Grajmy! Łowcy bakterii wyd. Hippocampus

Było sobie życie

Łowcy bakterii

wydawnictwo Hippocampus

Było sobie życie gra Łowcy Bakterii

Dziś nowy wpis z serii Grajmy! Łowcy bakterii wyd. Hippocampus. O serii pisałam niedawno przy okazji premiery filmów w wersji HD Złotej kolekcji „Było sobie życie” (tutaj). Twórcy ciągle wzbogacają swoją ofertę. Tym razem na rynek wchodzą gry dla najmłodszych graczy. (więcej…)

#Grajmy! Mistrz Getriko

Wyd. Epideixis

MISTRZ GETRIKO

W naszym domu zawitała kolejna już gra krakowskiego wydawnictwa Epideixis. Jak to zwykle bywa, Tomski z wielkimi ochami i achami odpakował paczkę i zobaczył małe, kwadratowe, tekturowe opakowanie z dużym nic mu nie mówiącym napisem Mistrz Getriko. 
Pudełko zostało odpakowane i kolejne zaskoczenie: „O, nie mamo…same trójkąty! Co się robi z samych trójkątów?” – A, no ku zaskoczeniu wielu, można dużo!

Gra składa się z:
– 7 różnokolorowych trójkątów;
– 48 okrągłych kart z wzorami do ułożenia;
– instrukcji.
Gra polega na dobieraniu i zestawianiu ze sobą kolorowych trójkątów – brzmi prosto, ale wcale takie proste nie  jest. Jak wskazuje sama nazwa, która jest wynikiem połączeniem sylab: GE – TRI – KO jest to kombinatoryka geometryczna oparta na trójkątach. Wiem, teraz to już zabrzmiało bardzo groźnie, ale bez kombinowania nie ma zabawy.
Tomek od razu porwał do rączek trójkąty i zaczął układać swoje wzory. Jego wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, bo raz powstawały lody, raz domek, a innym razem jeszcze inne twory. Co więcej wystarczyło, że przełożył kolory i bazowy wzór nabierał nowego znaczenia. Było przy tym mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy, bo nie zawsze to, co ja „widziałam” pokrywało się z wyobrażeniami Tomka, więc niejednokrotnie musieliśmy skonfrontować swoje pomysły. 

Zachęcałam go również do układania gotowych wzorów. To wymaga już dużego skupienia się i dobrego pokombinowania by ułożyć dokładnie zaprezentowany wzór. Tomski przekładał wytrwale trójkąty, odwracał, przesuwał, oglądał z różnych perspektyw – ćwiczył myślenie, że aż było miło patrzeć. 

Po rozgrzewce przyszła pora na grę: potasowane karty układamy wzorami do dołu, a z trójkątów układamy wzór wyjściowy. Każdy z graczy losuje jedną kartę. Rozpoczyna najstarszy z uczestników. Są dwie możliwości ruchu: zmieniamy położenie jednego z trójkątów lub wymieniamy swoją kartę z wzorem. Celem jest takie poprzekładanie trójkątów by powstał nasz wzór. Oczywiście każdy gra do swojej bramki i stara się jak najszybciej uzyskać obraz własnego witraża.
W zależności od ilości graczy zasady gry ulegają małym modyfikacjom.  
Podczas pierwszych rozgrywek instrukcja może być bardzo pomocna, gdyż instruuje nas jakie ruchy są dozwolone, a które zabronione. Grę wygrywa ten z graczy, który uzbiera najwięcej punktów.
Gra budzi „mieszane uczucia”. Czasami jest to frustracja – gdy właściwy wzór nie wychodzi od razu, czasami jest to radość i triumf, a najczęściej pobudza do takiego skupienia i kombinowania, że aż dech zapiera. „Mistrz Getriko” pobudza też do ćwiczeń fizycznych, bo czasami trzeba się nieźle nagimnastykować dookoła stołu i zmienić kilka razy perspektywę patrzenia by dojrzeć swój układ.
Grę można kupić tutaj.
Zachęcamy do wspólnej gry!
Dziękuję Wyd. EPIDEIXIS za przekazany egzemplarz gry.

#Grajmy! Kolory i kształty Trefl

http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

Układanka edukacyjna

Kolory i kształty

seria Mały Odkrywca

Dziś proponujemy zabawę edukacyjną układanką ćwiczącą kolory i kształty. Rozwijamy analizę wzrokową, abstrakcyjne myślenie, koncentrację, kreatywność oraz spostrzegawczość.
W skład gry wchodzi:
  • 28 figur(kwadrat, koło, gwiazda, trójkąt, półkole, trapez, prostokąt);
  • 4 plansze( plaża, pociąg, pokój dziecięcy, plac zabaw);
  • strzałkę losującą;
  • instrukcję z propozycjami zabaw.

W samej instrukcji mamy 10 propozycji zabaw, do których możemy wykorzystać grę. Nie wspominając o tych pomysłach, które nasuną nam się podczas zabawy same. Tomek najbardziej lubi uzupełniać plansze brakującymi elementami na czas…

Podstawowa rozgrywka polega na rozdzieleniu plansz pomiędzy graczy i uzupełnianie pustych pól wylosowanymi za pomocą strzałki na „kole fortuny” figurami. Oczywiście wygrywa ta osoba, która pierwsza uzupełni swoją planszę.

Jak jeszcze możemy się bawić?

  • dzielić na zbiory;
  • układać wzory z figur;
  • odrysowywać kształty;
  • losować spośród figur jedną i szukać dookoła siebie przedmioty o tym samym kształcie;
  • omawiać ułożone plansze z określaniem położenia, np. żółte słońce zbudowane z koła znajduje się na górze obrazka na środku planszy itd;
  • gra na refleks: rozkładamy figury na stole i jedna osoba mówi głośno nazwę figury i jej kolor – kto pierwszy znajdzie taka figurę zdobywa punkt;
  • losujemy z zamkniętymi oczami jedną figurę i zgadujemy kierując się tylko zmysłem dotyku jaki to kształt;
  • losujemy figurę i opisujemy ją bez używania jej nazwy, np. jest to kolor słońca.

Plansze są wykonane z grubszej tektury, figury również. Może jedynym zastrzeżeniem jakie mogłabym mieć to wielkość kształtów. Tomski nigdy do ust nie brał niczego, ale wiele dzieci pewnie by się mogło połakomić na jakieś kółeczko czy trójkąt;)  Obrazki są proste i wyraźne, nie pozostawiają żadnych niedomówień, więc już z Maluchami półtorarocznymi, moim zdaniem, można spokojnie się bawić i grać. Wg producenta sugerowany wiek to 3+.
Zapraszam również do zapoznania się z wpisami innych Mam biorących udział w projekcie #Grajmy!

http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

 

Wstęp do matematyki dla 2,5 latka

Figury geometryczne

Pierwsza matematyka

Kolory

Klocki drewniane dają całą paletę możliwości. U nas służą między innymi do powtórki z rozpoznawania kształtów i kolorów. W pierwszej kolejności Tomek układał wybrane klocki na gotowych szablonach. Jak to zwykle rozpoczął od ulubionych żółtych klocków.
Następnie układał niebieskie trójkąty oraz czerwone kwadraty:
Gdy już ułożył wszystkie klocki na planszach przenosił wzór obok:
Zainteresowaliśmy się także rozmiarami klocków. Z zaangażowaniem układał klocki wg wielkości, od najmniejszego do największego oraz z zachowaniem porządku koloru. Tomek zauważył również, że klocki mają różną grubość, więc kolejna segregacja polegała na porządkowaniu klocków wg grubości.
Ostatnie dwie nasze zabawy tego dnia to tworzenie zbiorów wg kształtów:
oraz wkładanie klocków do pudełka wg koloru. Maluch z uśmiechem na twarzy sprzątał swoje klocki po zakończonej zabawie  układając najpierw żółte, potem czerwone itd…

Nasze zabawy trenowały spostrzegawczość, cierpliwość. Wymagały skupienia i uwagi nad zadaniem.  Musiał dojrzeć różnice pomiędzy klockami i odnaleźć wspólne cechy poszczególnych elementów. Pomiędzy kolejnymi „ćwiczeniami” robiliśmy krótkie przerwy i Maluch układał wieże lub ciasta z klocków. Co ciekawe sam, dobrowolnie bez mojej sugestii wybierał sobie jeden wzór i to z niego budował, np. tylko z kwadratów, czy tylko z trójkątów opowiadając z jakich kształtów korzysta i jaki kolor akurat bierze do rączki – sam sobie robił niejako powtórkę.
Polecam takie zabawy z Maluchami, które stawiają pierwsze kroki w matematycznym świecie!

#Przygody z książką 4…Gdzie jest pingwin? + lapbook

„Gdzie jest pingwin?”

wyd. IUVI

Nasz pierwszy lapbook – pingwiny

Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy na dziś książkę do wyszukiwania niesfornych pingwinów. Temat pingwinów stał się obiektem naszych zainteresowań niedawno, a tym samym tytułowa książka wróciła do łask i stała się częściej oglądana.
„Gdzie jest pingwin?” to pozycja dla wielbicieli wytężania wzroku i małych detektywów. Naszym zadaniem jest śledzenie rodziny pingwinów – uciekinierów. Ta wesoła dziesiątka uciekła z ZOO i postanowiła wrócić „do siebie”, na Antarktydę. Po drodze zatrzymują się w wielu ciekawych miejscach…
My bardzo lubimy czytać opisy poszczególnych członków rodziny. Ulubieńcem Malucha jest Dzidzia i Gwiazdor, lubiący być zawsze  w centrum zainteresowania.

Przygodę rozpoczynamy od stron prezentujących ucieczkę z ZOO. To chyba najchętniej maglowane dwie strony u nas. Analiza tych stron nie kończy się na wyszukaniu tytułowych bohaterów, ale na przeanalizowaniu każdego zwierzątka i opowiedzeniu co kto gdzie robi…czasami trwa to na tyle długo, że musimy zrobić przerwę przed kolejnymi stronami.


Pingwiny zwiedzają 15 różnych miejsc. Przygodę rozpoczynają od centrum handlowego, w którym każdy z nich znajduje coś ciekawego. Ich misją jest zrobienie zakupów na dalsza drogę, ale przecież to tak fascynujące miejsce…

Do dyspozycji mamy 17 miejsc, które bohaterowie odwiedzają m.in. jezioro, gdzie odpoczywają po emocjach poprzednich dni ponieważ byli uczestnikami balu przebierańców i zwiedzali dom strachów. Na torze gokartowym świętują urodziny, natomiast na obiad wybierają się do najlepszej restauracji w mieście.

 Pingwiny biorą również udział w balu karnawałowym,zwiedzają pustynię, pluskają się na basenie, a nawet spełnia się marzenie Gwiazdora i mają okazję posłuchać koncertu z muzyką poważną na żywo.

W  deszczowe dni pingwiny zabawiają się w kręgielni i muzeum. A jakby emocji było mało nurkują w przestworzach oceanu i latają wysoko w powietrzu..tak wysoko, że na skutek pomyłki lądują w przestrzeni kosmicznej. Wyszukiwanie pingwinów wśród ufoludków jest nie lada wyzwaniem…
Końcowa strona to przywitanie na Antarktydzie…i tutaj to już obłęd 😉 wśród wielu pingwinów musimy odnaleźć 10 naszych tytułowych bohaterów i ich rozpoznać.
Może zechcecie się pobawić z nami i wyszukacie członków naszej rodzinki?
Dla zniecierpliwionych na końcu książki znajdziemy podpowiedzi i musimy zdradzić, że sami korzystaliśmy ze ściągawki gdy nasza frustracja niebezpiecznie wzrastała;)
Dla kogo ta książka? Dla tych wszystkich, którzy są fanami słynnego Mamoko i lubią spędzać czas na wytężaniu wzroku. Miło spędzą czas i młodsi i starsi, a obiecuję Wam, że rodzice przy tej pozycji się też nudzić nie będą. 
Książka jest bardzo ładnie wydana, jest to duży format, w twardej oprawie, miejscami okładka jest lakierowana, co też może stanowić atrakcję dla najmłodszych czytelników. Natomiast strony wewnątrz są wykonane z grubszego papieru i na pewno przez to trwalsze przy częstym kartkowaniu.
Zainteresowanie pingwinami musieliśmy wykorzystać i powstał pomysł na wykonanie lapbooka. Rozpoczęłam poszukiwanie informacji na temat pingwinów w internecie i natrafiłam na materiały wykonane przez jedną z mam prowadzącą arcyciekawego bloga Raaany Julek!. Autorka bloga udostępnia za darmo wiele ciekawych materiałów i pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Pozwoliłam sobie ściągnąć te materiały i tak o to rozpoczęła się nasza przygoda…
Wycinania było co niemiara, ale radości z tworzenia chyba jeszcze więcej. Maluch dzielnie pomagał w czym tylko mógł i spędził naprawdę wiele czasu w skupieniu na swojej pracy. 
Dzielnie kolorował, smarował klejem poszczególne elementy i przyklejał w wyznaczonych miejscach.
Wnętrze prezentuje się następująco:

 Co znajdziemy w środku?
– książeczkę z różnymi aktywnościami pingwinów; przeglądamy, a Maluch opowiada, że pingwin jeździ na łyżwach, czyta, siedzi, trzyma balony, słucha muzyki, myje się, pływa, pije itd.

– druga kieszonka to kolory; postaci pingwinów z różnokolorowymi koszyczkami na brzuszkach – pomaga nam to w powtarzaniu kolorów, a do tego łączymy zabawę z rybkami z koszyczka z okładki. Dopasowujemy kolor rybki z odpowiednim kolorem koszyka pingwina.

– cyfry – pingwiny z cyframi, u nas to od 1-5, na razie skupiamy się na powtarzaniu tylko tych. Układamy w kolejności, ćwiczymy paluszkiem pisanie po obrysie, a także dopasowujemy odpowiednią liczbę klocków czy kapsli. 

– taki duży taki mały – układanka od najmniejszego do największego.
– kształty – to ulubiona kieszonka, nasze własnoręcznie wykonane pingwiny w kształcie serca, kwadratu, koła i prostokąta mają swój pokraczny urok i chyba najbardziej są też „znoszone”, ponieważ uczestniczą w wielu aktywnościach Tomka, a nawet z nim spały…

– przedostatnia kieszonka to garść teorii na temat pingwinów. Dowiadujemy się między innymi gdzie  mieszkają, co jedzą, w jaki sposób się poruszają oraz że wykluwają się z jaja.

– na okładce jeszcze przykleiliśmy oddzielną przegródkę z obrazkami pingwinów, gdzie na poszczególnych karteczkach Tomek kolorował kolejne części ciała naszych małych przyjaciół. 
 – ostatnia przegroda to kto lubi czarny i biały? – czyli zwierzęta, które występują własnie w tych barwach, a tam m.in. skunks, sroka, orka, kot, panda czy nasz tytułowy pingwin.
Całość wygląda naprawdę imponująco i nie ma człowieka, który by nie wszedł do naszego mieszkania i nie został „poczęstowany” dziełem. Tomek jest zafascynowany i często wraca do zabawy. Bardzo serdecznie polecam taki sposób na naukę. Daje dużo satysfakcji dziecku i dorosłemu. My na pewno na tym jednym nie spoczniemy i już mamy kilka pomysłów na nowy lapbook.

Tyle u nas z okazji 4 wpisu w ramach „Przygód z książką”. Polecam wpisy innych uczestników projektu!