#DIY – bezpieczna choinka dla każdego Malucha!

 DIY

Choinka filcowa

dla każdego Malucha!

W zeszłym roku, kiedy syn miał niespełna półtora roku stanęliśmy przed wyzwaniem choinkowym. Co zrobić z choinką gdy miejsca niewiele, a i „realne zagrożenie” w postaci wszystkiego ciekawego małego człowieka. Pokombinowałam trochę i wymyśliłam…
Polecam nasz pomysł, wykonanie proste, materiał podstawowy i łatwo dostępny, a efekt bardzo zadowalający:)
Materiały potrzebne do wykonania:
  • duży prostokąt filcu (na tło – kolor wg uznania);
  • duży prostokąt zielonego filcu;
  • samoprzylepny rzep;
  • nożyczki;
  • sztywny papier kolorowy;
  • klej;
  • taśma tesa;
  • ozdoby choinkowe – można samemu z dzieckiem wykonać;

 
1. należy przygotować tło dla naszej choinki – u nas był to duży prostokąt żółtego filcu przyklejony do ściany{mamy tapetę, pokój jest przeznaczona do remontu, więc możemy kleić co chcemy i ile chcemy bez obaw o zniszczenia;)} Proponuję Wam przyklejenie tego filcu taśmą tesa, podobno bardzo dobrze się sprawdza i nie niszczy.

gotowe tło przyklejone do ściany

2. pora na wycięcie wzoru choinki, z zielonego filcu wycięliśmy dwie części choinki i podkleiliśmy ją samoprzylepnym rzepem

3. Gdy szablon był już wycięty pozostało tylko przyczepić do naszej tablicy i rozpocząć ozdabianie:



I tak małymi 3 kroczkami stworzyliśmy naszą choinkę. Możliwości przyozdobienia choinki są miliony. Na pewno każdy z Was wymyśli sobie swoje ozdoby. W zeszłym roku wykorzystaliśmy gotowe gwiazdki i kokardki, które były również podklejone rzepem. Dzięki takiemu rozwiązaniu Maluch sam sobie przyczepiał i odczepiał ozdoby, zajmowało go to na wiele czasu i dawało wiele radości. W tym roku będziemy robić swoje ozdoby na choinkę, sama jestem ciekawa jak nam to wyjdzie i co się „urodzi”.
Po okresie świątecznym zdjęliśmy choinkę, a tło choinki służy nam na co dzień. Przyczepiamy sobie tam różne prace Tomka, omawiane ciekawostki czy uczymy się liczyć.  Bardzo dobrze też sprawdza się jako podkład do przyczepiania naszych kanapek:
Zapraszam do dzielenia się Waszymi pomysłami na bezpieczne choinki dla Maluchów!
Każda inspiracja mile widziana:)

#Przygody z książką 4…Gdzie jest pingwin? + lapbook

„Gdzie jest pingwin?”

wyd. IUVI

Nasz pierwszy lapbook – pingwiny

Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy na dziś książkę do wyszukiwania niesfornych pingwinów. Temat pingwinów stał się obiektem naszych zainteresowań niedawno, a tym samym tytułowa książka wróciła do łask i stała się częściej oglądana.
„Gdzie jest pingwin?” to pozycja dla wielbicieli wytężania wzroku i małych detektywów. Naszym zadaniem jest śledzenie rodziny pingwinów – uciekinierów. Ta wesoła dziesiątka uciekła z ZOO i postanowiła wrócić „do siebie”, na Antarktydę. Po drodze zatrzymują się w wielu ciekawych miejscach…
My bardzo lubimy czytać opisy poszczególnych członków rodziny. Ulubieńcem Malucha jest Dzidzia i Gwiazdor, lubiący być zawsze  w centrum zainteresowania.

Przygodę rozpoczynamy od stron prezentujących ucieczkę z ZOO. To chyba najchętniej maglowane dwie strony u nas. Analiza tych stron nie kończy się na wyszukaniu tytułowych bohaterów, ale na przeanalizowaniu każdego zwierzątka i opowiedzeniu co kto gdzie robi…czasami trwa to na tyle długo, że musimy zrobić przerwę przed kolejnymi stronami.


Pingwiny zwiedzają 15 różnych miejsc. Przygodę rozpoczynają od centrum handlowego, w którym każdy z nich znajduje coś ciekawego. Ich misją jest zrobienie zakupów na dalsza drogę, ale przecież to tak fascynujące miejsce…

Do dyspozycji mamy 17 miejsc, które bohaterowie odwiedzają m.in. jezioro, gdzie odpoczywają po emocjach poprzednich dni ponieważ byli uczestnikami balu przebierańców i zwiedzali dom strachów. Na torze gokartowym świętują urodziny, natomiast na obiad wybierają się do najlepszej restauracji w mieście.

 Pingwiny biorą również udział w balu karnawałowym,zwiedzają pustynię, pluskają się na basenie, a nawet spełnia się marzenie Gwiazdora i mają okazję posłuchać koncertu z muzyką poważną na żywo.

W  deszczowe dni pingwiny zabawiają się w kręgielni i muzeum. A jakby emocji było mało nurkują w przestworzach oceanu i latają wysoko w powietrzu..tak wysoko, że na skutek pomyłki lądują w przestrzeni kosmicznej. Wyszukiwanie pingwinów wśród ufoludków jest nie lada wyzwaniem…
Końcowa strona to przywitanie na Antarktydzie…i tutaj to już obłęd 😉 wśród wielu pingwinów musimy odnaleźć 10 naszych tytułowych bohaterów i ich rozpoznać.
Może zechcecie się pobawić z nami i wyszukacie członków naszej rodzinki?
Dla zniecierpliwionych na końcu książki znajdziemy podpowiedzi i musimy zdradzić, że sami korzystaliśmy ze ściągawki gdy nasza frustracja niebezpiecznie wzrastała;)
Dla kogo ta książka? Dla tych wszystkich, którzy są fanami słynnego Mamoko i lubią spędzać czas na wytężaniu wzroku. Miło spędzą czas i młodsi i starsi, a obiecuję Wam, że rodzice przy tej pozycji się też nudzić nie będą. 
Książka jest bardzo ładnie wydana, jest to duży format, w twardej oprawie, miejscami okładka jest lakierowana, co też może stanowić atrakcję dla najmłodszych czytelników. Natomiast strony wewnątrz są wykonane z grubszego papieru i na pewno przez to trwalsze przy częstym kartkowaniu.
Zainteresowanie pingwinami musieliśmy wykorzystać i powstał pomysł na wykonanie lapbooka. Rozpoczęłam poszukiwanie informacji na temat pingwinów w internecie i natrafiłam na materiały wykonane przez jedną z mam prowadzącą arcyciekawego bloga Raaany Julek!. Autorka bloga udostępnia za darmo wiele ciekawych materiałów i pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Pozwoliłam sobie ściągnąć te materiały i tak o to rozpoczęła się nasza przygoda…
Wycinania było co niemiara, ale radości z tworzenia chyba jeszcze więcej. Maluch dzielnie pomagał w czym tylko mógł i spędził naprawdę wiele czasu w skupieniu na swojej pracy. 
Dzielnie kolorował, smarował klejem poszczególne elementy i przyklejał w wyznaczonych miejscach.
Wnętrze prezentuje się następująco:

 Co znajdziemy w środku?
– książeczkę z różnymi aktywnościami pingwinów; przeglądamy, a Maluch opowiada, że pingwin jeździ na łyżwach, czyta, siedzi, trzyma balony, słucha muzyki, myje się, pływa, pije itd.

– druga kieszonka to kolory; postaci pingwinów z różnokolorowymi koszyczkami na brzuszkach – pomaga nam to w powtarzaniu kolorów, a do tego łączymy zabawę z rybkami z koszyczka z okładki. Dopasowujemy kolor rybki z odpowiednim kolorem koszyka pingwina.

– cyfry – pingwiny z cyframi, u nas to od 1-5, na razie skupiamy się na powtarzaniu tylko tych. Układamy w kolejności, ćwiczymy paluszkiem pisanie po obrysie, a także dopasowujemy odpowiednią liczbę klocków czy kapsli. 

– taki duży taki mały – układanka od najmniejszego do największego.
– kształty – to ulubiona kieszonka, nasze własnoręcznie wykonane pingwiny w kształcie serca, kwadratu, koła i prostokąta mają swój pokraczny urok i chyba najbardziej są też „znoszone”, ponieważ uczestniczą w wielu aktywnościach Tomka, a nawet z nim spały…

– przedostatnia kieszonka to garść teorii na temat pingwinów. Dowiadujemy się między innymi gdzie  mieszkają, co jedzą, w jaki sposób się poruszają oraz że wykluwają się z jaja.

– na okładce jeszcze przykleiliśmy oddzielną przegródkę z obrazkami pingwinów, gdzie na poszczególnych karteczkach Tomek kolorował kolejne części ciała naszych małych przyjaciół. 
 – ostatnia przegroda to kto lubi czarny i biały? – czyli zwierzęta, które występują własnie w tych barwach, a tam m.in. skunks, sroka, orka, kot, panda czy nasz tytułowy pingwin.
Całość wygląda naprawdę imponująco i nie ma człowieka, który by nie wszedł do naszego mieszkania i nie został „poczęstowany” dziełem. Tomek jest zafascynowany i często wraca do zabawy. Bardzo serdecznie polecam taki sposób na naukę. Daje dużo satysfakcji dziecku i dorosłemu. My na pewno na tym jednym nie spoczniemy i już mamy kilka pomysłów na nowy lapbook.

Tyle u nas z okazji 4 wpisu w ramach „Przygód z książką”. Polecam wpisy innych uczestników projektu!


#LIDL klocki drewniane…

LIDL

Zestaw drewnianych klocków

Jest szał….
Od wczoraj kiedy to nasz Maluch zobaczył w sklepie pudełko drewnianych kolorowych klocków przepadł. Dzielnie niósł klocki do kasy, później dumnie trzymał w samochodzie i natychmiast po przyjściu do mieszkania łapczywie otwierał.

Układania drogi nie było końca. Czasem był to wąż, czasem gąsienica, budował bramy, domy, wieże a co najważniejsze zabawa przednia do późna. Nie było czasu nawet na kolację, bo urocze potworki musiały zajmować małe rączki. Oczywiście skończyło się tym, że potworki spały z nim w jego łóżeczku.
O poranku nie było innej opcji jak tylko najpierw wysypać klocki i rozpocząć zabawę. Klocki były przewożone ciężarówką, segregowane wg kolorów oraz przewożone pociągiem.
Służyły również do budowania ścian – zapór do „więzienia”, były ochroną dla ulubieńców Tomka przed groźnym krokodylem.
Klocki idealnie pasują do budowania różnych budowli. Dziś w naszym zainteresowaniu znalazły się auta i z wielką radością i zaangażowaniem Maluch wymyślał jak jeszcze może poukładać klocki żeby pojazd był jak najbardziej spektakularny.
Niezaprzeczalnie był to bardzo dobry wybór. Szczerze muszę przyznać, że już nie pamiętam jaka zabawka przykuła uwagę Tomka na tak długo w jednym kawałku. Sam dzielnie wymyśla sobie co budować i do czego wykorzystać klocki. Co więcej przez cały dzień klocki muszą być wysypane na środku pokoju, a klocki z symbolami potworków wędrowały z Maluchem dziś w każdy zakątek mieszkania towarzysząc mu we wszystkim. Dla tych, którzy jeszcze nie mają pomysłu na prezent dla swoich dzieci z czystym sumieniem polecam klocki drewniane. Motywują do kreatywności i zajmują naprawdę na długo. Będą wspaniałą rozrywką dla tych mniejszych i starszych. Młodsi będą mieć wiele radości z budowania wież i burzenia, natomiast starsi zapewne będą wymyślać sobie coraz to bardziej zaawansowane budowle, a jest z czego budować, bo klocków  w zestawie aż 120 w czterech kolorach i wielu kształtach 🙂

Z oferty Lidla kupiliśmy również balansującego żółwia oraz rybki do łowienia, ale to czeka głęboko ukryte na swój moment. Gdy tylko rozpoczniemy zabawę tymi układankami chętnie opowiemy jak się sprawdziły w praktyce.
Zapraszam do wyrażania swoich opinii!

Gry dla najmłodszych „Dopasowanka” i „przed i po”

Clementoni

Dopasowanka mali przyjaciele

sugerowany wiek 2+ 

Lisciani Giochi

Przed i po

gra logiczna – następstwa czasu

sugerowany wiek 3 > 6 lat
Jako pierwszą chciałabym Wam przybliżyć grę „Dopasowankę mali przyjaciele”. O co chodzi? w największym skrócie…z 24 dużych kolorowych kart układamy 8 zwierząt, a teraz kilka naszych uwag…
Gra jest bardzo prosta, spokojnie młodsze dziecko niż dwulatek sobie, moim zdaniem, poradzi. Karty są duże i wygodne dla małych rączek, wykonane z grubszej tektury, więc i trwałość jest ok.  Należy dopasować głowę, brzuch i nogi.
Możemy układać obrazki „prawidłowo”, czyli psa/kota/konia/hipopotama/strusia/słonia/świnię/krowę albo też możemy układać wszystko, co nam tylko  wyobraźnia podpowie. Satysfakcja Malucha jest spora gdy z powodzeniem układa poszczególne zwierzątka i sam sobie bije brawo 😉 Natomiast jeśli chodzi o układanie fantazyjnych stworów to u nas się nie sprawdza, budzi póki co wielką frustrację i absolutnie nie można mieszać części ciała poszczególnych zwierzaków.

Zabawa sprzyja rozwojowi:

  • umiejętności manualnych – opanowanie i kontrola ruchów ręki;
  • zdolności logicznego myślenia i obserwacji – poprzez rozpoznawanie i kojarzenie zwierząt i ich środowisk;
  • znajomości i rozumienia świata – poprzez poznawanie różnych gatunków zwierząt i ich środowisk;
  • samodzielności – poprzez umiejętność wykonywania działań celowych;
  • kreatywności i wyobraźni.
Maluch układa zwierzaki w towarzystwie swoich ulubionych kompanów do zabawy.

Druga nasza propozycja to gra logiczna „Przed i po”. Jest trudniejsza, wymaga większego skupienia i zdolności refleksyjnych.

 Każda plansza podzielona jest na trzy części, które opisują ten sam przedmiot w trzech różnych momentach. Zadaniem Malucha jest odkrycie następstw czasowych: przed, w trakcie, po. Np. całe jajko, kurczak wydostający się ze skorupki oraz wykluty kurczak. Gra składa się z ośmiu plansz przedstawiających następstwa czasowe. Karty są mocne i wytrzymałe (autokorygujące).

Co kształtujemy?

  • obszar językowy i komunikacyjny – czytanie oraz odgadywanie obrazków;
  • obszar matematyczny i logicznego myślenia – łączenie/ustalanie zbiorów, klasyfikowanie wg drugiego kryterium, porównywanie różnic i podobieństw, porównywanie wielkości;
  • obszar zapamiętywania i ćwiczenia uwagi – umiejętność obserwacji, ćwiczenie umiejętności zapamiętywania;
  • poznawanie otaczającego świata;
  • obszar czasoprzestrzenny – następstwo czasu, odmierzanie czasu;
  • obszar psychomotoryczny – ćwiczenie umiejętności zmysłowo – percepcyjnej;
  • obszar emocjonalny – uczestnictwo w grze sytuacyjnej. 

Zachęcam do wyrażania swoich opinii!

Drewniane memo dotykowe…fit a pair

Toys pure

Drewniane memo dotykowe

Kabum

Jest ktoś kto nie lubi drewnianych zabawek? Kogo nie ujmuje czar pięknego drewna, które nie razi kolorami, dźwiękami i „badziewatowością”?
Memo dotykowe, które dzisiaj chcę Wam pokazać dostaliśmy w prezencie od jednej blogowej mamy. Na początku podeszliśmy do tych „klocków” z rezerwą. 28 klocków, 14 par, koloru drewna…co w tym może być ciekawego? I tutaj bardzo się myliliśmy…minęło trochę czasu i pomalutku zaczęliśmy się do nich przekonywać. Może też była to kwestia dorośnięcia Tomka…
Od czego zaczęła się nasza przygoda? Zaczęliśmy od niewinnego obejrzenia klocków i zapoznania się z ich wzorami. To już zajęło nam sporo czasu i zapewniło wiele wrażeń dotykowych. Małe paluszki były bardzo ciekawe wzorków. Jednak typowa gra w takie memo chyba jednak dla nas jeszcze za trudna i Maluch znalazł wiele nowych zastosowań, które chciałabym pokrótce pokazać.
 
Pierwsze najważniejsze zastosowanie to budowa wieży/domu/bloku w zależności od pomysłu i nastroju. To najczęściej wybierana zabawa i nawet przez dłuższy czas memo wszędzie z nami jeździło. Uwielbia budować i burzyć. Często nawet głównie skupia się na burzeniu i sprawia mu to wiele frajdy.
Klocki często też służą do budowania zagród dla zwierzątek i dinozaurów. Bardzo lubię patrzeć jak pieczołowicie, prosto i w wielkim skupieniu układa idealny murek.

Czasami klocki służą za drogę – labirynt. Dinusie albo auta jeżdżą po tak ułożonych pasach drogi i też jest przy tym świetna zabawa.

         
Układamy często również tor, który popchnięty przez dinozaura przewraca się klocek po klocku i to również spotyka się z wielką aprobatą, a gdy pada ostatni klocek rozlegają się gromkie brawa:)

Bywa i tak, że kombinujemy jakie domy mogłyby powstać i Tomek puszcza wodze fantazji…

…a później nadchodzi „atak dinozaurowy” i wszystko robi wielkie BAM!
Na dwóch ostatnich zdjęciach widać jakie wzory zostały umieszczone na klockach i muszę przyznać, że nawet dla dorosłego nie jest to takie proste zapamiętać wzór i miejsce klocka gdy chcemy zagrać w klasyczne memory.

Zapraszamy do wspólnej zabawy!