Sztywniak wyd. Znak

Mary Roach

Sztywniak

Wydawnictwo Znak

Sztywniak Znak
Sztywniak Znak

Zastanawialiście się czy można przeszczepić ludzką głowę? Całą, z funkcjonującym mózgiem? Czy jest to wtedy przeszczep głowy do nowego ciała, czy przeszczep nowego ciała do starej głowy? Absurdalne? Niemożliwe? Etycznie i moralnie trudne… Intrygujące? Jeśli rozbudziła się wasza ciekawość czytajcie dalej…

Dziś o książce trochę zabawnej, lekko przerażającej, może odrobinę obrzydliwej, dla niektórych szokującej. W gruncie rzeczy poruszającej tematykę poważną, niecodzienną, a jednocześnie tak nam bliską, dotyczącą każdego, często będącą tematem tabu. Tytuł, który jest trochę creepy, trochę spooky, trochę freaky. Mowa o książce autorstwa Mary Roach pt. Sztywniak. Osobliwe Życie Nieboszczyków. Autorka zabiera nas w nieoczywistą podróż do świata nauki i postępu, która nie może obejść się bez badań i eksperymentów, i ciał, ludzkich ciał. Dzięki jej dziennikarskiej dociekliwości i upartości możemy zgłębić zagadnienia, które pewnie niewielu z nas zaprzątają głowę w codziennym życiu.

Z racji zbliżającego się Święta Zmarłych, pochylamy się nam naszymi bliskimi, którzy odeszli, czcimy ich pamięć. Dla większości jednak ten etap życia wieńczy ostatecznie wieko trumny lub drzwi krematorium. To co dzieje się potem z ludzkim ciałem wydaje się nam oczywistą, przykrą koniecznością bez alternatywy. Czytając książkę Mary Roach, dowiecie się, że to tylko jeden z możliwych końców…

Trzeba przyznać, że temat, który wzięła na tapetę Mary Roach nie należy do łatwych i przyjemnych. Może wydać się obrzydliwy, odpychający, ocierający się o profanację. Jednocześnie jest arcyciekawy, pociągający jak zakazany owoc. Eksploracja nieznanych obszarów wiedzy i działalności człowieka sprawia niepokojącą satysfakcję. Kolejne rozdziały książki coraz bardziej nas zaskakują. Czasem wgniatają w fotel i wyrywają z butów. Od samego początku, od pierwszego rozdziału.

„Ludzka głowa jest mniej więcej tego samego rozmiaru i wagi, co przygotowany do upieczenia kurczak. Nigdy wcześniej nie miałam okazji do takich porównań, bo nigdy wcześniej nie widziałam głowy w brytfannie. A tutaj jest ich czterdzieści.”

Jednocześnie trudno przeczytać ją od deski od deski jednego wieczoru. Ciężar psychologiczny i emocjonalny opowieści wymaga od czytelnika dystansu, poddania treści pod rozwagę i przemyślenie. Po kilku rozdziałach przyjemnie jest odpocząć, spojrzeć z boku. Autorka pisze w przyjemnym, lekko humorystycznym stylu, jednocześnie z pazurem. Dzięki temu łatwiej przebrnąć przez zawartość kolejnych rozdziałów. Przy tym nie brak jej wyważenia, delikatności i empatii. To niebywale ważne, gdyż znalezienie złotego środka stało się kluczem do napisania tej książki i jej odbioru przez szerokie grono odbiorców. To istotne ponieważ znajdziemy tu wiele momentów, kiedy szczęka opada nam do podłogi, kiedy wyobraźnia zaczyna działać i wizualizujemy sobie to z czym zetknęła się Mary Roach podczas prac nad książką.

Jak sama pisze we wstępie:

„(…) istnieje tyle innych sposobów na spędzenie czasu, gdy jest się martwym. Włącz się w rozwój nauki. Bądź eksponatem. Stań się częścią drzewa. To niektóre z opcji jakie możesz przemyśleć. Śmierć… nie musi być nudna.”

