#Przygody z książką 5…Szary domek

„Szary domek”

Katarzyna Szestak

Ilustrowała: Natalia Jabłońska

Skąd u nas „Szary domek”? Na wyraźne życzenie Tomskiego…standardowe zakupy, nagle on zauważa na półce książkę i koniec kropka jest jego. Fakt, że raz już ją przeglądałam i wrażenie na mnie zrobiła spore, ale w ramach „zdroworozsądkowego” podejścia postanowiłam, że dosyć już grudniowych prezentów i zakupów. Nie wyszło…trzeba było kupić i dawno się już tak nie cieszyłam razem z Maluchem z tej samej książki 🙂
Zaskoczona jestem szalenie magią tej książki. Mój ciągle ruszający się dwulatek, który czytanie lubi, ale tak długich tekstów jeszcze nie słuchał przy tej pozycji siedzi jak zaczarowany i słucha…chłonie…analizuje i dopytuje…nie wspomnę już o ilustracjach, które z uwagą analizuje.

Jest to opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, o samotności, o pięknie świata, o miłości, o marzeniach, o poszukiwaniu szczęścia…wiem, brzmi patetycznie i powiecie, że przesadzam…ale to wszystko prawda.
W pięknym, kolorowym Herbatkowym Miastku jedna ulica różni się od pozostałych. Jest to ulica Wietrzna, na której urządził się tylko wiatr. Nagle pewnego lipcowego popołudnia po gwałtownej burzy na końcu ulicy pojawia się domek. Szary domek z dziwacznym, krzywym i spiczastym dachem jak kapelusz czarownicy…
Wiatr postanawia przyjrzeć się domkowi bliżej i tutaj zaczyna się nasza historia…poznajemy wzruszającą opowieść powstającej przyjaźni.
Wiatr odkrywa piękno małego szarego domku – podziwiamy jego wnętrze, poznajemy jego marzenia, smutki i nadzieje.  Wiatr staje się oddanym przyjacielem i pomaga w spełnianiu marzeń, staje się przewodnikiem. Jest to tak poruszająca, wzruszająca i głęboka opowieść o istocie naszego istnienia, że nie wyobrażam sobie żeby jej nie czytać. Pokrzepia dorosłych i dzieci. Choć…chyba nawet bardziej dorosłych. Z każdym zdaniem odkrywamy drugie dno tej historii.
Każdy powie, że niełatwo jest spełniać swoje marzenia i droga do celu często jest trudna i wyboista, ale gdy mamy przyjaciół wszystko staje się łatwiejsze. Dzięki magii przyjaźni jesteśmy w stanie przenosić góry i o tym właśnie przypomina nam ta książka.

Na uwagę zasługują ilustracje. Są zachwycające, przyciągające naszą uwagę i wyzwalają w nas chęć patrzenia dłużej i bardziej. Ten ciepły, poetycki tekst został oprawiony w cudowne ilustracje, które dopełniają całość.

Więcej o treści pisać nie będę, mam nadzieję, że troszkę Was zaintrygowałam i nabraliście ochoty na poznanie tej historii. Ja ze swojej strony bardzo polecam dla małych, dużych i tych największych…gdyż jest to wzruszająca opowieść, w której każdy odnajdzie coś dla siebie, a i przypomni sobie o tym, co najważniejsze w naszym życiu.

*Kilka słów o autorkach:

  • Katarzyna Szestak – mieszkanka Żor, ma 35 lat, mama sześcioletniego syna. (…) Fascynuje ją sztuka realizmu magicznego i od zawsze towarzyszy jej przekonanie, że przedmioty myślą, zabawki mówią, kiedy nikt nie słyszy, a domy opuszczone tęsknią. (…) Opowieść o Szarym Domku jest jednocześnie wyrazem przywiązania autorki do domu jako najważniejszego miejsca na świecie.
  • Natalia Jabłońska – pochodzi ze Stalowej Woli. ma 22 lata i jest studentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, na wydziale Grafiki. (…) Tworzy ilustracje pełne wrażliwości, koloru, zabawnych kształtów, które pobudzają wyobraźnię(…). Jej umiejętność patrzenia głębiej, dostrzegania pozornie nieciekawych elementów, w zetknięciu z wyobraźnią, budują nową baśniowa rzeczywistość.
*cytat z okładki książki
Obie Panie są laureatkami konkursu „Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci”. Patronem honorowym konkursu jest Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. 
Inicjatorem konkursu był właściciel sieci sklepów Biedronka, Jeronimo Martins Polska S.A. Celem konkursu było rozpowszechnianie wśród najmłodszych czytelników zamiłowania do książek. 
Opowieść została wybrana spośród czterech tysięcy nadesłanych tekstów. Natomiast ilustracje zostały wybrane spośród tysiąca nadesłanych prac.

#Przygody z książką 4…Gdzie jest pingwin? + lapbook

„Gdzie jest pingwin?”

wyd. IUVI

Nasz pierwszy lapbook – pingwiny

Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy na dziś książkę do wyszukiwania niesfornych pingwinów. Temat pingwinów stał się obiektem naszych zainteresowań niedawno, a tym samym tytułowa książka wróciła do łask i stała się częściej oglądana.
„Gdzie jest pingwin?” to pozycja dla wielbicieli wytężania wzroku i małych detektywów. Naszym zadaniem jest śledzenie rodziny pingwinów – uciekinierów. Ta wesoła dziesiątka uciekła z ZOO i postanowiła wrócić „do siebie”, na Antarktydę. Po drodze zatrzymują się w wielu ciekawych miejscach…
My bardzo lubimy czytać opisy poszczególnych członków rodziny. Ulubieńcem Malucha jest Dzidzia i Gwiazdor, lubiący być zawsze  w centrum zainteresowania.

Przygodę rozpoczynamy od stron prezentujących ucieczkę z ZOO. To chyba najchętniej maglowane dwie strony u nas. Analiza tych stron nie kończy się na wyszukaniu tytułowych bohaterów, ale na przeanalizowaniu każdego zwierzątka i opowiedzeniu co kto gdzie robi…czasami trwa to na tyle długo, że musimy zrobić przerwę przed kolejnymi stronami.


Pingwiny zwiedzają 15 różnych miejsc. Przygodę rozpoczynają od centrum handlowego, w którym każdy z nich znajduje coś ciekawego. Ich misją jest zrobienie zakupów na dalsza drogę, ale przecież to tak fascynujące miejsce…

Do dyspozycji mamy 17 miejsc, które bohaterowie odwiedzają m.in. jezioro, gdzie odpoczywają po emocjach poprzednich dni ponieważ byli uczestnikami balu przebierańców i zwiedzali dom strachów. Na torze gokartowym świętują urodziny, natomiast na obiad wybierają się do najlepszej restauracji w mieście.

 Pingwiny biorą również udział w balu karnawałowym,zwiedzają pustynię, pluskają się na basenie, a nawet spełnia się marzenie Gwiazdora i mają okazję posłuchać koncertu z muzyką poważną na żywo.

