdobyć nowe wiadomości na temat zwierząt z innych źródeł.

Granna Mamusie. Plakat już nieco sfatygowany, ale to tylko przemawia na korzyść gry;)

Wykonanie jest na 5+, tylko opakowanie mogłoby być mniejsze;) To jest niestety bolączka większości gier, które są dostępne na całym rynku. Często pudełka w porównaniu do gry w środku jest o wiele przesadzone, a w naszym wypadku im mniejsze pudełku tym lepiej, bo miejsce na zbiory szybko się nam kurczy.

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazany egzemplarz gry.

#Przygody z książką… Pierwsze książeczki dla Maluszka

Książki dla najmłodszych

Czytanki Leonka

Kiedy zacząć z dzieckiem czytać? Po co Maluchowi książki? Dlaczego niby mamy wydawać pieniądze na książeczki dla niemowlaka?
Najczęściej słyszane argumenty przeciwko brzmią:
– dziecko potarga;
– nie rozumie;
– strata czasu, przecież Malucha to nudzi;
– i tak tego nie doceni;
– nie potrafi się skoncentrować wystarczająco długo;
– książki dla dzieci są drogie…itd itd…

Ulubione książeczki Leona

Czy nasze Maluszki rzeczywiście są takimi ignorantami?

Absolutnie NIE! 

Badań i artykułów na temat czytania dzieciom, już nawet tym nienarodzonym, jest bardzo wiele. Ja dziś naukowych tekstów przytaczać nie będę. Pokażę Wam co u nas jest najchętniej „czytane” przez najmłodsze dziecko w naszym domu.
Zbiory Leona dzielimy na trzy główne rodzaje:

I. książeczki kontrastowe czarno – białe:

Te były zdecydowanie pierwszymi, które Leon „oglądał”. To typ, od których zaleca się rozpoczęcie przygody najmłodszych z książkami. Stymulacja wzroku kontrastami jest bardzo ważna. U nas zagościły książeczki z serii „Disney baby”, „Czarne czy białe” oraz karty kontrastowe CzuCzu.
Jedynym minusem kart kontrastowych jest ich mała trwałość. Niestety przy takim pożeraczu wszystkiego jak Leon karty przegrywają w przedbiegach. Maluch nie może ich dostawać do rączek choć oglądać je bardzo lubi.

Książeczki kontrastowe dla Malucha

II. książeczki do obgryzania:

Książeczki gumowe, drewniane, mocno usztywniane to coś, co Leon bardzo lubi…obgryzać…ma tą niezwykle zaawansowaną „potrzebę” ciągłego miętolenia czegoś w pysiu. Niestety. Za czasów Tomskiego nie było tego problemu i od samego początku Tomek mógł bawić się wszystkim i dostawać do rączek wszystkie możliwe książeczki, bo niczego – absolutnie niczego nie wsadzał do buzi. Leon nadrabia za brata…ale do rzeczy..książeczki gumowe charakteryzują się tym, że są bezpieczne – niczego dziecko nie odgryzie, niczym się nie zadławi, ani też nie zrobi sobie krzywdy. Są najczęściej przez Leona przerabiane, bo może się nimi bawić wszędzie, czy to w wózku, czy podczas zabawy na podłodze czy nawet w kąpieli. Zaletą niezaprzeczalną jest też łatwość utrzymania tych książeczek w czystości.

Serce Leonka szczególnie skradła książeczka „Hipolit szuka mamy” – jest to krótka historyjka o hipciu, który wędrując odkrywa starą jak świat prawdę, że każdy ma swoją mamę:) Dziura w książce i mały hipopotam na sznureczku zajmują Malucha na długi czas.

W zestawie z „Piratem Piotrkiem” Leon zyskał trzy nowe zabawki, czyli armatę, skarb piratów w skrzyni oraz postać pirata.

Hipolit szuka mamy. Pirat Piotrek.

Hipolit szuka mamy. Pirat Piotrek.

III. książeczki sensoryczne, umożliwiające doświadczenia nowych wrażeń:

Ten rodzaj książeczek dostarcza największej ilości wrażeń. Można dotykać, oglądać, przeglądać się w lusterku itd. Te książeczki kryją w sobie wiele niespodzianek. Odkrywa się kolejno tajemnice: ukryte zwierzątka i przedmioty. Niektóre strony szeleszczą, inne mają w środku dzwoneczki, które dzwonią wprawione w ruch. Masa zabawy dla małego odkrywcy.
Dodatkowym atutem są różnorakie faktury. W serii „Dotykanki Zwierzęta” Maluchy mogą pomacać futerko owieczki, sierść pieska czy śliski dziób kaczki. Ta książeczka do dziś cieszy się dużym zainteresowaniem nawet Tomka.

Książeczki sensoryczne.

Książeczka sensoryczna z serii: Dotykanki. Zwierzęta.

A jak Wy rozbudzacie miłość do książek u swoich Maluchów? Znacie nasze propozycje? A może polecicie nam coś ze swojej biblioteczki?
Post powstał w ramach projektu „Przygody z książką”.

#Przeczytaj&podaj dalej…Książka dla dzieci, dzięki której Maluchy pokochają czytanie na całe życie.

Dziś wpis wyjątkowy i pierwszy taki u mnie, czyli wpis gościnny. Udostępniam swoje miejsce w sieci trzem kobietom, matkom, autorką blogów. Swoimi wypowiedziami otwierają one dyskusje na temat jakże bliski idei grupy „Przeczytaj&podaj dalej”, czyli jakie książki wybrać by nasze dzieci pokochały czytanie na całe życie. W końcu w dzieciństwie wszystko się zaczyna…
http://antyterrorystka.blogspot.com/
Matka Antyterrorystka – Gosia Jurasz 
Chcąc ułatwić sobie zadanie, poprosiłam córkę o
pomoc. Pytając o ulubioną książeczkę, z dość pokaźnego zbioru, liczyłam, że
wskaże mi tę najbardziej ulubioną i o niej będę pisać.
Dziecko moje sprawy nie ułatwiło. Młoda
spojrzała na mnie, później na regał i powiedziała, że wszystkie książki jakie
ma, są jej ukochanymi.
Nie powiem, że zadanie należało do łatwych.
Uwielbiam wyzwania i podjęłam się poszukiwania, pozycji, które zachęcą maluchy
do czytania.
Wiem, że miała to być jedna książka. Nie dałam
jednak rady i będzie ich więcej 😉
Pierwszą serią książek są…
Przygody przesympatycznej Kici Koci.
Książeczki przeznaczone są dla dzieci w wieku
2-6 lat.
Opowieści o przygodach kotki, uczą i bawią. W
przystępny sposób przekazują najmłodszym zasady obowiązujące w społeczeństwie,
ostrzegają przed zagrożeniami i podpowiadają jak zachowywać się w określonych
sytuacjach.
Kicia Kocia, jej rodzina i przyjaciele
przeżywają wiele wspaniałych przygód. Poznają strażaka, policjanta. Bawią się
na placu zabaw, jadą na wieś, robią zakupy, sprzątają, gotują itp.
Kotkę poznałyśmy już dawno, ale bardzo często
do niej zaglądamy. Jestem pewna, że wielu maluchom przypadnie ona do gustu.
Druga seria to…
Opowieści o Basi i jej rodzinie.
Książkę poznałyśmy dzięki programowi „Czytanie
przed spaniem” na TVP ABC.
Słuchałyśmy z Młodą opowieści o dziewczynce,
która uczęszcza do przedszkola, ma dwóch braci, rodziców i żółwia. Każdego dnia
przezywa mnóstwo przygód. Nie zawsze zachowuje się tak jak powinna. Często
pakuje się w tarapaty. Basia ma bardzo mądrych rodziców, którzy uczą swoje
dzieci prawidłowego funkcjonowania w domu, szkole, sklepie, na podwórku.
Czytają książki, wspólnie bawią się, wyjeżdżają na wakacje.
Rodzice jak każdy z nas, miewają swoje gorsze
dni. Dzieci raz to rozumieją, innym razem się buntują. Każdy pojawiający się
problem jest wspólnie rozwiązywany.
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do
książek. Powodem były ilustracje, które są dość specyficzne. Widząc jednak
zachwyt córki i ja się przekonałam ( w końcu to ma być książka dla dziecka , a
nie dla dorosłego).
Książki wypożyczałyśmy z biblioteki. Córka z
niecierpliwością czekała na dostępność kolejnych egzemplarzy. W końcu do
naszych zbiorów dołączyły „Wielkie Księgi Przygód Basi”. Mimo tego, że znamy
już wszystkie na pamięć, często do nich zaglądamy i razem z bohaterami świetnie
się bawimy.
Mam nadzieję, że moja wypowiedź pomoże wybrać
rodzicom odpowiednie książeczki dla dzieci.
Powiem w sekrecie, że jeżeli
nie macie pewności, czy maluchowi dany tytuł przypadnie do gustu- zajrzyjcie do
biblioteki, wypożyczcie interesującą Was książkę. Ja tak robię i Młoda nie ma
na półce nietrafionych prezentów.
 
 
 
 
http://poligon-domowy.blogspot.com/
 
Poligon domowy 
Katarzyna Bieńkowska

Zaczęłam czytać szybko, więc nie jest to moja
pierwsza książka, ale do dziś ją pamiętam i jestem pewna, że jej wartości są
ponadczasowe, a historia wciągnie każdego! Chodzi, oczywiście, o „Dzieci z
Bullerbyn”… Przyznacie chyba, że każdy chciał mieć takich przyjaciół,
spać na sianie i chodzić po drzewach. Wspólne podwórko i miliony pomysłów na
minutę. Ah! Jak chciałam bawić się z nimi!
Pamiętam do dziś, że sama książka była dla mnie
wyzwaniem – wypożyczona z miejskiej biblioteki, w twardej oprawie, ładnie
ilustrowana no i gruba! Takie tomiszcze w moich drobnych dziecięcych rączkach.
Pękałam z dumy, że ja – taka mała – sama czytam wieczorami książkę i to jeszcze
na głos młodszej siostrze!
To było jakieś 20 lat temu, więc już nie
pamiętam wszystkich przygód, nawet niektórych imion nie potrafię sobie
przypomnieć, ale wykorzystywałam ich sposoby na przykład na wyrywanie zębów… 😉
Za to do dziś pamiętam tę magię jaka mi
towarzyszyła, kiedy czytałam tę książkę. Myślę, że to tytuł, który spodoba się
każdemu dziecku!
http://www.matkapuchatka.pl/
Matka Puchatka – Marzena Gaczoł
Przyznaję, że dłuższą chwilę zajęło mi wybranie
takiej książki, która miałaby szansę otworzyć przed dzieckiem magiczny świat
literatury. Na szczęście z pomocą przybyła moja córa, która nie wahała się ani
trochę i od razu wskazała ten jeden, najważniejszy dla niej tytuł. Wydaje mi
się, że w każdym maluchu można zaszczepić miłość do czytania, jeśli jej treść
będzie współgrała z dziecięcymi marzeniami czy zainteresowaniami. U nas jest to
historia o zwierzętach, do której wracamy często i z przyjemnością…
Trzecie słowo, które
padło z ust mojej córki, to „kotek”. Właśnie wtedy stało się oczywiste, że
dziecko zaraziło się od nas miłością do zwierzaków. Uwielbienie dla wszystkich
stworzonek szybko postępowało – Ewa opiekowała się każdym napotkanym ślimakiem,
z determinacją broniła wszystkich zauważonych żuczków, które niechybnie
zginęłyby pod podeszwą buta, na widok barwnych motyli czy burych ciem piszczała
z zachwytu, z przyjemnością oddawała się głaskaniu i karmieniu
naszych domowych towarzyszy…
Poszliśmy za ciosem!
Półeczka z książkami szybko zaczęła się uginać pod ciężarem barwnych czytadeł,
które pękały w szwach od wymyślnych ilustracji. Piękne wydania i niesamowite
historie nie przykuwały jednak uwagi mojego dziecka na dłużej… Miłość do
zwierzaków kwitła w najlepsze, a zainteresowanie książkami powoli gasło. Do
czasu! Kiedy znalazłam w kartonie stare wydanie Doktora Dolittle i jego zwierząt autorstwa Hugha Loftinga, Ewa
przepadła bez reszty. W książce (w naszym wydaniu) nie ma żadnego obrazka,
jednak historia tego niezwykłego weterynarza obroniła się sama.
Wydaje mi się, że
większość z Was kojarzy przygody doktora, który posiadł niesamowity dar –
potrafił rozmawiać ze zwierzętami. Nie marzyło Wam się kiedyś, żeby chociaż
przez krótką chwilę być jak Dolittle? Nie chcieliście podsłuchać, o czym prawią
wiewiórki, co leży na sercu polnym myszkom, jakie sny miewa Wasz piesek?
Podejrzewam, że każde dziecko ma w sobie – choćby przez moment – takie małe
marzenie, a większość dorosłych wciąż ma w sobie coś z dziecka… Opowieść
o niezwykłym doktorze szybko zdobyła serce mojej córki i wcale jej się nie
dziwię, bo jako mała dziewczynka, też uwielbiam tę historię. Dzisiaj patrzę na
nią trochę inaczej… To już nie tylko ciekawa i pełna przygód opowieść o
zwierzakach, ale dużo ciepła, zrozumienia i bezinteresowności. Ta książka uczy
szacunku do nawet najmniejszego zwierzątka, ale też do drugiego człowieka, przy
czym jest pozytywna, mądra i budująca. Jak patrzy na nią moje dziecko? Z uporem
twierdzi, że będzie weterynarzem, jak doktor Dolittle, i wiecie, tego jej
życzę, nawet jeśli nie posiądzie tej magicznej zdolności, która wyróżniała
głównego bohatera.

I jak podobają się Wam propozycje dziewczyn? Czy Waszym zdaniem te książki mogą rozkochać w sobie małych czytelników? A może macie swoje typy, które u Was się sprawdziły?

Zapraszam do dyskusji!

U nas już dziś wieczorem pierwsze lektury najmłodszego członka naszej rodziny. Leon zaprasza:)
Autorką całego zamieszania jest Magdalena Erbel, autorka bloga Save the Magic Moments. Dziewczyna odwala kawał dobrej roboty: promuje czytelnictwo, zachęca do dyskusji, organizuje wymiany książkowe, zrzesza wokół siebie grono zakręconych osób, które nieustająco odczuwają głód książkowy:)