Przygody z książką…#3 To, co najbardziej lubię…Rodzina

Minęły kolejne dwa tygodnie i nadszedł czas by opublikować kolejną naszą propozycję książkową dla Was. Dziś postawiliśmy na książkę o uczuciach, o rodzinie, czyli właściwie o tym, co w naszym życiu najważniejsze.

 „To, co najbardziej lubię…Rodzina”

Tracy Moroney

Co to jest rodzina?  Dla każdego pewnie może znaczyć troszkę co
innego…niemniej jednak jest to pierwsza i moim zdaniem najważniejsza
jednostka jaką poznajemy w naszym życiu. Od poczęcia najpierw każdy z
nas poznaje mamę, później zaczyna słyszeć tatę i po urodzeniu poznajemy
się”twarzą w twarz”…Ja zadałam to pytanie mojemu dwuletniemu synowi…odpowiedź, którą otrzymałam zachwyciła mnie, rozczuliła i rozparła dumą, ale po kolei…
 .
Zaczynając od początku okładka książki jest gratką już nawet dla Maluszków, ponieważ można miziać paluszkiem i doznać paru wrażeń. Główny bohater naszej historii jest lekko wypukły.  Wypukłe są również łapki rodziców, które przytulają swoje dzieci – co przypuszczam nie bez znaczenia 🙂 Zamszowe jest czerwone serduszko i tym samym jest ulubionym elementem mojego syna, ponieważ on bardzo się lubuje w takich materiałach. Ostatnim elementem dostarczającym wrażeń dotykowych jest duży, wypukły napis RODZINA.

Pierwsze dwie strony i czytamy o tym, kogo mały króliczek uwielbia i najbardziej kocha. I tutaj rozpoczął się wywód Tomka o tym kogo on kocha,  a było to bardzo urocze i okazało się, że oprócz mamy, taty, brata Leona, na którego narodziny dopiero czekamy, cioci, wujka, babci oraz dziadka kocha również wiele ważnych dla siebie zabawek oraz aktualnych jego najważniejszych postaci bajkowych 😉  
Bardzo się zaangażował w opowieści o tym kim są rodzice i z wielkim przejęciem zaczął układać swoją kolekcję zwierzątek rodzinkami pokazując mi, że on ma wiele rodzin w swoim pokoju.
Na pierwszy rzut poszli jego ulubieńcy czyli rodzinka misiów, lisów, wilków oraz jeżyków, którym nie przystawił dziecka, bo akurat…spało…;)
Dwie kolejne strony i trzy krótkie acz jak treściwe w swej treści zdania: „Wspólnie robimy wiele rzeczy. Dzięki temu, że jesteśmy razem czuję się bezpieczny i naprawdę kochany. Rodzice dbają o mnie i rozumieją, co czuję”. A co to oznacza dla Tomka? Jak się okazuje jest to bardzo proste…mama robi mniami i zawsze jesteśmy razem, natomiast tata zapewnia bezpieczeństwo naszemu synowi gdy zabija muchy, których on się boi i chodzi z nami gdy jest ciemno…i jak chcieć tu więcej…? 😉

Następne ważne słowo to „pomaganie”, czym jest pomaganie? Mama z tatą pomagają w rozbieraniu, ubieraniu, w jedzeniu, w myciu, zmieniają pampersa – jednym słowem samo życie, ale było też zastrzeżenie…Tomek też nam pomaga! Pięknie zaznaczył, jak na swój bardzo młody wiek, że on nam również pomaga i tutaj miałam prezentację w czym Maluch pomaga mi i okazało się, że bez niego to chyba w niczym nie dałabym sobie rady sama;)
Zainteresowania nie wzbudziło jedynie niewłaściwe zachowanie i bycie niegrzecznym króliczka…tzn. króliczek może bywa niegrzeczny, ale przecież Tomek absolutnie zawsze zachowuje się grzecznie, więc temat ominęliśmy i przeszliśmy od razu do analizowania kolejnych stron 😉 

Strony z serduszkami zapewne będą bardziej czytelne dla starszych dzieci. U nas wzbudziły zachwyt baloniki serduszkowe i Tomek był skupiony na liczeniu ich i po prostu oglądaniu, ale po naszej wcześniejszej rozmowie wiem, że może Maluszek nie wszystkie określenia zna, ale wiele z nich rozumie na swój sposób i na pewno będziemy wracać do tego tematu, bo jest to fajny materiał do wielu rozmów i działań plastycznych z dzieciakami.

Kolejne strony to już przejście do przedstawienia szerszego pojęcia rodziny, czyli poznajemy duże rodziny z dziadkami, kuzynami, ciociami oraz wujkami. Mniejsze, czyli typowe: rodzice plus dzieci oraz, co mi się osobiście bardzo spodobało rodziny malutkie składające się z dziecka i jednego rodzica. Uważam, że to bardzo cenne i ważne, że autorka książki z szacunkiem potraktowała rodziny „niepełne” i również o nich wspomniała. Dzieci już w przedszkolu spotykają się z rożnymi modelami rodzin i jak najbardziej w mojej opinii powinny wiedzieć, że nie wszystkie dzieci mają mamę i tatę.

Czemu króliczek czuję się wyjątkowo? Ponieważ może spędzać czas ze swoją rodziną , podczas świąt, urodzin i wtedy czuje się jej częścią. Tomek od razu zaczął przypominać sobie swoje urodziny i tutaj mieliśmy dłuższy przystanek, ponieważ historie związane z tortem, świeczkami, które należało zdmuchnąć, obecnością ukochanych dziadków i cioci, wspólnych zabaw itd wzbudzają bardzo wiele pozytywnych emocji i zawsze musimy sobie wszystko dokładnie powspominać razem z obejrzeniem zdjęć i oglądnięciem filmiku z „imprezy”.

Nasze oglądanie albumów trwało naprawdę dłuuugo…każde kolejne zdjęcie musiało być opatrzone kilkoma słowy komentarza, nie wspominając o jego ulubionym albumie zawierającym jego zdjęcia, gdzie z wielką radością i dumą ogląda sam siebie i sobie po swojemu opowiada co on wtedy robił i z kim.
Ostatnie strony traktują o tym, co my lubimy najbardziej, czyli wspólne przytulanie, które czyni nas silniejszymi i pewniejszymi siebie oraz o zapewnianiu siebie nawzajem o swojej wzajemnej miłości i dumie z pociechy. Na obrazku rodzice tulą małego zajączka i kładą do snu. Dla Tomka było to bodźcem do okazania mi również swojej wielkiej miłości, a że nasze czytanie i rozmowa o książce miała miejsce wieczorem już w łóżku wielkie przytulanie Maluszka skończyło się błogim zaśnięciem z uśmiechem na twarzy. 
 

Seria „To, co najbardziej lubię…” ma charakter wychowawczy, w prosty sposób pokazujący świat, w którym Maluchy muszą się odnaleźć, pomaga nazwać uczucia, które targają małymi serduszkami, a nie zawsze my dorośli potrafimy je dostrzec. Zapewne dziecku łatwiej jest się utożsamić z małym zajączkiem, który pokazuje świat z dziecięcej perspektywy niż sucha rozmowa o tak trudnych uczuciach jak szacunek, poczucie własnej wartości czy bycie kochanym. Uroku książce dodają rysunki, które są proste, nieprzekombinowane a przekazują tak wiele treści, że nawet bez słów można wiele wynieść i zrozumieć. 
Autorka postawiła też sobie za zadanie wzmacnianie dziecka w pozytywnym myśleniu o codziennych sytuacjach. Uwypuklone słowa w treści takie jak: uwielbiam, bardzo lubię, podoba mi się czy kocham mają podsycać  pozytywne nastawienie do ludzi, codziennych spraw i doświadczeń.
„Pozytywne myśli nie oznaczają odrealnienia czy zatopienia w marzeniach, nie narzucają też niewłaściwego osądu sytuacji. Nieprzyjemne rzeczy zdarzają się i pesymistom, i optymistom, jednak te dwa rodzaje osób odmiennie podchodzą do przeciwności losu. Człowiek pozytywnie nastawiony do świata skupia się na nadziei i lepiej wykorzystuje okazje, które codziennie podsuwa mu życie.”
Trace Moroney
Książka wzbudziła u nas wiele emocji, ja się wiele razy wzruszyłam wsłuchując się w „wywody” Tomka i jego sposób rozumienia podstawowych pojęć. Niezwykłe jest to jak wiele taki mały człowiek wie. Jak wiele zostaje w jego główce poprzez obserwacje codziennego życia. Urocze jest jak okazuje nam troskę, gdy okazuje empatię w sytuacji gdy kogoś z nas coś boli czy przypadkiem się uderzymy. To jak podbiega i dmucha, przytula, głaszcze czy całuje na pocieszenie. Wiele razy chyba nawet nie uświadamiamy sobie ile znaczą niektóre małe gesty, które pewnie czasami i nawet mechanicznie wykonujemy, a dla małego człowieka są tak ważne i później powtarzane. Ja jestem pod absolutnym urokiem tej książki i polecam dla każdego…chyba nawet bardziej dla rodziców…czasami warto przypomnieć sobie jaką wartością jest to co mamy, jak wiele w codziennym życiu znaczy rodzina i jak bardzo bylibyśmy ubodzy bez najważniejszych ludzi w naszym życiu.
W serii wydanej przez wydawnictwo Debit ukazały się: 
  • Gdy idę spać
  • w sobie samym
  • w przedszkolu
  • podczas zabawy
  • przyjaciele.

 Czym dla Was jest rodzina? Czy często rozmawiacie ze swoimi dziećmi o rodzinie? Chętnie poznam Waszą opinię. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny i doceniany. Zapraszam do dzielenia się przemyśleniami oraz doświadczeniami.
 

#DADA – bawimy się w teatrzyk

DADA

Bawimy się w teatr

Pierwsze kroki…

Dziś mieliśmy bardzo emocjonujące popołudnie.  Wykorzystaliśmy do zabawy pudełko tekturowe po pieluszkach wielorazowych. Do czego ono nam było? do zabawy w TEATR…brzmi dumnie i zacnie, a emocji co niemiara.
Pudełka z pieluszek DADA są bardzo sprytnie pomyślane do powtórnego wykorzystania i w zależności od rozmiaru ponacinane są w charakterystyczny sposób. Nasz rozmiar akurat był sceną teatru  – zamkiem.


Mój syn uwielbia wszelkie drzwi, więc te duże wrota były już olbrzymią atrakcją i świetną okazją do zabawy w „akuku” (nadal jest to jedna z topowych zabaw).  Małe paluszki bardzo dzielnie próbowały zbudować zamek z ponacinanych elementów i dobrze poskładać swoją budowlę. Nie jest to zamek idealny, ale za to prawie własnoręcznie zrobiony i przez to podwójnie cenny. W kilku miejscach musieliśmy się wesprzeć taśmą klejącą i gotowe. Można wymyślać scenariusz…;)

Zaczęliśmy od bardzo krótkiego wprowadzenia co to jest teatr i co się tam dzieje. Gdzie jest scena, co to kurtyna i kim są aktorzy. Był bardzo zaciekawiony co to będzie i z krótką, acz intensywną uwagą wysłuchał po czym popędził przygotować aktorów. 
Pierwsze role dostały pacynki: babcia, czerwony kapturek i wilk oraz krecik, króliczek, drewniany kotek, dinuś oraz niezastąpiona mama świnka.
Naszą pierwszą historią była rozbudowana bajka o Czerwonym Kapturku, który to poszedł do chorej babci z koszyczkiem smakołyków. W naszej bajce spotkał po drodze wielu przyjaciół, którzy doradzali mu którędy może pójść, czym może sprawić jeszcze przyjemność babci czy też dawali mu propozycje zabaw. W każdej rozmowie Tomek intensywnie uczestniczył i przedstawiał swoje pomysły o czym jeszcze bohaterowie mogą porozmawiać. Przejął się bardzo losem kotka, który zgubił się w lesie, był głodny oraz spragniony. Od razu Maluch zaproponował, że Czerwony Kapturek może go poczęstować ciastem z koszyczka i dać mu sok. W końcu gdy czerwony Kapturek napotkał wilka emocje sięgały już zenitu i z napięcia siedział przed samą naszą sceną wołając: „O, nie! O, nie!”…leśniczym był krecik, dostał tą zacną rolę jako ulubieniec i nowy nabytek Tomka. Och, ile to było rozpierającej dumy młode piersi gdy Krecik uratował chorą babcie i Kapturka…Wszystko skończyło się wielkim przyjęciem, gdzie wszyscy  bohaterowie byli zaproszeni i świętowali przy suto zastawionym stole jedzonkiem z Duplo.
Cierpliwość nie jest mocną stroną Tomka i bardzo szybko chciał „SAM, SAM” wszystko układać i przedstawiać. Z wielkim zaangażowaniem przedstawiał mi swoją wersję – oczywiście ulepszoną z nowymi elementami grozy śledzącego Kapturka wilka. 

Zabawy było sporo. Myślę, że niejeden raz jeszcze wrócimy w najbliższym czasie do tej zabawy, bo obojgu nam bardzo się podobało, a historii przecież mamy do opowiedzenia bardzo dużo. W końcu jedynym naszym ograniczeniem jest wyobraźnia. 
Zachęcam do stworzenia własnych teatrzyków, jest to świetna forma aktywności pobudzająca wyobraźnię.
Zapraszam do polubienia nas na fb:

Akcja małą literą – uczmy dzieci czytać

Klocki drewniane

Zabawa polskimi literami

Nauka przez zabawę


Dzisiaj chciałabym Was zaprosić do poparcia grupy, która powstała by propagować poprawne uczenie naszych dzieci polskich liter. Celem  jest znalezienie producenta, który będzie chętny do wyprodukowania drewnianych klocków z małymi polskimi literami. Takie klocki są zupełnie niedostępne na polskim rynku, nie wspominając o polskich znakach takich jak „ć”, „ś”, „ę”, „ą”. Najczęściej możemy kupić zestawy klocków z alfabetem łacińskim, a przyznacie, że wyrazów  w języku polskim z literami „v”, „q” czy „x”  nie mamy. Chciałabym też zwrócić Waszą uwagę na różnicę w wyglądzie dużych liter i małych. Jeśli nasze dzieci od maleńkości opatrzą się z dużymi drukowanymi literami to zaczynając szkołę będą musiały swoją naukę niejako od początku, ponieważ nijak będzie się miało „A” do „a”, nieprawdaż?
W projekcie są 24 klocki i 120 płaszczyzn do dyspozycji. Jeśli jakaś firma podejmie się wyprodukowania tych klocków dadzą one możliwość układania bardzo wielu kombinacji wyrazowych. Już Maluszki będą mogły bawiąc się patrzeć na literki i zapamiętywać ich wygląd.
Propozycja klocków

Chciałabym przedstawić też panią Marię Trojanowicz – Kasprzak, która zajmuje się wdrażaniem czytania globalnego i propagowania prawidłowej nauki czytania. Pani Maria współpracuje też z wydawnictwem Pentliczek, które wydaje gotowe plansze do nauki czytania globalnego.
Przeczytajcie apel Pani Marii:

 Mądrzy Rodzice, załóżmy że któregoś dnia przychodzi Wam głowy pomysł na
nowy prezent dla Waszej pociechy. To ma być mądry prezent. Edukacyjny.
Klocki z literami. Świetny pomysł – myślicie – bo maluch będzie sobie
konstruował, a przy okazji, mimochodem dopyta się o literki i zapamięta
je…
Jesteście Mądrymi Rodzicami, zatem rodzicami myślącymi. Toteż
rozumujecie tak – najlepiej, żeby to były przyjazne, drewniane klocki, a
na nich małe i duże litery drukowane. Do tego polskie znaki
(zmiękczenia, dwuznaki, ogonki), może znaki interpunkcyjne…
Pomysł okazuje się niedorzeczny!
Wyruszacie do sklepu albo wrzucacie w wyszukiwarkę odpowiednie hasło.
Otwiera się mnóstwo stron, a sprzedawca w sklepie wykłada na ladę
dziesiątki kolorowych pudeł. Co się okazuje? Macie do wyboru albo
alfabet łaciński (bez polskich znaków, za to z literami x, q, v), albo w
y ł ą c z n i e duże litery drukowane, albo (w jednym jedynym
przypadku) litery małe, ale pisane (kaligraficzne, takie jak w
zeszycie).
Dziwicie się. Marszczycie brew. Nie dowierzacie. Jak to? W niemal
40-milionowym kraju nie ma ani jednego pudła właściwych klocków? Ano nie
ma! Był przed laty producent, który takie klocki robił, ale
przebranżowił się. Huśtawki i sanki sprzedają się lepiej.
No dobrze, główkujecie. To może niech będą tylko duże drukowane litery? I
tutaj wkraczam ja z głosem protestu. Nie, tak nie może być. Tak nie
jest dobrze. Spójrzcie. Ten tekst pisany jest małymi drukowanymi
literami. Małe są w prasie, książkach, urzędowych pismach, e-mailach.
Wszędzie.
Duże litery mają rację bytu w nazwach własnych, tytułach, na początku zdania, na szyldach. Finito!
Duże i małe litery bardzo różnią się od siebie. Popatrzcie: R-r, M-m,
D-d, G-g… itd. Nie można nauczyć dziecka jedynie dużych liter, z czasem
musiałoby naukę zaczynać od początku.

Nasza akcja (Akcja małą literą) ma na celu skłonienie polskich
producentów (producenta?) do wypuszczenia na rynek poprawnych
merytorycznie literowych klocków. Mamy już projekt. Potrzebujemy mocy,
poparcia, liczebności. Bo dotąd nagabywani przeze mnie producenci
wzruszali ramionami i odpowiadali: – Po co? Skoro te co są sprzedają się
dobrze?
I o tę moc w naszej akcji chodzi…

Maria Trojanowicz-Kasprzak
Prekursorka polskiej odmiany czytania globalnego (metoda Domana),
autorka książek do nauki czytania, ekspert Polskiej Sieci Kobiet Nauki
autorka stron: Czytanie Globalne i Fan Page Czytanie Globalne

P.S. Problem dotyczy także puzzli literowych, układanek, loteryjek,
aplikacji i programów do nauki czytania. Jego skala jest naprawdę
olbrzymia.

Zapraszam do poparcia akcji i przyłączenia się do nas na fb!
Kliknij w baner i przyłącz się do akcji!


Melissa&Doug – ćwiczymy motorykę małą

Naklejki wielokrotnego użytku

Melissa&Doug

Szalone twarze

U nas zabawa trwa na całego. Na dwór wychodzić za bardzo nie możemy, więc staramy się umilać sobie czas w domu. Jakiś czas temu zawitały u nas naklejki wielokrotnego użytku firmy Melissa&Doug „Szalone twarze”.  Jest to świetna rozrywka dla Malucha, który bardzo lubi naklejki,a nic tak bardzo nie frustruje jak przyklejona naklejka, której nie można później już odkleić i przykleić w innym miejscu. 

W komplecie dostajemy kilkanaście arkuszy zarysów twarzy oraz arkusze  z naklejkami. Do wyboru wiele różnych par oczu, nosów, brwi, ust. W pakiecie dostajemy nawet brody, wąsy i okulary. Raczej są to bardzo charakterystyczne twarze o nieregularnych rysach i cechach. Jest pirat, wieśniak (akurat ulubiony u Tomka ze względu na muchy na uszach i nosie ;)), Frankenstein, murzyn, ufoludek itd…
Zabawa jest przednia i co najważniejsze zajmuje mojego syna na dłuższą chwilę, co nie jest takie oczywiste…

Dzisiaj jednak wykorzystaliśmy naklejki do nieco innego zajęcia…będąc nadal w temacie naszych ufoludków Tomek stworzył swoją wersję zielonego potwora z  patyczków kreatywnych, durszlaka oraz wyżej wspomnianych naklejek.

Zabawę rozpoczęliśmy od przepychania malutkich kuleczek z papieru toaletowego przez dziurki durszlaka. Wbrew pozorom było to trudne zadanie i nie takie rachu ciachu. Wymagało to dużej uwagi i koncentracji od Tomka żeby chwycić paluszkami malutką kuleczkę, a potem wycelować w dziurkę. Niekiedy popychał sobie kuleczki patyczkiem kreatywnym. Był to bardzo dobre ćwiczenie na motorykę małą. Kolejnym krokiem naszej zabawy było układanie patyczków w dziurkach durszlaka. To było prostsze i poszło łatwiej. Frajda jednak była znacząca 🙂 

Gdy wszystkie wyciorki były ułożone i ukształtowane na „szalony fryz” przyszła kolej na naklejenie oczu, nosa i ust. W tym momencie dowiedziałam się, że to nie będzie zwykły potwór tylko straszna postać z kosmosu.

.

Naklejaniu oczu nie było końca…stanęło na pięciu,  później pyrkaty nos oraz usta z krzywymi zębami.

Ostatnim etapem było ułożenie much(papierowych kulek) we włosach potwora, a po sesji zdjęciowej uroczyste rozebranie stwora na części pierwsze.

Zachęcamy do zabawy!
A jeśli uda się Wam stworzyć Wasze potwory to podzielcie się zdjęciami w komentarzach, chętnie obejrzymy co wam wyszło!

Przygody z książką…#2 Dom duchów

W ramach zbliżającego się Halloween postanowiłam pokazać książkę – zeszyt ćwiczeń, który pozwala nam na zbudowanie własnego domu strachów…

31.października, czyli dzień przed „naszym” Świętem Zmarłych obchodzony jest w wielu krajach wieczór maskarady. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z groźnymi zębami. Innymi symbolami są duchy, wampiry, czarownice. 
Nazwa Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszym „All Hallows’ Eve” – wigilia Wszystkich Świętych. Najhuczniej święto to obchodzone jest w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. W Polsce jest również coraz częściej obchodzone poprzez organizowanie dla dzieci przyjęć – przebieranek z zabawami i  zwyczajami przeniesionymi z zagranicy. Natomiast od kilku lat katolicy w wielu miastach(odbyły się m.in. w Bielsku -Białej, w Częstochowie, Katowicach, Poznaniu i kilku innych) organizują pochód o nazwie „Korowód Świętych”. 
Jest to zdecydowanie pozycja dla starszych dzieci z bardzo sprawnymi paluszkami, ponieważ składanie bardzo drobnych elementów wymaga dużej precyzji i skupienia. 
O czym przeczytamy w środku? Znajdziemy opis duchów, czarownic,
kościotrupów, wilkołaków i innych strasznych postaci kojarzących się nam
z Halloween.

Poznamy triki pomagające przetrwać w domu duchów. Wskazówki typu: wampiry nienawidzą czosnku, należy czosnek trzymać blisko siebie i wyjąć w odpowiednim momencie gdy wampir będzie się zbliżał…mamy wtedy gwarancję, że ucieknie gdzie pieprz rośnie 😉
Koniecznie należy mieć przy sobie podręczną latarkę…
Można podrzucać skórki od bananów pod stopy potworów…
Samemu można sprawić sobie przerażającą maskę…a może to zjawy przestraszą się nas…
I dwie ostatnie porady…nałożyć na siebie białe prześcieradło, wtedy sami będziemy wyglądać jak duchy oraz gdy już nic nie pomoże rozwiązaniem mogą być śmierdzące bomby;) dla każdego coś ciekawego…młody czytelnik pewnie znajdzie tu coś interesującego;)
Możemy również przeczytać krótkie legendy o nawiedzonych domach oraz poznać te najpopularniejsze filmowe zjawy, czyli Dracule, Frankensteina i ducha Kacperka.

Na następnych stronach znajdziemy już instrukcję krok po kroku jak złożyć dom. Poszczególne elementy wypycha się palcami, są oczywiście ponumerowane wg kolejności pracy, bo bez tego było by to naprawdę bardzo trudne zadanie. U nas zaszczytną misję złożenia domu strachu miał mąż, Tomek mu towarzyszył, przyglądał się, czasami podawał elementy jednak była to zbyt żmudna robota dla Maluszka. U nas prace konstrukcyjno-budowlane trwały dwa popołudnia, a oto efekty:

Pracy było wiele, ale teraz cieszy oko naszego syna 😉

Obchodzicie Halloween w domach? opowiadacie dzieciom? a może w szkołach dzieci biorą udział w zabawach z tek okazji? Jakie jest Wasze stanowisko? Powinno być propagowane w Polsce? 
Zachęcam do podzielenia się opinią!

Zapraszam na wpisy innych blogerek w ramach drugiej odsłony projektu #Przygody z książką!