W  deszczowe dni pingwiny zabawiają się w kręgielni i muzeum. A jakby emocji było mało nurkują w przestworzach oceanu i latają wysoko w powietrzu..tak wysoko, że na skutek pomyłki lądują w przestrzeni kosmicznej. Wyszukiwanie pingwinów wśród ufoludków jest nie lada wyzwaniem…
Końcowa strona to przywitanie na Antarktydzie…i tutaj to już obłęd 😉 wśród wielu pingwinów musimy odnaleźć 10 naszych tytułowych bohaterów i ich rozpoznać.
Może zechcecie się pobawić z nami i wyszukacie członków naszej rodzinki?
Dla zniecierpliwionych na końcu książki znajdziemy podpowiedzi i musimy zdradzić, że sami korzystaliśmy ze ściągawki gdy nasza frustracja niebezpiecznie wzrastała;)
Dla kogo ta książka? Dla tych wszystkich, którzy są fanami słynnego Mamoko i lubią spędzać czas na wytężaniu wzroku. Miło spędzą czas i młodsi i starsi, a obiecuję Wam, że rodzice przy tej pozycji się też nudzić nie będą. 
Książka jest bardzo ładnie wydana, jest to duży format, w twardej oprawie, miejscami okładka jest lakierowana, co też może stanowić atrakcję dla najmłodszych czytelników. Natomiast strony wewnątrz są wykonane z grubszego papieru i na pewno przez to trwalsze przy częstym kartkowaniu.
Zainteresowanie pingwinami musieliśmy wykorzystać i powstał pomysł na wykonanie lapbooka. Rozpoczęłam poszukiwanie informacji na temat pingwinów w internecie i natrafiłam na materiały wykonane przez jedną z mam prowadzącą arcyciekawego bloga Raaany Julek!. Autorka bloga udostępnia za darmo wiele ciekawych materiałów i pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Pozwoliłam sobie ściągnąć te materiały i tak o to rozpoczęła się nasza przygoda…
Wycinania było co niemiara, ale radości z tworzenia chyba jeszcze więcej. Maluch dzielnie pomagał w czym tylko mógł i spędził naprawdę wiele czasu w skupieniu na swojej pracy. 
Dzielnie kolorował, smarował klejem poszczególne elementy i przyklejał w wyznaczonych miejscach.
Wnętrze prezentuje się następująco:

 Co znajdziemy w środku?
– książeczkę z różnymi aktywnościami pingwinów; przeglądamy, a Maluch opowiada, że pingwin jeździ na łyżwach, czyta, siedzi, trzyma balony, słucha muzyki, myje się, pływa, pije itd.

– druga kieszonka to kolory; postaci pingwinów z różnokolorowymi koszyczkami na brzuszkach – pomaga nam to w powtarzaniu kolorów, a do tego łączymy zabawę z rybkami z koszyczka z okładki. Dopasowujemy kolor rybki z odpowiednim kolorem koszyka pingwina.

– cyfry – pingwiny z cyframi, u nas to od 1-5, na razie skupiamy się na powtarzaniu tylko tych. Układamy w kolejności, ćwiczymy paluszkiem pisanie po obrysie, a także dopasowujemy odpowiednią liczbę klocków czy kapsli. 

– taki duży taki mały – układanka od najmniejszego do największego.
– kształty – to ulubiona kieszonka, nasze własnoręcznie wykonane pingwiny w kształcie serca, kwadratu, koła i prostokąta mają swój pokraczny urok i chyba najbardziej są też „znoszone”, ponieważ uczestniczą w wielu aktywnościach Tomka, a nawet z nim spały…

– przedostatnia kieszonka to garść teorii na temat pingwinów. Dowiadujemy się między innymi gdzie  mieszkają, co jedzą, w jaki sposób się poruszają oraz że wykluwają się z jaja.

– na okładce jeszcze przykleiliśmy oddzielną przegródkę z obrazkami pingwinów, gdzie na poszczególnych karteczkach Tomek kolorował kolejne części ciała naszych małych przyjaciół. 
 – ostatnia przegroda to kto lubi czarny i biały? – czyli zwierzęta, które występują własnie w tych barwach, a tam m.in. skunks, sroka, orka, kot, panda czy nasz tytułowy pingwin.
Całość wygląda naprawdę imponująco i nie ma człowieka, który by nie wszedł do naszego mieszkania i nie został „poczęstowany” dziełem. Tomek jest zafascynowany i często wraca do zabawy. Bardzo serdecznie polecam taki sposób na naukę. Daje dużo satysfakcji dziecku i dorosłemu. My na pewno na tym jednym nie spoczniemy i już mamy kilka pomysłów na nowy lapbook.

Tyle u nas z okazji 4 wpisu w ramach „Przygód z książką”. Polecam wpisy innych uczestników projektu!


Przygody z książką…#3 To, co najbardziej lubię…Rodzina

Minęły kolejne dwa tygodnie i nadszedł czas by opublikować kolejną naszą propozycję książkową dla Was. Dziś postawiliśmy na książkę o uczuciach, o rodzinie, czyli właściwie o tym, co w naszym życiu najważniejsze.

 „To, co najbardziej lubię…Rodzina”

Tracy Moroney

Co to jest rodzina?  Dla każdego pewnie może znaczyć troszkę co
innego…niemniej jednak jest to pierwsza i moim zdaniem najważniejsza
jednostka jaką poznajemy w naszym życiu. Od poczęcia najpierw każdy z
nas poznaje mamę, później zaczyna słyszeć tatę i po urodzeniu poznajemy
się”twarzą w twarz”…Ja zadałam to pytanie mojemu dwuletniemu synowi…odpowiedź, którą otrzymałam zachwyciła mnie, rozczuliła i rozparła dumą, ale po kolei…
 .
Zaczynając od początku okładka książki jest gratką już nawet dla Maluszków, ponieważ można miziać paluszkiem i doznać paru wrażeń. Główny bohater naszej historii jest lekko wypukły.  Wypukłe są również łapki rodziców, które przytulają swoje dzieci – co przypuszczam nie bez znaczenia 🙂 Zamszowe jest czerwone serduszko i tym samym jest ulubionym elementem mojego syna, ponieważ on bardzo się lubuje w takich materiałach. Ostatnim elementem dostarczającym wrażeń dotykowych jest duży, wypukły napis RODZINA.

Pierwsze dwie strony i czytamy o tym, kogo mały króliczek uwielbia i najbardziej kocha. I tutaj rozpoczął się wywód Tomka o tym kogo on kocha,  a było to bardzo urocze i okazało się, że oprócz mamy, taty, brata Leona, na którego narodziny dopiero czekamy, cioci, wujka, babci oraz dziadka kocha również wiele ważnych dla siebie zabawek oraz aktualnych jego najważniejszych postaci bajkowych 😉  
Bardzo się zaangażował w opowieści o tym kim są rodzice i z wielkim przejęciem zaczął układać swoją kolekcję zwierzątek rodzinkami pokazując mi, że on ma wiele rodzin w swoim pokoju.
Na pierwszy rzut poszli jego ulubieńcy czyli rodzinka misiów, lisów, wilków oraz jeżyków, którym nie przystawił dziecka, bo akurat…spało…;)
Dwie kolejne strony i trzy krótkie acz jak treściwe w swej treści zdania: „Wspólnie robimy wiele rzeczy. Dzięki temu, że jesteśmy razem czuję się bezpieczny i naprawdę kochany. Rodzice dbają o mnie i rozumieją, co czuję”. A co to oznacza dla Tomka? Jak się okazuje jest to bardzo proste…mama robi mniami i zawsze jesteśmy razem, natomiast tata zapewnia bezpieczeństwo naszemu synowi gdy zabija muchy, których on się boi i chodzi z nami gdy jest ciemno…i jak chcieć tu więcej…? 😉

Następne ważne słowo to „pomaganie”, czym jest pomaganie? Mama z tatą pomagają w rozbieraniu, ubieraniu, w jedzeniu, w myciu, zmieniają pampersa – jednym słowem samo życie, ale było też zastrzeżenie…Tomek też nam pomaga! Pięknie zaznaczył, jak na swój bardzo młody wiek, że on nam również pomaga i tutaj miałam prezentację w czym Maluch pomaga mi i okazało się, że bez niego to chyba w niczym nie dałabym sobie rady sama;)
Zainteresowania nie wzbudziło jedynie niewłaściwe zachowanie i bycie niegrzecznym króliczka…tzn. króliczek może bywa niegrzeczny, ale przecież Tomek absolutnie zawsze zachowuje się grzecznie, więc temat ominęliśmy i przeszliśmy od razu do analizowania kolejnych stron 😉 

Strony z serduszkami zapewne będą bardziej czytelne dla starszych dzieci. U nas wzbudziły zachwyt baloniki serduszkowe i Tomek był skupiony na liczeniu ich i po prostu oglądaniu, ale po naszej wcześniejszej rozmowie wiem, że może Maluszek nie wszystkie określenia zna, ale wiele z nich rozumie na swój sposób i na pewno będziemy wracać do tego tematu, bo jest to fajny materiał do wielu rozmów i działań plastycznych z dzieciakami.

Kolejne strony to już przejście do przedstawienia szerszego pojęcia rodziny, czyli poznajemy duże rodziny z dziadkami, kuzynami, ciociami oraz wujkami. Mniejsze, czyli typowe: rodzice plus dzieci oraz, co mi się osobiście bardzo spodobało rodziny malutkie składające się z dziecka i jednego rodzica. Uważam, że to bardzo cenne i ważne, że autorka książki z szacunkiem potraktowała rodziny „niepełne” i również o nich wspomniała. Dzieci już w przedszkolu spotykają się z rożnymi modelami rodzin i jak najbardziej w mojej opinii powinny wiedzieć, że nie wszystkie dzieci mają mamę i tatę.

Czemu króliczek czuję się wyjątkowo? Ponieważ może spędzać czas ze swoją rodziną , podczas świąt, urodzin i wtedy czuje się jej częścią. Tomek od razu zaczął przypominać sobie swoje urodziny i tutaj mieliśmy dłuższy przystanek, ponieważ historie związane z tortem, świeczkami, które należało zdmuchnąć, obecnością ukochanych dziadków i cioci, wspólnych zabaw itd wzbudzają bardzo wiele pozytywnych emocji i zawsze musimy sobie wszystko dokładnie powspominać razem z obejrzeniem zdjęć i oglądnięciem filmiku z „imprezy”.

Nasze oglądanie albumów trwało naprawdę dłuuugo…każde kolejne zdjęcie musiało być opatrzone kilkoma słowy komentarza, nie wspominając o jego ulubionym albumie zawierającym jego zdjęcia, gdzie z wielką radością i dumą ogląda sam siebie i sobie po swojemu opowiada co on wtedy robił i z kim.
Ostatnie strony traktują o tym, co my lubimy najbardziej, czyli wspólne przytulanie, które czyni nas silniejszymi i pewniejszymi siebie oraz o zapewnianiu siebie nawzajem o swojej wzajemnej miłości i dumie z pociechy. Na obrazku rodzice tulą małego zajączka i kładą do snu. Dla Tomka było to bodźcem do okazania mi również swojej wielkiej miłości, a że nasze czytanie i rozmowa o książce miała miejsce wieczorem już w łóżku wielkie przytulanie Maluszka skończyło się błogim zaśnięciem z uśmiechem na twarzy. 
 

Seria „To, co najbardziej lubię…” ma charakter wychowawczy, w prosty sposób pokazujący świat, w którym Maluchy muszą się odnaleźć, pomaga nazwać uczucia, które targają małymi serduszkami, a nie zawsze my dorośli potrafimy je dostrzec. Zapewne dziecku łatwiej jest się utożsamić z małym zajączkiem, który pokazuje świat z dziecięcej perspektywy niż sucha rozmowa o tak trudnych uczuciach jak szacunek, poczucie własnej wartości czy bycie kochanym. Uroku książce dodają rysunki, które są proste, nieprzekombinowane a przekazują tak wiele treści, że nawet bez słów można wiele wynieść i zrozumieć. 
Autorka postawiła też sobie za zadanie wzmacnianie dziecka w pozytywnym myśleniu o codziennych sytuacjach. Uwypuklone słowa w treści takie jak: uwielbiam, bardzo lubię, podoba mi się czy kocham mają podsycać  pozytywne nastawienie do ludzi, codziennych spraw i doświadczeń.
„Pozytywne myśli nie oznaczają odrealnienia czy zatopienia w marzeniach, nie narzucają też niewłaściwego osądu sytuacji. Nieprzyjemne rzeczy zdarzają się i pesymistom, i optymistom, jednak te dwa rodzaje osób odmiennie podchodzą do przeciwności losu. Człowiek pozytywnie nastawiony do świata skupia się na nadziei i lepiej wykorzystuje okazje, które codziennie podsuwa mu życie.”
Trace Moroney
Książka wzbudziła u nas wiele emocji, ja się wiele razy wzruszyłam wsłuchując się w „wywody” Tomka i jego sposób rozumienia podstawowych pojęć. Niezwykłe jest to jak wiele taki mały człowiek wie. Jak wiele zostaje w jego główce poprzez obserwacje codziennego życia. Urocze jest jak okazuje nam troskę, gdy okazuje empatię w sytuacji gdy kogoś z nas coś boli czy przypadkiem się uderzymy. To jak podbiega i dmucha, przytula, głaszcze czy całuje na pocieszenie. Wiele razy chyba nawet nie uświadamiamy sobie ile znaczą niektóre małe gesty, które pewnie czasami i nawet mechanicznie wykonujemy, a dla małego człowieka są tak ważne i później powtarzane. Ja jestem pod absolutnym urokiem tej książki i polecam dla każdego…chyba nawet bardziej dla rodziców…czasami warto przypomnieć sobie jaką wartością jest to co mamy, jak wiele w codziennym życiu znaczy rodzina i jak bardzo bylibyśmy ubodzy bez najważniejszych ludzi w naszym życiu.
W serii wydanej przez wydawnictwo Debit ukazały się: 
  • Gdy idę spać
  • w sobie samym
  • w przedszkolu
  • podczas zabawy
  • przyjaciele.

 Czym dla Was jest rodzina? Czy często rozmawiacie ze swoimi dziećmi o rodzinie? Chętnie poznam Waszą opinię. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny i doceniany. Zapraszam do dzielenia się przemyśleniami oraz doświadczeniami.
 

Melissa&Doug – ćwiczymy motorykę małą

Naklejki wielokrotnego użytku

Melissa&Doug

Szalone twarze

U nas zabawa trwa na całego. Na dwór wychodzić za bardzo nie możemy, więc staramy się umilać sobie czas w domu. Jakiś czas temu zawitały u nas naklejki wielokrotnego użytku firmy Melissa&Doug „Szalone twarze”.  Jest to świetna rozrywka dla Malucha, który bardzo lubi naklejki,a nic tak bardzo nie frustruje jak przyklejona naklejka, której nie można później już odkleić i przykleić w innym miejscu. 

W komplecie dostajemy kilkanaście arkuszy zarysów twarzy oraz arkusze  z naklejkami. Do wyboru wiele różnych par oczu, nosów, brwi, ust. W pakiecie dostajemy nawet brody, wąsy i okulary. Raczej są to bardzo charakterystyczne twarze o nieregularnych rysach i cechach. Jest pirat, wieśniak (akurat ulubiony u Tomka ze względu na muchy na uszach i nosie ;)), Frankenstein, murzyn, ufoludek itd…
Zabawa jest przednia i co najważniejsze zajmuje mojego syna na dłuższą chwilę, co nie jest takie oczywiste…

Dzisiaj jednak wykorzystaliśmy naklejki do nieco innego zajęcia…będąc nadal w temacie naszych ufoludków Tomek stworzył swoją wersję zielonego potwora z  patyczków kreatywnych, durszlaka oraz wyżej wspomnianych naklejek.

Zabawę rozpoczęliśmy od przepychania malutkich kuleczek z papieru toaletowego przez dziurki durszlaka. Wbrew pozorom było to trudne zadanie i nie takie rachu ciachu. Wymagało to dużej uwagi i koncentracji od Tomka żeby chwycić paluszkami malutką kuleczkę, a potem wycelować w dziurkę. Niekiedy popychał sobie kuleczki patyczkiem kreatywnym. Był to bardzo dobre ćwiczenie na motorykę małą. Kolejnym krokiem naszej zabawy było układanie patyczków w dziurkach durszlaka. To było prostsze i poszło łatwiej. Frajda jednak była znacząca 🙂 

Gdy wszystkie wyciorki były ułożone i ukształtowane na „szalony fryz” przyszła kolej na naklejenie oczu, nosa i ust. W tym momencie dowiedziałam się, że to nie będzie zwykły potwór tylko straszna postać z kosmosu.

.

Naklejaniu oczu nie było końca…stanęło na pięciu,  później pyrkaty nos oraz usta z krzywymi zębami.

Ostatnim etapem było ułożenie much(papierowych kulek) we włosach potwora, a po sesji zdjęciowej uroczyste rozebranie stwora na części pierwsze.

Zachęcamy do zabawy!
A jeśli uda się Wam stworzyć Wasze potwory to podzielcie się zdjęciami w komentarzach, chętnie obejrzymy co wam wyszło!

Przygody z książką…#2 Dom duchów

W ramach zbliżającego się Halloween postanowiłam pokazać książkę – zeszyt ćwiczeń, który pozwala nam na zbudowanie własnego domu strachów…

31.października, czyli dzień przed „naszym” Świętem Zmarłych obchodzony jest w wielu krajach wieczór maskarady. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z groźnymi zębami. Innymi symbolami są duchy, wampiry, czarownice. 
Nazwa Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszym „All Hallows’ Eve” – wigilia Wszystkich Świętych. Najhuczniej święto to obchodzone jest w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. W Polsce jest również coraz częściej obchodzone poprzez organizowanie dla dzieci przyjęć – przebieranek z zabawami i  zwyczajami przeniesionymi z zagranicy. Natomiast od kilku lat katolicy w wielu miastach(odbyły się m.in. w Bielsku -Białej, w Częstochowie, Katowicach, Poznaniu i kilku innych) organizują pochód o nazwie „Korowód Świętych”. 
Jest to zdecydowanie pozycja dla starszych dzieci z bardzo sprawnymi paluszkami, ponieważ składanie bardzo drobnych elementów wymaga dużej precyzji i skupienia. 
O czym przeczytamy w środku? Znajdziemy opis duchów, czarownic,
kościotrupów, wilkołaków i innych strasznych postaci kojarzących się nam
z Halloween.

Poznamy triki pomagające przetrwać w domu duchów. Wskazówki typu: wampiry nienawidzą czosnku, należy czosnek trzymać blisko siebie i wyjąć w odpowiednim momencie gdy wampir będzie się zbliżał…mamy wtedy gwarancję, że ucieknie gdzie pieprz rośnie 😉
Koniecznie należy mieć przy sobie podręczną latarkę…
Można podrzucać skórki od bananów pod stopy potworów…
Samemu można sprawić sobie przerażającą maskę…a może to zjawy przestraszą się nas…
I dwie ostatnie porady…nałożyć na siebie białe prześcieradło, wtedy sami będziemy wyglądać jak duchy oraz gdy już nic nie pomoże rozwiązaniem mogą być śmierdzące bomby;) dla każdego coś ciekawego…młody czytelnik pewnie znajdzie tu coś interesującego;)
Możemy również przeczytać krótkie legendy o nawiedzonych domach oraz poznać te najpopularniejsze filmowe zjawy, czyli Dracule, Frankensteina i ducha Kacperka.

Na następnych stronach znajdziemy już instrukcję krok po kroku jak złożyć dom. Poszczególne elementy wypycha się palcami, są oczywiście ponumerowane wg kolejności pracy, bo bez tego było by to naprawdę bardzo trudne zadanie. U nas zaszczytną misję złożenia domu strachu miał mąż, Tomek mu towarzyszył, przyglądał się, czasami podawał elementy jednak była to zbyt żmudna robota dla Maluszka. U nas prace konstrukcyjno-budowlane trwały dwa popołudnia, a oto efekty:

Pracy było wiele, ale teraz cieszy oko naszego syna 😉

Obchodzicie Halloween w domach? opowiadacie dzieciom? a może w szkołach dzieci biorą udział w zabawach z tek okazji? Jakie jest Wasze stanowisko? Powinno być propagowane w Polsce? 
Zachęcam do podzielenia się opinią!

Zapraszam na wpisy innych blogerek w ramach drugiej odsłony projektu #Przygody z książką!