#DnW…Tekturowe love

Tworzymy!

Parking i lotnisko 2w1

temat: Tektura

Tegoroczna edycja Dziecka na Warsztat zyskała nowy wymiar – stawiamy na kreatywność – zgodnie z przewodnim hasłem „Tworzymy!”. Każdy miesiąc ma przypisany materiał, który ma być naszym głównym materiałem pracy. Wrzesień to tektura i papier. 
U nas papierowe twory to dosyć popularna forma zabawy. Najczęściej wykorzystujemy rolki po papierze toaletowym. Robiliśmy np.:
  • kalendarz adwentowy – klik
  • lornetki, które służą Tomkowi do dziś i są towarzyszem każdego wyjazdu – klik
  • pudło sensoryczne – klik
  • kulodrom – klik
  • tablica manipulacyjna – klik
  • gra planszowa – klik
  • akwarium – klik
  • pierwsza książka Tomskiego z wyskakującymi okienkami – klik
  • motoryka duża z zającem wielkanocnym – klik  
  • gra za grosze diy – klik

W ramach naszych wrześniowych poczynań zrobiliśmy smoka ziejącego ogniem, kosz do gry w koszykówkę oraz hit, czyli parking i lotnisko 2w1.

  • smok ziejący ogniem:  

Do wykonania potrzebujemy: rolkę po papierze toaletowym, zieloną farbę, oczka, kolorowe paski bibuły oraz klej.

Smok ziejący ogniem z rolki po papierze toaletowym

  • kosz do gry w koszykówkę
Wykonanie jest bardzo proste. Wystarczy kilka rolek po papierze toaletowym skleić razem, przyczepić do tekturki i zabawa gotowa. O, dziwo Tomka zajęło to nadzwyczaj długi i trwało to kilka dni, więc mały nakład pracy, finansowy żaden, a zabawa pierwsza klasa. Dodatkowo ćwiczenie dużej motoryki:)
kosz do koszykówki z rolek po papierze toaletowym
  • parking i lotnisko 2w1

Największym naszym projektem był tekturowy parking i lotnisko. Jako, że u nas obecnie na topie samoloty, więc naturalnym rozwiązaniem było stworzenie lotniska dla figurek Tomskiego.

Lotnisko i garaż 2w1

„Budowla” składa się z parkingu „podziemnego” dla największego samolotu i dużych samochodów. Pierwsze piętro to parking i pasy drogi dla samochodów oraz górne piętro, czyli pasy startowe dla samolotów z hangarem i mini lądowiskiem z windą.

Podjazd na pierwsze piętro parkingu

Górna część lotniska i z prawej strony widoczny zjazd na niższe piętro

Lotnisko zostało pieczołowicie obklejone przez Tomka naklejkami z jego ulubionych filmów

Rwący Wicher wylądował

Hangar – mieszczą się wszyscy

Tata Tomka wycinał i sklejał, natomiast Tomek z wielkim zaangażowaniem oklejał i ozdabiał dzieło. Jest to bardzo  fajny pomysł na spędzenie razem czasu oraz wspaniałą zabawę przez  długi czas. Dodatkowym atutem jest fakt, że bez wielkiego nakładu finansowego możemy odwzorować czy też wymyślić własną wersję wymarzonego parkingu naszego dziecka.

Zapraszamy do wspólnej zabawy!

#dziecko na warsztat…zmysły

#dziecko na warsztat…temat dowolny

Badamy zmysły

Patrzymy, słuchamy, dotykamy, wąchamy, smakujemy

 

Wielkimi krokami nadszedł czerwiec – ostatni miesiąc projektu #dziecko na warsztat. Było to 10 miesięcy pełnych wyzwań i nowych doświadczeń – dla mnie jako „mamy blogującej” oraz dla Tomskiego, który jako jeden z najmłodszych uczestników projektu musiał wiele razy stawić czoła tematom, które były dla niego jeszcze całkowitą abstrakcją;) Jednak procentuje to do dziś, gdyż pierwszy temat – astronomia – wtedy był czarną magią, a zainteresowanie rośnie do dziś i ciągle planety oraz ziemia są na topie.

Czerwiec to temat dowolny – postawiliśmy na zmysły. Bohaterem tego warsztatu jest już nie tylko Tomek, ale i Leon (3 – miesięczny), który zmysłami poznaje świat.
Rozpoczęliśmy od rozmowy: co to są zmysły i do czego są nam potrzebne. Tomek z małą podpowiedzią „Pierwszej Encyklopedii Ciało Człowieka” wymieniał zmysły i zastanawiał się do czego służą. Tak o to doszliśmy do wniosku, że mamy 5 zmysłów:

źródło

I. Oczy służą do patrzenia!

II. Uszy służą do słuchania!

III. Dłonie służą do dotykania!

IV. Nos służy do wąchania!

V. Język służy do smakowania! 

Wykonaliśmy szereg zabaw, które pozwoliły nam doświadczyć poszczególnych zmysłów. Niejednokrotnie okazywało się podczas zabawy, że równocześnie zaangażowanych jest kilka zmysłów, co bardzo dziwiło Tomka i zastanawiało.

I. Oczy służą do patrzenia!

Wszyscy wiedzą, że wzrok należy kształcić od urodzenia. Maluszki na początku swojego życia widzą niewiele i dlatego najłatwiejsze dla nich są do dostrzeżenia kontrasty. Jako, że Leon niedawno skończył trzy miesiące niemal od powrotu ze szpitala oglądamy sobie „karty kontrastowe na sznureczku” CzuCzu oraz książeczki przeznaczone dla maluszków.

Pierwsze pozycje w biblioteczce Najmłodszego.

Prawdziwym hitem jest rozkładana, długa książeczka dla najmłodszych, która jest świetnym motywatorem do podnoszenia główki podczas leżenia na brzuszku. Oprócz strony kontrastowej na odwrocie mamy kolorowe obrazki dla nieco starszego dziecka, która jest pełna szczegółów do wyszukiwania i motywuje do wymyślania historii.
Ostatnią pozycją w biblioteczce Leona jest książeczka materiałowa pełna przeróżnych niespodzianek. Ma otwierane okienka, wystające elementy. Zastosowane materiały o różnych fakturach mają pobudzać zmysł dotyku, niektóre strony szeleszczą, inne jeszcze mają ukrytą piszczałkę, a bohaterami są zabawne zwierzątka. Ona wzbudza zdecydowanie bardzo wiele emocji u Najmłodszego.

Tomski, natomiast,  uwielbia książeczki wszelkiego rodzaju. Z wyszukiwankami, które pobudzają wzrok jest również za Pan brat od dawien dawna. Czołową pozycją tego typu, niezmiennie od dwóch lat, jest Kajtuś. Jest to typowa kartonówka z zadaniem: znajdź i policz.

Jest lato, więc i najchętniej oglądana strona to Kajtuś na basenie.

Pokazywaliśmy też już na blogu trudniejszą książeczkę „detektywistyczną” pt.: „Gdzie jest pingwin?”(więcej tutaj). W tym wypadku należy już się porządnie skupić i wytężyć wzrok żeby odnaleźć rozbrykane pingwiny:

Jedną z ulubionych historii do wytężania wzroku jest również osławiony już przez wszystkich „Rok w lesie”. Tomek przeważnie do śledzenia wybiera szopa pracza:

 

II. Uszy służą do słuchania! 

Dzieciaki od pierwszych chwil życia reagują na głos matki, który znają już z życia płodowego. Leonidas najżywiej od powrotu ze szpitala do domu reagował na Tomskiego. Gdy usłyszy gdzieś tylko starszego brata to śmieje się w głos i  za wszelką cenę próbuje się odwrócić w jego kierunku.
Zabawę w słuchanie rozpoczęliśmy od wychwytywania najcichszych odgłosów w domu. Nasłuchiwaliśmy kapiących kropli wody odkręcając kran coraz mocniej aż do maksymalnego odkręcenia, co skojarzyło się Tomkowi z odgłosem wodospadu;) Słuchaliśmy „muzyki blokowiska”, a to sąsiad coś głośniej powiedział, a to drzwi trzasnęły, skądś dobiegał płacz dziecka czy dźwięk domofonu. Świetną okazją do wsłuchiwania się jest spacer. Możemy posłuchać śpiewu ptaków, szeleszczącego wiatru, latających w oddali samolotów i jeżdżących samochodów.
Na spacerze zorganizowaliśmy sobie również konkurs: zgadnij co słyszę. Za pomocą pytań pomocniczych Maluch musiał odgadnąć na czym skupiam uwagę i czego nasłuchuję. Była kupa śmiechu i dobrej zabawy(im starsze dziecko tym zabawa ciekawsza), polecamy!
Od słuchania śpiewu ptaków (na którym się nie znam i nie za bardzo potrafiłam odpowiedzieć wyczerpująco, który ptaszek jak śpiewa) przeszliśmy do słuchania realnych odgłosów zwierząt. Tutaj nieodzowną pomocą była mapa „Zwierzęta świata”.

Tomek włączał poszczególne zwierzątka, a ja i Leon mieliśmy za zadanie odgadnąć jakie to zwierzę. Niesamowitą radość dziecku sprawia „pomyłka” mamy i obowiązek wytłumaczenia, co to za zwierzę oraz naśladowanie ulubieńców.

Gra na wszelkiego rodzaju instrumentach to jedna z podstaw kształcenia słuchu. U nas póki co tylko organki, grające przeróżne melodie, ale coraz częściej Maluch zaskakuje swoimi umiejętnościami muzycznymi, więc będziemy musieli pokombinować jak to wykorzystać;)


Jedna z ostatnich naszych zabawach „słuchowych”: Tomek wybrał sobie kilka przedmiotów, poznał dźwięki jakie wydają, a potem stojąc tyłem, skupiając uwagę tylko na słuchaniu zgadywał czym poruszyłam. Ćwiczyliśmy też sekwencje zbudowane z dźwięku. Np. butelka z ryżem x1 potrząśnięcie, klik lampki i grzechotka x 2 – całkiem sprawnie Tomkowi wychodziło powtarzanie usłyszanych „melodii”.

Podobnie bawimy się z Leonem. Maluszek leży na brzuszku, ma przed sobą porozkładane grzechotki. Zabieramy jedną i grzechotamy np. z lewej strony, Leon musi odwrócić główkę w stronę skąd pochodzi dźwięk. Jest to dla niego świetna zabawa i ćwiczenie przy którym nie tylko wyostrza słuch, ale też trenuje swoje mięśnie brzucha, plecków oraz szyjki, nad którymi musimy pracować.

III. Dłonie służą do dotykania!

Dotyk to jeden z najważniejszych zmysłów. Jest to jeden z pierwszych zmysłów, który się rozwija. Niemowlęta aż ok 80% bodźców ze świata odbierają za pomocą zmysłu dotyku.

Zacznijmy od „Twarzy sensorycznej”:

 
Przygotowaliśmy różne przedmioty o zróżnicowanym kształcie, strukturze i wielkości. Były to m.in.: muszelki, kamienie, pompony, druciki kreatywne, słomki, makarony, fasola, watki i przystąpiliśmy do działania. Tym sposobem powstał nam „Pan” z rączkami Tomskiego:

Bawiliśmy się też materiałami o różnej fakturze. Tomek łączył w pary te same kawałki materiału. Najpierw wspomagając się oczami, a później gdy już zaznajomił się ze strukturą poszczególnych skrawków z zamkniętymi oczami dopasowywał te same elementy.

Dotyk stymulujemy też za pomocą przeróżnych mas i substancji, które Tomek uwielbia. M.in. bawiliśmy się w tym miesiącu:

– pianka do golenia plus farbki plus rączki…ubaw po pachy – dosłownie;)

– ciecz nienewtonowska to tylko dwa składniki: mąka ziemniaczana i woda. Pisaliśmy o tym tutaj.

Ciesz nienewtonowska
– nieodzowne malowanie paluszkami i stópkami:

Graliśmy również w dotykowe memo, o którym pisaliśmy już kiedyś tutaj😉 Wbrew pozorom to memo jest twardym orzechem do zgryzienia nawet dla dorosłej osoby:

 

IV – V. Nos służy do wąchania! Język służy do smakowania!

I tutaj zaczynają się problemy…ponieważ Tomski absolutnie nie chce próbować nowych smaków. Żadnym sposobem nie można go namówić żeby choć musnął językiem czegoś nowego. Przez swoje niejedzenie ma bardzo ograniczony repertuar smaków i liczyłam na jakiś postęp dzięki zabawom, ale niestety…chyba trzeba jeszcze czasu…
Najpierw Tomek wąchał. Opowiadał co jak pachnie i rozpoznawał składniki po zapachu. Kolejnym krokiem było smakowanie. Jak widać na zdjęciu cytryna została wyssana, bo o dziwo akurat cytrynę Tomski bardzo lubi i im kwaśniejsza tym bardziej mu smakuje. Rozmawialiśmy sobie też o tym co jest ostre, słodkie, gorzkie…ale to już była czysto teoretyczna dyskusja, bo na praktykę póki co nie ma szans.

Ciekawostką dla Tomka był obrazek języka z zaznaczonymi strefami odpowiedzialnymi za odczuwanie poszczególnych smaków. Przeanalizował to szczegółowo i stwierdził, że KIEDYŚ wypróbuje to na sobie, ale JESZCZE NIE JEST NA TO GOTOWY – no i jak tutaj dyskutować? pozostaje mi tylko czekać na jego gotowość;)
 

Obrazek pobrany z internetu. Niestety zapodziało mi się źródło. Jeśli ktoś wie kto jest autorem, proszę o informację wtedy z chęcią zamieszczę odpowiedni link do autora.

Leon uwielbia poznawać nowe smaki, wkłada do buzi wszystko. Uwielbia ssać swoje rączki i zabawki – dzięki czemu poznaje świat na swój sposób. Cały się trzęsie gdy widzi łyżeczkę z kropelkami i (o, zgrozo!) ze smakiem zlizuje lekarstwo na kolki. To daje mi nadzieję, że gdy wkrótce zaczniemy rozszerzać dietę Najmłodszego z większą ochotą będzie próbował nowych smaków oraz będzie zajadał się wszystkimi pysznościami, które z chęcią mu przygotuję.

Na koniec prosta butelka sensoryczna, którą Tomek przygotował  dla brata. Do plastikowej butelki po wodzie Tomski nasypał ryż oraz kilka małych zabawek. Leon stara się turlać butelkę, ogląda zawartość i bardzo głośno się śmieje gdy z ryżu wyłoni się któraś z zabawek. Ochoczo reaguje też na dźwięk przesypywanego ryżu. W odróżnieniu od niektórych zabawek dziecięcych jest to bardzo przyjemne dla ucha. Natomiast Tomek bawi się w detektywa i „odszukuje ukryty skarb” 😉

To na tyle naszych czerwcowych poczynań. Było wesoło i kolorowo. Tomek poznał kilka nowych zagadnień, inne sobie powtórzył, a przede wszystkim dobrze się bawił. Cieszy mnie, że do naszych zabaw pomalutku dołącza się Najmłodszy nasz Leon i tak ochoczo reaguje na nasze propozycje spędzania wspólnie czasu.

Zapraszam do odwiedzenia innych uczestniczek projektu. Jestem bardzo ciekawa, co wymyśliły inne mamusie i dziękuję za wspólną zabawę przez ostatnie 10 miesięcy:)

#dziecko na warsztat…zwierzomania

#dziecko na warsztat…zwierzęta

Zwierzomania


Kolejny miesiąc minął niepostrzeżenie. W maju byliśmy skupieni na zabawach ze zwierzątkami w roli głównej. Do tematu podeszliśmy bardzo spontanicznie, bez konkretnego planu, a jednak wyszło nam kilka ciekawych zajęć. 
U nas w domu zwierzątka królują od bardzo dawna. Fascynacja Tomka rozpoczęła się gdy miał pół roku i dostał pierwszą przesyłkę z kolekcji DeAgostini pt.: „Przyjaciele z Lasu”. Tata niedźwiedź oraz wiewiórka Rudzia – figurki, które były pierwszymi w serii, skradły jego serce na tyle, że prenumerujemy książeczki wraz z figurkami do dziś i jak widać na zdjęciu powyżej jest już tego całkiem sporo.


Każda przesyłka to dwie książeczki tematyczne oraz dwie figurki zwierząt lub elementów potrzebnych do zbudowania lasu. Tomski ma już sporą kolekcje drzew, leśniczówkę, ul, paśnik, budkę obserwacyjną oraz traktor z przyczepą do przewożenia drewna. Nasza kolekcja liczy już ponad 60 numerów i trwa prawie dwa lata.
Prawdziwą skarbnicą wiedzy są dołączone książki, które wydane w twardej oprawie z bardzo przyjemnymi ilustracjami cieszą oko i uczą. Podzielone są na pięć kategorii:
– mieszkam w lesie;
– mieszkam blisko lasu;
– rośliny leśne;
– sekrety lasu;
– chronimy las.
Każda zawiera solidną dawkę informacji na wybrany temat. Poznajemy ciekawostki, naturalne środowiska zwierząt, budowę ich ciała, sposób odżywiania itd,  a na końcu zawsze mamy do przeczytania dwie krótkie bajeczki – umilaczki.

W rozmowach na temat leśnego życia zwierząt nie tylko pomagają nam książeczki z kolekcji, ale również zdobytą wiedz utrwalamy oglądając znakomitą publikację z zeszłego roku, czyli „Rok w lesie”.
Ta piękna, kolorowa z fantastycznymi ilustracjami kartonówka (autorstwa Emilii Dziubak) zawładnęła naszymi sercami już dawno temu, pokazać jej na blogu jeszcze nie było okazji, a jest to prawdziwy skarb dziecięcej biblioteczki. 
Jest to dwanaście rozkładówek, na których obserwujemy życie w lesie na przestrzeni kolejnych miesięcy. Zawsze pierwszym krokiem podczas oglądania jest przypomnienie sobie wszystkich bohaterów i wybór, którego tym razem będziemy „śledzić”. To nasza ulubiona forma zabawy z tą książką. Tomek najczęściej wybiera szopa pracza, ot taka sympatia:)

Tomek bardzo lubi wszelkiego rodzaju puzzle i dopasowanki, dlatego w tym miesiącu postawiliśmy na takie właśnie zabawy. Poszperałam w internecie i znalazłam kilka ciekawych propozycji. 
Na pierwszy ogień poszło memo „tekstury”. Wydrukowaliśmy zdjęcia zwierząt oraz do kompletu fragmenty ich sierści/skóry/piór. 
Zabawę rozpoczęliśmy od omówienia sobie poszczególnych zdjęć. Rozmawialiśmy w jakich środowiskach żyją (czy w wodzie/na lądzie/w powietrzu), jak się poruszają (latają/pływają/chodzą/pełzają) oraz co lubią jeść.  W pierwszej kolejności dopasowaliśmy obrazki, kolejną zabawą była gra jak w klasyczne memory – poprzez losowanie obrazków i zbieranie par, a na końcu Tomek losował zdjęcie tekstury i jego zadaniem było opowiedzenie jakie to zwierzątko, gdzie żyje, jak się porusza oraz czym się żywi.
Docelowo z obrazków miała powstać mini książeczka do wyszukiwania właściwych par, ale póki co obrazki są cały czas  w użyciu przez co są niedostępne do dalszej obróbki;) 
Pobawiliśmy się też troszkę „matematycznie”:
– ćwiczymy liczenie do 5. Tomski układał odpowiednią ilość zwierzątek w okienkach.

– puzzle matematyczne – z rodziną świnek liczyliśmy do 10;

 – wyszukiwanie takich samych obrazków wg polecenia: 3 – wieloryby, 2 – żółwie itd. Tomek dla ułatwienia kolorował sobie wybranym kolorem zwierzątka i w ten sposób oznaczał takie same.

– wykorzystaliśmy też nasze filcowe figury geometryczne z warsztatu matematycznego. Zadanie polegało na dopasowaniu filcowej figury do kształtu na podstawie, dodatkowo dołożeniu zwierzątka w odpowiednim kształcie oraz na końcu Tomski musiał zaprezentować odgłos, który wydaje z siebie poszczególny zwierzak;
– szukanie cienia – test na spostrzegawczość(Tomek nie omieszkał przy każdej dopasowanej parze również wydawać z siebie odgłosy charakterystyczne dla poszczególnych zwierząt);
Nie zapomnieliśmy również o ćwiczeniach dla małych paluszków. Tomski z wielkim zaangażowaniem wyklejał motylka plasteliną urywając malutkie kawałki plasteliny i rozciągając je na obrazku – świetne ćwiczenie motoryki małej.

Klamerki stały się dla nas inspirujące już jakiś czas temu. Co więcej, Maluch nadal nie do końca potrafi sobie z nimi poradzić, więc zabawa w sam raz dla niego. Wydrukowana tarcza z „jedzonkami”, główki zwierzątek i zabawa murowana. Zadanie proste: dopasować pożywienie do zwierzątka. Zabawę można dowolnie modyfikować, robiliśmy sobie np. zagadki na spostrzegawczość (jedna osoba zamyka oczy, druga wyszukuje, które zwierzaki zostały wymienione- niewłaściwie dopasowane.
Zwieńczeniem miesiąca miała być wycieczka do ZOO, ale niestety pogoda i obowiązki zawodowe pokrzyżowały nam plany. Niemniej jednak nadrobimy i chętnie się podzielimy wrażeniami z ostrawskiego ZOO, które Tomski odwiedzi już drugi raz:)
Karty pracy oraz obrazki do druku można pobrać: tu, tu, i tu
Zapraszam po więcej inspirujących wpisów:

#dziecko na warsztat…zabawy terenowe

Wspomnienie dzieciństwa

Zalety mieszkania na wsi

Temat przygotowany na kwiecień był dla mnie nie lada zagwózdką. A to dlatego, że ja, wychowana na wsi, a od kilku lat mieszkająca  w mieście za nic w świecie nie potrafię sobie wyobrazić jak w tym nieszczęsnym mieście można się bawić? Bawić tak beztrosko, po prostu, „po dzieciowemu”.
Pewne przemyślenia w tym temacie miałam już w zeszłym roku gdy z Tomskim zaczęłam odwiedzać place zabaw i obserwowałam starsze dzieci, które usiłowały znaleźć sobie jakąś rozrywkę na skwarku wydzielonym specjalnie dla nich. Dla małych dzieci, wiadomo taki plac zabaw świetna sprawa – piaskownica, huśtawka, drabinka do wspinania i dzień wypełniony po brzegi, ale co ze starszymi dziećmi w mieście? ja ich u nas nie zauważam…wydaje mi się, że po prostu siedzą w domu i laptopy/tablety/tv stanowią ich place zabaw.
…bo za moich czasów…tak wypadałoby zacząć…no a znowu taka stara nie jestem, bo w tym roku przywitam gromkimi brawami trójkę z przodu, to spędzało się całe dnie na polu/na zewnątrz/na dworze;) Oj, my się potrafiliśmy dobrze bawić, a żeby było tego mało, miałam sąsiadów samych chłopców, więc zabawy mieliśmy przeróżne.
Najważniejszym naszym wyzwaniem było ciągłe budowanie „baz” i domków/szałasów. To była najlepsza zabawa, jeden zawsze był na tzw. „górce”, a drugi najczęściej nad rzeczką. Bawiliśmy się całe dnie w budowanie, a potem w urządzanie. Tworzyliśmy prawdziwe domostwa, w których potem odtwarzaliśmy przeróżne role. 
Spędzaliśmy całe popołudnia na graniu w karty i gry w altance w ogródku. Do dziś wyraźnie pamiętam głos mamy, która z domu tylko wołała co jakiś czas, że nasze szalone okrzyki przy emocjonującej rozgrywce zagłuszają ich rozmowy domowe. 
Albo gra w berka z wężem z odkręconą wodą…ganialiśmy się po całym ogrodzie i wszystko było zalane wodą;) ile to nam dawało radości.
Podchody również plasowaly się wysoko w naszym rankingu zabaw. Dzieliliśmy się na dwa obozy i wymyślaliśmy trasy z przeszkodami do pokonania dla przeciwników.
Natomiast wieczorami urządzaliśmy ogniska. Każdy przynosił coś do jedzenia i urządzaliśmy sobie biwaki.
To były piękne czasy:) Gdy to wspominam zastanawiam się jakie zabawy będą urządzać sobie moi synowie w tym blokowym otoczeniu…

Na wpisy z milionami pomysłów na zabawy podwórkowe zapraszam do innych osób biorących udział w projekcie:

#dziecko na warsztat…podróże małe i duże

Miejsca warte zobaczenia

Podróże z Maluchami

Marzec przeleciał jak z płatka, dopiero co robiliśmy podsumowanie matematycznych zmagań, a tutaj już koniec marca. U nas w tym miesiącu chciałabym polecić kilka miejsc, które już udało nam się odwiedzić z Maluchem. Trochę nietypowo jak na projekt #dziecko na warsztat, ale był to czas wzmożonego oczekiwania na drugie nasze Maleństwo i ostatnie przygotowania pochłonęły większość naszego czasu. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że będzie to ciekawa „ściągawka” dla Was i zachęci do odwiedzenia niektórych z tych miejsc.
  • Park Inwałd
Par Inwałd to prawdziwa gratka dla miłośników dobrej zabawy. W jednym miejscu mamy możliwość odwiedzenia Parku Miniatur – odbyć podróż dookoła świata, Dinolandii, cofnąć się w czasie do średniowiecznych smoków i warowni, zwiedzić Ogród Jana Pawła II oraz prawdziwa gratka dla najmłodszych, czyli poobcować ze zwierzątkami na Wesołej Farmie w parku Kucyk Mini ZOO.

Dinolandia
Dinolandia
Warownia – średniowieczna osada
Park Miniatur
Park Miniatur

Kucyk Mini ZOO

http://www.inwaldpark.pl/atrakcje/

  • Magiczna osada Czarny Groń
To propozycja dla wszystkich wielbicieli placów zabaw. Jest to miejsce zbudowane dla dzieciaków kochających ruch i swobodę. Wchodząc w bramy Osady przemieszczamy się w czasie i możemy być wszędzie tam, gdzie podpowiada nam wyobraźnia. U nas zawsze to warownia rycerska;) Drewniane zamki, labirynty i tajemne przejścia…nie wspominając o świetnych zjeżdżalniach, huśtawkach i trampolinach. Dla młodszych dzieci ciekawie zorganizowane piaskownice z „łatwymi” domkami drewnianymi i mniejszymi zjeżdżalniami.
Magiczna osada jest jedną z wielu atrakcji składających się na cały kompleks Czarny Groń, w którym każdy członek rodziny znajdzie coś dla siebie. Znajdziemy tu kort tenisowy, baseny, sauny, parki linowe, symulator narciarski, restauracje, bacówkę i wiele wiele innych<więcej tutaj>

  • Leśny Park Niespodzianek Ustroń
Leśny Park Niespodzianek to gratka dla miłośników obcowania z naturą i zwierzętami w ich naturalnych warunkach. Odwiedzający spotykają na ścieżkach swobodnie spacerujące muflony i daniele. Natomiast w zagrodach oglądamy żubry, jelenie szlachetne, sarny, dziki, żbiki czy jenoty, a to tylko niektóre z gatunków, które możemy zobaczyć. Dla nas największą atrakcją Parku jest sokolarnia oraz sowiarnia i pokazy lotów ptaków drapieżnych, które można oglądać w wyznaczonych porach.
Dla najmłodszych oprócz oczywiście zwierzątek, frajdą jest aleja bajkowa. Jest to jedenaście ruchomych ekspozycji opowiadających popularne bajki, takie jak „Kot w butach” czy „Czerwony Kapturek”.
W obrębie sowiarni możemy odwiedzić też „Muzeum Myślistwa i Łowiectwa”, a tam ekspozycje zwierząt z Ameryki Północnej, Afryki i Europy.
.http://www.lesnypark.pl/#

Leśny Park Niespodzianek

 
Leśny Park Niespodzianek

    Dzisiaj skromnie, jednak bardzo serdecznie polecam te miejsca. Na pewno nie będziecie żałować, a dzieciaki będą zachwycone!