Gra planszowa – wygrana w konkursie Kreatywnie w domu & EPIDEIXIS

I miejsce w kreatywnym konkursie

projektujemy grę

z blogiem Kreatywnie w domu & EPIDEIXIS

Mamy I miejsce!!! 

HURRA 🙂

Mieliśmy zaszczyt brać udział w konkursie organizowanym przez Kreatywnie w domu. Zabawa polegała na wymyśleniu i zaprojektowaniu innowacyjnej gry/zabawki dla dzieci. Bardzo nam się pomysł spodobał, pokombinowaliśmy i oto nasze dzieło;) Prawie idealny ojciec się również zapalił do pracy, więc motywowaliśmy się nawzajem do wymyślania coraz to śmielszych pomysłów. Idei było kilka niemniej jednak trzeba było mierzyć siły na zamiary…rozejrzeliśmy się po mieszkaniu, co mamy dostępne i przystąpiliśmy do działania. 
Do stworzenia naszej gry wykorzystaliśmy:
  • plastikowe nakrętki;
  • karton;
  • drewniane klocki;
  • kostkę do gry;
  • taśmę dwustronną;
Cel gry:  

I.                   
Wariant: celem gry jest jak najszybsze przejście
planszy i ułożenie jak najwyższej wieży z klocków wylosowanych za poprawną
odpowiedź na pytanie/rozwiązanie zadania;
II.                 
Wariant: celem gry jest ułożenie klocków wg
wzoru na wylosowanej planszy na początku gry;
Zasady gry
I.                   
Wariant:
Gracz rozpoczyna grę z punktu „start” i porusza się po
planszy pionkiem tyle oczek ile wskaże mu kostka.  Zatrzymując się na czerwonym polu losuje
jakieś zadanie/zagadkę za poprawną odpowiedź ma możliwość wylosowanie sobie
jednego klocka. Stając na niebieskim polu dostaje możliwość gratisowego
wylosowania klocka, natomiast żółte pola to możliwość wymiany jednego klocka na
inny(wg uznania gracza).  Ten, kto po
drodze rozwiąże wszystkie swoje wylosowane zagadki i uzbiera największą ilość klocków
budując z nich najwyższą wieżę/dom/pojazd (wg ustalonej wcześniej koncepcji z
graczami) wygrywa.
Ten wariant przeznaczony jest naszym zdaniem dla
młodszych graczy, ma na celu ćwiczyć precyzje układania, umiejętność logicznego
myślenia, spostrzegawczość, przewidywalność.
II.                 
Wariant:
Gracze rozpoczynają rozgrywkę od wylosowania pierwszej
karty z kombinacją klocków do ułożenia. Poruszają się po planszy o tyle oczek
ile wskaże im kostka. Po drodze rozwiązują zadania/zagadki, za rozwiązanie,
których losują klocek. Stając na niebieskim polu mogą wylosować bonusowy
klocek, natomiast na żółtym mogą podmienić klocek nie pasujący do ich
kombinacji na inny. W tym wariancie gry gracz musi wykazać się skupieniem,
sprytem i umiejętnością przewidywania podczas losowania. Po kształcie
dotykanych klocków w woreczku musi rozpoznać jaki kształt klocka jest mu
potrzebny by ułożyć swój obrazek prawidłowo. Gdy gracz ułoży obrazek z
pierwszej karty, losuje następną i tak aż do dotarcia na metę. Rozgrywkę
wygrywa ten, który stając na mecie ułożył najwięcej budowli z wylosowanych kart
zadań.
Wariant gry jest naszym zdaniem dla starszych dzieci, które
potrafią skupić większą uwagę na zadaniu do wykonaniu, spostrzegawczość,
zwinność.
Spis zadań i zagadek:
Jest to subiektywna lista zadań i zagadek, które
wykonałby nasz 2,5-letni syn. Listę można modyfikować i dostosowywać
odpowiednio  wg wieku i
wiedzy/umiejętności potencjalnych graczy. Można skupić się na konkretnych
kategoriach zadań(np. emocje, litery, matematyka, książki-bajki, zadania
sprawnościowe, fauna i flora) – wg upodobań graczy.
Podobnie modyfikacjom mogą podlegać karty budowli z
klocków, w zależności od umiejętności i zdolności skupienia graczy.
1
Jaki odgłos wydaje z siebie krowa?
2
Jaki odgłos wydaje z siebie świnka?
3
Kto daje mleko?
4
Skąd w sklepach są jajka?
5
Jaki dźwięk wydaje pszczoła?
6
Co produkują pszczoły?
7
Pokaż jak kotek pije mleczko.
8
Potrafisz warczeć jak bardzo groźny pies? Pokaż
nam to.
9
Zaprezentuj w jaki sposób porusza się wąż.
1
Pokaż jak porusza się pies.
    Pokaż jak skacze świnka.
  Zrób 3 przysiady.
  
