18.stycznia – dzień Kubusia Puchatka

Alan Alexander Milne

Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka

18.stycznia 2017

Urodziny Kubusia Puchatka – zdjęcie pobrane z internetu
18.stycznia uznawany jest za dzień Kubusia Puchatka. Z tej okazji postanowiliśmy z Tomkiem poświęcić trochę uwagi temu właśnie bohaterowi dziecięcej literatury.
Gdy powiedziałam Tomkowi, że Kubuś Puchatek ma swój dzień w roku od razu usłyszałam, że w takim razie koniecznie robimy TORT, więc co innego było począć…
Przygotowanie biszkoptu to specjalność Tomka.

Przekrojony miś z czerwoną bluzeczką.

Misia Tomek przełożył marmoladą, a na górę nałożył bitą śmietanę.
Misiowy tort gotowy!
Data 18.stycznia, nie jest przypadkowa, bowiem właśnie tego dnia urodził się twórca „misia o bardzo małym rozumku”. Milne napisał historię dla swojego syna Christophera.
Pierwsza książka ukazała się w 1926 roku, została przetłumaczona na kilkanaście języków.
Druga książka ukazała się w 1928 roku. Polskie tłumaczenie wykonała Irena Tuwim, siostra Juliana Tuwima. Dzięki niej do dziś w użyciu mamy takie powiedzonka jak: „małe co nieco”, czy „to, co tygrysy lubią najbardziej”.
Wizerunek Kubusia Puchatka doczekał się wielu odwzorowań. Dzieciaki bawią się maskotkami, puzzlami, zabawkami czy grami, gdzie bohaterami są mieszkańcy Stumilowego Lasu. Jest to postać absolutnie ponadczasowa. U nas dopiero zaczynamy przygodę z małym misiem, jednak myślę, że będzie to dłuższa przygoda…
Trefl Kubuś Puchatek
 
A u Was jak ze znajomością przygód Kubusia Puchatka? Lubicie? Czytaliście? Czytacie swoim Maluchom?

#Grajmy! 3 mini gry, w które można zagrać wszędzie

Mini gry idealne na wyjazd

Grajmy!

Myszki

Balansująca wieża

Samochody

Mini gry idealne na wyjazd


Zakładam, że jak wielu rodziców macie ten sam problem…wyjeżdżacie gdzieś i musicie spakować coś, co będzie ciekawe dla dzieciaków, a przy okazji nie zajmie pół bagażu. Przeważnie gdy zostawiamy wolną rękę Maluchom to pakują wszystko jak leci, bo wszystko jest im niezbędne do funkcjonowania. U Tomka wiodą prym klocki lego duplo, puzzle i książeczki…tak akurat bagażnik jego pakunki zajmują…Do nas rozwiązanie przyszło samo. Dwie z gier, które chciałabym Wam dziś pokazać wygraliśmy w konkursie, natomiast trzecią Tomek dostał w przesyłce Mikołajkowej.

Dlaczego spośród kilkudziesięciu gier, które mamy akurat te skradły moje serce?

  •  mają miniaturowe rozmiary,
  • są kompaktowe;
  • solidnie zapakowane – nie zgniotą się;
  • dziecko może grać samo lub z kimś;
  • części jest niewiele, więc łatwo zorientować się gdy czegoś brakuje;
  • każda z nich rozwija kilka obszarów;
  • zajmują dziecko na dłużej – NAPRAWDĘ;
  • wciągają nawet dorosłych – każdy potrafi się w nich zatracić;
  • są estetyczne, ładne, solidne i kolorowe;

 

Myszki

Myszki – mini gra – idealna na wyjazd.
To jest absolutnie najbardziej urocza gra jaką widziałam…myszki są śliczne, okrągłe i skradają serce.
Gra składa się z:
– 2 myszek w kolorze czerwonym;
– 2 myszek w kolorze niebieskim;
– 2 kawałków serka żółtego;
– kostki do gry.
Myszki – mini gra – idealna na wyjazd.
Zasady gry:
 
 Każdy z graczy wybiera swój kolor myszek. Ustawiamy je jedna za drugą, tak by stykały się ze sobą. W odległości ok 50cm(wg instrukcji) ustawiamy serki. Każdy z graczy pokonuje drogę do serka swoim torem. Gracze rzucają kostką, w zależności od ilości wyrzuconych oczek przesuwamy się o tyle kroków do przodu. Myszki poruszają się na zasadzie „tip-topów” – przeskakują siebie nawzajem. Która drużyna myszek szybciej pokona wyznaczony dystans do upragnionego trójkąta sera ta wygrywa.
Rozgrywka jest szybka, dynamiczna i całkowicie losowa. Bawi, wywołuje uśmiech na twarzy i zachęca do wielu partyjek raz po razie. Przy okazji liczymy, odmierzamy odległości i niechcący powtarzamy matematykę nie zdając sobie z tego sprawy. 

Balansująca wieża

Balansująca wieża – mini gra – idealna na wyjazd

Gra składa się z:

– kostka do gry z kolorami;
– zaokrąglona podstawka;
– 6 kolorowych klocków o różnych kształtach;

Zasady gry:

Kolejno każdy z graczy rzuca kostką, w zależności od wyrzuconego koloru układa taki klocek na balansującej podstawie. Wygrywa ta osoba, której uda się ustawić ostatni klocek na szczycie wieży. Gdy w trakcie gry wieża zostaje zburzona – rozpoczynamy układanie od nowa.
Uwaga! To wcale nie jest takie proste. Należy wykazać się precyzją, uważnością i skupieniem. Polecam też wybranie odpowiedniego podłoża, by dodatkowo nie utrudniać sobie gry. Dziecko może grać samo lub z kimś. Wciąga każdego. Zapewnia dawkę śmiechu i może czasem trochę frustracji, gdy kolejny raz wieża upada w trakcie rozgrywki, ale dzięki temu nie nudzi się tak szybko.

Samochody

Alexander

Samochody Alexander – mini gra – idealna na wyjazd
Ta gra zaskoczyła nas najbardziej. Co więcej, każdy kto postanawia zagrać po pierwszych kilku…nastu próbach z podkulonym ogonem oddaje hołd twórcy;) Cóż to za wyzwanie żeby z 9 kwadratów ułożyć obrazek? Każdy odpowie, że żaden wyczyn…i tu jest pies pogrzebany, bo można się zdziwić.
Zdecydowanie jest to fantastyczny trening dla umysłu. Trzeba się nieźle nagłówkować żeby ułożyć wszystkie elementy prawidłowo. Zadanie polega na dopasowaniu dachu i podwozia samochodu w odpowiednim kolorze z każdej strony puzzla. Z 9 części ma powstać kwadrat 3×3. Podobno są trzy prawidłowe rozwiązania…jeszcze ich wszystkich nie odkryliśmy. 
Ta „gierka” zdominowała nasze Święta. Tomek dawał zagadkę do rozwiązania każdemu kto przychodził nas odwiedzić. I co zaskakujące(albo i nie) nie kończyło się nigdy na jednej próbie, przeważnie było to kilka podejść i pełne emocji komentarze.
Słowem podsumowania jest to świetny pomysł na mały prezencik dla każdego. Niepozorna układanka, a łączy pokolenia. 
Samochody Alexander – mini gra – idealna na wyjazd
U nas te gry sprawdzają się świetnie. Zrobiły furorę i polecamy je z czystym sercem. Łatwo je zapakować i zabrać ze sobą wszędzie tam, gdzie tylko mamy ochotę. Jest tylko jedno ale …należy uważać przy mniejszych dzieciach…idealnie mieszczą się  w małej buzi…!
Dobrej zabawy!

#instaserial o miłości…z cyklu matka też czyta

#instaserial o miłości

wyd. Roger publishing

Lubicie historie miłosne? Czytacie romanse i wyobrażacie sobie jakby to było gdyby historia z książki wydarzyła się naprawdę? Zastanawialiście się nieraz jak to jest postawić wszystko na jedną kartę i wybrać miłość? A może nie wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia i nigdy nie zaryzykowalibyście swoich planów dla „przystojnego nieznajomego”?
Wiele osób pewnie odpowie, że nigdy w życiu, że takie sytuacje się w życiu nie zdarzają i można o tym poczytać/obejrzeć film i na tym koniec. A jednak ja mam dla Was wieści niesłychane…ponieważ te historie pisze samo życie, one nie biorą się znikąd…by to opisać, najpierw trzeba przeżyć to na własnej skórze…
„#instaserial o miłości” @mama ginekolog

Kto to taki?

Autorka to niejaka Nicole Sochacki, „skromna” pani ginekolog, która w wirtualnym świecie mianowała się dumnie brzmiącym pseudonimem @mamaginekolog. Jest młodą kobietą, panią doktor, która ginekologię jako specjalizację wybrała z potrzeby serca. Wiedziała, że to jest jej pasją i w tej dziedzinie chce się rozwijać. Dzięki temu świat wirtualny zyskał osobę, która pisze rzetelne posty na tematy związane z ginekologią, położnictwem i planowaniem rodziny w sposób przystępny, przejrzysty i zrozumiały dla każdego. W swoich kanałach porusza tematy ważne i często ściągające sen z powiek wielu kobiet. 

Gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość?

A no..bo od miłości się wszystko zaczęło…Wyobraźcie sobie studentkę medycyny, przewodniczącą samorządu, rozsądną, wzorową uczennicę…która nagle na widok pewnego mężczyzny traci głowę i stawia wszystko na jedną kartę. Jeden moment, jedno spojrzenie i średniej jakości wymiana zdań powoduje, że (wtedy jeszcze nie @mamaginekolog) wyjeżdża w podróż życia do Afryki, porzuca ukochaną Warszawę i walczy o miłość jak lwica.

Jak się to czyta?

KRÓTKO. Zdecydowanie za krótko. Są to spisane notatki z instagramu, gdzie pod wpływem pytania jednej z czytelniczek Nicole zdecydowała się opowiedzieć swoją szaloną pogoń za miłością.Strona za stroną uciekają szybko, akcja jest wartka i wciągająca. Jednak żeby nie było samego lukru…oj, podenerwowałam się kilka razy… raz nawet bardzo i miałam ochotę odłożyć książkę. Opieszałość głównego sprawcy zamieszania irytowała i przyspieszała bicie serca. Na lekturze spędziłam dwa wieczory i były to bardzo przyjemne chwile. Książka wywołuje uśmiech na twarzy, podnosi na duchu i ma właściwości terapeutyczne…jednak osoby o słabszych nerwach uprzedzam, że może powodować stany depresyjne – szczególnym zazdrośnikom nie polecam, bo zzieleniejecie z zazdrości.
Jest to pełna humoru, lekkim piórem napisana opowieść o miłości dziewczyny do chłopaka, która przeradza się w poważny związek. Chętnie przeczytałabym kolejną część…
„#instaserial o miłości” @mamaginekolog

Miłość bez granic…z cyklu Matka też czyta

Dziś rozpoczynam nowy cykl na blogu. Nie samymi zabawkami/grami i literaturą dziecięcą człowiek żyje. Nieprzypadkowo też długo już się nad tym zastanawiałam i dziś nadeszła wiekopomna chwila. Będę dzielić się z Wami tym co czytam, albo raczej co udaje mi się przeczytać w momentach świadomości gdy dzieciaki śpią. 
Pule otwiera książka niezwykła i dająca wiele nadziei. Jakby poradnik, ale nie poradnik:

 „Miłość bez granic”

Nick i Kanai Vujicic

zdjęcie pochodzi ze strony: http://aetos.pl/sklep/milosc-bez-granic/

Do napisania tej recenzji zbierałam się bardzo długo… Zastanawiałam się jak ugryźć temat, bo książkę można traktować wielowymiarowo, a i autor nie jest standardowym pisarzem.

Nicholas James Vujicic

Autor i bohater tej historii jest niesamowitym człowiekiem pełnym charyzmy, wiary i miłości. Jest mówcą, kaznodzieją, motywatorem i nauczycielem wiary dającym żywe świadectwo. Jego narodziny spowodowały przewrót w życiu rodziny, gdyż urodził się bez rąk i nóg, z wiekiem spowodował rewolucję w życiu wielu ludzi.

Znacie kogoś, kto mówi o sobie, że:  „jest obłędnie szczęśliwy”?

 Ja, szczerze powiedziawszy nie…w dzisiejszych czasach ludzie raczej mówią, że „bywało gorzej”, „jako tako”, „może być” czy „jest ok”. A tutaj taka petarda…ktoś jest nie tylko szczęśliwy, ale OBŁĘDNIE szczęśliwy!
Bohater miał jedno zmartwienie w swoim pełnym miłości do Boga i ludzi życiu martwił się, że przez swoją niepełnosprawność nie będzie miał szansy na wielką miłość kobiety z marzeń. Zastanawiał się czy ktoś zechce go pokochać i spędzić z nim życie.
Jednak los jest przewrotny. Kiedy Bóg postawił przed nim Kanae, wszystko się zmieniło.Od pierwszego spojrzenia zakochali się w sobie i mimo wielu perypetii, o których możecie przeczytać w książce stworzyli piękny związek przepełniony miłością, przyjaźnią, oddaniem i szacunkiem.

Ale o czym ta książka?

Jest to opowieść na dwa głosy. Główni bohaterowie i autorzy zarazem to Kanae i Nick. Opowiadają o swoim zakochaniu, okresie narzeczeństwa oraz o kilku pierwszych latach małżeństwa. Czule wspominają ich perypetie z pierwszymi spotkaniami i serię pomyłek, które stawały im na przeszkodzie. Opowiadają również o walce jaką musieli stoczyć z nieprzychylnymi komentarzami na temat ich tworzącego się związku.
Jest to książka, która inspiruje i daje nadzieję. Która nakreśla kierunek i zadaje ważne pytania, o których w uniesieniach pierwszego etapu zakochania nie myślimy, a z czasem okazuje się, że są to kwestie niezwykle istotne w codziennym życiu.
W moim odczuciu istotnym rozdziałem jest też ten, który opowiada o początkach macierzyństwa i okresie połogu. W czasach gdy promowane jest bycie „superwomen” i „matką idealną ze stali” opowieść Kanae pociesza i podnosi na duchu. Nie koloryzuje. Szczerze pisze o tym, co czuła i daje rady jak kobieta może pomóc samej sobie na tym etapie życia. 

Poradnik o miłości czy powieść autobiograficzna?

Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Rady, przemyślenia i własna historia bohaterów przeplatają się tutaj na każdej stronie. W zależności od tego na jakim etapie życia obecnie się znajdujemy w taki sposób będziemy odbierać opowieść. 
Komu polecam lekturę?
  • każdemu, kto poszukuje miłości;
  • każdemu, kto zamierza powiedzieć sakramentalne: tak;
  • każdemu, kto chwilowo utracił wiarę w miłość;
  • każdemu, kto czuje się samotny w związku i chce odnaleźć ponownie wspólny sens.

Dziękuję  serdecznie wydawnictwu AETOS za możliwość przeczytania książki oraz zapraszam na stronę wydawnictwa. Poznajcie ich publikacje!