"Brudne zabawy" sposób na jesienne popołudnie

Niestety, pogoda w Polsce jest kapryśna. Do tego okres jesiennej szarugi już się rozpoczął. W takiej sytuacji należy
uzbroić się w kilka gotowych pomysłów by zająć swoje szkraby. Dziś
przygotowałam zestawienie 5 naszych ulubionych „zabaw brudzących”, które
potrafią zająć Tomskiego na długi czas.

Jednak lojalnie muszę uprzedzić…te wszystkie zabawy są
naprawdę brudzące… brudzące dziecko, towarzysza zabawy i całe otoczenie…więc
rodzica czeka podwójna robota: przygotowanie, które nie zajmuje wiele czasu
oraz sprzątanie po całej zabawie, które może zająć więcej czasu, ale przecież
czego się nie robi dla dzieciaków.

Te wszystkie substancje łączy jedna bardzo ważna cecha –
wszystkie składniki są ogólnie dostępne i przeważnie każdy z nas ma je w domu. 
Zapraszam do przeżycia tej przygody wraz z nami!

Ciecz nienewtonowska

Składniki:
– mąka ziemniaczana;
– woda;
– ewentualnie barwnik.
Wykonanie jest bardzo proste. W zależności od ilości jaką
chcemy uzyskać mieszamy wodę z mąką w takiej proporcji by powstała ciecz dała
się ugnieść w kulkę i unieść w górę.
Ciecz nienewtonowska 
daje wiele możliwości zabawy i sprzyja eksperymentowaniu.  Jej magiczna siła to twardnienie pod wpływem
nacisku.  Można dmuchać by powstały fale,
 uderzać w taflę pięścią lub młotkiem,
robić bąbelki, ugniatać, unosić i patrzeć jak przelewa się między palcami.
Sprawia wiele frajdy, a w dzieciakach budzi naturę fizyka.

Magiczny śnieg

Śnieg w domu, który się nie roztapia?
O, tak to możliwe.
Składniki:
– pianka do golenia;
– mąka ziemniaczana.
Dokładnych proporcji nie podaję gdyż znowu wszystko zależy
od ilości jakie chcemy uzyskać. 
Mieszając te dwa składniki należy obserwować  jak masa wygląda. Na początek polecam użycia
ok 1/3 opakowania pianki do golenia i ok 20-25g mąki, by się przekonać jaką
konsystencję powinna mieć masa. Śnieg musi się lepić, a pod wpływem nacisku
rozpadać.  Świetnie się sprawdza do
lepienia wszelkiego rodzaju bałwanków, zwierzątek i innych fantazyjnych
postaci, jakie tylko nam przyjdą do głowy.

Ciastolina

Ta ciastolina wymaga trochę więcej zaangażowania ze strony
rodziców.  Należy ją ugotować.
Składniki:

– 2 szklanki mąki;
– 2 szklanki ciepłej wody;
– 1 szklanka soli;
– 2 łyżki oleju;
– 1 łyżka proszku do pieczenia (lub kamienia winnego);
– barwniki spożywcze/naturalne(sok z malin, marchwi,  jagód, kurkuma, burak, szpinak, kora dębu,
płatki róż).
Wszystkie składniki należy wymieszać i gotować na wolnym
ogniu ciągle mieszając aż do uzyskania jednolitej kuli.  Następnie zdjąć z ognia, odczekać aż
ciastolina wystygnie i ugniatać dotąd aż stanie się miękka, nie kleista.
Masę można przechowywać w woreczku strunowym.
Jest to jedna z „najczystszych” propozycji w dzisiejszym
zestawieniu.

Malowanie farbami

Malowanie farbami to jedna z najpopularniejszych zabaw.
Tomski uwielbia. Zwłaszcza, że rzadko używamy pędzelków, a najczęściej Tomek
używa swoich paluszków, całych dłoni, łokci, stóp itd. Po naszym malowaniu
farbami większość okolicy jest do umycia, nie wspominając o Tomku, który jest
do wyszorowania cały. Sama na sobie się przekonałam, że każdorazowe kupowanie
farb jest bardzo nieekonomiczne gdyż schodzą one u nas w ilościach hurtowych.
Dlatego polecam farby domowe, które każdy może przygotować sam tworząc piękne
kolory. Do tego farby są nietoksyczne i bezpieczne już dla najmłodszych adeptów
sztuki.  Można przechowywać w lodówce
przez ok. tydzień. 
Składniki:
– 1 łyżeczka sody oczyszczonej;
– 5 łyżeczek mąki ziemniaczanej;
– pół szklanki ciepłej wody;
– barwniki spożywcze.

Mąkę i sodę wymieszać z wodą. Następnie rozlać do małych
pojemniczków i dodać barwniki. 
 Zabawa gotowa!

Kisiel

Kisiel to najprostsza zabawa do szybkiego zorganizowania gdy
nuda dopada nas w domu. Potrzebujemy dużo kisielu w proszku lub kisiel domowej
roboty.  Dodatkowy atut tej zabawy to
możliwość zjedzenia. Jest to świetna alternatywa dla najmłodszych dzieci, które
wszystko wkładają do buzi. Nie ma możliwości zatrucia czy zadławienia.
Przepis na domowy kisiel:
– 2 szklanki wody;
– 4 łyżki soku ( smak dowolnie wybrany wg własnych
upodobań);
– 2 łyżki cukru;
– 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej.
Pół szklanki wody zagotować 
z cukrem. Do pozostałej dodać mąkę ziemniaczaną i energicznie wymieszać.
Sok wlać do zagotowanej wody i po chwili dodać wodę z mąką. Mieszając doprowadzić
do zagotowania. 

Zapraszam do zabawy. 

Gwarantuję zachwyt dzieci  i  chęć powrotów do zabaw wiele razy.

Ciecz nienewtonowska – świetna zabawa dla każdego

Fizyka dla najmłodszych

Ciecz nienewtonowska

Brudzimy się

Każdego Malucha interesuje świat, z wiekiem zadają coraz więcej pytań i domagają się coraz to ciekawszych zajęć. Co więcej i rodzice potrzebują nowych pomysłów na wspólne spędzanie czasu żeby równie dużo przyjemności czerpać z zabawy.
U nas popularne są zabawy różnymi masami, Tomek bardzo lubi odkrywać nowe konsystencje i badać wszystko swoimi łapkami. Długo zabieraliśmy się za przygotowanie cieszy nienewtonowskiej, ale gdy już raz spróbowaliśmy to bawiliśmy się w ten sposób już kilka razy. 

Czym jest ciecz nienewtonowska?
Ciecz ta pod wpływem nacisku zmienia swoje właściwości. Najczęściej zmienia się jej twardość. Jeśli przygotujemy odpowiednio dużo cieczy możemy nawet sprawdzić, że da się po niej chodzić. Należy jedynie pamiętać o odpowiedniej sile nacisku i szybkości poruszania się.
Jak wykonać ciecz nienewtonowską?
Przygotowanie jest banalnie proste. Potrzebujemy tylko dwóch składników oraz miski lub baseniku. Do miski wsypujemy mąkę ziemniaczaną i dolewamy wody. W trakcie dolewania wody cały czas mieszamy aż do momenty gdy nasza masa będzie miała konsystencję gęstej farby. Proporcje uzależnione są od ilości jaką chcemy uzyskać. 

Zabawa jest przednia. Gdy naciskamy ciesz staje się bardzo twarda, nie do ruszenia, natomiast gdy uda nam się nabrać na dłoń staje się coraz to bardziej płynna. Można ją przelewać, miętosić, ugniatać, próbować mieszać. Jest to świetne ćwiczenie dla małych rączek i dostarcza nam wielu doznań sensorycznych.

Sprzątanie również nie jest trudne…stosunkowo 😉 wystarczy trochę cierpliwości i przy pomocy dzieciaków nadal się bawiąc można posprzątać. My wykorzystywaliśmy szufelkę do nabierania cieczy znajdującej się na podłodze.
Zapraszamy do wspólnej zabawy!

Blisko(s)twory…podsumowanie ostatnich 3 tygodni

Co piątek dostajemy na skrzynkę pakiet materiałów do wykorzystania w zabawach z dziećmi. Blisko(s)twory bardzo pozytywnie nas motywują i pobudzają do kreatywnych działań. Dziś nadszedł czas na podsumowanie ostatnich trzech tygodni. Oto kilka zajawek z naszych poczynań:
I. Drzewo genealogiczne naszej rodziny: świetny sposób na wykonanie, czyli odbijamy dłonie pomalowane farbami, dorysowujemy pień i wklejamy zdjęcia naszych bliskich. proste i efektowne.

 II. Portret naszej rodziny:

Jestem pod wrażeniem naszych fryzur i oddania wszystkich istotnych szczegółów. Tata ma brodę, ciocia ma zawsze różowe usta, babcia ma żółte włosy (bo jest blondynką), a dziadek ma największy uśmiech, bo zawsze się do Tomka uśmiecha. Braciszek Leon i wujek mają oboje rude włosy i są obok siebie. Tylko ja mam jakąś specyficzna fryzurę..muszę się zastanowić nad tym jak widzi mnie mój syn;)

III. Tomek odrysował swoje ciało porównując sylwetkę ze zdjęciami ze swojej pierwszej encyklopedii „Ciało człowieka”
Tomski bawił się również w stylistę.

Ostatnim etapem zabawy było malowanie wnętrzności, Tomek jest bardzo zainteresowany procesem trawienia, więc z aptekarską dokładnością rysował drogę jedzonka. 

IV. Podczas naszych zabaw wyszliśmy też w teren. Rozpoczęliśmy od malowania kwiatów. Było puszczanie baniek mydlanych, poszukiwanie skarbów w piaskownicy oraz pokonywanie przeszkód na placu zabaw.

V. Ostatni tydzień opisywanych zmagań minął pod hasłem „pobrudźmy się!” 😉 
My wybraliśmy piankę do golenia plus kolorowe farbki. Było mieszanie kolorów, malowanie powstałą masą oraz rzeźbienie w piance, czyli masa doznań sensorycznych.

Zdecydowanie największa frajda to malowanie dłońmi…a nawet całymi rączkami…

…nawet łokcie i przedramiona brały udział w zabawie…

Na koniec było malowanie pędzli. Tomski użył swoich ulubionych kolorów. 
Póki co to tyle naszych zabaw. Z niecierpliwością czekamy na kolejne zadania do wykonania. Nasz „Blisko(s)tworowy album rodzinny” się rozrasta i będzie świetną pamiątką dla nas, rodziców, ale i dla Tomka gdy dorośnie. Będzie miał wspaniałą porcję wspomnień.

Na temat projektu pisałam już tu i tu.

Zapraszam do wspólnej zabawy!

Zmysłowe walentynki z 2,5 latkiem + matematyka dla smyka

Walentynki

Dbamy o zmysły

Matematyka

14.lutego  – Walentynki – Święto Zakochanych…obchodzicie? My jakoś niespecjalnie, ale dziś postanowiliśmy zadbać o nasze zmysły. Może również zechcecie pobawić się w taki sposób ze swoimi dziećmi. Gwarantuję uśmiech na twarzach Smyków;)
Zrobiliśmy rozeznanie po mieszkaniu i poszukaliśmy interesujących materiałów do zabawy w kolorze czerwonym lub pochodnym. Co Tomek wybrał?

 

  • czerwone kryształki;
  • czerwone zakrętki;
  • czerwone wstążki;
  • czerwone słomki;
  • kolorowy makaron w kształcie zwierzątek;
  • kaszę perłową;
  • czarne kuleczki żelowe;
  • czerwoną masę z sody oczyszczonej;
  • czerwoną foremkę „serduszkową”;
  • czerwone silikonowe serce;
  • silikonowe foremki na babeczki;
  • talerzyk, miseczkę, widelec, łyżeczkę, nożyk w kolorze różowym.

Czerwona masa sensoryczna*: 

  • 1 szklanka mąki ziemniaczanej;
  • 210 g sody oczyszczonej;
  • 1,5 szklanki wody;
  • barwnik spożywczy(my użyliśmy farbki do jajek);
  • olejek zapachowy( u nas migdałowy);

Sodę i mąkę wsypujemy do garnka i mieszamy. Dodajemy wodę, barwnik oraz aromat i gotujemy, ciągle mieszając. Gdy masa zgęstnieje i zacznie odchodzić od garnka, wyłączamy gaz i raz jeszcze dokładnie mieszamy by nie pozostawić grudek. Zagniatamy i gotowe.

*przepis na masę zaczerpnięty ze strony Kreatywny Maks

Masę przełożyliśmy do silikonowej foremki w kształcie serca i Tomek już sam bardzo dobrze wiedział, co dalej z nią robić.

Masa była delikatna/aksamitna w dotyku, pachnąca, ale też trzeba była włożyć trochę wysiłku by urwać jej kawałek.
Maluch kroił nożykiem na mniejsze kawałki po czym tworzył kule, walce itp…
W efekcie końcowym ponabijał słomki i rozpoczął produkcję walentynkowych lizaków.
Oczywiście nie mogło zabraknąć wycinania foremkami. Z okazji Walentynek królowały serca i ukochane przez Tomka gwiazdy.
Walentynkowa matematyka:
Przygotowaliśmy sobie kartoniki z cyframi od 1 – 5. Każdą cyfrę wypełniliśmy innym materiałem. Wykorzystaliśmy śliską, błyszczącą wstążeczkę, szeleszczące sreberko, gąbkę, mazak oraz kawałek czerwonego filcu.
Zabawę rozpoczęliśmy od podotykania każdej cyferki i głośnego powtarzania co to za cyfra. 
Gdy Tomek kilka razy powtórzył to ćwiczenie postanowiliśmy wskoczyć na wyższy poziom i z zasłoniętymi oczyma Tomek dotykał ponownie cyferek. Próbując zgadywać co to za cyfra, ale to było najprawdziwsze zgadywanie i głownie radość sprawiało mówienie czy to czego dotyka jest miękkie, szorstkie, gładkie czy przyjemne. Nie wspominając już o tym jakie emocje wzbudza robienie czegokolwiek z zasłoniętymi oczyma;)

Przyszła kolej na liczenie. Kolejno dopasowywaliśmy nasze materiały do cyferek:
Na pierwszy ogień poszły czerwone kryształki, które bardzo spodobały się Maluchowi i  z lubością dotykał je/macał/patrzył pod światło. 
Druga tura dopasowań poszła Tomkowi szybciej. Wybrał sobie 1- lizak własnej produkcji, 2 – czerwone zakrętki, 3 – kryształki. Oczywiście dopasowywał do 5, ale jakoś zdjęcie nam się nie ostało 😉
Zabawa w Kopciuszka:
Ostatni etap naszej zabawy i trwający zdecydowanie najdłużej, bo do wieczora. Maluch cały czas kontynuował swoje zajęcie, a przed snem przygotował sobie wszystko na rano.
Wszystkie elementy przygotowane na początku zabawy Tomski wrzucił do miski i zamieszał…by potem z pieczołowitością wybierać i rozdzielać poszczególne części do osobnych miseczek. 
Było również gotowanie zupy i przyrządzanie babeczek z fikuśnymi wykończeniami. 
Zdecydowanie taka zabawa w przesypywanie, mieszanie i kombinowanie to coś, co 2,5 letnie Maluchy kręci.
Kulki żelowe były wilgotne, miękkie i świetnie się odbijały gdy się je podrzuciło.
Kryształki miały nieregularne, gładkie kształty z „ostrymi” krawędziami i świetnie odbijały światło – pobudzaliśmy też wzrok.
Wstążeczki – gładkie i płaskie – Tomek stosował je do wykończenia swoich dzieł.
Kasza była najdrobniejsza i spełniała role „posypki”.
Zakrętki – okrągłe i chropowate – małe talerzyki dla dinozaurów – Tomek podawał w nich miniaturowe porcje swoich dań figurkom. 
Słomki – podłużne, śliskie – jako patyczki do wbijania w masę oraz Maluch próbował również przesypywać przez nie kaszę.
Jak widzicie pomysłów na zastosowanie tych kilku elementów jest szerokie. W większości wszystkie zostały wymyślone przez Tomskiego, który spontanicznie wymyślał sobie jak się bawić i co jeszcze można z tym zrobić.