3 razy podskocz na jednej nodze.
  
Zrób 2 pajacyki.
1
Znajdź dwa przedmioty w kolorze czerwonym.
  Jakiego koloru jest trawa?
1
Jakiego koloru jest słońce?
1
Znajdź coś niebieskiego.
1Znajdź 2 przedmioty w kolorze czarnym.
2Pokaż złość.
2Pokaż zdziwienie.
2Pokaż smutek.
2
Pokaż radość.
2
Kiedy z liście spadają z drzew? Jaka to pora
roku?
2
Kiedy kwitną kwiaty? Jaka to pora roku?
2
Kiedy pada śnieg? Jaka to pora roku?
Potencjał edukacyjny zawarty w
grze
:
  • Ćwiczymy obszar językowy i komunikacyjny –
    rozwiązywanie zagadek i zadań;
  • Ćwiczymy obszar matematyczny i logicznego
    myślenia – kojarzenie liczb i wyrażeń ilościowych; porównywanie różnic i podobieństw,
    łączenie i ustalanie zbiorów;
  • Ćwiczymy obszar zapamiętywania i ćwiczenia uwagi
    – obserwacja, analizowanie, koncentracja;
  • Ćwiczymy obszar otaczającego nas świata –
    rozróżnianie kształtów i kolorów, zapoznanie z naturą, zwierzętami, naszym
    otoczeniem;
  • Ćwiczymy obszar czasoprzestrzenny – trasy i
    labirynty, kierunki prawo/lewo, następstwo czasu(najpierw ten klocek, później
    inny), cykle czasowe;
  • Ćwiczymy obszar psychomotoryczny – ćwiczymy
    umiejętności zmysłowo – percepcyjne, precyzyjną manualność, kontrolowanie ruchu
    ciała;
  •   Ćwiczymy obszar emocjonalny – ćwiczymy wyrażanie
    uczuć i emocji, umiejętność uczestnictwa w grze sytuacyjnej, odnoszenia się do
    innych i przestrzegania reguł, angażowanie się w dążenie do osiągnięcia
    zamierzonego celu.
Pierwszy tester w akcji

#dziecko na warsztat…doświadczenia…zabawa kolorem

Bawimy się kolorami

#Dziecko na warsztat

DOŚWIADCZENIA

Ten miesiąc upłynął pod znakiem doświadczeń. Działo się dużo już od pierwszych dni i niestety nasza pierwsza przygoda okazała się fiaskiem…do ostatniego dnia z czułością opiekowaliśmy się i podlewaliśmy naszą bałwankową główkę na której miała wyrosnąć trawa. Maluch był przejęty, ja skupiona żeby wyszło…no i nie wyszło…;)
Nasz bałwanek wyglądał tak pierwszego dnia…
Niestety po 30 dniach wygląda tak samo i nic się nie zmieniło, więc nad tym musimy jeszcze popracować.
Później nadszedł czas na doświadczenia sensoryczne. Niezawodne okazały się kulki żelowe, które sprawiły wiele radości i nad nimi Maluch  potrafił spędzić wiele czasu. Rozpoczęliśmy zabawę od przygotowania kulek. Tomek dostał do wyboru kilka woreczków i rozpoczęła się zabawa. Musiał sam otworzyć sobie wybrane kuleczki, wsypać do miski i zalać wodą. Najgorszym momentem było oczywiście oczekiwanie aż kulki „napiją się” wody i urosną. Systematycznie co chwilę zaglądał, sprawdzał i w końcu mogliśmy kuleczki zabrać do zabawy. Gmerania paluszkami nie było końca. Najpierw atrakcją było same mieszanie i przesypywanie kulek(Tomek potrzebował czasu na oswojenie się z kulkami, czasami bywa nieufny wobec nowych doświadczeń zmysłowych). A później to już nie potrzebował przewodnika, tylko sam sobie wymyślał co z nimi robić. Zatapiał w nich różne figurki, łowił małym sitkiem, przesypywał, liczył…zabawa była przednia 🙂
Drugim doświadczeniem zmysłowym na jaki się skusił było zrobienie kruszonki do ciasta. Maluch uwielbia gdy razem gotujemy i pieczemy, właściwie gdy tylko wchodzę do kuchni to mam pomocnika, więc tym razem samodzielnie przygotował ciasto z moją małą pomocą. Dzielnie wsypywał składniki, rozbijał jaja, mieszał, miksował, układał owoce, a na końcu przyszedł czas na małe paluszki, które musiały wyrobić kruszonkę. Bardzo lubię jego skupioną minkę gdy tak dzielnie pracuje. Dla mnie najcięższym doświadczeniem było posprzątanie całego bałaganu, ale czego się nie robi…ech 😉
Trzecią naszą zabawą i odkryciem była pianka do golenia. 
Dotykanie pianki nie satysfakcjonowało Malucha. Jakoś pianka z sodą oczyszczoną,  z której miał nam wyjść śnieg nie spotkała się z aprobatą, więc zadziałaliśmy inaczej i piankę przenieśliśmy do miski i kilku mniejszych pojemników. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Tomek dostał kakao, sypki barszcz czerwony i curry. Dosypywał sobie poszczególne składniki i mieszał. Cieszył się  z nowych barw pianki. Robił swoje czarodziejskie mikstury i z tego dopiero czerpał przyjemność. Nawet ośmielił się spróbować swojej mieszanki…jak się to skończyło nie będę opisywać, ale na parę dni daliśmy sobie spokój z eksperymentami.

Na koniec przełożyliśmy kolorową piankę do woreczka i tam sobie już malował paluszkiem „na czysto”, bez dotykania i możliwości zjedzenia;)

Po kilku dniach powróciliśmy do naszych doświadczeń i postawiliśmy na zabawę kolorami. Naszą inspiracją była książką znanego większości autora Herve Tulleta „Kolory”. Jak wiecie jest to książka specyficzna, bez akcji, bez bohaterów…a właściwie bohaterami są właśnie rzeczone kolory. Na czym polega zabawa tą książką? na maczaniu palców w kolorach i mieszkaniu ich, liczeniu, potrząsaniu książką, a nawet zamykaniem jej na chwilę czy klaskaniu. Dzięki tej pozycji rozpoczęła się nasza zabawa kolorami. Z książką szeroko otwartą przenieśliśmy teorię do praktyki. Przygotowaliśmy kartki papieru, farby i zgodnie z instrukcjami z książki mieszaliśmy barwy.

Krok po kroku mieszaliśmy kolory wg zaleceń autora.
Maluchowi się bardzo zabawa spodobała.
A to już efekt złożenia kartki i odbicie kolorów.
Zabawa trwała bardzo długo, a rysunków inspirowanych Tulletem powstało cała masa…

Czarodziejskie mleko
Od pierwszych zabaw kolorami przeszliśmy na wyższy stopień zaawansowania (przynajmniej dla nas) i zabawę przenieśliśmy do kuchni. Tutaj też skupieni byliśmy na mieszkaniu kolorów, tylko tym razem wkraplaliśmy kolory na taflę mleka. 

Maluch z wielkim zaangażowaniem i precyzją nabierał kolory i wkraplał na swój talerz. Mleko stawało się coraz to bardziej kolorowe i przez to ciekawe. 
Podczas tej zabawy kolorem dominującym był niebieski i jakoś tak najchętniej ten kolor był wybierany. Gdy już wszystkie barwy zostały wlane na mleko nadszedł czas na patyczki maczane w płynie do mycia naczyń. Tutaj to już była magia i ciągłe „WOW, mamo patrz!”
To doświadczenie zajęło nam najwięcej czasu i klika razy nalewałam mleka, bo ciągle było mu mało i musiał próbować od nowa i tworzyć coraz to nowsze kombinacje…
Kolorowy deszcz
Słoik napełniony do 3/4 wodą dopełniliśmy pianką do golenia by na wierzch naszej białej chmurki Maluch mógł wkraplać nasze rozmieszane barwniki. Wiele zachwytu wzbudziły już pomieszane piękne barwy, które powstały na wierzchu. Po chwili zauważyliśmy co dzieje się pod chmurką i teraz kucając obserwowaliśmy nasze pierwsze kolorowe krople.

Zabawa się rozkręcała, a tempo podkręcał sam Tomek, który z coraz to większą prędkością dolewał więcej i więcej barwników dla większego efektu. Na końcu stwierdził, że z naszej chmurki pada czerwony deszcz, który po wymieszaniu łyżeczką i dolaniu wszystkich rozmieszanych barwników stał się błotem do zabawy dla Georga i Peppy. Skończyło się oczywiście tym, że ukochane figurki zanurkowały w naszym „kolorowym deszczu – błotku” i potem wszystko i wszyscy byli do kąpania, nie wspominając o kuchni, która wyglądała jak po wielkim wybuchu błotnego wulkanu.
Lawa w słoiku

Swego czasu popularne były lampy z pływającymi bąbelkami w środku. Nam również udało się takie bąbelki zrobić w słoiku.
Potrzebowaliśmy słoik, olej, wodę, barwnik spożywczy oraz tabletkę musującą (my wykorzystaliśmy wapno).
Tomek do 3/4 wysokości słoika wlał olej, dolaliśmy wody, a później dodaliśmy barwnika. Małe paluszki rozkruszyły wapno i ostrożnie wsypywał do słoika. Efekt nas bardzo zaskoczył i bardzo zadowoleni oglądaliśmy nasze bąbelki.

Niebo

Ten eksperyment mieliśmy zrobić już przez dłuższy czas i w końcu się nam udało! Jest bardzo popularny w sieci i często nazywany jest galaktyką w słoiku. 
Do słoika nalaliśmy wodę zabarwioną na czerwono i z wielkim zaangażowaniem Maluszek dodał waty.
Dodał brokat, zamieszał i znowu dodał waty. Kolejnym krokiem było dolanie wody zabarwionej na zielono, znowu dosypał brokatu i wymieszał.
Gotowe niebo burzowe.

Wędrujące kolory
Tutaj musieliśmy przygotować 6 szklanek, w trzech mieliśmy zabarwioną wodę, natomiast w trzech pozostałych samą wodę. Kolejnym krokiem było przygotowanie ręczników papierowych. Tomek zwijał zawzięcie papier i układał w szklankach.

A tutaj pokazujemy etapy wędrówki kolorów:

Tyle naszych eksperymentów…Wnioski z tego warsztatu? Rozbudziły ogromną ciekawość, codziennie słyszę: „Mamo, eksperymenty?” Cieszy mnie to bardzo i na pewno będziemy kontynuować, a nasze poczynania systematycznie publikować.

Zapraszam do zapoznania się z eksperymentami u innych uczestników projektu!

#DIY – bezpieczna choinka dla każdego Malucha!

 DIY

Choinka filcowa

dla każdego Malucha!

W zeszłym roku, kiedy syn miał niespełna półtora roku stanęliśmy przed wyzwaniem choinkowym. Co zrobić z choinką gdy miejsca niewiele, a i „realne zagrożenie” w postaci wszystkiego ciekawego małego człowieka. Pokombinowałam trochę i wymyśliłam…
Polecam nasz pomysł, wykonanie proste, materiał podstawowy i łatwo dostępny, a efekt bardzo zadowalający:)
Materiały potrzebne do wykonania:
  • duży prostokąt filcu (na tło – kolor wg uznania);
  • duży prostokąt zielonego filcu;
  • samoprzylepny rzep;
  • nożyczki;
  • sztywny papier kolorowy;
  • klej;
  • taśma tesa;
  • ozdoby choinkowe – można samemu z dzieckiem wykonać;

 
1. należy przygotować tło dla naszej choinki – u nas był to duży prostokąt żółtego filcu przyklejony do ściany{mamy tapetę, pokój jest przeznaczona do remontu, więc możemy kleić co chcemy i ile chcemy bez obaw o zniszczenia;)} Proponuję Wam przyklejenie tego filcu taśmą tesa, podobno bardzo dobrze się sprawdza i nie niszczy.

gotowe tło przyklejone do ściany

2. pora na wycięcie wzoru choinki, z zielonego filcu wycięliśmy dwie części choinki i podkleiliśmy ją samoprzylepnym rzepem

3. Gdy szablon był już wycięty pozostało tylko przyczepić do naszej tablicy i rozpocząć ozdabianie:



I tak małymi 3 kroczkami stworzyliśmy naszą choinkę. Możliwości przyozdobienia choinki są miliony. Na pewno każdy z Was wymyśli sobie swoje ozdoby. W zeszłym roku wykorzystaliśmy gotowe gwiazdki i kokardki, które były również podklejone rzepem. Dzięki takiemu rozwiązaniu Maluch sam sobie przyczepiał i odczepiał ozdoby, zajmowało go to na wiele czasu i dawało wiele radości. W tym roku będziemy robić swoje ozdoby na choinkę, sama jestem ciekawa jak nam to wyjdzie i co się „urodzi”.
Po okresie świątecznym zdjęliśmy choinkę, a tło choinki służy nam na co dzień. Przyczepiamy sobie tam różne prace Tomka, omawiane ciekawostki czy uczymy się liczyć.  Bardzo dobrze też sprawdza się jako podkład do przyczepiania naszych kanapek:
Zapraszam do dzielenia się Waszymi pomysłami na bezpieczne choinki dla Maluchów!
Każda inspiracja mile widziana:)

#Przygody z książką 4…Gdzie jest pingwin? + lapbook

„Gdzie jest pingwin?”

wyd. IUVI

Nasz pierwszy lapbook – pingwiny

Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy na dziś książkę do wyszukiwania niesfornych pingwinów. Temat pingwinów stał się obiektem naszych zainteresowań niedawno, a tym samym tytułowa książka wróciła do łask i stała się częściej oglądana.
„Gdzie jest pingwin?” to pozycja dla wielbicieli wytężania wzroku i małych detektywów. Naszym zadaniem jest śledzenie rodziny pingwinów – uciekinierów. Ta wesoła dziesiątka uciekła z ZOO i postanowiła wrócić „do siebie”, na Antarktydę. Po drodze zatrzymują się w wielu ciekawych miejscach…
My bardzo lubimy czytać opisy poszczególnych członków rodziny. Ulubieńcem Malucha jest Dzidzia i Gwiazdor, lubiący być zawsze  w centrum zainteresowania.

Przygodę rozpoczynamy od stron prezentujących ucieczkę z ZOO. To chyba najchętniej maglowane dwie strony u nas. Analiza tych stron nie kończy się na wyszukaniu tytułowych bohaterów, ale na przeanalizowaniu każdego zwierzątka i opowiedzeniu co kto gdzie robi…czasami trwa to na tyle długo, że musimy zrobić przerwę przed kolejnymi stronami.


Pingwiny zwiedzają 15 różnych miejsc. Przygodę rozpoczynają od centrum handlowego, w którym każdy z nich znajduje coś ciekawego. Ich misją jest zrobienie zakupów na dalsza drogę, ale przecież to tak fascynujące miejsce…

Do dyspozycji mamy 17 miejsc, które bohaterowie odwiedzają m.in. jezioro, gdzie odpoczywają po emocjach poprzednich dni ponieważ byli uczestnikami balu przebierańców i zwiedzali dom strachów. Na torze gokartowym świętują urodziny, natomiast na obiad wybierają się do najlepszej restauracji w mieście.

 Pingwiny biorą również udział w balu karnawałowym,zwiedzają pustynię, pluskają się na basenie, a nawet spełnia się marzenie Gwiazdora i mają okazję posłuchać koncertu z muzyką poważną na żywo.

W  deszczowe dni pingwiny zabawiają się w kręgielni i muzeum. A jakby emocji było mało nurkują w przestworzach oceanu i latają wysoko w powietrzu..tak wysoko, że na skutek pomyłki lądują w przestrzeni kosmicznej. Wyszukiwanie pingwinów wśród ufoludków jest nie lada wyzwaniem…
Końcowa strona to przywitanie na Antarktydzie…i tutaj to już obłęd 😉 wśród wielu pingwinów musimy odnaleźć 10 naszych tytułowych bohaterów i ich rozpoznać.
Może zechcecie się pobawić z nami i wyszukacie członków naszej rodzinki?
Dla zniecierpliwionych na końcu książki znajdziemy podpowiedzi i musimy zdradzić, że sami korzystaliśmy ze ściągawki gdy nasza frustracja niebezpiecznie wzrastała;)
Dla kogo ta książka? Dla tych wszystkich, którzy są fanami słynnego Mamoko i lubią spędzać czas na wytężaniu wzroku. Miło spędzą czas i młodsi i starsi, a obiecuję Wam, że rodzice przy tej pozycji się też nudzić nie będą. 
Książka jest bardzo ładnie wydana, jest to duży format, w twardej oprawie, miejscami okładka jest lakierowana, co też może stanowić atrakcję dla najmłodszych czytelników. Natomiast strony wewnątrz są wykonane z grubszego papieru i na pewno przez to trwalsze przy częstym kartkowaniu.
Zainteresowanie pingwinami musieliśmy wykorzystać i powstał pomysł na wykonanie lapbooka. Rozpoczęłam poszukiwanie informacji na temat pingwinów w internecie i natrafiłam na materiały wykonane przez jedną z mam prowadzącą arcyciekawego bloga Raaany Julek!. Autorka bloga udostępnia za darmo wiele ciekawych materiałów i pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Pozwoliłam sobie ściągnąć te materiały i tak o to rozpoczęła się nasza przygoda…
Wycinania było co niemiara, ale radości z tworzenia chyba jeszcze więcej. Maluch dzielnie pomagał w czym tylko mógł i spędził naprawdę wiele czasu w skupieniu na swojej pracy. 
Dzielnie kolorował, smarował klejem poszczególne elementy i przyklejał w wyznaczonych miejscach.
Wnętrze prezentuje się następująco:

 Co znajdziemy w środku?
– książeczkę z różnymi aktywnościami pingwinów; przeglądamy, a Maluch opowiada, że pingwin jeździ na łyżwach, czyta, siedzi, trzyma balony, słucha muzyki, myje się, pływa, pije itd.

– druga kieszonka to kolory; postaci pingwinów z różnokolorowymi koszyczkami na brzuszkach – pomaga nam to w powtarzaniu kolorów, a do tego łączymy zabawę z rybkami z koszyczka z okładki. Dopasowujemy kolor rybki z odpowiednim kolorem koszyka pingwina.

– cyfry – pingwiny z cyframi, u nas to od 1-5, na razie skupiamy się na powtarzaniu tylko tych. Układamy w kolejności, ćwiczymy paluszkiem pisanie po obrysie, a także dopasowujemy odpowiednią liczbę klocków czy kapsli. 

– taki duży taki mały – układanka od najmniejszego do największego.
– kształty – to ulubiona kieszonka, nasze własnoręcznie wykonane pingwiny w kształcie serca, kwadratu, koła i prostokąta mają swój pokraczny urok i chyba najbardziej są też „znoszone”, ponieważ uczestniczą w wielu aktywnościach Tomka, a nawet z nim spały…

– przedostatnia kieszonka to garść teorii na temat pingwinów. Dowiadujemy się między innymi gdzie  mieszkają, co jedzą, w jaki sposób się poruszają oraz że wykluwają się z jaja.

– na okładce jeszcze przykleiliśmy oddzielną przegródkę z obrazkami pingwinów, gdzie na poszczególnych karteczkach Tomek kolorował kolejne części ciała naszych małych przyjaciół. 
 – ostatnia przegroda to kto lubi czarny i biały? – czyli zwierzęta, które występują własnie w tych barwach, a tam m.in. skunks, sroka, orka, kot, panda czy nasz tytułowy pingwin.
Całość wygląda naprawdę imponująco i nie ma człowieka, który by nie wszedł do naszego mieszkania i nie został „poczęstowany” dziełem. Tomek jest zafascynowany i często wraca do zabawy. Bardzo serdecznie polecam taki sposób na naukę. Daje dużo satysfakcji dziecku i dorosłemu. My na pewno na tym jednym nie spoczniemy i już mamy kilka pomysłów na nowy lapbook.

Tyle u nas z okazji 4 wpisu w ramach „Przygód z książką”. Polecam wpisy innych uczestników projektu!


#LIDL klocki drewniane…

LIDL

Zestaw drewnianych klocków

Jest szał….
Od wczoraj kiedy to nasz Maluch zobaczył w sklepie pudełko drewnianych kolorowych klocków przepadł. Dzielnie niósł klocki do kasy, później dumnie trzymał w samochodzie i natychmiast po przyjściu do mieszkania łapczywie otwierał.

Układania drogi nie było końca. Czasem był to wąż, czasem gąsienica, budował bramy, domy, wieże a co najważniejsze zabawa przednia do późna. Nie było czasu nawet na kolację, bo urocze potworki musiały zajmować małe rączki. Oczywiście skończyło się tym, że potworki spały z nim w jego łóżeczku.
O poranku nie było innej opcji jak tylko najpierw wysypać klocki i rozpocząć zabawę. Klocki były przewożone ciężarówką, segregowane wg kolorów oraz przewożone pociągiem.
Służyły również do budowania ścian – zapór do „więzienia”, były ochroną dla ulubieńców Tomka przed groźnym krokodylem.
Klocki idealnie pasują do budowania różnych budowli. Dziś w naszym zainteresowaniu znalazły się auta i z wielką radością i zaangażowaniem Maluch wymyślał jak jeszcze może poukładać klocki żeby pojazd był jak najbardziej spektakularny.
Niezaprzeczalnie był to bardzo dobry wybór. Szczerze muszę przyznać, że już nie pamiętam jaka zabawka przykuła uwagę Tomka na tak długo w jednym kawałku. Sam dzielnie wymyśla sobie co budować i do czego wykorzystać klocki. Co więcej przez cały dzień klocki muszą być wysypane na środku pokoju, a klocki z symbolami potworków wędrowały z Maluchem dziś w każdy zakątek mieszkania towarzysząc mu we wszystkim. Dla tych, którzy jeszcze nie mają pomysłu na prezent dla swoich dzieci z czystym sumieniem polecam klocki drewniane. Motywują do kreatywności i zajmują naprawdę na długo. Będą wspaniałą rozrywką dla tych mniejszych i starszych. Młodsi będą mieć wiele radości z budowania wież i burzenia, natomiast starsi zapewne będą wymyślać sobie coraz to bardziej zaawansowane budowle, a jest z czego budować, bo klocków  w zestawie aż 120 w czterech kolorach i wielu kształtach 🙂

Z oferty Lidla kupiliśmy również balansującego żółwia oraz rybki do łowienia, ale to czeka głęboko ukryte na swój moment. Gdy tylko rozpoczniemy zabawę tymi układankami chętnie opowiemy jak się sprawdziły w praktyce.
Zapraszam do wyrażania swoich opinii!