#Przygody z książką 4…Gdzie jest pingwin? + lapbook

„Gdzie jest pingwin?”

wyd. IUVI

Nasz pierwszy lapbook – pingwiny

Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy na dziś książkę do wyszukiwania niesfornych pingwinów. Temat pingwinów stał się obiektem naszych zainteresowań niedawno, a tym samym tytułowa książka wróciła do łask i stała się częściej oglądana.
„Gdzie jest pingwin?” to pozycja dla wielbicieli wytężania wzroku i małych detektywów. Naszym zadaniem jest śledzenie rodziny pingwinów – uciekinierów. Ta wesoła dziesiątka uciekła z ZOO i postanowiła wrócić „do siebie”, na Antarktydę. Po drodze zatrzymują się w wielu ciekawych miejscach…
My bardzo lubimy czytać opisy poszczególnych członków rodziny. Ulubieńcem Malucha jest Dzidzia i Gwiazdor, lubiący być zawsze  w centrum zainteresowania.

Przygodę rozpoczynamy od stron prezentujących ucieczkę z ZOO. To chyba najchętniej maglowane dwie strony u nas. Analiza tych stron nie kończy się na wyszukaniu tytułowych bohaterów, ale na przeanalizowaniu każdego zwierzątka i opowiedzeniu co kto gdzie robi…czasami trwa to na tyle długo, że musimy zrobić przerwę przed kolejnymi stronami.


Pingwiny zwiedzają 15 różnych miejsc. Przygodę rozpoczynają od centrum handlowego, w którym każdy z nich znajduje coś ciekawego. Ich misją jest zrobienie zakupów na dalsza drogę, ale przecież to tak fascynujące miejsce…

Do dyspozycji mamy 17 miejsc, które bohaterowie odwiedzają m.in. jezioro, gdzie odpoczywają po emocjach poprzednich dni ponieważ byli uczestnikami balu przebierańców i zwiedzali dom strachów. Na torze gokartowym świętują urodziny, natomiast na obiad wybierają się do najlepszej restauracji w mieście.

 Pingwiny biorą również udział w balu karnawałowym,zwiedzają pustynię, pluskają się na basenie, a nawet spełnia się marzenie Gwiazdora i mają okazję posłuchać koncertu z muzyką poważną na żywo.

W  deszczowe dni pingwiny zabawiają się w kręgielni i muzeum. A jakby emocji było mało nurkują w przestworzach oceanu i latają wysoko w powietrzu..tak wysoko, że na skutek pomyłki lądują w przestrzeni kosmicznej. Wyszukiwanie pingwinów wśród ufoludków jest nie lada wyzwaniem…
Końcowa strona to przywitanie na Antarktydzie…i tutaj to już obłęd 😉 wśród wielu pingwinów musimy odnaleźć 10 naszych tytułowych bohaterów i ich rozpoznać.
Może zechcecie się pobawić z nami i wyszukacie członków naszej rodzinki?
Dla zniecierpliwionych na końcu książki znajdziemy podpowiedzi i musimy zdradzić, że sami korzystaliśmy ze ściągawki gdy nasza frustracja niebezpiecznie wzrastała;)
Dla kogo ta książka? Dla tych wszystkich, którzy są fanami słynnego Mamoko i lubią spędzać czas na wytężaniu wzroku. Miło spędzą czas i młodsi i starsi, a obiecuję Wam, że rodzice przy tej pozycji się też nudzić nie będą. 
Książka jest bardzo ładnie wydana, jest to duży format, w twardej oprawie, miejscami okładka jest lakierowana, co też może stanowić atrakcję dla najmłodszych czytelników. Natomiast strony wewnątrz są wykonane z grubszego papieru i na pewno przez to trwalsze przy częstym kartkowaniu.
Zainteresowanie pingwinami musieliśmy wykorzystać i powstał pomysł na wykonanie lapbooka. Rozpoczęłam poszukiwanie informacji na temat pingwinów w internecie i natrafiłam na materiały wykonane przez jedną z mam prowadzącą arcyciekawego bloga Raaany Julek!. Autorka bloga udostępnia za darmo wiele ciekawych materiałów i pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Pozwoliłam sobie ściągnąć te materiały i tak o to rozpoczęła się nasza przygoda…
Wycinania było co niemiara, ale radości z tworzenia chyba jeszcze więcej. Maluch dzielnie pomagał w czym tylko mógł i spędził naprawdę wiele czasu w skupieniu na swojej pracy. 
Dzielnie kolorował, smarował klejem poszczególne elementy i przyklejał w wyznaczonych miejscach.
Wnętrze prezentuje się następująco:

 Co znajdziemy w środku?
– książeczkę z różnymi aktywnościami pingwinów; przeglądamy, a Maluch opowiada, że pingwin jeździ na łyżwach, czyta, siedzi, trzyma balony, słucha muzyki, myje się, pływa, pije itd.

– druga kieszonka to kolory; postaci pingwinów z różnokolorowymi koszyczkami na brzuszkach – pomaga nam to w powtarzaniu kolorów, a do tego łączymy zabawę z rybkami z koszyczka z okładki. Dopasowujemy kolor rybki z odpowiednim kolorem koszyka pingwina.

– cyfry – pingwiny z cyframi, u nas to od 1-5, na razie skupiamy się na powtarzaniu tylko tych. Układamy w kolejności, ćwiczymy paluszkiem pisanie po obrysie, a także dopasowujemy odpowiednią liczbę klocków czy kapsli. 

– taki duży taki mały – układanka od najmniejszego do największego.
– kształty – to ulubiona kieszonka, nasze własnoręcznie wykonane pingwiny w kształcie serca, kwadratu, koła i prostokąta mają swój pokraczny urok i chyba najbardziej są też „znoszone”, ponieważ uczestniczą w wielu aktywnościach Tomka, a nawet z nim spały…

– przedostatnia kieszonka to garść teorii na temat pingwinów. Dowiadujemy się między innymi gdzie  mieszkają, co jedzą, w jaki sposób się poruszają oraz że wykluwają się z jaja.

– na okładce jeszcze przykleiliśmy oddzielną przegródkę z obrazkami pingwinów, gdzie na poszczególnych karteczkach Tomek kolorował kolejne części ciała naszych małych przyjaciół. 
 – ostatnia przegroda to kto lubi czarny i biały? – czyli zwierzęta, które występują własnie w tych barwach, a tam m.in. skunks, sroka, orka, kot, panda czy nasz tytułowy pingwin.
Całość wygląda naprawdę imponująco i nie ma człowieka, który by nie wszedł do naszego mieszkania i nie został „poczęstowany” dziełem. Tomek jest zafascynowany i często wraca do zabawy. Bardzo serdecznie polecam taki sposób na naukę. Daje dużo satysfakcji dziecku i dorosłemu. My na pewno na tym jednym nie spoczniemy i już mamy kilka pomysłów na nowy lapbook.

Tyle u nas z okazji 4 wpisu w ramach „Przygód z książką”. Polecam wpisy innych uczestników projektu!


#DADA – bawimy się w teatrzyk

DADA

Bawimy się w teatr

Pierwsze kroki…

Dziś mieliśmy bardzo emocjonujące popołudnie.  Wykorzystaliśmy do zabawy pudełko tekturowe po pieluszkach wielorazowych. Do czego ono nam było? do zabawy w TEATR…brzmi dumnie i zacnie, a emocji co niemiara.
Pudełka z pieluszek DADA są bardzo sprytnie pomyślane do powtórnego wykorzystania i w zależności od rozmiaru ponacinane są w charakterystyczny sposób. Nasz rozmiar akurat był sceną teatru  – zamkiem.


Mój syn uwielbia wszelkie drzwi, więc te duże wrota były już olbrzymią atrakcją i świetną okazją do zabawy w „akuku” (nadal jest to jedna z topowych zabaw).  Małe paluszki bardzo dzielnie próbowały zbudować zamek z ponacinanych elementów i dobrze poskładać swoją budowlę. Nie jest to zamek idealny, ale za to prawie własnoręcznie zrobiony i przez to podwójnie cenny. W kilku miejscach musieliśmy się wesprzeć taśmą klejącą i gotowe. Można wymyślać scenariusz…;)

Zaczęliśmy od bardzo krótkiego wprowadzenia co to jest teatr i co się tam dzieje. Gdzie jest scena, co to kurtyna i kim są aktorzy. Był bardzo zaciekawiony co to będzie i z krótką, acz intensywną uwagą wysłuchał po czym popędził przygotować aktorów. 
Pierwsze role dostały pacynki: babcia, czerwony kapturek i wilk oraz krecik, króliczek, drewniany kotek, dinuś oraz niezastąpiona mama świnka.
Naszą pierwszą historią była rozbudowana bajka o Czerwonym Kapturku, który to poszedł do chorej babci z koszyczkiem smakołyków. W naszej bajce spotkał po drodze wielu przyjaciół, którzy doradzali mu którędy może pójść, czym może sprawić jeszcze przyjemność babci czy też dawali mu propozycje zabaw. W każdej rozmowie Tomek intensywnie uczestniczył i przedstawiał swoje pomysły o czym jeszcze bohaterowie mogą porozmawiać. Przejął się bardzo losem kotka, który zgubił się w lesie, był głodny oraz spragniony. Od razu Maluch zaproponował, że Czerwony Kapturek może go poczęstować ciastem z koszyczka i dać mu sok. W końcu gdy czerwony Kapturek napotkał wilka emocje sięgały już zenitu i z napięcia siedział przed samą naszą sceną wołając: „O, nie! O, nie!”…leśniczym był krecik, dostał tą zacną rolę jako ulubieniec i nowy nabytek Tomka. Och, ile to było rozpierającej dumy młode piersi gdy Krecik uratował chorą babcie i Kapturka…Wszystko skończyło się wielkim przyjęciem, gdzie wszyscy  bohaterowie byli zaproszeni i świętowali przy suto zastawionym stole jedzonkiem z Duplo.
Cierpliwość nie jest mocną stroną Tomka i bardzo szybko chciał „SAM, SAM” wszystko układać i przedstawiać. Z wielkim zaangażowaniem przedstawiał mi swoją wersję – oczywiście ulepszoną z nowymi elementami grozy śledzącego Kapturka wilka. 

Zabawy było sporo. Myślę, że niejeden raz jeszcze wrócimy w najbliższym czasie do tej zabawy, bo obojgu nam bardzo się podobało, a historii przecież mamy do opowiedzenia bardzo dużo. W końcu jedynym naszym ograniczeniem jest wyobraźnia. 
Zachęcam do stworzenia własnych teatrzyków, jest to świetna forma aktywności pobudzająca wyobraźnię.
Zapraszam do polubienia nas na fb:

Dziecko na warsztat – odsłona pierwsza…zapraszamy!

DZIECKO NA WARSZTAT

DOMOWE AKWARIUM

warsztat pierwszy – temat dowolny

Jesteśmy ogromnymi pasjonatami rybek…rybek wszelkiej maści…a właściwie syn jest, a my staliśmy się nimi niejako przy okazji;)
Podczas każdego spaceru odwiedzamy sklep zoologiczny i z uwagą oglądamy nowe rybki, żółwiki etc. Z ogromnym zaangażowaniem syn przygląda się karmieniu rybek czy czyszczeniu akwariów. 
Do własnego akwarium  – takiego prawdziwego, przymierzaliśmy się już bardzo długo, ale jakoś cały czas intensywnie nad tym myślimy czy oby na pewno podołamy 😉 Dlatego na pierwszy warsztat w projekcie było oczywiście AKWARIUM…może w ostatnim warsztacie pokażemy prawdziwe akwarium i tym sposobem spełnimy marzenie naszego Syna? hmm…czas pokaże…
Tymczasem pomysł na akwarium był prosty…z kartonowego pudełka, kolorowego papieru stworzyć podwodny świat, który zachwyci Malucha.

Oto nasze materiały:

  • karton,
  • blok tekturowy, kolorowy,
  • pędzelki,
  • farby plakatowe,
  • białe kartki papieru,
  • taśma dwustronna(moim zdaniem najłatwiejsza do obsługi przez dwulatka),
  • nożyczki,
  • brokat,
  • muszle,
  • kamienie,
  • rafia – zielona i żółta,
  • żyłka wędkarska.

Pierwszym krokiem było wyklejenie wnętrza kartonu białymi kartkami oraz pomalowanie ich niebieską farbą. Malowanie farbami jest u nas od niedawna atrakcją, więc zabawy było co niemiara a i ku mojemu miłemu zaskoczeniu dodatkowego sprzątania niewiele.

Kolejnym krokiem było nacięcie pięciu szczelin na górze pudełka, w których zawiesiliśmy nasze rybki na żyłce.  Z okładki papieru kolorowego wycięliśmy skarb, dno morza, pana syrenę oraz rekina. Wykleiliśmy tło, rekina podkleiliśmy kolorową tekturką i zawiesiliśmy na żyłce.
 

Rybki wycięliśmy z kolorowego kartonu, Maluch nakleił oczka (oczka były hitem!) oraz ozdobiliśmy brokatem. Ostatnim etapem przygotowania rybek było nawleczenie żyłek i zaczepienie u góry kartonu. dzięki tym szczelinom możemy przesuwać sobie rybki – rybki mogą pływać. Rafia u nas spełniła rolę wodorostów i odpowiednie ułożenie jej zajęło nam sporo czasu gdyż musiało być idealnie.  

 

Gdy już „trawa” była na swoim miejscu nadszedł czas na muszelki, nad którymi nie brakowało achów i ochów. Układaliśmy, przekładaliśmy, opowiadaliśmy czym się charakteryzują, co je różni, układaliśmy wg wielkości i słuchaliśmy szumu morza. To była najprzyjemniejsza część dla mnie…uwielbiam szum morza…był to moment mojego rozmarzenia 😉

W naszym akwarium zamieszkały także rekiny: tata z synem z kolekcji DeAgostini „Dinozaury i przyjaciele”:

Zabawy w akwarium nie miały końca, najwięcej radości sprawiało Maluchowi gdy dinozaur, który wykluł się nam parę dni wcześniej z jaja, o którym pisałam wcześniej tu zjadał rybki i był agresorem 😉

 

Zabawie towarzyszyła nam lektura „O rybaku i złotej rybce”.

Zapraszamy do zabawy i zachęcamy do wykonania akwarium wraz z dziećmi!
Poniżej mapa z blogami, które również biorą udział.
Klikajcie!

Upalne dni z lodowymi zabawami!

Lodowe szaleństwo

 

Do zabawy potrzebujemy:

  • foremki 
  • małe figurki
  • miska
  • widelec
  • trochę ciepłej wody

Pomysł wpadł nam do głowy przypadkowo. Syn zafascynowany wyciągnął lód w kostkach i zajął się nim na tyle długo, że postanowiłam to „wykorzystać” 😉

Małe figurki włożyłam do silikonowych foremek w kształcie twarzy/pyszczków misiów i zalałam wodą. Po odstaniu kilku godzin w zamrażalniku nasze lodowe skarby były gotowe do zabawy.

Dodatkową atrakcją był ich kształt…co by nie było misowe robi furorę!

Dla małej rączki było za zimne, więc w ruch poszedł widelec…dłubaniu nie było końca….

Z niezwykłą pieczołowitością i skupieniem T. starał się wyłuskać swoje figurki z lodowego więzienia.

Pierwszy sukces! Jest! Pierwszy danonkowy smok uratowany!

By dziecku ułatwić i trochę przyspieszyć zalecam podlewać gorącą wodą. Najważniejsze żeby dziecko się nie zniechęciło długim czekaniem i żmudnym dłubaniem. Starszym dzieciom niż mój syn na pewno zabawa też się spodoba i pomoże przetrwać szalone upały.

Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się innymi ciekawymi pomysłami  na spędzanie czasu z dziećmi w domu? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb: