Puzzle pianki – zabawa na 102!

Literki i cyferki na wesoło 

zabawa dla małych i dużych
przedział wiekowy od 24 msc

Puzzle pianki przywędrowały do nas całkiem przez przypadek, po prostu wpadły nam w oko na standardowych zakupach. Miłość do nich nie przyszła od razu. Trwało to raczej długo zanim syn się przekonał, że można się nimi ciekawie pobawić.

Do czego służą nam puzzle piankowe od kilku miesięcy?

– najważniejsze zastosowanie to budowanie domków i pudełeczek;

– budowanie drogi dla pociągów, samochodów;

– dopasowywanie literek i cyferek w odpowiednie okienka;

-segregowania:
Układanie do poszczególnych pojemników puzzli kolorami…

…czasami wymaga to większego skupienia i precyzji małych paluszków.

Jest sukces, wszystko ułożone. Pora na największą przyjemność, czyli….

…wsypanie wszystkich elementów do jednego pojemnika i rozpoczynamy zabawę od nowa!
Zabawa tymi małymi (ich wymiary to 6cmx6cm) puzzlami pomaga nam w nauce kolorów, uczy nas precyzji. Jest to doskonałe ćwiczenie małych paluszków,  w gruncie rzeczy dopasowanie literek do właściwego okienka nie jest takim prostym zadaniem dla mojego 2-letniego syna, ale kombinuje bardzo wytrwale i każde dopasowanie zwieńczone jest podskokami z okrzykiem: „Hurra!!” – pierwszorzędna zabawa 😉
Póki co nie uczymy się literek, nie jest to naszym celem absolutnie w tym momencie. Oczywiście gdy syn dopasowuje daną literkę to troszkę sobie o niej rozmawiamy. Powtarzamy co to za literka i opowiadam mu o słowach na daną literę, ale jest to absolutna zabawa i nie mamy nad sobą bata zapamiętania. 
Podobnie jest z cyferkami, oglądamy, analizujemy, ale zainteresowanie znikome…Jedyne co musimy pokazywać na paluszkach to „ile to jest” i to wystarcza. Na dzień dzisiejszy świat liczb jest dla mojego syna pojęciem bardzo abstrakcyjnym i porusza się tylko w wymiarze „dużo” – „mało”. Ciśnienia nie mam…pewnie z czasem nabierze ciekawości światem liczb i wtedy będziemy liczyć na okrągło wszystko co napotkamy na swojej drodze.
Puzzle łączą się ze sobą bardzo lekko i dobrze się razem trzymają. Po paru próbach Maluch opanował tą sztukę całkiem dobrze i sprawia mu to dużo frajdy. Przy budowie domków potrzebuje czasami jeszcze troszkę pomocy, ale że jesteśmy na etapie „JA SAM!!!!” to często walczy sam i walkę wygrywa.
Podsumowując jesteśmy bardzo zadowoleni z tej formy aktywności. Jest to przykład tej zabawki gdzie przy małym wkładzie finansowym dajemy dużo fajnej, ciekawej i kształcącej rozrywki małemu dziecku, a myśląc przyszłościowo może to być zabawa na parę lat. Gdy pozna bliżej świat liter i cyfr mogą służyć do składania pierwszych słów czy układania działań matematycznych. Wystarczy dokupić jeszcze 2 czy 3 zestawy alfabetu oraz cyfr od 0-9 i mamy zabawy na długie godziny!
Znacie puzzle pianki?
 Lubicie te małe zestawy 
czy może wolicie duże puzzle podłogowe?
Zapraszam do podzielenia się waszymi opiniami
 pod postem w komentarzu lub na fb!
 

Zabawy małych paluszków – modelina

Rik&Rok

Wiaderko plasteliny z akcesoriami

Przewidziany wiek wg producenta od 36 msc życia – u nas zabawa trwa od  17 msc życia

Dostępny w sieci AUCHAN.

 

Nasza przygoda z modeliną rozpoczęła się przypadkiem. Otóż rodzice pierwszy raz od narodzin syna wybrali się gdzieś sami…skończyło się czymś, co podobno powszechne w przypadku pierwszego wyjścia po długim czasie od narodzin pierworodnego mianowicie zakupami…ale nie zakupami dla nas, dla domu chociażby…tylko szalonymi zakupami dla tego naszego małego chłopczyka, który przecież został pierwszy raz bez nas. Zakupy były owocne, obkupiliśmy go solidnie,a jakże. 

Jednym z zakupów była własnie modelina. Pierwsze doświadczenia z „lepieniem”mieliśmy za sobą i szaleństwa nie było, więc podeszłam do tego z lekką dozą ostrożności czy oby na pewno się spodoba.

Nasz zestaw składa się z wiaderka (ogromny plus – elegancko wszystko się do środka mieści i wygodne do noszenia dla małych rączek), 4 słoiczków plasteliny z formami w pokrywie, dwóch strzykawek, jednego wałka, foremek z różnymi kształtami oraz z dwóch rodzajów nożyków. 

Elementy są małe, ale bez przesady. Raczej napisałabym, że zgrabne i wygodne. Maluszek ma do wyboru 8 foremek – serce, motyl, owal, księżyc, gwiazdka, kwiatuszek, kwadrat i rybka. Bardzo chętnie wycina nimi różniaste kształty i bardzo dobrze sobie z tym radzi, co daje mu dodatkową motywację do długiej zabawy.
 
Kolory mamy podstawowe: czerwony, niebieski, żółty i zielony. Pojemniczki są plastikowe z dodatkowymi formami do odbijania w pokrywie. To jest absolutny hit, ponieważ może sobie sam, bez niczyjej pomocy odbić domek, auto, kaczuszkę i telefon. 

Jeśli chodzi o trwałość tej modeliny również nie mam zastrzeżeń. Bawimy się już ponad 4 miesiące i nadal po wyjęciu z pojemniczka jest bardzo plastyczna i łatwo można ją wyrobić. Kolory daje się rozdzielić nawet gdy syn pomiesza dwa czy trzy rodzaje. 

 

Wyciskarki są również „hitowe”, ale tutaj potrzeba więcej siły i jeszcze nie do końca sobie sam radzi.

Zestaw nie był drogi, w porównaniu do markowych modelin był wręcz tani, a jakościowo bardzo dobry. U nas sprawdza się doskonale i jest w użyciu czasami dwa razy dziennie. Można oczywiście wybierać spośród wielu różnych kompletów, dostępne są również większe pojemniczki (140g) do kupienia osobno(ok 2.50zł – 3,50zł za sztukę).  Jedynym minusem dla mnie tej modeliny jest dosyć mocny słodkawy zapach, taki mdlący, ale jakoś nikt oprócz mnie tego nie czuje, więc to może moja przypadłość, że ja wszystko „czuję” bardziej niż inni 😉
Dla nas ten jako zestaw startowy był idealny. Polecam!
Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się opiniami na temat modelin innych firm? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb:

 

Upalne dni z lodowymi zabawami!

Lodowe szaleństwo

 

Do zabawy potrzebujemy:

  • foremki 
  • małe figurki
  • miska
  • widelec
  • trochę ciepłej wody

Pomysł wpadł nam do głowy przypadkowo. Syn zafascynowany wyciągnął lód w kostkach i zajął się nim na tyle długo, że postanowiłam to „wykorzystać” 😉

Małe figurki włożyłam do silikonowych foremek w kształcie twarzy/pyszczków misiów i zalałam wodą. Po odstaniu kilku godzin w zamrażalniku nasze lodowe skarby były gotowe do zabawy.

Dodatkową atrakcją był ich kształt…co by nie było misowe robi furorę!

Dla małej rączki było za zimne, więc w ruch poszedł widelec…dłubaniu nie było końca….

Z niezwykłą pieczołowitością i skupieniem T. starał się wyłuskać swoje figurki z lodowego więzienia.

Pierwszy sukces! Jest! Pierwszy danonkowy smok uratowany!

By dziecku ułatwić i trochę przyspieszyć zalecam podlewać gorącą wodą. Najważniejsze żeby dziecko się nie zniechęciło długim czekaniem i żmudnym dłubaniem. Starszym dzieciom niż mój syn na pewno zabawa też się spodoba i pomoże przetrwać szalone upały.

Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się innymi ciekawymi pomysłami  na spędzanie czasu z dziećmi w domu? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb: