Upalne dni z lodowymi zabawami!

Lodowe szaleństwo

 

Do zabawy potrzebujemy:

  • foremki 
  • małe figurki
  • miska
  • widelec
  • trochę ciepłej wody

Pomysł wpadł nam do głowy przypadkowo. Syn zafascynowany wyciągnął lód w kostkach i zajął się nim na tyle długo, że postanowiłam to „wykorzystać” 😉

Małe figurki włożyłam do silikonowych foremek w kształcie twarzy/pyszczków misiów i zalałam wodą. Po odstaniu kilku godzin w zamrażalniku nasze lodowe skarby były gotowe do zabawy.

Dodatkową atrakcją był ich kształt…co by nie było misowe robi furorę!

Dla małej rączki było za zimne, więc w ruch poszedł widelec…dłubaniu nie było końca….

Z niezwykłą pieczołowitością i skupieniem T. starał się wyłuskać swoje figurki z lodowego więzienia.

Pierwszy sukces! Jest! Pierwszy danonkowy smok uratowany!

By dziecku ułatwić i trochę przyspieszyć zalecam podlewać gorącą wodą. Najważniejsze żeby dziecko się nie zniechęciło długim czekaniem i żmudnym dłubaniem. Starszym dzieciom niż mój syn na pewno zabawa też się spodoba i pomoże przetrwać szalone upały.

Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się innymi ciekawymi pomysłami  na spędzanie czasu z dziećmi w domu? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb:

Filcowe układanki „W drodze” wyd. Olesiejuk

Wydawnictwo Olesiejuk

W drodze

Flanelkowe układanki

Książeczka dla dzieci od 2-óch lat – Uwaga<!> małe elementy

Bardzo lubimy zabawy magnesami. Kiedy wpadła nam w oko ta książka od razu ją kupiliśmy…ale tutaj niespodzianka…to nie są magnesy(informację, że są to magnesy powleczone materiałem otrzymałam od Pani w sklepie). Cóż syn był troszkę zawiedziony, że obrazki się nie przyczepiają, ale jest jeszcze zdecydowanie za  mały by długo się nad tym zastanawiać i od razu przystąpił do układania poszczególnych obrazków na stronach. 
Stron jest 5: stacja kolejowa, plac budowy, droga, łąka i niebo, pagórki.
Elementów do ułożenia jest: 16. 
Tekstu jest niewiele, zaledwie po dwa – trzy zdania. Dla nas to mało satysfakcjonujące gdyż wolimy już dłuższe historyjki, ale ma to też dobre strony – ćwiczymy kreatywne opowiadanie 😉 
Mnie ta książeczka poniekąd rozczarowała. Spodziewałam się czegoś więcej. Jednak główny zainteresowany lubi się nią bawić i układać sobie swoje historyjki. Misiu, kotek i lewek trafili do serca syna i lubi do tej zabawy wracać.

  W serii ukazały się jeszcze:

 

 

„Królik w ogrodzie” Djeco

DJECO

littleASSOCIATION

Królik w ogrodzie

Gra dla dzieci w wieku od 2,5 – 5 lat – granica wiekowa wg producenta;
Moim zdaniem młodsze dzieci również się już pobawią; 


Gra Djeco trafiła do nas ze sklepu https://4kidspoint.pl/
– w tym momencie gra jest niedostępna w sklepie, ale myślę, że to
chwilowa sytuacja. Można kupić ją w innych internetowych
sklepach jak np. http://www.trzyczarownice.pl/pl/p/Djeco-Little-association-Krolik-w-ogrodzie/777 czy http://www.zabawkiniebanalne.pl/pl/p/Gra-Little-association/355 .

Mój syn, dziecko „nowoczesne”(większość zakupów robimy przez internet) od najmłodszych miesięcy swojego życia przyzwyczaił się, że pukanie do drzwi i listonosz/kurier stojący za progiem z paczką w dłoniach oznacza prezenciki. Oczywiście dla nikogo innego jak tylko i wyłącznie dla niego. Po otwarciu drzwi jest już stały rytuał, czyli pisk radości z przedpokoju, a następnie euforyczne rozdzieranie opakowania żeby jak najszybciej sprawdzić co jest w środku.
Tym razem nie było inaczej, ale piski i zachwyty nie skończyły się po rozdarciu koperty. Piskom i zachwytom nie było końca. „Och, WOW, och” towarzyszyło najpierw oglądaniu pudełka, które jest bardzo solidne, tekturowe i zgrabne(co najważniejsze – nie zajmuje wiele miejsca), żeby przerodzić się w jedno wielkie i długie aaaaach gdy zobaczył co jest w środku. 
Trzy urocze figurki zwierzątek absolutnie zawładnęły jego małym serduszkiem. Zielona żabka, fioletowy królik i łaciata krowa nie były wypuszczane z rączki już całą resztę dnia.
Gra zawiera trzy plansze  z obrazkami odpowiadającymi naturalnym środowiskom tych trzech zwierzątek oraz 30 mniejszych kartoników, które należy dopasować do plansz. 
Zasady gry są podobne do lotto, czyli najmłodszy gracz odkrywa jeden obrazek i zadaniem graczy jest jak najszybsze dopasowanie go do odpowiedniego świata. Wygrywa kolejkę ten, kto pierwszy złapie do rączki właściwe zwierzątko.

U nas póki co zasady dopasowane są do syna i element rywalizacji oraz gry na czas wykluczyliśmy. Ćwiczymy spostrzegawczość i grając staramy się motywować T. do odpowiedniego dopasowania obrazka. Natomiast zwierzątka najczęściej lądują w małej łapce i nikt oprócz małego właściciela ich ruszać nie może.

Gra jest ładna, urocza, zachęcająca do zabawy i trwała. Tektura jest gruba i starannie wycięta dlatego myślę, że będzie nam długo służyła. Natomiast mnogości zastosowań gumowych zwierzątek nie jestem w stanie wymienić, sprawdzają się jako przyjaciele w wielu innych zabawach i nigdy nie zawodzą.
Z czystym sumieniem mogę polecić grę jako prezent nawet dla dziecka 5-letniego. 

Firma DJECO powstała w 1954 roku w Paryżu, do dziś jej siedziba mieści się przy rue des Grands Augustins. Produkcja odbywa się w Azji wg bardzo ścisłych kryteriów dzięki czemu możemy cieszyć się wysoką jakością produktów. W ofercie znajdziemy gry, puzzle, zestawy kreatywne, zabawki drewniane oraz elementy dekoracji wnętrz.

Dzień dobry!

A zaczęło się to tak…

Nowy Rok, czyli zmiany, czyli zaczynamy coś nowego – uparcie wierzymy, że lepszego od tego co było… zniecierpliwiona żona czeka na powrót „prawie idealnego” Męża z pracy. Z niecierpliwością przebiera nogami, bo właśnie przed chwilą zrobiła najważniejszy test życia, który zgodnie z życzeniami urodzinowymi/świątecznymi/noworocznymi okazał się pozytywny. 

 1.stycznia 2013 roku godzina 7.30″prawie idealny” Mąż wrócił z pracy w drzwiach komunikując zmęczenie i wilczy głód…cóż wieści muszą poczekać…czekam…czekam…w końcu po paro godzinnej drzemce Męża nie wytrzymuje…wchodzę do pokoju i jeden gest-jedno spojrzenie i wszystko jasne…

TAK – BĘDZIEMY RODZICAMI

Sześć miesięcy później machina ruszyła pełną parą, nowemu małemy człowieczkowi bardzo śpieszyło się na świat. Ostatnie przygotowania z poziomu łóżka i częste telefony zatroskanego „już prawie Taty” czy wszytsko ok…

Wraz z nadejściem sierpnia przeświecał nam jeden cel: dotrwać do 15, do magicznej połowy miesiąca. Po 15-stym niech się dzieje…no to zaczeło się dziać…szpital, łzy i lament – a co będzie jeśli.

Wczesnego poranka 13.sieprnia nie zapomnimy oboje chyba nigdy. Znamienny sms do „prawie idealnego” Męża: zabierz wszytskie rzeczy z półki, które są przygotowane i przyjedź, zabierają mnie na sale operacyjną.

8.42 – pierwszy płacz naszego syna, cudownego, malutkiego chłopczyka, który tak bardzo chciał już być z „prawie idealnymi”  rodzicami.

Z „prawie idealnej” Żony stałam się Mamą IDEALNEGO SYNA, a „prawie idelany” Mąż stał się Tatą i tutaj nasza wspólna historia się zaczyna…