#Przygody z książką…Wodne przygody

Wyd. Yoyo

„Wodne przygody”

Tytułowa żabka – „Wodne przygody”
Mamy półmetek wakacji, więc i książka w projekcie dziś lekka, miła, iście wakacyjna. Jest to propozycja przede wszystkim dla Maluszków, ale i Przedszkolak  zainteresuje się pewnie ruchomymi zwierzątkami.
„Wodne przygody” wyd. YOYO
Poznajemy Żabkę, która znudzona życiem w stawie marzy o podróżowaniu. Chce przeżywać przygody i poznawać nowe miejsca. Jej marzenie się spełniają i z pomocą krokodyla wyrusza w nieznane. Żabka poznaje nowe zwierzątka, które stają się jej przyjaciółmi
pomagającymi w potrzebie, ale i przytrafiają się jej niebezpieczne
sytuacje. 
„Wodne przygody” wyd. Yoyo
Historia jest krótka i bardzo prosta. Tomski po kilkakrotnym przeczytaniu dokańczał zdania z danej strony. Jednak w tej książeczce nie tekst historii jest najistotniejszy, a forma wydania. Jest to format a4, z okładką gąbką i grubszymi lakierowanymi stronami. Największą atrakcją są zwierzątka „wychodzące” ze stron poruszające się pod wpływem przewracania kartek. Jest to hit powodujący ciarki u dzieciaków. 
„Wodne przygody” wyd. YOYO – rafa koralowa
Ta książka to wyprawa do świata fantazji pobudzająca do snucia swoich własnych opowieści o bohaterach na ilustracjach. Tomek oglądając książkę zadaje nieustająco swoje ulubionego pytanie: „…i co było dalej..?” i trzeba opowiadać, wymyślać, opowiadać, a kończy się to zwyczajowym: „ale ja myślę, że było to tak…”
„Wodne przygody” wyd. YOYO
Polecam serdecznie, szczególnie dla dzieci, które nie przepadają za czytaniem książek. Taka pozycja może skutecznie zachęcić do poznawania nowych publikacji.

#Przygody z książką…Elementarz dla dzieci z dysleksją

Agnieszka Łubkowska

Elementarz dla dzieci z dysleksją

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

No i mamy! Czekałam na to wydanie i się doczekałam. Dotarła akurat na kilka dni przed publikacją #przygody z książką. Zapewne wiele z Was rozpoczęła już, lub zastanawia się od czego zacząć naukę literek z dzieckiem. U nas zaczęło się całkiem przypadkiem od zabawy, puzzli z literkami, układanek, a potem już poszło. Tomski sam interesował się literkami i dopytywał za każdym razem jaka to litera, więc mu powtarzaliśmy i zapamiętał. Jednak przyswoił sobie litery duże – drukowane. Teraz nadszedł  czas na skojarzenie dużej litery z małą literą pisaną. W tym zadaniu niezwykle pomocny będzie nam „Elementarz dla dzieci z dysleksją”.  
Książka składa się z trzech rozdziałów:
1. nauka liter;
2. nauka sylab;
3. czytanie całych słów.
Pozycja zasadniczo ćwiczy czytanie, ale dodatkowo również pomaga kształtować słuch fonemowy. Uczymy dziecko, że język mówiony to dźwięki układające się w zdania, a zdania to wyrazy, które dzielimy na sylaby i głoski.  
Elementarz jest przejrzysty, zachowane odstępy pomiędzy linijkami ułatwiają skupienie uwagi, a zastosowana czcionka jest czytelna. Nie przytłacza również nadmiar kolorowych ilustracji. Jest stonowany i pięknie wydany w twardej oprawie.

W Elementarzu zostały umieszczone techniki relaksacyjne, które wyciszą pobudzone dziecko i ułatwią skupienie uwagi.

Cenne są również zamieszczone wskazówki dla dorosłych oraz dla dzieci, które pomagają w jeszcze lepszym wykorzystaniu podręcznika.

Elementarz podpowiada jak urozmaicić utrwalanie wiadomości i jakie ćwiczenia wykonywać.
 

Jest również skarbnicą wiedzy. Czytanki nie są pustymi, nic nie wnoszącymi historyjkami, ale pełnymi interesujących ciekawostek krótkimi opowiastkami, które dodadzą „smaczku” nauce. Np. wiecie ile lat miał najstarszy żółw chodzący po świecie lub że większość muszli ślimaków jest skręcona w prawo?

Dlatego jeśli Twoje dziecko ma trudności w nauce czytania/interesuje się literkami lub chcesz rozbudzić w dziecku chęć do poznawania liter to ten elementarz jest właśnie dla Was.
Post powstał w ramach projektu #Przygody z książką.

Żeloglutki – książka inna niż wszystkie

Książka obrazkowa – puzzle XXL

Żeloglutki

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Książek dla dzieci jest cała masa. Wydawnictwa prześcigają się w wymyślaniu coraz to ciekawszych publikacji. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam książkę zdecydowanie inną niż wszystkie. 
Wydawnictwo nasza Księgarnia, autor: Janusz Wyrzykowski
„Żeloglutki” – sympatyczne stworki mają ambitne zadanie – budują miasto, ale…no właśnie…bardziej od pracy lubią odpoczywać, bawić się, podkradać owoce z drzew lub puszczać latawce.
Książka wydana jest w formacie 200mm x 280mm. Składa się z 15 kartonowych kart, które możemy oglądać w dwójnasób. Przeglądając jak typową książkę lub wyrywając plansze i oglądać wybrane strony. Mało tego, karty – puzzle tworzą ogromny obraz przedstawiający miasto w budowie, a zadaniem dzieciaków jest ułożenie ich tak żeby wszystko po kolei pasowało.
Tomskiemu najbardziej spodobało się „wchodzenie do historii”, czyli usadowienie się na środku wielkiego placu budowy i analizowanie ilustracji.
Książka daje wiele możliwości zabawy, ponieważ atrakcje znajdziemy również na odwrocie każdej planszy:
 – co najistotniejsze dla mnie i zdecydowanie  ułatwia mi rozmowy o rzeczonym temacie to „ściąga” z maszyn budowlanych z krótką charakterystyką do czego są wykorzystywane;
– seria zadań i zagadek do rozwiązania z Żeloglutkami w roli głównej (a nawet instrukcja wykonania samolotu z papieru – ulubionej zabawki Żeloglutków);
– oraz spis sytuacji i obrazków do odszukania przez Maluchy. 
Książka jest świetnym pretekstem do rozmów na temat bezpieczeństwa podczas robót remontowo – budowlanych, właściwych zachowań jeśli znajdujemy się w pobliżu placu budowy czy zachowania szczególnej ostrożności gdy np. przechodzimy w pobliżu przejeżdżających maszyn.
Dzięki tej pozycji na pewno poszerzymy swoje i dziecka słownictwo, a niejednokrotnie pewnie będziemy musieli sięgnąć jeszcze do innych źródeł by odpowiedzieć na wszystkie szczegółowe pytania dociekliwych Maluchów, które potrafią wypatrzeć najmniejsze szczegóły.
Tomski po przejrzeniu nowej pozycji w biblioteczce szybko wykombinował, że on przecież też ma maszyny budowlane i zainspirowany obrazkami zaczął układać klocki LegoDuplo i odtwarzać sytuacje ze zdjęć. Zapewniło nam to zabawę na całe popołudnie.
Jest to obowiązkowa pozycja dla amatorów maszyn budowlanych, ale i dla tych, którzy dopiero odkrywają świat „budowlanki”.

#dziecko na warsztat…zwierzomania

#dziecko na warsztat…zwierzęta

Zwierzomania


Kolejny miesiąc minął niepostrzeżenie. W maju byliśmy skupieni na zabawach ze zwierzątkami w roli głównej. Do tematu podeszliśmy bardzo spontanicznie, bez konkretnego planu, a jednak wyszło nam kilka ciekawych zajęć. 
U nas w domu zwierzątka królują od bardzo dawna. Fascynacja Tomka rozpoczęła się gdy miał pół roku i dostał pierwszą przesyłkę z kolekcji DeAgostini pt.: „Przyjaciele z Lasu”. Tata niedźwiedź oraz wiewiórka Rudzia – figurki, które były pierwszymi w serii, skradły jego serce na tyle, że prenumerujemy książeczki wraz z figurkami do dziś i jak widać na zdjęciu powyżej jest już tego całkiem sporo.


