DIY Gra krokodyl…

Zrób to sam

Krokodyl

gra dla każdego Malucha

Odliczanie do Świąt trwa, codziennie jakieś świąteczne zadania mamy do wykonania, ale nie samymi Świętami człowiek żyje;) Przeglądając czasopisma dla dzieci natknęłam się na butelkowego krokodyla…bardzo mi się spodobał i gdy tylko wróciliśmy do domu natychmiast Maluch przyniósł zieloną bibułę i pustą butelkę po wodzie. 
Do będzie potrzebne:
  • plastikowa butelka po wodzie);
  • zielona bibuła;
  • kawałek tekturki;
  • klej;
  • dwie nakrętki na oczy;
  • nakrętki do gry.

Wykonanie:

  • rozcinamy butelkę w poprzek – potrzebujemy stworzyć otwartą paszczę;
  • obklejamy bibułą całą butelkę;
  • wycinamy zęby – przyklejamy w paszczy;
  •  na nakrętkach malujemy oczy – przyklejamy do butelki;

  • należy również przygotować kapsle, które będą nam służyły do rzucania – w wersji dla starszych dzieci możemy  wpisać punkty na nakrętkach i dodatkowo grac na punkty, czyli ćwiczymy cyferki, liczenie.

 Przebieg gry:
Nasza gra polega na rzucaniu do celu. Zamiast typowej bramki celujemy do paszczy krokodyla. Stopniowo możemy przesuwać linię startu i rzucać z coraz to większej odległości. Naszym urozmaiceniem były różne rozmiary nakrętek, co budowało napięcie podczas gry. Tomek zauważył, że większymi celuje się łatwiej.

Tomek czasami troszkę kombinował i zagadując mnie, odwracał moją uwagę i kiedy ja się tylko odwracałam on natychmiast pomagał sobie dwoma rączkami i dosypywał do paszczy krokodyla więcej nakrętek 😉

Co nam da gra?
Mnóstwo frajdy, śmiechu i dużą dozę skupienia. Maluch musi precyzyjnie wycelować nakrętką i użyć odpowiedniej siły by rzucona zakrętka doleciała do celu. Nie zawsze się to udawało, ale był śmiech i zabawa na całe popołudnie!

Zapraszamy do wspólnej zabawy!

Gra za grosze, a zabawy co niemiara!

DIY

Co kto je?

gra za grosze

Lubię czytywać blogi innych blogujących mam, zwłaszcza tych bardzo kreatywnych i będących autorytetami w różnych dziedzinach. Jedną z takich kobiet jest Pani Adrianna Grabińska – Kroczyk
Właśnie dzięki tej blogującej Mamie zyskaliśmy świetną grę, która pomaga nam rozwijać zdolności językowe, umiejętność kojarzenia, percepcję wzrokową (dzieci wyszukują pasujące elementy) oraz małą motorykę (jak się okazuje dla małych paluszków rozmontowanie, a później zmontowanie pudełka od zapałek wcale nie jest takie proste na początku).

Co potrzebujemy?

  • szablon obrazków: zwierzątko – pokarm
  • 10 pudełek od zapałek
  • klej
  • nożyczki
  • papier kolorowy
Drukujemy szablony, wycinamy je i  naklejamy na pudełka. Zwierzątko na wierzch pudełka, natomiast jego jedzonko wewnątrz. My sobie jeszcze obkleiliśmy kolorowym papierem pudełka, ponieważ dzielnie ćwiczmy kolory przy każdej okazji.
Jak gramy?
  • pierwsze zadanie to rozmontowanie pudełek;
  • opowiadanie kogo widzimy na poszczególnych obrazkach;
  • opowiadanie o jedzonkach występujących w pudełkach;
  • łączenie w pary: zwierzątko plus jego pokarm;
Tomek gdy tylko dostał do łapek pudełka od razu sam intuicyjnie zaczął sobie układać swój pociąg ze zwierzątek, a później dopasowywać jedzonka. Z wielkim entuzjazmem odkrywał co kryje brzuszek poszczególnych zwierząt i to chyba jest jego ulubione zdanie jakie buduje w tej zabawie, np. żółw ma w brzuszku listki. Żółw lubi jeść liście. 
Ta zabawa zajmuje Tomka nadzwyczaj długo. Nie spodziewałam się, że pudełka z zapałek zrobią taką furorę. W głowie kiełkują mi pomysły na nowe zestawy. Może uda mi się je zrealizować, a tymczasem polecam odwiedzić bloga Adrianna – praca i pasja. Jeśli jesteście zainteresowani przygotowaniem takiej gry dla swoich pociech wystarczy napisać prośbę o szablon do Pani Adrianny, a po paru chwilach będziecie mogli bawić się z dziaciakami nową, prostą i wciągającą grą 🙂
Polecam!

#Przygody z książką 5…Szary domek

„Szary domek”

Katarzyna Szestak

Ilustrowała: Natalia Jabłońska

Skąd u nas „Szary domek”? Na wyraźne życzenie Tomskiego…standardowe zakupy, nagle on zauważa na półce książkę i koniec kropka jest jego. Fakt, że raz już ją przeglądałam i wrażenie na mnie zrobiła spore, ale w ramach „zdroworozsądkowego” podejścia postanowiłam, że dosyć już grudniowych prezentów i zakupów. Nie wyszło…trzeba było kupić i dawno się już tak nie cieszyłam razem z Maluchem z tej samej książki 🙂
Zaskoczona jestem szalenie magią tej książki. Mój ciągle ruszający się dwulatek, który czytanie lubi, ale tak długich tekstów jeszcze nie słuchał przy tej pozycji siedzi jak zaczarowany i słucha…chłonie…analizuje i dopytuje…nie wspomnę już o ilustracjach, które z uwagą analizuje.

Jest to opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, o samotności, o pięknie świata, o miłości, o marzeniach, o poszukiwaniu szczęścia…wiem, brzmi patetycznie i powiecie, że przesadzam…ale to wszystko prawda.
W pięknym, kolorowym Herbatkowym Miastku jedna ulica różni się od pozostałych. Jest to ulica Wietrzna, na której urządził się tylko wiatr. Nagle pewnego lipcowego popołudnia po gwałtownej burzy na końcu ulicy pojawia się domek. Szary domek z dziwacznym, krzywym i spiczastym dachem jak kapelusz czarownicy…
Wiatr postanawia przyjrzeć się domkowi bliżej i tutaj zaczyna się nasza historia…poznajemy wzruszającą opowieść powstającej przyjaźni.
Wiatr odkrywa piękno małego szarego domku – podziwiamy jego wnętrze, poznajemy jego marzenia, smutki i nadzieje.  Wiatr staje się oddanym przyjacielem i pomaga w spełnianiu marzeń, staje się przewodnikiem. Jest to tak poruszająca, wzruszająca i głęboka opowieść o istocie naszego istnienia, że nie wyobrażam sobie żeby jej nie czytać. Pokrzepia dorosłych i dzieci. Choć…chyba nawet bardziej dorosłych. Z każdym zdaniem odkrywamy drugie dno tej historii.
Każdy powie, że niełatwo jest spełniać swoje marzenia i droga do celu często jest trudna i wyboista, ale gdy mamy przyjaciół wszystko staje się łatwiejsze. Dzięki magii przyjaźni jesteśmy w stanie przenosić góry i o tym właśnie przypomina nam ta książka.

Na uwagę zasługują ilustracje. Są zachwycające, przyciągające naszą uwagę i wyzwalają w nas chęć patrzenia dłużej i bardziej. Ten ciepły, poetycki tekst został oprawiony w cudowne ilustracje, które dopełniają całość.

Więcej o treści pisać nie będę, mam nadzieję, że troszkę Was zaintrygowałam i nabraliście ochoty na poznanie tej historii. Ja ze swojej strony bardzo polecam dla małych, dużych i tych największych…gdyż jest to wzruszająca opowieść, w której każdy odnajdzie coś dla siebie, a i przypomni sobie o tym, co najważniejsze w naszym życiu.

*Kilka słów o autorkach:

  • Katarzyna Szestak – mieszkanka Żor, ma 35 lat, mama sześcioletniego syna. (…) Fascynuje ją sztuka realizmu magicznego i od zawsze towarzyszy jej przekonanie, że przedmioty myślą, zabawki mówią, kiedy nikt nie słyszy, a domy opuszczone tęsknią. (…) Opowieść o Szarym Domku jest jednocześnie wyrazem przywiązania autorki do domu jako najważniejszego miejsca na świecie.
  • Natalia Jabłońska – pochodzi ze Stalowej Woli. ma 22 lata i jest studentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, na wydziale Grafiki. (…) Tworzy ilustracje pełne wrażliwości, koloru, zabawnych kształtów, które pobudzają wyobraźnię(…). Jej umiejętność patrzenia głębiej, dostrzegania pozornie nieciekawych elementów, w zetknięciu z wyobraźnią, budują nową baśniowa rzeczywistość.
*cytat z okładki książki
Obie Panie są laureatkami konkursu „Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci”. Patronem honorowym konkursu jest Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. 
Inicjatorem konkursu był właściciel sieci sklepów Biedronka, Jeronimo Martins Polska S.A. Celem konkursu było rozpowszechnianie wśród najmłodszych czytelników zamiłowania do książek. 
Opowieść została wybrana spośród czterech tysięcy nadesłanych tekstów. Natomiast ilustracje zostały wybrane spośród tysiąca nadesłanych prac.

Gra planszowa – wygrana w konkursie Kreatywnie w domu & EPIDEIXIS

I miejsce w kreatywnym konkursie

projektujemy grę

z blogiem Kreatywnie w domu & EPIDEIXIS

Mamy I miejsce!!! 

HURRA 🙂

Mieliśmy zaszczyt brać udział w konkursie organizowanym przez Kreatywnie w domu. Zabawa polegała na wymyśleniu i zaprojektowaniu innowacyjnej gry/zabawki dla dzieci. Bardzo nam się pomysł spodobał, pokombinowaliśmy i oto nasze dzieło;) Prawie idealny ojciec się również zapalił do pracy, więc motywowaliśmy się nawzajem do wymyślania coraz to śmielszych pomysłów. Idei było kilka niemniej jednak trzeba było mierzyć siły na zamiary…rozejrzeliśmy się po mieszkaniu, co mamy dostępne i przystąpiliśmy do działania. 
Do stworzenia naszej gry wykorzystaliśmy:
  • plastikowe nakrętki;
  • karton;
  • drewniane klocki;
  • kostkę do gry;
  • taśmę dwustronną;
Cel gry:  

I.                   
Wariant: celem gry jest jak najszybsze przejście
planszy i ułożenie jak najwyższej wieży z klocków wylosowanych za poprawną
odpowiedź na pytanie/rozwiązanie zadania;
II.                 
Wariant: celem gry jest ułożenie klocków wg
wzoru na wylosowanej planszy na początku gry;
Zasady gry
I.                   
Wariant:
Gracz rozpoczyna grę z punktu „start” i porusza się po
planszy pionkiem tyle oczek ile wskaże mu kostka.  Zatrzymując się na czerwonym polu losuje
jakieś zadanie/zagadkę za poprawną odpowiedź ma możliwość wylosowanie sobie
jednego klocka. Stając na niebieskim polu dostaje możliwość gratisowego
wylosowania klocka, natomiast żółte pola to możliwość wymiany jednego klocka na
inny(wg uznania gracza).  Ten, kto po
drodze rozwiąże wszystkie swoje wylosowane zagadki i uzbiera największą ilość klocków
budując z nich najwyższą wieżę/dom/pojazd (wg ustalonej wcześniej koncepcji z
graczami) wygrywa.
Ten wariant przeznaczony jest naszym zdaniem dla
młodszych graczy, ma na celu ćwiczyć precyzje układania, umiejętność logicznego
myślenia, spostrzegawczość, przewidywalność.
II.                 
Wariant:
Gracze rozpoczynają rozgrywkę od wylosowania pierwszej
karty z kombinacją klocków do ułożenia. Poruszają się po planszy o tyle oczek
ile wskaże im kostka. Po drodze rozwiązują zadania/zagadki, za rozwiązanie,
których losują klocek. Stając na niebieskim polu mogą wylosować bonusowy
klocek, natomiast na żółtym mogą podmienić klocek nie pasujący do ich
kombinacji na inny. W tym wariancie gry gracz musi wykazać się skupieniem,
sprytem i umiejętnością przewidywania podczas losowania. Po kształcie
dotykanych klocków w woreczku musi rozpoznać jaki kształt klocka jest mu
potrzebny by ułożyć swój obrazek prawidłowo. Gdy gracz ułoży obrazek z
pierwszej karty, losuje następną i tak aż do dotarcia na metę. Rozgrywkę
wygrywa ten, który stając na mecie ułożył najwięcej budowli z wylosowanych kart
zadań.
Wariant gry jest naszym zdaniem dla starszych dzieci, które
potrafią skupić większą uwagę na zadaniu do wykonaniu, spostrzegawczość,
zwinność.
Spis zadań i zagadek:
Jest to subiektywna lista zadań i zagadek, które
wykonałby nasz 2,5-letni syn. Listę można modyfikować i dostosowywać
odpowiednio  wg wieku i
wiedzy/umiejętności potencjalnych graczy. Można skupić się na konkretnych
kategoriach zadań(np. emocje, litery, matematyka, książki-bajki, zadania
sprawnościowe, fauna i flora) – wg upodobań graczy.
Podobnie modyfikacjom mogą podlegać karty budowli z
klocków, w zależności od umiejętności i zdolności skupienia graczy.
1
Jaki odgłos wydaje z siebie krowa?
2
Jaki odgłos wydaje z siebie świnka?
3
Kto daje mleko?
4
Skąd w sklepach są jajka?
5
Jaki dźwięk wydaje pszczoła?
6
Co produkują pszczoły?
7
Pokaż jak kotek pije mleczko.
8
Potrafisz warczeć jak bardzo groźny pies? Pokaż
nam to.
9
Zaprezentuj w jaki sposób porusza się wąż.
1
Pokaż jak porusza się pies.
    Pokaż jak skacze świnka.
  Zrób 3 przysiady.
  
3 razy podskocz na jednej nodze.
  
Zrób 2 pajacyki.
1
Znajdź dwa przedmioty w kolorze czerwonym.
  Jakiego koloru jest trawa?
1
Jakiego koloru jest słońce?
1
Znajdź coś niebieskiego.
1Znajdź 2 przedmioty w kolorze czarnym.
2Pokaż złość.
2Pokaż zdziwienie.
2Pokaż smutek.
2
Pokaż radość.
2
Kiedy z liście spadają z drzew? Jaka to pora
roku?
2
Kiedy kwitną kwiaty? Jaka to pora roku?
2
Kiedy pada śnieg? Jaka to pora roku?
Potencjał edukacyjny zawarty w
grze
:
  • Ćwiczymy obszar językowy i komunikacyjny –
    rozwiązywanie zagadek i zadań;
  • Ćwiczymy obszar matematyczny i logicznego
    myślenia – kojarzenie liczb i wyrażeń ilościowych; porównywanie różnic i podobieństw,
    łączenie i ustalanie zbiorów;
  • Ćwiczymy obszar zapamiętywania i ćwiczenia uwagi
    – obserwacja, analizowanie, koncentracja;
  • Ćwiczymy obszar otaczającego nas świata –
    rozróżnianie kształtów i kolorów, zapoznanie z naturą, zwierzętami, naszym
    otoczeniem;
  • Ćwiczymy obszar czasoprzestrzenny – trasy i
    labirynty, kierunki prawo/lewo, następstwo czasu(najpierw ten klocek, później
    inny), cykle czasowe;
  • Ćwiczymy obszar psychomotoryczny – ćwiczymy
    umiejętności zmysłowo – percepcyjne, precyzyjną manualność, kontrolowanie ruchu
    ciała;
  •   Ćwiczymy obszar emocjonalny – ćwiczymy wyrażanie
    uczuć i emocji, umiejętność uczestnictwa w grze sytuacyjnej, odnoszenia się do
    innych i przestrzegania reguł, angażowanie się w dążenie do osiągnięcia
    zamierzonego celu.
Pierwszy tester w akcji

#dziecko na warsztat…doświadczenia…zabawa kolorem

Bawimy się kolorami

#Dziecko na warsztat

DOŚWIADCZENIA

Ten miesiąc upłynął pod znakiem doświadczeń. Działo się dużo już od pierwszych dni i niestety nasza pierwsza przygoda okazała się fiaskiem…do ostatniego dnia z czułością opiekowaliśmy się i podlewaliśmy naszą bałwankową główkę na której miała wyrosnąć trawa. Maluch był przejęty, ja skupiona żeby wyszło…no i nie wyszło…;)
Nasz bałwanek wyglądał tak pierwszego dnia…
Niestety po 30 dniach wygląda tak samo i nic się nie zmieniło, więc nad tym musimy jeszcze popracować.
Później nadszedł czas na doświadczenia sensoryczne. Niezawodne okazały się kulki żelowe, które sprawiły wiele radości i nad nimi Maluch  potrafił spędzić wiele czasu. Rozpoczęliśmy zabawę od przygotowania kulek. Tomek dostał do wyboru kilka woreczków i rozpoczęła się zabawa. Musiał sam otworzyć sobie wybrane kuleczki, wsypać do miski i zalać wodą. Najgorszym momentem było oczywiście oczekiwanie aż kulki „napiją się” wody i urosną. Systematycznie co chwilę zaglądał, sprawdzał i w końcu mogliśmy kuleczki zabrać do zabawy. Gmerania paluszkami nie było końca. Najpierw atrakcją było same mieszanie i przesypywanie kulek(Tomek potrzebował czasu na oswojenie się z kulkami, czasami bywa nieufny wobec nowych doświadczeń zmysłowych). A później to już nie potrzebował przewodnika, tylko sam sobie wymyślał co z nimi robić. Zatapiał w nich różne figurki, łowił małym sitkiem, przesypywał, liczył…zabawa była przednia 🙂
Drugim doświadczeniem zmysłowym na jaki się skusił było zrobienie kruszonki do ciasta. Maluch uwielbia gdy razem gotujemy i pieczemy, właściwie gdy tylko wchodzę do kuchni to mam pomocnika, więc tym razem samodzielnie przygotował ciasto z moją małą pomocą. Dzielnie wsypywał składniki, rozbijał jaja, mieszał, miksował, układał owoce, a na końcu przyszedł czas na małe paluszki, które musiały wyrobić kruszonkę. Bardzo lubię jego skupioną minkę gdy tak dzielnie pracuje. Dla mnie najcięższym doświadczeniem było posprzątanie całego bałaganu, ale czego się nie robi…ech 😉
Trzecią naszą zabawą i odkryciem była pianka do golenia. 
Dotykanie pianki nie satysfakcjonowało Malucha. Jakoś pianka z sodą oczyszczoną,  z której miał nam wyjść śnieg nie spotkała się z aprobatą, więc zadziałaliśmy inaczej i piankę przenieśliśmy do miski i kilku mniejszych pojemników. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. Tomek dostał kakao, sypki barszcz czerwony i curry. Dosypywał sobie poszczególne składniki i mieszał. Cieszył się  z nowych barw pianki. Robił swoje czarodziejskie mikstury i z tego dopiero czerpał przyjemność. Nawet ośmielił się spróbować swojej mieszanki…jak się to skończyło nie będę opisywać, ale na parę dni daliśmy sobie spokój z eksperymentami.

Na koniec przełożyliśmy kolorową piankę do woreczka i tam sobie już malował paluszkiem „na czysto”, bez dotykania i możliwości zjedzenia;)

Po kilku dniach powróciliśmy do naszych doświadczeń i postawiliśmy na zabawę kolorami. Naszą inspiracją była książką znanego większości autora Herve Tulleta „Kolory”. Jak wiecie jest to książka specyficzna, bez akcji, bez bohaterów…a właściwie bohaterami są właśnie rzeczone kolory. Na czym polega zabawa tą książką? na maczaniu palców w kolorach i mieszkaniu ich, liczeniu, potrząsaniu książką, a nawet zamykaniem jej na chwilę czy klaskaniu. Dzięki tej pozycji rozpoczęła się nasza zabawa kolorami. Z książką szeroko otwartą przenieśliśmy teorię do praktyki. Przygotowaliśmy kartki papieru, farby i zgodnie z instrukcjami z książki mieszaliśmy barwy.

Krok po kroku mieszaliśmy kolory wg zaleceń autora.
Maluchowi się bardzo zabawa spodobała.
A to już efekt złożenia kartki i odbicie kolorów.
Zabawa trwała bardzo długo, a rysunków inspirowanych Tulletem powstało cała masa…

Czarodziejskie mleko
Od pierwszych zabaw kolorami przeszliśmy na wyższy stopień zaawansowania (przynajmniej dla nas) i zabawę przenieśliśmy do kuchni. Tutaj też skupieni byliśmy na mieszkaniu kolorów, tylko tym razem wkraplaliśmy kolory na taflę mleka. 

Maluch z wielkim zaangażowaniem i precyzją nabierał kolory i wkraplał na swój talerz. Mleko stawało się coraz to bardziej kolorowe i przez to ciekawe. 
Podczas tej zabawy kolorem dominującym był niebieski i jakoś tak najchętniej ten kolor był wybierany. Gdy już wszystkie barwy zostały wlane na mleko nadszedł czas na patyczki maczane w płynie do mycia naczyń. Tutaj to już była magia i ciągłe „WOW, mamo patrz!”
To doświadczenie zajęło nam najwięcej czasu i klika razy nalewałam mleka, bo ciągle było mu mało i musiał próbować od nowa i tworzyć coraz to nowsze kombinacje…
Kolorowy deszcz
Słoik napełniony do 3/4 wodą dopełniliśmy pianką do golenia by na wierzch naszej białej chmurki Maluch mógł wkraplać nasze rozmieszane barwniki. Wiele zachwytu wzbudziły już pomieszane piękne barwy, które powstały na wierzchu. Po chwili zauważyliśmy co dzieje się pod chmurką i teraz kucając obserwowaliśmy nasze pierwsze kolorowe krople.

Zabawa się rozkręcała, a tempo podkręcał sam Tomek, który z coraz to większą prędkością dolewał więcej i więcej barwników dla większego efektu. Na końcu stwierdził, że z naszej chmurki pada czerwony deszcz, który po wymieszaniu łyżeczką i dolaniu wszystkich rozmieszanych barwników stał się błotem do zabawy dla Georga i Peppy. Skończyło się oczywiście tym, że ukochane figurki zanurkowały w naszym „kolorowym deszczu – błotku” i potem wszystko i wszyscy byli do kąpania, nie wspominając o kuchni, która wyglądała jak po wielkim wybuchu błotnego wulkanu.
Lawa w słoiku

Swego czasu popularne były lampy z pływającymi bąbelkami w środku. Nam również udało się takie bąbelki zrobić w słoiku.
Potrzebowaliśmy słoik, olej, wodę, barwnik spożywczy oraz tabletkę musującą (my wykorzystaliśmy wapno).
Tomek do 3/4 wysokości słoika wlał olej, dolaliśmy wody, a później dodaliśmy barwnika. Małe paluszki rozkruszyły wapno i ostrożnie wsypywał do słoika. Efekt nas bardzo zaskoczył i bardzo zadowoleni oglądaliśmy nasze bąbelki.

Niebo

Ten eksperyment mieliśmy zrobić już przez dłuższy czas i w końcu się nam udało! Jest bardzo popularny w sieci i często nazywany jest galaktyką w słoiku. 
Do słoika nalaliśmy wodę zabarwioną na czerwono i z wielkim zaangażowaniem Maluszek dodał waty.
Dodał brokat, zamieszał i znowu dodał waty. Kolejnym krokiem było dolanie wody zabarwionej na zielono, znowu dosypał brokatu i wymieszał.
Gotowe niebo burzowe.

Wędrujące kolory
Tutaj musieliśmy przygotować 6 szklanek, w trzech mieliśmy zabarwioną wodę, natomiast w trzech pozostałych samą wodę. Kolejnym krokiem było przygotowanie ręczników papierowych. Tomek zwijał zawzięcie papier i układał w szklankach.

A tutaj pokazujemy etapy wędrówki kolorów:

Tyle naszych eksperymentów…Wnioski z tego warsztatu? Rozbudziły ogromną ciekawość, codziennie słyszę: „Mamo, eksperymenty?” Cieszy mnie to bardzo i na pewno będziemy kontynuować, a nasze poczynania systematycznie publikować.

Zapraszam do zapoznania się z eksperymentami u innych uczestników projektu!