Norbert Kościesza – policjant po służbie

Norbert Kościesza

Psy prewencji

Folwark Komendanta

Norbert Kostszewa
Norbert Kościesza

Norbert Kościesza to były funkcjonariusz Policji, który pisząc Psy Prewencji oraz Folwark Komendanta stara się ukazać gorzką prawdę o warunkach pracy w „Firmie”, toczących ją niczym choroba patologiach, nepotyzmie i wszelkiego rodzaju nieprawidłowościach. Autor wpisuje się w modny ostatnimi czasy nurt literatury nazwijmy ją umownie policyjną. Nie mam tu jednak na myśli powieści sensacyjnej czy kryminalnej, a kierunek jaki obiera część byłych policjantów, którzy coraz częściej zabierają głos w sprawie funkcjonowania formacji jaką jest Policja.

Jak sam autor pisze, książki powstały:

„(…)po to, by przerwać milczenie o patologicznym przykładzie, który płynie z góry i walczyć o godne warunki pracy kolegów, którzy nadal tkwią w samym środku tej firmy.”

W znakomitej większości książek „o policji” widać potrzebę szczerego opowiedzenia historii, ukazania prawdy, niewidocznej i niedostępnej dla każdego kto nie zetknął się z pracą w formacji mundurowej. Widać w tych książkach żal i rozgoryczenie panującą sytuacją, szeregiem nieprawidłowości, patologicznych praktyk i zwyczajów, sposobem postrzegania i odbioru policjantów i ich działań przez społeczeństwo, brak zrozumienia i ogrom niedocenianej pracy wykonywanej z poświeceniem. To książki autentyczne, napisane z sercem, gorzkie i brutalne, momentami zabawne, ukazujące teatr absurdu klimatem przystający często do poprzedniego systemu. Jak w tym wszystkim odnajduje się Norbert Kościesza? Trafia celnie i boleśnie w samo sedno.

Psy prewencji

Pierwsza z powieści autora, Psy Prewencji to zbiór luźno powiązanych ze sobą historii opowiadających głównie o trudach i specyfice pracy funkcjonariuszy z samego dołu policyjnej drabiny. Tych, którzy każdego dnia stają na pierwszej linii frontu, których widzimy na ulicach każdego dnia. Sens służby w prewencji idealnie ujmuje autor w krótkiej przedmowie. Policjanci Ci:

„(…)poświęcają siebie, swoje rodziny, przyjaciół, wolny czas dla dobra obywateli, którzy wielokrotnie głośno mówią o tym, że nie lubią lub nienawidzą policji, a policjantów nazywają pogardliwie psami. To te psy strzegą domów, obcych rodzin, firm, majątków, życia i zdrowia przed pospolitymi bandziorami, którzy o każdej porze i w różny sposób mogą zagrozić społeczeństwu.”

Psy Prewencji czyta się zatem z zapartym tchem, z pełnym oburzeniem i niedowierzaniem, że tak w majestacie prawa może funkcjonować największa w Polsce formacja mundurowa. Książka pozostawia po sobie gorzko-słodki smak. Gorzki dlatego, że autor nie stara się wybielić swoich bohaterów. Większość to dobrzy policjanci, niepozbawieni jednak wad i ułomności, popełniający błędy, niestroniący od alkoholu, ludzcy, autentyczni, po ludzku niedoskonali jak każdy z nas. Jednak jak wszędzie i tu zdarzają się czarne owce, które tym bardziej szkodzą wizerunkowi całej formacji i swoich kolegów. Słodki smak z kolei niesie ze sobą prawda o służbie, odkrycie pewnego woalu tajemnicy, oczyszczająca siła wypowiedzenia głośno tego, co autorowi leżało na sercu i w głowie. Znając realia służby policjantów zdaję sobie sprawę ile trzeba mieć odwagi by z podniesionym czołem powiedzieć prawdę, by zawalczyć o lepszą przyszłość, by przeciwstawić się niesprawiedliwości i patologii.

Czytając czujemy unoszącego się nad Polską Policją ducha Stanisława Barei, teatr absurdu, ciągłej walki nie tylko z przestępczością, ale może przede wszystkim z systemem, gnojącymi policjantów na każdym kroku przełożonymi. O tym, że oficerowie są ulepieni z innej gliny możemy wywnioskować z większości wspominanych przeze mnie książek, a problematyka ta dotyczy wszystkich służb mundurowych w naszym kraju, w mniejszym bądź większym stopniu. Nikt jednak dotychczas nie zestawił tak dobitnie, obrazowo, waląc prosto z mostu, chamsko i wulgarnie, historii szeregowych policjantów i ich przełożonych. W konsekwencji:

„ludzie, którzy stawili się do służby, pełni fascynacji i wyidealizowanych obrazków, po zderzeniu z szarą rzeczywistością i mechanizmami istniejącymi w policji, takimi jak kolesiostwo, nepotyzm, sprzedawanie się za awanse i premie, popadają w alkoholizm i wypalają się zawodowo”.

Niestety. Podejrzewam też, że większość policjantów w losach i historiach tu opisanych, we wspomnianych bohaterach odnalazłaby fragmenty siebie i swoich własnych łudząco podobnych przeżyć oraz przykrych i żenujących doświadczeń na linii z przełożonymi oraz destrukcyjnym i demotywującym systemem wewnątrz policji.

„Folwark komendanta”

Kształcenie kadry oficerskiej odbywające się w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie przez samych funkcjonariuszy określane mianem fabryki jest stale gorącym tematem dyskusji w policyjnym środowisku. Zdecydowana nadprodukcja kadry oficerskiej, którą następnie trzeba ulokować na stosownych stanowiskach, zapewnić wysokie grupy zaszeregowania i wysokie pensje jest od lat nierozwiązanym problemem. Sytuacji nie polepsza fakt, iż w dużej części by dostać się na kurs oficerski, trzeba zostać niejako „namaszczonym”, a droga do owego awansu jest zwyczajnie nieuczciwa i brudna, naznaczona niemoralnymi zagrywkami. Nepotyzm i układy panują tutaj na każdym kroku. Dodatkowo fabryka oficerów przygotowuje na najwyższe stanowiska często ludzi, którzy nigdy nie pracowali na ulicy, nigdy nie pracowali z ludźmi, nie zaznali znoju służby, potu, łez i krwi. To chyba największa bolączka tego systemu. Przyszli oficerowie, nieznający zupełnie realiów służby, pozbawieni empatii, pełni megalomanii, zainteresowani tylko własną karierą zostają potem przełożonymi, naczelnikami, komendantami. Zamiast sprawnie zarządzać swoimi ludźmi, wyżywają się na policjantach, traktują ich jak śmieci, w swoim wzajemnym kółku adoracji rozdają sobie premie, przyznają różne nagrody, zbierają laury i odznaczenia, nagradzają przydupasów i donosicieli. Dla szeregowych policjantów mają jedynie resztki z pańskiego stołu i pogardę.

Folwark Komendanta Norberta Kościeszy ukazuje nam właśnie przykład tego jak za pomocą układów i nepotyzmu wkręca się do „Firmy” człowieka, który nigdy nie powinien się tam znaleźć, który nigdy nie przeszedłby choćby podstawowych testów sprawnościowych, którego dyskwalifikowały badania psychologiczne. Obserwujemy błyskawiczną ścieżkę kariery zaplanowaną przez ojca Komendanta z prowincji i jego brata, Komendanta z Warszawy. Błyskawiczną ponieważ to co zaplanowano dla przyszłego oficera jest nieosiągalnym dla większości policjantów w ciągu 20-25 letniej kariery spędzonej na ulicy.

Oprócz tego smutnego obrazu Kościesza otwiera przed nami bramy szkoły policyjnej i drugą połowę swojej książki poświecą różnym opowieściom przyglądając się przy tym warunkom panującym na szkoleniu podstawowym policjantów, różnym bohaterom, ich osobowościom, zjawiskom, do których tam dochodzi. Mamy rzadką okazje zobaczyć od podszewki jak wchodzi się w ten świat, który w żaden sposób nie chce się rysować w różowych barwach.

Słowo podsumowania…

Książki Norberta Kościeszy to kawał dobrej, męskiej literatury. Zdecydowanie przeznaczonej dla dorosłych. Gorzkiej, wulgarnej, autentycznej, podejmującej ważny, niejednoznaczny i trudny temat. Bez owijania w bawełnę wskazującej co jest nie tak w tym systemie w jakim funkcjonują policjanci. Autor bez wątpienia naraził się części środowiska, z którego się wywodzi. Jak sam wskazuje spotkał się z naciskami i szykanami, by książek nie publikować, zmienić bądź usunąć ich treść. Tego czego brakuje mi w tych książkach to pewnego wyraźniejszego określenia ram czasowych, tzw. „dziania się” tych historii. Z pewnością wiele wątków dla zobrazowania zostało skumulowanych, mogło wydarzyć się na przestrzeni wielu nawet lat służby bohaterów etc. Część historii ma wymiar uniwersalny, takie rzeczy dzieją się w służbie prawie każdego dnia gdzieś w Polsce, jeśli nie dziś, to jutro lub za tydzień. Ogromne znaczenie ma również miejsce, w którym spotkamy naszych bohaterów. Policja to ogromna formacja i blisko stutysięczna rzesza ludzi. Każde województwo, każdy powiat, miasto i wieś, każdy komisariat i jednostka mają swoja historię i specyfikę. Wspominam o tym dlatego, że musimy pamiętać, że nie wszędzie dzieją się cały czas takie rzeczy, a natężenie zjawisk takich jak nepotyzm, korupcja, nadużywanie władzy przez przełożonych czy samych policjantów jest bardzo różne. Część z opisywanych historii szacowałbym na dzikie lata 90te, po transformacji ustrojowej, część na lata po roku 2000, wreszcie wiele z nich jest aktualnych dzisiaj, i chociaż wiele w służbie zmienia się na lepsze, mogłoby się wydarzyć gdziekolwiek choćby i dziś. Wreszcie momentami możemy poddawać w wątpliwość czy naprawdę w tak absurdalny sposób wygląda codzienna służba policjantów. Jako były policjant mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tak, w 100%. By jednak oddać honor swoim kolegom i przełożonym powiem, że przez lata wiele zmieniło się na lepsze, a wszystko zależy od miejsca i ludzi, z którymi pełni się służbę. Jak wszystko wokół nas, nawet w bezdusznym systemie, to przede wszystkim ludzie tworzą także Policję. Dziękuję serdecznie autorowi za tą lekturę i polecam wszystkim ciekawskim czytelnikom, ludziom z otwartą głową, nie uprzedzonym i z zasady pałającym nienawiścią do munduru. Ludziom, którzy rozumieją jak działa taki twór jak Państwo, na czym polega umowa społeczna, pamiętającym, że jako obywatele mamy nie tylko prawa ale i obowiązki, o co zwłaszcza ciężko w dzisiejszych krzykliwych czasach. Cytując jednego z moich kolegów „policja to formacja siłowa, powołana do pilnowania ładu społecznego, ochrony obywateli, ich godności i ich dóbr, ale także w razie potrzeby represjonowania i przywołania do porządku. Ludzie i tak nas nie lubią, a my nie jesteśmy od tego by nas lubili, nie gasimy pożarów i nie ściągamy kotów z drzew, więc nie będą nas kochać. Wystarczy jednak by nas nie nienawidzili, wystarczy by nas szanowali.”

14 myśli na temat “Norbert Kościesza – policjant po służbie

  1. „Folwark komendanta” to tytuł, który mam na liście książek, które zamierzam przeczytać tej jesieni. Drugiej ksoazki nie znałam, jednak obiema jestem bardzo zainteresowana, ponieważ lubię sięgać po tego typu treści. Tym bardziej, że autor niczego przed czytelnikiem nie ukrywa.

  2. nie miałam okazji czytać, ale na pewno ta książka pomogłaby mi w zrozumieniu żargonu i wtedy wiele rzeczy stałoby się dla mnie łatwiejsze do zrozumienia 🙂

  3. Nie jakoś nie przekonuje mnie ta pozycja książkowa. Lubię czytać ale po nią rwczej nie sięgnę. Ale wiem komu ja polecic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *