Przygody z książką…#3 To, co najbardziej lubię…Rodzina

Minęły kolejne dwa tygodnie i nadszedł czas by opublikować kolejną naszą propozycję książkową dla Was. Dziś postawiliśmy na książkę o uczuciach, o rodzinie, czyli właściwie o tym, co w naszym życiu najważniejsze.

 „To, co najbardziej lubię…Rodzina”

Tracy Moroney

Co to jest rodzina?  Dla każdego pewnie może znaczyć troszkę co
innego…niemniej jednak jest to pierwsza i moim zdaniem najważniejsza
jednostka jaką poznajemy w naszym życiu. Od poczęcia najpierw każdy z
nas poznaje mamę, później zaczyna słyszeć tatę i po urodzeniu poznajemy
się”twarzą w twarz”…Ja zadałam to pytanie mojemu dwuletniemu synowi…odpowiedź, którą otrzymałam zachwyciła mnie, rozczuliła i rozparła dumą, ale po kolei…
 .
Zaczynając od początku okładka książki jest gratką już nawet dla Maluszków, ponieważ można miziać paluszkiem i doznać paru wrażeń. Główny bohater naszej historii jest lekko wypukły.  Wypukłe są również łapki rodziców, które przytulają swoje dzieci – co przypuszczam nie bez znaczenia 🙂 Zamszowe jest czerwone serduszko i tym samym jest ulubionym elementem mojego syna, ponieważ on bardzo się lubuje w takich materiałach. Ostatnim elementem dostarczającym wrażeń dotykowych jest duży, wypukły napis RODZINA.

Pierwsze dwie strony i czytamy o tym, kogo mały króliczek uwielbia i najbardziej kocha. I tutaj rozpoczął się wywód Tomka o tym kogo on kocha,  a było to bardzo urocze i okazało się, że oprócz mamy, taty, brata Leona, na którego narodziny dopiero czekamy, cioci, wujka, babci oraz dziadka kocha również wiele ważnych dla siebie zabawek oraz aktualnych jego najważniejszych postaci bajkowych 😉  
Bardzo się zaangażował w opowieści o tym kim są rodzice i z wielkim przejęciem zaczął układać swoją kolekcję zwierzątek rodzinkami pokazując mi, że on ma wiele rodzin w swoim pokoju.
Na pierwszy rzut poszli jego ulubieńcy czyli rodzinka misiów, lisów, wilków oraz jeżyków, którym nie przystawił dziecka, bo akurat…spało…;)
Dwie kolejne strony i trzy krótkie acz jak treściwe w swej treści zdania: „Wspólnie robimy wiele rzeczy. Dzięki temu, że jesteśmy razem czuję się bezpieczny i naprawdę kochany. Rodzice dbają o mnie i rozumieją, co czuję”. A co to oznacza dla Tomka? Jak się okazuje jest to bardzo proste…mama robi mniami i zawsze jesteśmy razem, natomiast tata zapewnia bezpieczeństwo naszemu synowi gdy zabija muchy, których on się boi i chodzi z nami gdy jest ciemno…i jak chcieć tu więcej…? 😉

Następne ważne słowo to „pomaganie”, czym jest pomaganie? Mama z tatą pomagają w rozbieraniu, ubieraniu, w jedzeniu, w myciu, zmieniają pampersa – jednym słowem samo życie, ale było też zastrzeżenie…Tomek też nam pomaga! Pięknie zaznaczył, jak na swój bardzo młody wiek, że on nam również pomaga i tutaj miałam prezentację w czym Maluch pomaga mi i okazało się, że bez niego to chyba w niczym nie dałabym sobie rady sama;)
Zainteresowania nie wzbudziło jedynie niewłaściwe zachowanie i bycie niegrzecznym króliczka…tzn. króliczek może bywa niegrzeczny, ale przecież Tomek absolutnie zawsze zachowuje się grzecznie, więc temat ominęliśmy i przeszliśmy od razu do analizowania kolejnych stron 😉 

Strony z serduszkami zapewne będą bardziej czytelne dla starszych dzieci. U nas wzbudziły zachwyt baloniki serduszkowe i Tomek był skupiony na liczeniu ich i po prostu oglądaniu, ale po naszej wcześniejszej rozmowie wiem, że może Maluszek nie wszystkie określenia zna, ale wiele z nich rozumie na swój sposób i na pewno będziemy wracać do tego tematu, bo jest to fajny materiał do wielu rozmów i działań plastycznych z dzieciakami.

Kolejne strony to już przejście do przedstawienia szerszego pojęcia rodziny, czyli poznajemy duże rodziny z dziadkami, kuzynami, ciociami oraz wujkami. Mniejsze, czyli typowe: rodzice plus dzieci oraz, co mi się osobiście bardzo spodobało rodziny malutkie składające się z dziecka i jednego rodzica. Uważam, że to bardzo cenne i ważne, że autorka książki z szacunkiem potraktowała rodziny „niepełne” i również o nich wspomniała. Dzieci już w przedszkolu spotykają się z rożnymi modelami rodzin i jak najbardziej w mojej opinii powinny wiedzieć, że nie wszystkie dzieci mają mamę i tatę.

Czemu króliczek czuję się wyjątkowo? Ponieważ może spędzać czas ze swoją rodziną , podczas świąt, urodzin i wtedy czuje się jej częścią. Tomek od razu zaczął przypominać sobie swoje urodziny i tutaj mieliśmy dłuższy przystanek, ponieważ historie związane z tortem, świeczkami, które należało zdmuchnąć, obecnością ukochanych dziadków i cioci, wspólnych zabaw itd wzbudzają bardzo wiele pozytywnych emocji i zawsze musimy sobie wszystko dokładnie powspominać razem z obejrzeniem zdjęć i oglądnięciem filmiku z „imprezy”.

Nasze oglądanie albumów trwało naprawdę dłuuugo…każde kolejne zdjęcie musiało być opatrzone kilkoma słowy komentarza, nie wspominając o jego ulubionym albumie zawierającym jego zdjęcia, gdzie z wielką radością i dumą ogląda sam siebie i sobie po swojemu opowiada co on wtedy robił i z kim.
Ostatnie strony traktują o tym, co my lubimy najbardziej, czyli wspólne przytulanie, które czyni nas silniejszymi i pewniejszymi siebie oraz o zapewnianiu siebie nawzajem o swojej wzajemnej miłości i dumie z pociechy. Na obrazku rodzice tulą małego zajączka i kładą do snu. Dla Tomka było to bodźcem do okazania mi również swojej wielkiej miłości, a że nasze czytanie i rozmowa o książce miała miejsce wieczorem już w łóżku wielkie przytulanie Maluszka skończyło się błogim zaśnięciem z uśmiechem na twarzy. 
 

Seria „To, co najbardziej lubię…” ma charakter wychowawczy, w prosty sposób pokazujący świat, w którym Maluchy muszą się odnaleźć, pomaga nazwać uczucia, które targają małymi serduszkami, a nie zawsze my dorośli potrafimy je dostrzec. Zapewne dziecku łatwiej jest się utożsamić z małym zajączkiem, który pokazuje świat z dziecięcej perspektywy niż sucha rozmowa o tak trudnych uczuciach jak szacunek, poczucie własnej wartości czy bycie kochanym. Uroku książce dodają rysunki, które są proste, nieprzekombinowane a przekazują tak wiele treści, że nawet bez słów można wiele wynieść i zrozumieć. 
Autorka postawiła też sobie za zadanie wzmacnianie dziecka w pozytywnym myśleniu o codziennych sytuacjach. Uwypuklone słowa w treści takie jak: uwielbiam, bardzo lubię, podoba mi się czy kocham mają podsycać  pozytywne nastawienie do ludzi, codziennych spraw i doświadczeń.
„Pozytywne myśli nie oznaczają odrealnienia czy zatopienia w marzeniach, nie narzucają też niewłaściwego osądu sytuacji. Nieprzyjemne rzeczy zdarzają się i pesymistom, i optymistom, jednak te dwa rodzaje osób odmiennie podchodzą do przeciwności losu. Człowiek pozytywnie nastawiony do świata skupia się na nadziei i lepiej wykorzystuje okazje, które codziennie podsuwa mu życie.”
Trace Moroney
Książka wzbudziła u nas wiele emocji, ja się wiele razy wzruszyłam wsłuchując się w „wywody” Tomka i jego sposób rozumienia podstawowych pojęć. Niezwykłe jest to jak wiele taki mały człowiek wie. Jak wiele zostaje w jego główce poprzez obserwacje codziennego życia. Urocze jest jak okazuje nam troskę, gdy okazuje empatię w sytuacji gdy kogoś z nas coś boli czy przypadkiem się uderzymy. To jak podbiega i dmucha, przytula, głaszcze czy całuje na pocieszenie. Wiele razy chyba nawet nie uświadamiamy sobie ile znaczą niektóre małe gesty, które pewnie czasami i nawet mechanicznie wykonujemy, a dla małego człowieka są tak ważne i później powtarzane. Ja jestem pod absolutnym urokiem tej książki i polecam dla każdego…chyba nawet bardziej dla rodziców…czasami warto przypomnieć sobie jaką wartością jest to co mamy, jak wiele w codziennym życiu znaczy rodzina i jak bardzo bylibyśmy ubodzy bez najważniejszych ludzi w naszym życiu.
W serii wydanej przez wydawnictwo Debit ukazały się: 
  • Gdy idę spać
  • w sobie samym
  • w przedszkolu
  • podczas zabawy
  • przyjaciele.

 Czym dla Was jest rodzina? Czy często rozmawiacie ze swoimi dziećmi o rodzinie? Chętnie poznam Waszą opinię. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny i doceniany. Zapraszam do dzielenia się przemyśleniami oraz doświadczeniami.
 

Melissa&Doug – ćwiczymy motorykę małą

Naklejki wielokrotnego użytku

Melissa&Doug

Szalone twarze

U nas zabawa trwa na całego. Na dwór wychodzić za bardzo nie możemy, więc staramy się umilać sobie czas w domu. Jakiś czas temu zawitały u nas naklejki wielokrotnego użytku firmy Melissa&Doug „Szalone twarze”.  Jest to świetna rozrywka dla Malucha, który bardzo lubi naklejki,a nic tak bardzo nie frustruje jak przyklejona naklejka, której nie można później już odkleić i przykleić w innym miejscu. 

W komplecie dostajemy kilkanaście arkuszy zarysów twarzy oraz arkusze  z naklejkami. Do wyboru wiele różnych par oczu, nosów, brwi, ust. W pakiecie dostajemy nawet brody, wąsy i okulary. Raczej są to bardzo charakterystyczne twarze o nieregularnych rysach i cechach. Jest pirat, wieśniak (akurat ulubiony u Tomka ze względu na muchy na uszach i nosie ;)), Frankenstein, murzyn, ufoludek itd…
Zabawa jest przednia i co najważniejsze zajmuje mojego syna na dłuższą chwilę, co nie jest takie oczywiste…

Dzisiaj jednak wykorzystaliśmy naklejki do nieco innego zajęcia…będąc nadal w temacie naszych ufoludków Tomek stworzył swoją wersję zielonego potwora z  patyczków kreatywnych, durszlaka oraz wyżej wspomnianych naklejek.

Zabawę rozpoczęliśmy od przepychania malutkich kuleczek z papieru toaletowego przez dziurki durszlaka. Wbrew pozorom było to trudne zadanie i nie takie rachu ciachu. Wymagało to dużej uwagi i koncentracji od Tomka żeby chwycić paluszkami malutką kuleczkę, a potem wycelować w dziurkę. Niekiedy popychał sobie kuleczki patyczkiem kreatywnym. Był to bardzo dobre ćwiczenie na motorykę małą. Kolejnym krokiem naszej zabawy było układanie patyczków w dziurkach durszlaka. To było prostsze i poszło łatwiej. Frajda jednak była znacząca 🙂 

Gdy wszystkie wyciorki były ułożone i ukształtowane na „szalony fryz” przyszła kolej na naklejenie oczu, nosa i ust. W tym momencie dowiedziałam się, że to nie będzie zwykły potwór tylko straszna postać z kosmosu.

.

Naklejaniu oczu nie było końca…stanęło na pięciu,  później pyrkaty nos oraz usta z krzywymi zębami.

Ostatnim etapem było ułożenie much(papierowych kulek) we włosach potwora, a po sesji zdjęciowej uroczyste rozebranie stwora na części pierwsze.

Zachęcamy do zabawy!
A jeśli uda się Wam stworzyć Wasze potwory to podzielcie się zdjęciami w komentarzach, chętnie obejrzymy co wam wyszło!

Przygody z książką…#2 Dom duchów

W ramach zbliżającego się Halloween postanowiłam pokazać książkę – zeszyt ćwiczeń, który pozwala nam na zbudowanie własnego domu strachów…

31.października, czyli dzień przed „naszym” Świętem Zmarłych obchodzony jest w wielu krajach wieczór maskarady. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z groźnymi zębami. Innymi symbolami są duchy, wampiry, czarownice. 
Nazwa Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszym „All Hallows’ Eve” – wigilia Wszystkich Świętych. Najhuczniej święto to obchodzone jest w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. W Polsce jest również coraz częściej obchodzone poprzez organizowanie dla dzieci przyjęć – przebieranek z zabawami i  zwyczajami przeniesionymi z zagranicy. Natomiast od kilku lat katolicy w wielu miastach(odbyły się m.in. w Bielsku -Białej, w Częstochowie, Katowicach, Poznaniu i kilku innych) organizują pochód o nazwie „Korowód Świętych”. 
Jest to zdecydowanie pozycja dla starszych dzieci z bardzo sprawnymi paluszkami, ponieważ składanie bardzo drobnych elementów wymaga dużej precyzji i skupienia. 
O czym przeczytamy w środku? Znajdziemy opis duchów, czarownic,
kościotrupów, wilkołaków i innych strasznych postaci kojarzących się nam
z Halloween.

Poznamy triki pomagające przetrwać w domu duchów. Wskazówki typu: wampiry nienawidzą czosnku, należy czosnek trzymać blisko siebie i wyjąć w odpowiednim momencie gdy wampir będzie się zbliżał…mamy wtedy gwarancję, że ucieknie gdzie pieprz rośnie 😉
Koniecznie należy mieć przy sobie podręczną latarkę…
Można podrzucać skórki od bananów pod stopy potworów…
Samemu można sprawić sobie przerażającą maskę…a może to zjawy przestraszą się nas…
I dwie ostatnie porady…nałożyć na siebie białe prześcieradło, wtedy sami będziemy wyglądać jak duchy oraz gdy już nic nie pomoże rozwiązaniem mogą być śmierdzące bomby;) dla każdego coś ciekawego…młody czytelnik pewnie znajdzie tu coś interesującego;)
Możemy również przeczytać krótkie legendy o nawiedzonych domach oraz poznać te najpopularniejsze filmowe zjawy, czyli Dracule, Frankensteina i ducha Kacperka.

Na następnych stronach znajdziemy już instrukcję krok po kroku jak złożyć dom. Poszczególne elementy wypycha się palcami, są oczywiście ponumerowane wg kolejności pracy, bo bez tego było by to naprawdę bardzo trudne zadanie. U nas zaszczytną misję złożenia domu strachu miał mąż, Tomek mu towarzyszył, przyglądał się, czasami podawał elementy jednak była to zbyt żmudna robota dla Maluszka. U nas prace konstrukcyjno-budowlane trwały dwa popołudnia, a oto efekty:

Pracy było wiele, ale teraz cieszy oko naszego syna 😉

Obchodzicie Halloween w domach? opowiadacie dzieciom? a może w szkołach dzieci biorą udział w zabawach z tek okazji? Jakie jest Wasze stanowisko? Powinno być propagowane w Polsce? 
Zachęcam do podzielenia się opinią!

Zapraszam na wpisy innych blogerek w ramach drugiej odsłony projektu #Przygody z książką!

Świnka Peppa – antropomorficzna świnka – najlepsza przyjaciółka najmłodszych

Nasze gry i zabawy

z rodzinką Peppy

Rodziny świnki Peppy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest tata – architekt, mama – Pani strażak, Peppa (jak na moje oko około 4-letnia „dziewczynka”) oraz Georg- najmłodszy w rodzinie. 
U nas ta wesoła rodzinka żyje bardzo często w domu z Lego Duplo wraz z ludzikami wiodąc dosyć harmonijne wspólne życie 😉 Jak przedstawia się podział obowiązków wg mojego syna? Mama Świnka gotuje/sprząta/czyta dzieciom bajki, tata Świnka śpi albo „robi mniami”, natomiast dzieci jak to dzieci mają różne zajęcia…akurat na zdjęciu były zajęte wieczorną toaletą… Peppa się kąpała, a Georg „robił siii”. Te gumowe figurki towarzyszą nam od Świąt Wielkanocnych, jeżdżą z nami na wycieczki, śpią z synem i zajmują bardzo mocną pozycje wśród wielu innych zabawek.
 Wraz z figurkami zajączek przyniósł w prezencie grę planszową Peppa. Jest to „planszówka”, ale nie taka typowa tekturowa, a jest to rodzaj cienkiej ceraty o wymiarach 1m x 1m po rozłożeniu na podłodze. Pola wypełnione są postaciami z bajki. Rozpoczynamy rozgrywkę z Peppą jadącą na rowerze, a naszym celem jest dotarcie do domu Świnek. Po drodze możemy trafić na zjeżdżalnie, po których zjeżdżamy w dół i w ten sposób cofamy się oraz drabiny, po których wspinamy się wyżej i szybciej mamy szanse dotrzeć do domu.
Czym gramy? Gramy pionkami – krążkami zrobionymi z twardszej pianki z podobiznami poszczególnych członków rodziny, a rzucamy kostką, która również jest „miękko-twarda” oraz duża, więc elementy gry są bezpieczne nawet dla dwulatka. 
Jedynym minusem, który chciałabym tutaj poruszyć jest śliska powierzchnia planszy do gry. Materiał, z którego jest wykonana mógłby być grubszy i od spodu podklejony żeby gra nie ślizgała się po podłodze. Mój syn najchętniej siedzi na środku podczas gry i się kręci czy chodzi po niej razem z pionkami. Przez to gra często się „zwija” i bardzo łatwo zgina, co widać na zdjęciu, że już co nie co przeszła 😉
Ciekawą pozycją na rynku wydawniczym z Peppą sa zeszyty z serii bawię się, czytam, buduję. Z czego składa się jeden zeszyt? 
Jest to kilka stron zadań i zagadek do rozwiązania dla najmłodszych, kartonowe elementy do wypchania paluszkami, które po odpowiednim zagięciu można ustawić sobie i stworzyć coś w stylu teatrzyku oraz książeczka do samodzielnego skonstruowania.

Zadania są na tyle proste, że dwulatek z satysfakcją sobie poradzi i będzie miał dużo przyjemności z użytkowania tej książeczki.

Wielu z Was zapewne zna również serię książeczek z półeczki. Co je wyróżnia? Dla nas jest to wygodna rączka, w którą zaopatrzona jest książeczka. Tomek bardzo lubi w ten sposób przenosić książeczki i mieć je często ze sobą. Ilustracje są duże, wyraźne, a tekstu jest niewiele. Są to krótkie historyjki opowiadające o przygodach ulubieńców.

Częstym gościem jest u nas też magazyn Peppa, choć co do jakości prezentów, które kuszą najmłodszych oraz treści pozostawiają wiele do życzenia. 
Lubimy również często poukładać sobie karty z naszą dzisiejszą bohaterką. Jest to szczególnie lubiana rozrywka ponieważ talia składa się z kart z podobiznami poszczególnych rodzinek z bajki. I tak możemy ułożyć m.in. rodzinę kucyków, zebr czy słoni…a tutaj to już zawsze tworzą się historyjki kto z kim się bawi, o czym rozmawiają i co lubią robić.
 Uwielbiamy puzzle…mamy całkiem sporą kolekcję już i oczywiście nie mogło zabraknąć Peppy. Syn ma szczególną zdolność wypatrywania w każdym możliwym sklepie wszystkiego co jest z Georgem i tak najczęściej wychodzimy z jakimiś nowymi puzzlami. Pierwszymi puzzlami były ramkowe, 15-elementowe i te bardzo polecam, bo są bardzo wygodne do układania i zajmują fenomenalnie mało miejsca jeśli chodzi o przechowywanie.

I jeszcze dwie propozycje puzzli. Pierwsze małe, zgrabne, wersja podróżna. Dwa obrazki, jeden łatwiejszy i drugi trudniejszy. Elementy są małe i tutaj dwulatek potrzebuje trochę pomocy. Natomiast drugie są o tyle interesujące, że mają jedną magiczną właściwość…po ułożeniu obrazka (scena z przedszkola) w pasku po prawej stronie mamy czarne punkty obok których namalowane są elementy z obrazka. Do czego to służy? do czarów…dziecko ma potrzeć paluszkiem punkt i pod wpływem ciepła pojawia się cyferka, naszym zadaniem jest znalezienie tylu przedmiotów ile wskazuje cyfra przy obrazku. Dużo zabawy i fajnie wspomaga naukę liczenia dla początkujących.

A dzięki czemu nasz syn w pewnym momencie, po dwóch latach spania z rodzicami, postanowił wyprowadzić się do swojego pokoju? nowe łóżko z kocykiem, pościelą i poduszeczką z Georgem – kosmonautą. Radości nie było końca, co więcej przez pewien czas nikt oprócz niego nie mógł siadać na łóżeczku przykrytym kocykiem z domkiem oraz rodzeństwem bawiącym się piłką. Każdej nocy towarzyszy mu również maskotka Georga, który trzyma dinozaura, a na tle poduszki z podobizną najmłodszej świnki jest ledwo widoczny na zdjęciu.


Szaleństwo peppowe trwa już długo, a kolejne odcinki bajki choć znane mu już na pamięć nadal są chętnie oglądane i niecierpliwie wyczekiwane. 
Gadżetów jest cała masa, co mają Wasze dzieci? 
Lubią Peppę i jej wesołą rodzinkę?
Zapraszam do podzielenia się swoją opinią!

Przygody z książką…#1 nasze top 10

Rozpoczynamy nową serię wpisów w ramach projektu „Przygody z książką”.

Co dwa tygodnie w środę będą ukazywać się wpisy dotyczące naszych ulubionych pozycji książkowych, tego co nas zachwyciło w nowościach, co lubimy z tzw. „staroci” oraz wszystkiego co kojarzy nam się z czytelnictwem w młodym wieku 🙂

Większość wyborów opartych jest na subiektywnej opinii mojego syna, który z dumą skończył niedawno 2 lata i jest zapalonym czytelnikiem literatury wszelakiej.

Dziś zapraszamy na wpis prezentujący nasze TOP 10.

1. „Bajki i rymowanki”  praca zbiorowa, wyd. SBM  

„Rymowanki polskie czyli wlazł kotek na płotek” oprac. i red. Maria Zagnińska, wyd. GREG

Są to zbiory wierszyków oraz rymowanek czołowych polskich poetów m.in. Marii Konopnickiej, Adama Mickiewicza, Ignacego Krasickiego i Aleksandra Fredry. Bogato ilustrowane, ale nie przytłaczające. Rysunki dobrze oddające treść tekstu. Wierszyki takie jak Wlazł kotek na płotek, Chodzi lisek koło drogi, Mam chusteczkę haftowaną, Siała baba mak, Idzie kominiarz, Pan kotek był chory czy Stefek Burczymucha to klasyka, która powinna być znana każdemu dziecku. U nas to dwie pierwsze pozycje książkowe z większą ilością treści, które są codzienną lekturą od ponad półtora roku. Zabawne brzmienie oraz łatwość zapamiętania tekstu to ich największa zaleta.

2. „Obrazki dla maluchów” Nathalie Belineau, Emilie Beaumont, wyd. Olesiejuk

Seria małych edukacyjnych książeczek dla najmłodszych, wielokrotnie nagradzana. W naszych zbiorach: Wieś, Las, Pojazdy, Kolory, Pieski. Pięknie ilustrowane, kolorowe postacie stworzone z modeliny pomagają pokazywać nam świat w dostępny sposób. Dzięki wygodnemu formatowi oraz twardej oprawie i stronom są bardzo wygodne dla małych rączek do samodzielnego przeglądania. 

3. Dotykanki „Zwierzęta” oprac.zbiorowe, wyd. Olesiejuk

10 – stronicowa książeczka, w której dziecko poznaje różne faktury, kolory i kształty. Może pogłaskać miękkie futerko pieska, wełnistą owieczkę czy puszysty ogonek króliczka. Ta pozycja zajmuje na długo naszego małego badacza faktur, bardzo lubi podziwiać błyszczące łuski rybek, które mienią się wieloma kolorami oraz dotykać gładkich dziobów rodziny kaczuszek.

4.  „Księga dźwięków” tekst i ilustracje Soledad Bravi, wyd. Dwie Siostry

Międzynarodowy bestseller. Wesoła książeczka dla najmłodszych do wspólnego oglądania, czytania i zabawy w wydawanie odgłosów – najlepsza z możliwych recenzji. Robi furorę wśród najmłodszych. Jest to sto dwadzieścia kartonowych stron, każda strona zaskakuje nas czymś nowym. na pierwszy rzut oka niepozorna…po pierwszym przeglądnięciu zatrzymuje na dłużej i każdy mały i duży znajdzie tutaj swój ulubiony odgłos.

5.”Mój mały kotek” oprac. zbiorowe, wyd. Papilon

Mała książeczka z krótkim tekstem – jedno zdanie na stronę. Tekst…nie powala…ale obrazki ładne, urocze i zachwycają młodych czytelników.

6. „Złota rączka. Przyjaciele Mańka” oprac. zbiorowe, wyd. Egmont Polska sp. z o.o.

Jest to puzzlowa książeczka, w której poznajemy narzędzia Mańka. Elementy są duże i wygodne dla małych paluszków, dziecku łatwo się wyjmuje i wkłada młotek, piłę, miarkę oraz tytułowego Mańka. U nas narzędzia służą również do prac remontowo – budowlanych wykonywanych przez Malucha 😉

7.”Małpka jest głodna. Pokaż paluszkiem” oprac. zbiorowe, wyd. Wilga

Zadaniem młodego odkrywcy jest doprowadzenie głodnej małpki do jej posiłku. Coś dla wielbicieli labiryntów. Wiodąc paluszkiem po wyznaczonym torze docieramy do okienek z niespodzianką, każda strona kryje coś nowego. Wytrwale musimy szukać gdzie podziały się banany, które będą mogły zostać zjedzone przez tytułową bohaterkę.

 8. „Pajączek”, „Bardzo głodna gąsienica”, „Czy chcesz być moim przyjacielem?”Eric Carle, wyd. Tatarak

Tego autora chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Kultowe książki znane na całym świecie. Z gąsienicą liczymy, poznajemy kolory, owoce oraz ulubione potrawy małego zwierzątka. Autor przedstawia cykl rozwoju gąsienicy,gdzie na końcu możemy podziwiać pięknego motyla.
„Pajączek” to historia małego zapracowanego pajączka, podpatrując go możemy poznawać i naśladować zwierzęta „gospodarskie”. nie zabraknie też doznań zmysłowych. Zachęcamy do badania paluszkami pajęczyny, muchy oraz oczywiście tytułowego pajączka.
Trzecia pozycja to historia małej myszki, która szuka przyjaciela wśród napotkanych zwierząt. Drepcze zieloną dróżką, na końcu której czeka ją „niespodzianka”. Poznajemy wygląd zwierząt ich odgłos oraz ich zwyczaje. Naszą ulubioną zabawą jest odgadywanie zwierząt po ogonach. Jest to wrażliwa historia o przyjaźni…polecamy każdemu.

9.”Kajtuś” oprac. zbiorowe, wyd. REA

Seria bajek o Kajtusiu to rodzaj bajek terapeutycznych, które pomagają dzieciom w przeżywaniu najważniejszych chwil dzieciństwa. U nas historie tego małego chłopca zadomowiły się już ponad rok temu. Ciągle lektura na topie, jeśli czytana to hurtem każda część po kolei.

10. „Atlas zwierząt. Wielka księga z magnesami” Apsley Brenda, wyd. Bellona

Książka monstrualnych rozmiarów. Ciekawy pomysł, wykonanie dobre. Natomiast serce mojego dziecka skradły dołączone magnesy. Stały się one mieszkańcami naszej kuchni, gdzie na lodówce są ciągle od nowa układane.

Każda kolejna strona to jeden kontynent z opisem żyjących tam zwierząt i ciekawostkami na ich temat. Pozycja do czytania dla starszych troszkę dzieci, natomiast magnesy…rozkosz dla Maluchów 😉


Oczywiście mamy jeszcze trochę naszych ulubionych pozycji do czytania, ale te przedstawione powyżej to takie, które od dawna goszczą w naszym codziennym repertuarze. Może coś i Was zainteresuje i zechcecie poznać te pozycje ze swoimi dziećmi, a może wszystkie te książki znacie i zechcecie podzielić się z nami Waszą opinią? Z niecierpliwością czekamy na Wasze zdanie w komentarzach.

Serdecznie zapraszam na kolejne wpisy  z tej serii!