Emoje – gra DIY

Bawimy się emocjami

szablony do wydruku

W niedzielne przedpołudnie postanowiliśmy pobawić się emocjami. Jak wiadomo ponad dwulatkami szarpią miliony emocji w jednej sekundzie, więc temat jest nam bliski;)
Na blogu Seven Thirty Three znalazłam świetny pomysł na prostą grę, która jest doskonałym wprowadzeniem do rozmowy o naszych emocjach. Możemy bezpłatnie pobrać szablony kostek do gry oraz oczy i usta wyrażające różne stany.
I tak po wycięciu i przygotowaniu materiałów mogliśmy rozpocząć zabawę. Najpierw obejrzeliśmy każdą minę, a następnie Tomek przeszedł już do rzutów kostką i wybieraniu odpowiednich minek. 
Każdorazowo rzucamy dwoma kostkami. Jedna kostka to usta, druga kostka to oczy.
Dodatkowo po każdej ułożonej minie przez Tomka próbowaliśmy naśladować wylosowaną minę i mówić co wyraża, czy złość/radość/zdziwienie itd. O, dziwo całkiem dobrze Maluch kombinował.
Żeby urozmaicić zabawę oraz poćwiczyć mimikę Tomskiego usadowiliśmy się przed lustrem….tutaj się dopiero zaczęło …wybuchom śmiechu nie było końca, a i małego lusterka Tomek nie wypuszcza z rączki i nadal kontroluje swoje miny w różnych sytuacjach podczas zabawy.
Zachęcam do pobrania materiałów(tu) i wspólnej zabawy!
http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

#Grajmy! Kolory i kształty Trefl

http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

Układanka edukacyjna

Kolory i kształty

seria Mały Odkrywca

Dziś proponujemy zabawę edukacyjną układanką ćwiczącą kolory i kształty. Rozwijamy analizę wzrokową, abstrakcyjne myślenie, koncentrację, kreatywność oraz spostrzegawczość.
W skład gry wchodzi:
  • 28 figur(kwadrat, koło, gwiazda, trójkąt, półkole, trapez, prostokąt);
  • 4 plansze( plaża, pociąg, pokój dziecięcy, plac zabaw);
  • strzałkę losującą;
  • instrukcję z propozycjami zabaw.

W samej instrukcji mamy 10 propozycji zabaw, do których możemy wykorzystać grę. Nie wspominając o tych pomysłach, które nasuną nam się podczas zabawy same. Tomek najbardziej lubi uzupełniać plansze brakującymi elementami na czas…

Podstawowa rozgrywka polega na rozdzieleniu plansz pomiędzy graczy i uzupełnianie pustych pól wylosowanymi za pomocą strzałki na „kole fortuny” figurami. Oczywiście wygrywa ta osoba, która pierwsza uzupełni swoją planszę.

Jak jeszcze możemy się bawić?

  • dzielić na zbiory;
  • układać wzory z figur;
  • odrysowywać kształty;
  • losować spośród figur jedną i szukać dookoła siebie przedmioty o tym samym kształcie;
  • omawiać ułożone plansze z określaniem położenia, np. żółte słońce zbudowane z koła znajduje się na górze obrazka na środku planszy itd;
  • gra na refleks: rozkładamy figury na stole i jedna osoba mówi głośno nazwę figury i jej kolor – kto pierwszy znajdzie taka figurę zdobywa punkt;
  • losujemy z zamkniętymi oczami jedną figurę i zgadujemy kierując się tylko zmysłem dotyku jaki to kształt;
  • losujemy figurę i opisujemy ją bez używania jej nazwy, np. jest to kolor słońca.

Plansze są wykonane z grubszej tektury, figury również. Może jedynym zastrzeżeniem jakie mogłabym mieć to wielkość kształtów. Tomski nigdy do ust nie brał niczego, ale wiele dzieci pewnie by się mogło połakomić na jakieś kółeczko czy trójkąt;)  Obrazki są proste i wyraźne, nie pozostawiają żadnych niedomówień, więc już z Maluchami półtorarocznymi, moim zdaniem, można spokojnie się bawić i grać. Wg producenta sugerowany wiek to 3+.
Zapraszam również do zapoznania się z wpisami innych Mam biorących udział w projekcie #Grajmy!

http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

 

#Przygody z książką…Wszystko moje!

Rozpoczynamy drugi projekt #Przygody z książką. Wpisy wszystkich uczestników są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat literatury dziecięcej. Tym razem wpisy w ramach projektu będą ukazywać się raz w miesiącu przez kolejne 11 miesięcy. Zapraszamy!
Niedawno braliśmy udział w pomyśle Ilony z bloga Kreatywnym okiem. Idea polegała na wymianie książek pomiędzy zgłoszonymi osobami. Dla każdego książka była niespodzianką.. W ramach tej wymiany zdecydowaliśmy, że chcielibyśmy dostać książkę dla Tomka i tak o to otrzymaliśmy dwie książeczki, które bardzo Tomskiemu przypadły do gustu. Były to „Wszystko moje!(…)” oraz „Jaś Fasola i inne bajki”.
Dziś chciałabym opowiedzieć o „Wszystko moje! Czyli o tym, jak kruk zrozumiał, że przyjaźń jest najważniejsza” Nele Moost. Jest to jedna z kilku częsci bestsellerowej serii Mały Kruk. Przetłumaczono je na 31 języków i sprzedano ponad 6 mln egzemplarzy.
Mały Kruk jest sympatycznym stworzonkiem, które cierpi na kłopotliwą przypadłość…ma nieodpartą chęć posiadania wszystkiego. Każda rzecz, która wpada mu w oko musi natychmiast być jego i podbiera ją innym mieszkańcom lasu różnymi sposobami. 
Stosuje kradzież, podstęp, fałszywą pochwałę, groźbę, wyśmiewanie, zamianę czy użalanie się. Niby każdy próbuje się zabezpieczyć przed psikusami Kruka, a jednak zawsze daje się podejść i wymarzony przedmiot Kruka ląduje u niego w gnieździe.

Przyjaciele, bo jednak zwierzątka z lasu starają się być przyjaciółmi Kruka, proponują mu zabawę, zapraszają do zejścia na ziemię i wspólne spędzenie czasu. Niestety nasz bohater z troski o swoje „zdobycze” nie chce się bawić.
Książka porusza trudny temat dzielenia się zabawkami i pokazuje, co w życiu jest najważniejsze. Udowadnia, że jednak nie otaczanie się rzeczami jest najcenniejsze w życiu, a przyjaciółmi, bo to najbliżsi dają prawdziwe szczęście. 
Zwraca uwagę jakich zachowań należy się wystrzegać by nie stracić sympatii innych.
Tomski z uwagą śledzi losy Kruka i analizuje na bieżąco sytuację. Cieszy się gdy na końcu ptaszek jednak decyduje się zejść i podzielić „swoimi” zdobyczami. Książka napisana jest prostym językiem, zrozumiałym dla 2,5 latka, który bardzo świadomie słucha historii i wyciąga wnioski.  Dodatkowym atutem są piękne ilustracje autorstwa Annet Rudolph. Zdecydowanie ta pozycja wzbogaciła naszą biblioteczkę i serdecznie polecamy!

#Przygody z książką 6 #Babaryba "Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka"

Petr Horacek

Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka

najpiękniejsza opowieść o istocie Świąt

Krótka historia o tym, co najważniejsze… Gąska Zuzia w wigilijny wieczór spotyka się ze swoimi przyjaciółmi przy choince. Jednak choince brakuje gwiazdki…Gąska postanawia wyruszyć na poszukiwanie świątecznej gwiazdki. Po drodze wpada w przeróżne tarapaty…

Mamy jeden wątek przewodni – historia jest prosta. Wywołuje w nas emocje. Wraz z Gąską zachwycamy się gwiazdką, przeżywamy jej wędrówkę – strach i zmęczenie, a także radość z ponownego spotkania z przyjaciółmi.

Opowieść angażuje czytającego oraz słuchacza, Gąska prowadzi nas przez śnieg, płoty, sterty drewna…wytrwale wdrapuje się na przeszkody, wspina się i upada…jednak nie poddaje się, brnie dalej.

Jest to historia dwujęzyczna, można ją czytać po polsku oraz po angielsku. Dla początkujących wielbicieli języka angielskiego jest to prawdziwa gratka. Polecałabym ją także dla dzieci, które rozpoczynają naukę czytania – tekstu jest mało, zdania są proste, a czcionka duża i wyraźna.
Co zaskakujące po pierwszej lekturze Tomek tak dobrze opanował treść, że najczęściej nasze czytanie polega na tym, że ja rozpoczynam zdanie, a później już Tomek sam opowiada, naśladuje odgłosy zwierząt (w tekście sporo onomatopeji) i oczywiście wiele emocji wywołuje każdorazowe „Bach!”.  Maluch bardzo się smuci gdy gąska się gubi, ale też przeżywa bardzo radośnie gdy gąska odnajduje przyjaciół i na szczycie choinki rozświeca się gwiazdka.

Książka ma charakter wyciszający. Akcja rozgrywa się nocą i takie są też ilustracje. Spokojne, ciemne, ale nie smutne czy budzące grozę. Jest to bardzo dobra opowieść do czytania przed snem. 
Wydawnictwo Babaryba kolejny raz zadbało z ogromną starannością o oprawę i wnętrze książki. Doskonale nadaje się na prezent pod choinkę. Ma duży format, twardą oprawę oraz ładny, błyszczący, grubszy papier w środku. Bardzo wygodnie przewraca się też strony młodszym czytelnikom. 
Gąska Zuzia w najprostszy i najbardziej uroczy sposób przedstawia nam istotę przyjaźni oraz magię Świąt Bożego Narodzenia. Polecamy każdemu w tym świątecznym okresie! Lektura dla całej rodziny! 
Do kupienia tutaj.

#dziecko na warsztat…przygotowanie do świąt

Radosne oczekiwanie na Święta

#Dziecko na warsztat

Tradycje

Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia u nas rozpoczęły się już w połowie listopada, kiedy to ambitnie rozpoczęliśmy produkcję nad kalendarzem adwentowym. Przeglądnęliśmy miliony stron i pomysłów, podobało nam się wiele różnych projektów i w końcu zbudowaliśmy choinkę z domkami. Kluczowymi punktami oczywiście są dwa miejsca…zapewne domyślacie się które;) Najważniejszy był Mikołaj, który szybko przyszedł i teraz wielkie oczekiwanie na gwiazdkę! 
Każdego dnia Maluch odnajduje karteczkę z zadaniem do wykonania i jakąś niespodziankę w „tajemniczym worku renifera”. Dzięki temu codziennie mamy jakąś misję do spełnienia, co bardzo cieszy  Tomka i wzbudza wiele emocji. Szalenie podoba mi się jego zaangażowanie i chęć do działania.

Dzisiejszy wpis potraktuję jako podsumowanie naszych dotychczasowych działań około świątecznych. Dokładną relację dzień po dniu prowadzimy na naszym fb (ww.facebook.com/swiattomksiego )
Pierwszego dnia Tomek odnalazł specjalny list od Św. Mikołaja, który był wstępem całego naszego oczekiwania na Święta. List był personalizowany, zawierał historię zagubionego renifera z zaprzęgu Św. Mikołaja, kilka słów bezpośrednio skierowanych do Tomka o tym jaki był poprzedni rok i co go czeka w Nowym Roku oraz dyplom grzecznego dziecka, którym Tomek oczywiście był przez cały rok 😉
Tomek po liście od Świętego z wielkim zapałem rozpoczął pracę nad przygotowaniem do jego przyjazdu i nasz drugi dzień grudnia upłynął pod znakiem pieczenia pierników…i ok…przyznajemy się, że też podjadaniem całodniowym…było pysznie! 

Nasz adwentowy Renifer zadbał też o domową świąteczną biblioteczkę. Pierwszą pozycją jaką Maluszek otrzymał są Obrazki dla Malucha:

Ja osobiście troszkę czuję się rozczarowana, spodziewałam się czegoś innego, ale pooglądaliśmy i poczytaliśmy kilka razy, „obgadaliśmy” temat na tyle ile się dało i niestety książka wylądowała na półce, a chęci ze strony Tomka po kolejne sięgnięcie do niej nie ma…cóż może za rok znowu wrócimy;)
„Obrazki…” okazały się pomocne przy wprowadzeniu w kolejny nasz dzień, w którym to tworzyliśmy szopkę Bożonarodzeniową. Obejrzeliśmy historię o Narodzeniu Jezusa i z pomocą „Wycinanek” budowaliśmy stajenkę. Postaci były znane już Tomkowi, więc mniej więcej wiedział jaką rolę kto spełnia i kim jest. Działał z takim zapałem, że Jezusek niestety ostał się bez głowy, ale za to z największą pieczołowitością układał go pomiędzy mamą i tatą dmuchając i głaszcząc z troski o obolałą głowę;) Dużo radości sprawiło mu malowanie tła szopki farbami i klejeniem budowli. Zdecydowanie przypadło mu to do gustu.

Nadszedł też czas na przygotowanie kartek świątecznych. Pierwszy raz własnoręcznie zabraliśmy się za takie wyzwanie i nieskromnie powiem, że bardzo jestem zadowolona z efektu. Inspiracją były pomysły z internetu i na pewno w przyszłym roku znowu takie zrobimy. Kolejny raz wykorzystaliśmy farby i rączki Malucha, w których odbijaliśmy brodę Św. Mikołaja, a później odbijając paluszki Tomek domalował policzki, nos oraz futerko na czapie. 
Spróbowaliśmy też nowej dla nas techniki, malowania choinek z użyciem folii bąbelkowej.
Po wyschnięciu kartek zajęci byliśmy planowaniem do kogo, która kartka zostanie wysłana (tutaj mieliśmy mały konflikt interesów, ponieważ Tomek chciał wszystkie wysłać tylko do Babusi i Dziadziusia, więc musiałam pod osłoną nocy zaadresować kartki i wysłać, by nie budzić większych frustracji;)).
Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane zgłębienie tematu Bałwanków…miał być śnieg i miało być lepienie bałwana. Od pierwszego grudnia Maluch, co rano wyglądał przez okno czy w nocy napadał śnieg, ale jak śniegu nie było tak nie ma po dziś dzień, więc zadziałaliśmy inaczej. Worek Renifera przewidział taka sytuację i Tomek znalazł gotowe elementy potrzebne do zbudowania bałwanków oraz książeczkę o jakże sympatycznym „Bałwanku” U. Kozłowskiej ze znanej serii Wykrojnik.

 Klej od pewnego czasu jest najlepszym przyjacielem Tomka, więc namawiać go nie musiałam do naklejania poszczególnych elementów bałwanka…

Następnie Tomek posmarował całego bałwanka klejem i obklejał go watą, która imitowała nam upragniony śnieg…

gotowy obrazek, w tle burza śnieżna;)
Inicjatorem naszej kolejnej zabawy był Tomek, który przyglądając się swojej papierowej szopce wymyślił, że zbudujemy taką z klocków Lego Duplo. To był strzał w dziesiątkę. Z zapałem zaczął od budowania choinki, szopki, a ustawianie figurek było czystą frajdą, co więcej od kliku dni szopka stoi i nie wolno jej ruszać…jeszcze żadna jego budowla nie miała tak długiej racji bytu 😉
Po dniu intensywnej zabawy klockami i tworzeniem świątecznych budowli mieliśmy dzień czytania naszej ulubionej „Gąski Zuzi i pierwszej gwiazdki”. Jest to książka, którą opisywałam w ramach projektu #Przygody z książką i zapraszam na nasza recenzję tutaj.

Na 12.dzień Adwentu Tomek czekał z wielką niecierpliwością, ponieważ w planach było ubieranie choinki. Kilka dni wcześniej byliśmy kupić choinkę dlatego też jego motywacja by ją natychmiast ubrać była ogromna!

Bilans z ubierania choinki nie jest zły…zbiły się tylko dwie bombki 😉 Następnego dnia Tomek ubierał swoją choinkę, u siebie w pokoju. Z tą choinką ma wiele zabawy, bo jest to choinka filcowa, którą może sobie dowolnie składać i rozkładać a także zawieszać swoje ozdoby. Pisaliśmy o niej już na blogu polecając pomysł dla wszystkich Maluszków, które jeszcze nie do końca „ogarniają” temat choinki;)

Cały grudzień obfitował w wiele prac plastycznych i doznań sensorycznych. Tomkowi bardzo podobała się zabawa grysikiem. Była to taka imitacja śniegu, zakopywaliśmy w nim figurki, pisaliśmy paluszkiem, ćwiczyliśmy malowanie dwoma rączkami równocześnie oraz tworzyliśmy „ośnieżone obrazki”. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.
 

Nasze zabawy sensoryczne się na tym nie skończyły… następny dzień przyniósł nowe pomysły. Bardzo podobały mi się lampiony, które pojawiały się na wielu blogach i to zainspirowało nas do stworzenia czegoś ekstra. Pokazałam Tomkowi zdjęcia gotowych lampionów i mój mały smyk przyniósł pudło kartonowe, które akurat mieliśmy w domu. Tata Malucha powycinał okienka w różnych kształtach, Tomek powyklejał je bibułą, okleiliśmy pudło kolorowym – cukierkowym papierem. Stworzyliśmy łańcuchy z makaronu – to sprawiło najwięcej trudności i trochę frustracji, bo nawlekanie na nitkę nie było proste, ale Tomski dzielnie dał radę. Na końcu jeszcze ozdabiał pudło plastelinowymi wyklejankami i zwierzątkowym makaronem. Żeby nadać zimowy charakter „taras” domu okleiliśmy folią bąbelkową, która bardzo ładnie się błyszczała w świetle zapalonej lampki. W środku stworzyliśmy kilka różnych faktur do dotykania, miziania i testowania(szorstką, miękką, puszystą i gładką). Szczegółowy opis naszego pudła sensorycznego znajdziecie tutaj.

Zadbaliśmy też o świąteczne zapachy w naszym domu. Najbardziej ze Świętami kojarzy mi się zapach goździków i pomarańczy dlatego też ozdabialiśmy owoce goździkami i zachwycaliśmy się roznoszącym się w mieszkaniu aromatem.

Nie mogło zabraknąć też piosenek świątecznych, kolęd oraz pastorałek. Niezawodnym źródłem inspiracji muzycznych okazał się popularny serwis youtube. Chęć słuchania i włączania się w śpiewanie kolęd wspomogła nas historia Franklina, który przygotowując się do Świąt postanowił urządzić wieczór kolędowania w centrum miasta i zaprosić mieszkańców do wspólnego kolędowania. Tomek właściwie pierwszy raz  świadomie słuchał kolęd i był bardzo zaciekawiony, przypuszczam, że od teraz codziennie przez dłuższy czas będziemy kolędować i bardzo się na to cieszę.
Tomek w ramach ozdabiania choinki przygotował też własnoręcznie wykonane bombki choinkowe. Wykorzystaliśmy styropianowe kule, które Tomek obkleił kolorowymi, błyszczącymi tasiemkami, brokatem oraz gwiazdkami. Małe paluszki sprawnie sobie z zadaniem poradziły. Z drugą wersją bombek miał trudniejszą sprawę ponieważ musiał powbijać kokardki w bombkę i użyć odpowiedniej siły nacisku żeby uzyskać pożądany efekt.

Nasze bombki dumnie wiszą w honorowym miejscu na choince i czekają na świątecznych gości.
Z przygotowań świątecznych pozostało nam pakowanie prezentów oraz zajęcie się wszystkimi kuchennymi sprawami. Będziemy razem piec 6-tygodniowy piernik, który dzielnie czeka w lodówce na poniedziałkowe pieczenie(kto nie zna tego piernika to serdecznie polecam! jest to zawsze hit nad hitami, a szał wprowadza już jego wysokość ponieważ ma ok 12cm wysokości;) …nie wspomnę o oszałamiającym smaku), tartę pełną miodu i bakalii oraz ciasto makowe, które również polecam. Jest to smak dzieciństwa mojego Męża, więc zawsze obowiązkowo musi być. Od wtorku zaczniemy gotowanie i przygotowywanie potraw na stół wigilijny. Tomek pójdzie z tatą po karpie, sianko pod obrus oraz po jemiołę…masa zajęć jeszcze przed nami, na które bardzo się cieszę i już planujemy co kiedy i w jakiej kolejności…
Kalendarz adwentowy bardzo nam ułatwił oczekiwanie na Święta i uporządkował harmonogram przygotowań. Tomek codziennie widzi ile jeszcze dni pozostało i z radością odkrywa kolejne niespodzianki. 
Świąteczne lektury Tomka

Nasz grudzień obfitował w wiele różnych nowych doświadczeń i zadań plastycznych. Na pewno zapamiętamy to na długo, a w przyszłym roku przygotujemy kolejny kalendarz adwentowy i wymyślimy nowe zadania…tym bardziej, że w przyszłym roku będziemy już w czwórkę i nie tylko Tomek będzie się przygotowywał do Świąt, ale też będzie musiał wiele nauczyć i w wielu zadaniach pomóc młodszemu braciszkowi:)

Dziękujemy za wytrwanie w czytaniu tego przydługiego postu oraz zapraszamy na wpisy innych uczestniczek projektu DZIECKO NA WARSZTAT!