Każda przesyłka to dwie książeczki tematyczne oraz dwie figurki zwierząt lub elementów potrzebnych do zbudowania lasu. Tomski ma już sporą kolekcje drzew, leśniczówkę, ul, paśnik, budkę obserwacyjną oraz traktor z przyczepą do przewożenia drewna. Nasza kolekcja liczy już ponad 60 numerów i trwa prawie dwa lata.
Prawdziwą skarbnicą wiedzy są dołączone książki, które wydane w twardej oprawie z bardzo przyjemnymi ilustracjami cieszą oko i uczą. Podzielone są na pięć kategorii:
– mieszkam w lesie;
– mieszkam blisko lasu;
– rośliny leśne;
– sekrety lasu;
– chronimy las.
Każda zawiera solidną dawkę informacji na wybrany temat. Poznajemy ciekawostki, naturalne środowiska zwierząt, budowę ich ciała, sposób odżywiania itd,  a na końcu zawsze mamy do przeczytania dwie krótkie bajeczki – umilaczki.

W rozmowach na temat leśnego życia zwierząt nie tylko pomagają nam książeczki z kolekcji, ale również zdobytą wiedz utrwalamy oglądając znakomitą publikację z zeszłego roku, czyli „Rok w lesie”.
Ta piękna, kolorowa z fantastycznymi ilustracjami kartonówka (autorstwa Emilii Dziubak) zawładnęła naszymi sercami już dawno temu, pokazać jej na blogu jeszcze nie było okazji, a jest to prawdziwy skarb dziecięcej biblioteczki. 
Jest to dwanaście rozkładówek, na których obserwujemy życie w lesie na przestrzeni kolejnych miesięcy. Zawsze pierwszym krokiem podczas oglądania jest przypomnienie sobie wszystkich bohaterów i wybór, którego tym razem będziemy „śledzić”. To nasza ulubiona forma zabawy z tą książką. Tomek najczęściej wybiera szopa pracza, ot taka sympatia:)

Tomek bardzo lubi wszelkiego rodzaju puzzle i dopasowanki, dlatego w tym miesiącu postawiliśmy na takie właśnie zabawy. Poszperałam w internecie i znalazłam kilka ciekawych propozycji. 
Na pierwszy ogień poszło memo „tekstury”. Wydrukowaliśmy zdjęcia zwierząt oraz do kompletu fragmenty ich sierści/skóry/piór. 
Zabawę rozpoczęliśmy od omówienia sobie poszczególnych zdjęć. Rozmawialiśmy w jakich środowiskach żyją (czy w wodzie/na lądzie/w powietrzu), jak się poruszają (latają/pływają/chodzą/pełzają) oraz co lubią jeść.  W pierwszej kolejności dopasowaliśmy obrazki, kolejną zabawą była gra jak w klasyczne memory – poprzez losowanie obrazków i zbieranie par, a na końcu Tomek losował zdjęcie tekstury i jego zadaniem było opowiedzenie jakie to zwierzątko, gdzie żyje, jak się porusza oraz czym się żywi.
Docelowo z obrazków miała powstać mini książeczka do wyszukiwania właściwych par, ale póki co obrazki są cały czas  w użyciu przez co są niedostępne do dalszej obróbki;) 
Pobawiliśmy się też troszkę „matematycznie”:
– ćwiczymy liczenie do 5. Tomski układał odpowiednią ilość zwierzątek w okienkach.

– puzzle matematyczne – z rodziną świnek liczyliśmy do 10;

 – wyszukiwanie takich samych obrazków wg polecenia: 3 – wieloryby, 2 – żółwie itd. Tomek dla ułatwienia kolorował sobie wybranym kolorem zwierzątka i w ten sposób oznaczał takie same.

– wykorzystaliśmy też nasze filcowe figury geometryczne z warsztatu matematycznego. Zadanie polegało na dopasowaniu filcowej figury do kształtu na podstawie, dodatkowo dołożeniu zwierzątka w odpowiednim kształcie oraz na końcu Tomski musiał zaprezentować odgłos, który wydaje z siebie poszczególny zwierzak;
– szukanie cienia – test na spostrzegawczość(Tomek nie omieszkał przy każdej dopasowanej parze również wydawać z siebie odgłosy charakterystyczne dla poszczególnych zwierząt);
Nie zapomnieliśmy również o ćwiczeniach dla małych paluszków. Tomski z wielkim zaangażowaniem wyklejał motylka plasteliną urywając malutkie kawałki plasteliny i rozciągając je na obrazku – świetne ćwiczenie motoryki małej.

Klamerki stały się dla nas inspirujące już jakiś czas temu. Co więcej, Maluch nadal nie do końca potrafi sobie z nimi poradzić, więc zabawa w sam raz dla niego. Wydrukowana tarcza z „jedzonkami”, główki zwierzątek i zabawa murowana. Zadanie proste: dopasować pożywienie do zwierzątka. Zabawę można dowolnie modyfikować, robiliśmy sobie np. zagadki na spostrzegawczość (jedna osoba zamyka oczy, druga wyszukuje, które zwierzaki zostały wymienione- niewłaściwie dopasowane.
Zwieńczeniem miesiąca miała być wycieczka do ZOO, ale niestety pogoda i obowiązki zawodowe pokrzyżowały nam plany. Niemniej jednak nadrobimy i chętnie się podzielimy wrażeniami z ostrawskiego ZOO, które Tomski odwiedzi już drugi raz:)
Karty pracy oraz obrazki do druku można pobrać: tu, tu, i tu
Zapraszam po więcej inspirujących wpisów:

#Przygody z książką…”Kołysanka o piersiach mamy”

Monika Calaf

„Kołysanka o piersiach mamy”

wyd. Mamania

Kolejna pozycja, która ułatwiła mojemu synowi wejść w rolę starszego brata. Pojawiła się przez przypadek, choć wcześniej już o niej słyszałam i myśl o zakupie gdzieś mi zakiełkowała. Czytając opinie w internecie na temat tej nietypowej kołysanki miałam bardzo mieszane uczucia, jedni chwalili, inni bardzo krytykowali( porównanie ilustracji z Kamasutrą przebiły wszystko;)) Jednak los sprawił, że mogliśmy się sami przekonać czy książka nam pasuje czy też nie…

A o czym to historia? O bliskości jaką daje karmienie piersią, o tym jaka wieź wytwarza się pomiędzy matką a dzieckiem od pierwszych chwil razem. My nie mieliśmy możliwości być razem od pierwszych chwil po porodzie, ale bardzo walczyliśmy o karmienie naturalne i mimo wielu trudów(przeszliśmy naprawdę wyboistą drogę) udało się. I to chyba najlepsza (póki co) z decyzji jaką podjęłam w stosunku do moich dzieci. 

Autorka nie zapomniała też o tacie: „(…)W nocy spaliśmy przytuleni, jedno obok drugiego, bliziutko taty(…)”.

Książka przeprowadza nas przez piękną opowieść o rodzicielstwie bliskości, o trudach każdego dnia razem. Pokazuje w cudowny sposób jak to każdą czynność matki potrafią wykonywać jednocześnie trzymając i karmiąc piersią swoje dziecko. Tomek bardzo lubi pytać w trakcie lektury czy my też tak robiliśmy i upewniać się, że też go nie odkładałam (co akurat było po prostu niemożliwe, bo był absolutnie nieodkładalnym dzieckiem). Pierś nie jest tylko barem mlecznym otwartym 24h na dobę, ale jest również pocieszeniem w trudnych chwilach dla dziecka, formą relaksu i odprężenia

Książka opowiada nawet o nauce jedzenia i stopniowym odstawianiu piersi,
aż do momentu gdy na dobranoc zamiast piersi mama opowiada bajkę.
 

Mnie urzekły również ilustracje, które są pięknie wykonane, przepełnione
miłością (to czułe spojrzenie matki), pewnego rodzaju zmysłowością i
czułością.

U nas ta książka ostatnio jest czytana kilka razy dziennie, prawie za każdym razem gdy karmię młodszego syna. Tomek z satysfakcją doszedł do wniosku, że on bardzo lubił pić mleczko z maminej piersiury, ale już jest duży i teraz Leon musi pić mleczko żeby też mógł tak szybko urosnąć i też być takim dużym chłopcem jak on.

Bardzo polecam dla wszystkich, którzy oczekują rodzeństwa dla swoich dzieci. U nas świetnie się sprawdziła!
Post powstał w ramach projektu: