#dziecko na warsztat…zwierzomania

#dziecko na warsztat…zwierzęta

Zwierzomania


Kolejny miesiąc minął niepostrzeżenie. W maju byliśmy skupieni na zabawach ze zwierzątkami w roli głównej. Do tematu podeszliśmy bardzo spontanicznie, bez konkretnego planu, a jednak wyszło nam kilka ciekawych zajęć. 
U nas w domu zwierzątka królują od bardzo dawna. Fascynacja Tomka rozpoczęła się gdy miał pół roku i dostał pierwszą przesyłkę z kolekcji DeAgostini pt.: „Przyjaciele z Lasu”. Tata niedźwiedź oraz wiewiórka Rudzia – figurki, które były pierwszymi w serii, skradły jego serce na tyle, że prenumerujemy książeczki wraz z figurkami do dziś i jak widać na zdjęciu powyżej jest już tego całkiem sporo.


Każda przesyłka to dwie książeczki tematyczne oraz dwie figurki zwierząt lub elementów potrzebnych do zbudowania lasu. Tomski ma już sporą kolekcje drzew, leśniczówkę, ul, paśnik, budkę obserwacyjną oraz traktor z przyczepą do przewożenia drewna. Nasza kolekcja liczy już ponad 60 numerów i trwa prawie dwa lata.
Prawdziwą skarbnicą wiedzy są dołączone książki, które wydane w twardej oprawie z bardzo przyjemnymi ilustracjami cieszą oko i uczą. Podzielone są na pięć kategorii:
– mieszkam w lesie;
– mieszkam blisko lasu;
– rośliny leśne;
– sekrety lasu;
– chronimy las.
Każda zawiera solidną dawkę informacji na wybrany temat. Poznajemy ciekawostki, naturalne środowiska zwierząt, budowę ich ciała, sposób odżywiania itd,  a na końcu zawsze mamy do przeczytania dwie krótkie bajeczki – umilaczki.

W rozmowach na temat leśnego życia zwierząt nie tylko pomagają nam książeczki z kolekcji, ale również zdobytą wiedz utrwalamy oglądając znakomitą publikację z zeszłego roku, czyli „Rok w lesie”.
Ta piękna, kolorowa z fantastycznymi ilustracjami kartonówka (autorstwa Emilii Dziubak) zawładnęła naszymi sercami już dawno temu, pokazać jej na blogu jeszcze nie było okazji, a jest to prawdziwy skarb dziecięcej biblioteczki. 
Jest to dwanaście rozkładówek, na których obserwujemy życie w lesie na przestrzeni kolejnych miesięcy. Zawsze pierwszym krokiem podczas oglądania jest przypomnienie sobie wszystkich bohaterów i wybór, którego tym razem będziemy „śledzić”. To nasza ulubiona forma zabawy z tą książką. Tomek najczęściej wybiera szopa pracza, ot taka sympatia:)

Tomek bardzo lubi wszelkiego rodzaju puzzle i dopasowanki, dlatego w tym miesiącu postawiliśmy na takie właśnie zabawy. Poszperałam w internecie i znalazłam kilka ciekawych propozycji. 
Na pierwszy ogień poszło memo „tekstury”. Wydrukowaliśmy zdjęcia zwierząt oraz do kompletu fragmenty ich sierści/skóry/piór. 
Zabawę rozpoczęliśmy od omówienia sobie poszczególnych zdjęć. Rozmawialiśmy w jakich środowiskach żyją (czy w wodzie/na lądzie/w powietrzu), jak się poruszają (latają/pływają/chodzą/pełzają) oraz co lubią jeść.  W pierwszej kolejności dopasowaliśmy obrazki, kolejną zabawą była gra jak w klasyczne memory – poprzez losowanie obrazków i zbieranie par, a na końcu Tomek losował zdjęcie tekstury i jego zadaniem było opowiedzenie jakie to zwierzątko, gdzie żyje, jak się porusza oraz czym się żywi.
Docelowo z obrazków miała powstać mini książeczka do wyszukiwania właściwych par, ale póki co obrazki są cały czas  w użyciu przez co są niedostępne do dalszej obróbki;) 
Pobawiliśmy się też troszkę „matematycznie”:
– ćwiczymy liczenie do 5. Tomski układał odpowiednią ilość zwierzątek w okienkach.

– puzzle matematyczne – z rodziną świnek liczyliśmy do 10;

 – wyszukiwanie takich samych obrazków wg polecenia: 3 – wieloryby, 2 – żółwie itd. Tomek dla ułatwienia kolorował sobie wybranym kolorem zwierzątka i w ten sposób oznaczał takie same.

– wykorzystaliśmy też nasze filcowe figury geometryczne z warsztatu matematycznego. Zadanie polegało na dopasowaniu filcowej figury do kształtu na podstawie, dodatkowo dołożeniu zwierzątka w odpowiednim kształcie oraz na końcu Tomski musiał zaprezentować odgłos, który wydaje z siebie poszczególny zwierzak;
– szukanie cienia – test na spostrzegawczość(Tomek nie omieszkał przy każdej dopasowanej parze również wydawać z siebie odgłosy charakterystyczne dla poszczególnych zwierząt);
Nie zapomnieliśmy również o ćwiczeniach dla małych paluszków. Tomski z wielkim zaangażowaniem wyklejał motylka plasteliną urywając malutkie kawałki plasteliny i rozciągając je na obrazku – świetne ćwiczenie motoryki małej.

Klamerki stały się dla nas inspirujące już jakiś czas temu. Co więcej, Maluch nadal nie do końca potrafi sobie z nimi poradzić, więc zabawa w sam raz dla niego. Wydrukowana tarcza z „jedzonkami”, główki zwierzątek i zabawa murowana. Zadanie proste: dopasować pożywienie do zwierzątka. Zabawę można dowolnie modyfikować, robiliśmy sobie np. zagadki na spostrzegawczość (jedna osoba zamyka oczy, druga wyszukuje, które zwierzaki zostały wymienione- niewłaściwie dopasowane.
Zwieńczeniem miesiąca miała być wycieczka do ZOO, ale niestety pogoda i obowiązki zawodowe pokrzyżowały nam plany. Niemniej jednak nadrobimy i chętnie się podzielimy wrażeniami z ostrawskiego ZOO, które Tomski odwiedzi już drugi raz:)
Karty pracy oraz obrazki do druku można pobrać: tu, tu, i tu
Zapraszam po więcej inspirujących wpisów:

#dziecko na warsztat…zabawy terenowe

Wspomnienie dzieciństwa

Zalety mieszkania na wsi

Temat przygotowany na kwiecień był dla mnie nie lada zagwózdką. A to dlatego, że ja, wychowana na wsi, a od kilku lat mieszkająca  w mieście za nic w świecie nie potrafię sobie wyobrazić jak w tym nieszczęsnym mieście można się bawić? Bawić tak beztrosko, po prostu, „po dzieciowemu”.
Pewne przemyślenia w tym temacie miałam już w zeszłym roku gdy z Tomskim zaczęłam odwiedzać place zabaw i obserwowałam starsze dzieci, które usiłowały znaleźć sobie jakąś rozrywkę na skwarku wydzielonym specjalnie dla nich. Dla małych dzieci, wiadomo taki plac zabaw świetna sprawa – piaskownica, huśtawka, drabinka do wspinania i dzień wypełniony po brzegi, ale co ze starszymi dziećmi w mieście? ja ich u nas nie zauważam…wydaje mi się, że po prostu siedzą w domu i laptopy/tablety/tv stanowią ich place zabaw.
…bo za moich czasów…tak wypadałoby zacząć…no a znowu taka stara nie jestem, bo w tym roku przywitam gromkimi brawami trójkę z przodu, to spędzało się całe dnie na polu/na zewnątrz/na dworze;) Oj, my się potrafiliśmy dobrze bawić, a żeby było tego mało, miałam sąsiadów samych chłopców, więc zabawy mieliśmy przeróżne.
Najważniejszym naszym wyzwaniem było ciągłe budowanie „baz” i domków/szałasów. To była najlepsza zabawa, jeden zawsze był na tzw. „górce”, a drugi najczęściej nad rzeczką. Bawiliśmy się całe dnie w budowanie, a potem w urządzanie. Tworzyliśmy prawdziwe domostwa, w których potem odtwarzaliśmy przeróżne role. 
Spędzaliśmy całe popołudnia na graniu w karty i gry w altance w ogródku. Do dziś wyraźnie pamiętam głos mamy, która z domu tylko wołała co jakiś czas, że nasze szalone okrzyki przy emocjonującej rozgrywce zagłuszają ich rozmowy domowe. 
Albo gra w berka z wężem z odkręconą wodą…ganialiśmy się po całym ogrodzie i wszystko było zalane wodą;) ile to nam dawało radości.
Podchody również plasowaly się wysoko w naszym rankingu zabaw. Dzieliliśmy się na dwa obozy i wymyślaliśmy trasy z przeszkodami do pokonania dla przeciwników.
Natomiast wieczorami urządzaliśmy ogniska. Każdy przynosił coś do jedzenia i urządzaliśmy sobie biwaki.
To były piękne czasy:) Gdy to wspominam zastanawiam się jakie zabawy będą urządzać sobie moi synowie w tym blokowym otoczeniu…

Na wpisy z milionami pomysłów na zabawy podwórkowe zapraszam do innych osób biorących udział w projekcie:

#dziecko na warsztat…podróże małe i duże

Miejsca warte zobaczenia

Podróże z Maluchami

Marzec przeleciał jak z płatka, dopiero co robiliśmy podsumowanie matematycznych zmagań, a tutaj już koniec marca. U nas w tym miesiącu chciałabym polecić kilka miejsc, które już udało nam się odwiedzić z Maluchem. Trochę nietypowo jak na projekt #dziecko na warsztat, ale był to czas wzmożonego oczekiwania na drugie nasze Maleństwo i ostatnie przygotowania pochłonęły większość naszego czasu. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że będzie to ciekawa „ściągawka” dla Was i zachęci do odwiedzenia niektórych z tych miejsc.
  • Park Inwałd
Par Inwałd to prawdziwa gratka dla miłośników dobrej zabawy. W jednym miejscu mamy możliwość odwiedzenia Parku Miniatur – odbyć podróż dookoła świata, Dinolandii, cofnąć się w czasie do średniowiecznych smoków i warowni, zwiedzić Ogród Jana Pawła II oraz prawdziwa gratka dla najmłodszych, czyli poobcować ze zwierzątkami na Wesołej Farmie w parku Kucyk Mini ZOO.

Dinolandia
Dinolandia
Warownia – średniowieczna osada
Park Miniatur
Park Miniatur

Kucyk Mini ZOO

http://www.inwaldpark.pl/atrakcje/

  • Magiczna osada Czarny Groń
To propozycja dla wszystkich wielbicieli placów zabaw. Jest to miejsce zbudowane dla dzieciaków kochających ruch i swobodę. Wchodząc w bramy Osady przemieszczamy się w czasie i możemy być wszędzie tam, gdzie podpowiada nam wyobraźnia. U nas zawsze to warownia rycerska;) Drewniane zamki, labirynty i tajemne przejścia…nie wspominając o świetnych zjeżdżalniach, huśtawkach i trampolinach. Dla młodszych dzieci ciekawie zorganizowane piaskownice z „łatwymi” domkami drewnianymi i mniejszymi zjeżdżalniami.
Magiczna osada jest jedną z wielu atrakcji składających się na cały kompleks Czarny Groń, w którym każdy członek rodziny znajdzie coś dla siebie. Znajdziemy tu kort tenisowy, baseny, sauny, parki linowe, symulator narciarski, restauracje, bacówkę i wiele wiele innych<więcej tutaj>

  • Leśny Park Niespodzianek Ustroń
Leśny Park Niespodzianek to gratka dla miłośników obcowania z naturą i zwierzętami w ich naturalnych warunkach. Odwiedzający spotykają na ścieżkach swobodnie spacerujące muflony i daniele. Natomiast w zagrodach oglądamy żubry, jelenie szlachetne, sarny, dziki, żbiki czy jenoty, a to tylko niektóre z gatunków, które możemy zobaczyć. Dla nas największą atrakcją Parku jest sokolarnia oraz sowiarnia i pokazy lotów ptaków drapieżnych, które można oglądać w wyznaczonych porach.
Dla najmłodszych oprócz oczywiście zwierzątek, frajdą jest aleja bajkowa. Jest to jedenaście ruchomych ekspozycji opowiadających popularne bajki, takie jak „Kot w butach” czy „Czerwony Kapturek”.
W obrębie sowiarni możemy odwiedzić też „Muzeum Myślistwa i Łowiectwa”, a tam ekspozycje zwierząt z Ameryki Północnej, Afryki i Europy.
.http://www.lesnypark.pl/#

Leśny Park Niespodzianek

 
Leśny Park Niespodzianek

    Dzisiaj skromnie, jednak bardzo serdecznie polecam te miejsca. Na pewno nie będziecie żałować, a dzieciaki będą zachwycone!

    #dziecko na warsztat…matematyka

    Królowa nauk

    Matematyka z 2,5 latkiem

    Luty został okrzyknięty miesiącem matmy…trochę kombinowaliśmy jak temat uporządkować i plan mieliśmy, który został pokrzyżowany przez paskudne chorowanie wszystkich po kolei, więc trochę chaotycznie, ale podziałaliśmy…

    Z matematyką spotykamy się codziennie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. U nas pierwszą i najpopularniejszą formą zabaw matematycznych jest liczenie schodów gdy wchodzimy po klatce schodowej. Trochę ich mamy do przejścia, więc i liczenia sporo, ale od początku…
    Zapraszamy do naszej przygody z matematyką!

    • Rozpoczęliśmy od rozćwiczenia paluszków i zabawy w nawlekanie słomek na nitki makaronowe. Zadanie było proste, nitki makaronu nabite do wydmuszki po jajkach i pokrojone na kawałki kolorowe słomki. Tomek nawlekał wg różnych zasad: raz wszystkie tego samego koloru, raz przeplatał różne kolory i powtarzał sekwencje na innych nitkach, a jeszcze innym razem nawlekał określoną liczbę słomek.
    • Do kolejnej naszej zabawy wykorzystaliśmy nasze ulubione drewniane klocki. Tomski powtarzał sobie kształty i kolory układając na gotowych szablonach wybrane elementy. Przenosił wzory z obrazków na dywan i porównywał wysokość/szerokość poszczególnych budowli.

    Stworzyliśmy też zbiory, Tomek porozdzielał wszystkie klocki wg kształtu. Osobno układał trójkąty, prostokąty, walce, kwadraty itd.
    Nie mogło również zabraknąć rozmowy o rozmiarach. Klocki jednego typu Maluch układał wg wielkości i porównywał.

    • Spróbowaliśmy przygotować też kartoniki z cyferkami do dotykania. Mieliśmy trochę ograniczone materiały, dlatego wykorzystaliśmy folię aluminiową, gąbkę, filc, kawałek atlasowej wstążeczki i gładki, błyszczący papier.

    Po całym długim procesie dotykania, pisania paluszkiem po cyfrach z zamkniętymi i otwartymi oczami Tomski układał wybrane przedmioty przy odpowiedniej cyfrze.

    • Osoby, które odwiedzają naszego bloga częściej zapewne wiedzą, że miłość do dinozaurów nie słabnie. Nie mogło ich zabraknąć także przy naszych matematycznych zmaganiach. Stworzyliśmy sobie książeczkę matematyczną.

    Najpierw odmalowaliśmy dłoń Tomka kilka razy, wycięliśmy ją, Tomek ozdobił różnymi kolorami rączki i przystąpiliśmy do posklejania ich razem. Celem naszej rączki jest ułatwienie liczenia do pięciu.

    Gdy rączka była gotowa wybraliśmy obrazki i wydrukowaliśmy książeczkę. Każda jedna strona to nasza kolejna liczba.

    Pierwsza strona, czyli na obrazku 1 Bąbel – cyfra zapisana również słownie i na rączce Tomek wskazuje pierwszy paluszek – kciuk.

    Druga strona – 2 postaci(Bąbel i Arlo), cyfra zapisana również słownie oraz Tomek wskazuje na rączce drugi paluszek.

    Trzecia strona – 3 T-Rexy plus cyfra zapisana słownie i na rączce wskazujemy trzeci paluszek. Na tym zdjęciu widać dokładnie konstrukcje paluszków. Tomkowi taki sposób przedstawienia pomaga w odliczaniu.

     Czwarta strona – 4 pterodaktyle i cyfra zapisana słownie, na rączce wskazujemy czwarty paluszek.

    Piąta strona – cała rodzina Arla, 5 apatozaurów, cyfra zapisana również słownie oraz na rączce odliczamy 5 paluszek.
    Pomoc właściwie bardzo prosta do wykonania, a nie dość, że Maluchowi sprawia samo oglądanie wiele przyjemności to jeszcze niejako „przypadkiem” sobie liczy. Rączka sama w sobie również jest atrakcją. Zakłada ją na swoją dłoń i liczy odginając poszczególne paluszki.

    • W ramach dalszych ćwiczeń paluszkowych zrobiliśmy „przeplatanki matematyczne”. Z kartonu wycięliśmy koło, kwadrat oraz prostokąt. Zrobiłam dziurki, ponumerowałam je i Tomek przeplatał sznurki. Staraliśmy się przeplatać wg kolejności, ale w praktyce różnie to wychodziło;) 

    Filcowe figury geometryczne do przypinania i odpinania, zamocowane na rzepie.

    Klamerki matematyczne.
    • Na kole podzielonym na osiem części zaznaczyłam kolorowe kropeczki w ilości odpowiadającej przyklejonej cyfrze. Klamerki natomiast pomalowane wg wzoru na planszy i oklejone odpowiednią cyfrą – zadaniem dziecka jest za pomocą skojarzenia zapięcie odpowiedniej klamerki na odpowiedniej części koła. Np. cyfra 5 – niebieskie kropeczki, czyli przypinamy  niebieską klamerkę z cyfrą 5. Nie dość, że uczymy się cyfr to jeszcze ćwiczymy przypinanie klamerek, czyli motoryka mała rządzi w każdej dziedzinie, nie wspominając o powtórce z kolorów;)
    • Świetną powtórką z cyferek i liczenia są puzzle matematyczne. U nas zabawa polega na układaniu podobizny pociągu Tomka, cyferki namalowane na poszczególnych elementach są póki co podpowiedzią tylko do 8, ale dla starszych dzieci to nie lada gratka:)
    • Zachęcam  też do zajrzenia do postu o „Bardzo głodnej gąsienicy”. Bawiąc się tekstem liczyliśmy owoce, które mała gąsienica zjadała poznając równocześnie dni tygodnia. Tomek wyliczał ile zjadła jabłek, a ile gruszek karmiąc naszą gąsienice z papieru.

    Układał gąsienice wg rozmiaru, poznając jej kolejne etapy rozwoju:

    • Cyfry poznawaliśmy również z Peppą i jej przyjaciółmi:

    Prosta książeczka dla najmłodszych. Z dużymi, wyraźnymi obrazkami.

    Na początku wyliczanka od 1 do 10 z zadaniem przyklejenia poszczególnych postaci oraz cyfr w odpowiednim miejscu.

    Każda jedna strona to jedna liczba i odpowiednie zadanie, np. odszukać JEDNEGO brata Peppy, tata Świnka ogląda JEDEN telewizor plus wyklejanka odpowiednich cyferek  i próba pisania po śladzie cyfry.

    Pod koniec podsumowanie i liczymy razem z Peppą, powtarzając poznane liczby:

    • Książką, która wydaje mi się być lekturą obowiązkową jest oczywiście też pozycja „10 razy 10” H, Tullet’a. Ta pozycja zapewnia ogrom możliwości zabaw matematycznych, o których szczegółowo napiszemy w osobnym poście.
    zdjęcie pochodzi ze strony http://babaryba.shoparena.pl/pl/p/10-RAZY-10-Herve-Tullet/112
    • Ostatnia moja propozycja lutowych poczynań w ramach projektu #DzieckoNaWarsztat to opcja dla mam, które już są bardzo zmęczone zabawami wszelakimi lub jak ja są w 37 tygodniu ciąży i czasami już nie mają mocy przerobowych na zginanie się, siedzenie na podłodze, kombinowanie i bycie w ruchu….

    Otóż…mama wygodnie siedzi tudzież leży i „wydaje polecenia” Maluchowi, np:
    – pokaż te przedmioty w pokoju, które leżą na podłodze, a teraz pokaż to, co znajduje się nad Twoją głową itd.
    – ułóż obok siebie 3 klocki;
    – ułóż pod stołem 2 misie, a na stole 1 kubek.
    Pomysłów na różne polecenia ćwiczące orientacje przestrzenną można wymyślić całą masę. Nie wymagają właściwie żadnego specjalnego przygotowania, a są atrakcyjną zabawą dla Maluchów, ponieważ mogą pobiegać, poruszać się, pokombinować…

    Zapraszamy też na wpisy innych uczestników projektu #Dziecko na warsztat!

    #dziecko na warsztat…przygotowanie do świąt

    Radosne oczekiwanie na Święta

    #Dziecko na warsztat

    Tradycje

    Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia u nas rozpoczęły się już w połowie listopada, kiedy to ambitnie rozpoczęliśmy produkcję nad kalendarzem adwentowym. Przeglądnęliśmy miliony stron i pomysłów, podobało nam się wiele różnych projektów i w końcu zbudowaliśmy choinkę z domkami. Kluczowymi punktami oczywiście są dwa miejsca…zapewne domyślacie się które;) Najważniejszy był Mikołaj, który szybko przyszedł i teraz wielkie oczekiwanie na gwiazdkę! 
    Każdego dnia Maluch odnajduje karteczkę z zadaniem do wykonania i jakąś niespodziankę w „tajemniczym worku renifera”. Dzięki temu codziennie mamy jakąś misję do spełnienia, co bardzo cieszy  Tomka i wzbudza wiele emocji. Szalenie podoba mi się jego zaangażowanie i chęć do działania.

    Dzisiejszy wpis potraktuję jako podsumowanie naszych dotychczasowych działań około świątecznych. Dokładną relację dzień po dniu prowadzimy na naszym fb (ww.facebook.com/swiattomksiego )
    Pierwszego dnia Tomek odnalazł specjalny list od Św. Mikołaja, który był wstępem całego naszego oczekiwania na Święta. List był personalizowany, zawierał historię zagubionego renifera z zaprzęgu Św. Mikołaja, kilka słów bezpośrednio skierowanych do Tomka o tym jaki był poprzedni rok i co go czeka w Nowym Roku oraz dyplom grzecznego dziecka, którym Tomek oczywiście był przez cały rok 😉
    Tomek po liście od Świętego z wielkim zapałem rozpoczął pracę nad przygotowaniem do jego przyjazdu i nasz drugi dzień grudnia upłynął pod znakiem pieczenia pierników…i ok…przyznajemy się, że też podjadaniem całodniowym…było pysznie! 

    Nasz adwentowy Renifer zadbał też o domową świąteczną biblioteczkę. Pierwszą pozycją jaką Maluszek otrzymał są Obrazki dla Malucha:

    Ja osobiście troszkę czuję się rozczarowana, spodziewałam się czegoś innego, ale pooglądaliśmy i poczytaliśmy kilka razy, „obgadaliśmy” temat na tyle ile się dało i niestety książka wylądowała na półce, a chęci ze strony Tomka po kolejne sięgnięcie do niej nie ma…cóż może za rok znowu wrócimy;)
    „Obrazki…” okazały się pomocne przy wprowadzeniu w kolejny nasz dzień, w którym to tworzyliśmy szopkę Bożonarodzeniową. Obejrzeliśmy historię o Narodzeniu Jezusa i z pomocą „Wycinanek” budowaliśmy stajenkę. Postaci były znane już Tomkowi, więc mniej więcej wiedział jaką rolę kto spełnia i kim jest. Działał z takim zapałem, że Jezusek niestety ostał się bez głowy, ale za to z największą pieczołowitością układał go pomiędzy mamą i tatą dmuchając i głaszcząc z troski o obolałą głowę;) Dużo radości sprawiło mu malowanie tła szopki farbami i klejeniem budowli. Zdecydowanie przypadło mu to do gustu.

    Nadszedł też czas na przygotowanie kartek świątecznych. Pierwszy raz własnoręcznie zabraliśmy się za takie wyzwanie i nieskromnie powiem, że bardzo jestem zadowolona z efektu. Inspiracją były pomysły z internetu i na pewno w przyszłym roku znowu takie zrobimy. Kolejny raz wykorzystaliśmy farby i rączki Malucha, w których odbijaliśmy brodę Św. Mikołaja, a później odbijając paluszki Tomek domalował policzki, nos oraz futerko na czapie. 
    Spróbowaliśmy też nowej dla nas techniki, malowania choinek z użyciem folii bąbelkowej.
    Po wyschnięciu kartek zajęci byliśmy planowaniem do kogo, która kartka zostanie wysłana (tutaj mieliśmy mały konflikt interesów, ponieważ Tomek chciał wszystkie wysłać tylko do Babusi i Dziadziusia, więc musiałam pod osłoną nocy zaadresować kartki i wysłać, by nie budzić większych frustracji;)).
    Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowane zgłębienie tematu Bałwanków…miał być śnieg i miało być lepienie bałwana. Od pierwszego grudnia Maluch, co rano wyglądał przez okno czy w nocy napadał śnieg, ale jak śniegu nie było tak nie ma po dziś dzień, więc zadziałaliśmy inaczej. Worek Renifera przewidział taka sytuację i Tomek znalazł gotowe elementy potrzebne do zbudowania bałwanków oraz książeczkę o jakże sympatycznym „Bałwanku” U. Kozłowskiej ze znanej serii Wykrojnik.

     Klej od pewnego czasu jest najlepszym przyjacielem Tomka, więc namawiać go nie musiałam do naklejania poszczególnych elementów bałwanka…

    Następnie Tomek posmarował całego bałwanka klejem i obklejał go watą, która imitowała nam upragniony śnieg…

    gotowy obrazek, w tle burza śnieżna;)
    Inicjatorem naszej kolejnej zabawy był Tomek, który przyglądając się swojej papierowej szopce wymyślił, że zbudujemy taką z klocków Lego Duplo. To był strzał w dziesiątkę. Z zapałem zaczął od budowania choinki, szopki, a ustawianie figurek było czystą frajdą, co więcej od kliku dni szopka stoi i nie wolno jej ruszać…jeszcze żadna jego budowla nie miała tak długiej racji bytu 😉
    Po dniu intensywnej zabawy klockami i tworzeniem świątecznych budowli mieliśmy dzień czytania naszej ulubionej „Gąski Zuzi i pierwszej gwiazdki”. Jest to książka, którą opisywałam w ramach projektu #Przygody z książką i zapraszam na nasza recenzję tutaj.

    Na 12.dzień Adwentu Tomek czekał z wielką niecierpliwością, ponieważ w planach było ubieranie choinki. Kilka dni wcześniej byliśmy kupić choinkę dlatego też jego motywacja by ją natychmiast ubrać była ogromna!

    Bilans z ubierania choinki nie jest zły…zbiły się tylko dwie bombki 😉 Następnego dnia Tomek ubierał swoją choinkę, u siebie w pokoju. Z tą choinką ma wiele zabawy, bo jest to choinka filcowa, którą może sobie dowolnie składać i rozkładać a także zawieszać swoje ozdoby. Pisaliśmy o niej już na blogu polecając pomysł dla wszystkich Maluszków, które jeszcze nie do końca „ogarniają” temat choinki;)

    Cały grudzień obfitował w wiele prac plastycznych i doznań sensorycznych. Tomkowi bardzo podobała się zabawa grysikiem. Była to taka imitacja śniegu, zakopywaliśmy w nim figurki, pisaliśmy paluszkiem, ćwiczyliśmy malowanie dwoma rączkami równocześnie oraz tworzyliśmy „ośnieżone obrazki”. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.
     

    Nasze zabawy sensoryczne się na tym nie skończyły… następny dzień przyniósł nowe pomysły. Bardzo podobały mi się lampiony, które pojawiały się na wielu blogach i to zainspirowało nas do stworzenia czegoś ekstra. Pokazałam Tomkowi zdjęcia gotowych lampionów i mój mały smyk przyniósł pudło kartonowe, które akurat mieliśmy w domu. Tata Malucha powycinał okienka w różnych kształtach, Tomek powyklejał je bibułą, okleiliśmy pudło kolorowym – cukierkowym papierem. Stworzyliśmy łańcuchy z makaronu – to sprawiło najwięcej trudności i trochę frustracji, bo nawlekanie na nitkę nie było proste, ale Tomski dzielnie dał radę. Na końcu jeszcze ozdabiał pudło plastelinowymi wyklejankami i zwierzątkowym makaronem. Żeby nadać zimowy charakter „taras” domu okleiliśmy folią bąbelkową, która bardzo ładnie się błyszczała w świetle zapalonej lampki. W środku stworzyliśmy kilka różnych faktur do dotykania, miziania i testowania(szorstką, miękką, puszystą i gładką). Szczegółowy opis naszego pudła sensorycznego znajdziecie tutaj.

    Zadbaliśmy też o świąteczne zapachy w naszym domu. Najbardziej ze Świętami kojarzy mi się zapach goździków i pomarańczy dlatego też ozdabialiśmy owoce goździkami i zachwycaliśmy się roznoszącym się w mieszkaniu aromatem.

    Nie mogło zabraknąć też piosenek świątecznych, kolęd oraz pastorałek. Niezawodnym źródłem inspiracji muzycznych okazał się popularny serwis youtube. Chęć słuchania i włączania się w śpiewanie kolęd wspomogła nas historia Franklina, który przygotowując się do Świąt postanowił urządzić wieczór kolędowania w centrum miasta i zaprosić mieszkańców do wspólnego kolędowania. Tomek właściwie pierwszy raz  świadomie słuchał kolęd i był bardzo zaciekawiony, przypuszczam, że od teraz codziennie przez dłuższy czas będziemy kolędować i bardzo się na to cieszę.
    Tomek w ramach ozdabiania choinki przygotował też własnoręcznie wykonane bombki choinkowe. Wykorzystaliśmy styropianowe kule, które Tomek obkleił kolorowymi, błyszczącymi tasiemkami, brokatem oraz gwiazdkami. Małe paluszki sprawnie sobie z zadaniem poradziły. Z drugą wersją bombek miał trudniejszą sprawę ponieważ musiał powbijać kokardki w bombkę i użyć odpowiedniej siły nacisku żeby uzyskać pożądany efekt.

    Nasze bombki dumnie wiszą w honorowym miejscu na choince i czekają na świątecznych gości.
    Z przygotowań świątecznych pozostało nam pakowanie prezentów oraz zajęcie się wszystkimi kuchennymi sprawami. Będziemy razem piec 6-tygodniowy piernik, który dzielnie czeka w lodówce na poniedziałkowe pieczenie(kto nie zna tego piernika to serdecznie polecam! jest to zawsze hit nad hitami, a szał wprowadza już jego wysokość ponieważ ma ok 12cm wysokości;) …nie wspomnę o oszałamiającym smaku), tartę pełną miodu i bakalii oraz ciasto makowe, które również polecam. Jest to smak dzieciństwa mojego Męża, więc zawsze obowiązkowo musi być. Od wtorku zaczniemy gotowanie i przygotowywanie potraw na stół wigilijny. Tomek pójdzie z tatą po karpie, sianko pod obrus oraz po jemiołę…masa zajęć jeszcze przed nami, na które bardzo się cieszę i już planujemy co kiedy i w jakiej kolejności…
    Kalendarz adwentowy bardzo nam ułatwił oczekiwanie na Święta i uporządkował harmonogram przygotowań. Tomek codziennie widzi ile jeszcze dni pozostało i z radością odkrywa kolejne niespodzianki. 
    Świąteczne lektury Tomka

    Nasz grudzień obfitował w wiele różnych nowych doświadczeń i zadań plastycznych. Na pewno zapamiętamy to na długo, a w przyszłym roku przygotujemy kolejny kalendarz adwentowy i wymyślimy nowe zadania…tym bardziej, że w przyszłym roku będziemy już w czwórkę i nie tylko Tomek będzie się przygotowywał do Świąt, ale też będzie musiał wiele nauczyć i w wielu zadaniach pomóc młodszemu braciszkowi:)

    Dziękujemy za wytrwanie w czytaniu tego przydługiego postu oraz zapraszamy na wpisy innych uczestniczek projektu DZIECKO NA WARSZTAT!