Problematyka i zagadnienia, które przedstawiają kolejne rozdziały to naprawdę szerokie spektrum. Dotyczą one zarówno zarysu historycznej użyteczności zwłok dla dobra nauki, postępu i najogólniej mówiąc ludzkości. Także tych niechlubnych kart tej historii. Poznamy tajniki medycyny estetycznej, zajrzymy za kulisy szlagieru każdego nowego rocznika studiów medycznych – sekcji zwłok. Odwiedzimy Trupią Farmę, zakłady pogrzebowe, krematoria, domniemane przybytki kulinarne, gdzie podobno serwowano dania z karty kanibala. Medycyna sądowa, badania balistyki, współczesna chirurgia, transplantologia to najbanalniejsze dziedziny, które możemy wesprzeć swoim ciałem po śmierci. Przyjrzymy się brawurowym super bohaterom, którzy bez wahania poświęcają się w wypadkach samochodowych i lotniczych, poprawiając bezpieczeństwo nas, Żywych. Spotkamy ciała bezinteresownie służące wszelkiej maści naukowcom, badaczom, praktykującym młodym lekarzom, którzy kroją je, ćwiartują, zaglądają do środka, wywlekają na „lewą” stronę, zszywają, przeszczepiają. Wszystko w imię, najczęściej, wspólnego dobra i postępu. Z racji tego, iż martwym, pustym naczyniom, które po nas pozostają, mięsnym powłokom, których już nie potrzebujemy już nic nie może zaszkodzić, są idealnym i niezastąpionym tworzywem w każdym, najbardziej nawet szalonym procesie twórczym, poznawczym, jaki ludzkość jest w stanie wymyślić. Zwłoki są wdzięcznym współpracownikiem, nie narzekają, nie protestują, nie pobierają pensji, nie męczą się. Są idealne, ograniczone jedynie swoją trwałością i terminem „przydatności do spożycia”. Ale nawet wtedy mogą być obiektem badań, jak wspomina autorka, gnicie też jest fajne i pouczające.

Mary Roach nie zapomina także o sferze kulturowych ograniczeń i uprzedzeń, często jest to temat tabu, kwestia wiary. Sam fakt tego co możemy zrobić ze swoim ciałem po śmierci nie jest oczywisty. Często jest barierą, którą musimy przełamać sami w sobie. Z taką decyzją pozostawimy następnie naszych bliskich co również może być trudne do zaakceptowania i wzbudzać kontrowersję. Jest to kolejne nieoczywiste zagadnienie, jeśli zastanowimy się nad tym jak trudno czasem zgodzić się na pobranie po śmierci organów do przeszczepu, a przecież idąc tą drogą już tylko krok do tego by nawet po śmierci zrobić ze swoim ciałem coś jeszcze, niż tylko leżeć w ziemi.

Sztywniak Mary Roach to książka wyjątkowa. Intrygująca i ciekawa ponad miarę, przyprawiona szczyptą humoru, który buduje odpowiedni dystans. Autorka nie traci przy tym powagi, nie pozwala sobie na śmieszność czy wulgarność, choć nie brakuje jej pazura. Nie jest to także podręcznik anatomii czy protokół sekcji zwłok. Dlatego czyta się ją z zapartym tchem i fascynacją. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to jednak temat do zgłębienia dla każdego. Każdy dysponuje własną granicą wrażliwości, ale mam nadzieję, że zwykła ludzka ciekawość zwycięży i ze szczerym zainteresowaniem sięgniecie po ten tytuł, który osobiście gorąco polecam.

22 myśli na temat “Sztywniak wyd. Znak

    1. Całkiem ciekawe, kiedyś słyszałam, że w Rosji udało się zrobić taki przeszczep ale mężczyzna przez to zachorował psychicznie i popełnił samobójstwo. Ile w tym prawdy jednak nie wiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *