Ile śniegu zmieści bombka?

Fun Snow

Zabawka eksperyment

Fununiveristy

Fununiversity
Wyprodukuj sobie sztuczny śnieg!

Ile śniegu zmieści bombka? Zastanawialiście się kiedyś? U nas padło to pytanie podczas ubierania choinki. „Mamo, a ile śniegu mogłoby się zmieścić do takiej bombki?” Przypadek chciał, że akurat w swoich „zbiorach” miałam małe pudełeczko z odpowiednim eksperymentem. Bez ogródek przystąpiliśmy do sprawdzenia zagadki. (więcej…)

„Było sobie życie” Złota kolekcja bajek dla dzieci obchodzi 30-ste urodziny!

Było sobie życie

Złota kolekcja HD

„Sprawić, by dzieci chciały wiedzieć, obudzić w nich ciekawość. Uwierzyć, że rozumieją więcej, niż wydaje się dorosłym…”

Albert Barillé

Bycie rodzicami stawia przed nami każdego dnia nowe wyzwania. Codziennie rozwiązujemy miliony małych i dużych problemów. Odpowiadamy na tysiące pytań. Z czasem pytania stają się coraz bardziej zaawansowane. Jeśli jeszcze dodatkowo dziecko w pewnym momencie zaczyna odkrywać swoje ciało i interesuje się wszystkim, co dotyczy działania ludzkiego ciała to bywa, że podstawowa wiedza rodziców może być nie wystarczająca. I co wtedy zrobić by nie rozczarować Malucha? A no wtedy należy posiłkować się gotowym kompendium wiedzy, przygotowanym specjalnie dla dzieci.

 

Od tego wszystko się zaczęło…

Taki właśnie pomysł wpadł do głowy Panu Albertowi Barillé, który zdając sobie sprawę z naturalnej ciekawości światem dzieci i doceniając ich „małe rozumki” postanowił stworzyć dla nich bajki, które będą wartością same w sobie. Widząc jak chętnie dzieci oglądają bajki i jak łakną wiedzy wymyślił cykl bajek na temat ludzkiego ciała. Dał Maluchom narzędzia, dzięki którym mogą odkrywać świat, rozbudzać pasje i rozwijać się.

Tym o to sposobem od 30 lat dzieciaki na całym świecie oglądają pasjonujące historie na temat mechanizmów zachodzących w ludzkim ciele. O, tak! Od 30 lat! Ja również byłam bardzo zdziwiona gdy dotarło do mnie, że te kultowe bajki, które towarzyszyły mi w dzieciństwie mają dokładnie tyle lat, co ja.

Stare historie w nowym wydaniu

Od wczoraj każdy pasjonat wiedzy może cieszyć się tym dobrodziejstwem w jeszcze lepszej jakości. Wydawnictwo Hippocampus postanowiło wznowić wydanie w wersji hd. Pakiet „Złota kolekcja” zawiera 6 płyt, czyli 26 odcinków – ponad 10 godzin filmów. Nowa jakość naprawdę robi wrażenie. Wraz z mężem siedzieliśmy wpatrzeni w ekran tv nie wierząc własnym oczom, że to Ci sami bohaterowie z naszego dzieciństwa. Odbyliśmy podróż sentymentalną. Tomek siedział równie wpatrzony. Niekiedy tylko zadawał pytania gdy nie wszystko było dla niego jasne, ale że akurat jesteśmy w trakcie wielkiego chorowania i Tomka dopadło bardzo bolesne zapalenie ucha odcinek na ten temat był obowiązkowy.

Zobaczcie jaka różnica:

http://https://www.youtube.com/watch?v=OI8gp1nsgfs

Z okazji wydania Złotej kolekcji zorganizowane będą spotkania z Mistrzem w salonach Empik w Warszawie:
  • 18 marca w godz. 12-18 w Empik Galeria Mokotów
  • 25 marca w godz. 12-18 w Empik Blue City
  • 8 kwietnia w godz. 15.30-18.00 w Instytucie Francuskim

W programie : wspólne rozgrywki planszowe, spotkanie z Mistrzem, wyjątkowe nagrody.

Leoś jest jeszcze malutkim chłopcem, ale i jego uwadze nie umknęło to, co oglądamy. On jako pasjonat muzyki z nieskrywaną przyjemnością zasłuchał się w „Odzie do życia”, którą skomponował Michel Legrand.

Kolekcja dostępna od 15.marca w salonach Empik w cenie regularnej 99,90zł. Polecam serdecznie wszystkim, którzy podobnie jak ja wychowała się na tych kultowych bajkach oraz tym, którzy chcą obdarować dzieci solidną dawką wiedzy ukrytą w pełnej humoru bajce. Zapewne bajka rozbudzi ciekawość anatomią i ciałem człowieka.

Zawartość płyt:

DVD 1 DVD 2 DVD 3
  1. Planeta komórek
  2. Narodziny
  3. Białe krwinki
  4. Szpik kostny
  1. Krew
  2. Płytki krwi
  3. Serce
  4. Układ oddechowy
  1. Mózg
  2. Neurony
  3. Oko
  4. Ucho
DVD 4 DVD 5 DVD 6
  1. Skóra
  2. Jama ustna
  3. Trawienie
  4. Wątroba
  1. Nerki
  2. Układ limfatyczny
  3. Szkielet
  4. Mięśnie i tkanka tłuszczowa
  5. Wojny z toksynami
  1. Szczepienie
  2. Hormony
  3. Łańcuch pokarmowy
  4. Nocna zmiana
  5. Życie toczy się dalej

(więcej…)

#Przeczytaj&podaj dalej…Książka dla dzieci, dzięki której Maluchy pokochają czytanie na całe życie.

Dziś wpis wyjątkowy i pierwszy taki u mnie, czyli wpis gościnny. Udostępniam swoje miejsce w sieci trzem kobietom, matkom, autorką blogów. Swoimi wypowiedziami otwierają one dyskusje na temat jakże bliski idei grupy „Przeczytaj&podaj dalej”, czyli jakie książki wybrać by nasze dzieci pokochały czytanie na całe życie. W końcu w dzieciństwie wszystko się zaczyna…
http://antyterrorystka.blogspot.com/
Matka Antyterrorystka – Gosia Jurasz 
Chcąc ułatwić sobie zadanie, poprosiłam córkę o
pomoc. Pytając o ulubioną książeczkę, z dość pokaźnego zbioru, liczyłam, że
wskaże mi tę najbardziej ulubioną i o niej będę pisać.
Dziecko moje sprawy nie ułatwiło. Młoda
spojrzała na mnie, później na regał i powiedziała, że wszystkie książki jakie
ma, są jej ukochanymi.
Nie powiem, że zadanie należało do łatwych.
Uwielbiam wyzwania i podjęłam się poszukiwania, pozycji, które zachęcą maluchy
do czytania.
Wiem, że miała to być jedna książka. Nie dałam
jednak rady i będzie ich więcej 😉
Pierwszą serią książek są…
Przygody przesympatycznej Kici Koci.
Książeczki przeznaczone są dla dzieci w wieku
2-6 lat.
Opowieści o przygodach kotki, uczą i bawią. W
przystępny sposób przekazują najmłodszym zasady obowiązujące w społeczeństwie,
ostrzegają przed zagrożeniami i podpowiadają jak zachowywać się w określonych
sytuacjach.
Kicia Kocia, jej rodzina i przyjaciele
przeżywają wiele wspaniałych przygód. Poznają strażaka, policjanta. Bawią się
na placu zabaw, jadą na wieś, robią zakupy, sprzątają, gotują itp.
Kotkę poznałyśmy już dawno, ale bardzo często
do niej zaglądamy. Jestem pewna, że wielu maluchom przypadnie ona do gustu.
Druga seria to…
Opowieści o Basi i jej rodzinie.
Książkę poznałyśmy dzięki programowi „Czytanie
przed spaniem” na TVP ABC.
Słuchałyśmy z Młodą opowieści o dziewczynce,
która uczęszcza do przedszkola, ma dwóch braci, rodziców i żółwia. Każdego dnia
przezywa mnóstwo przygód. Nie zawsze zachowuje się tak jak powinna. Często
pakuje się w tarapaty. Basia ma bardzo mądrych rodziców, którzy uczą swoje
dzieci prawidłowego funkcjonowania w domu, szkole, sklepie, na podwórku.
Czytają książki, wspólnie bawią się, wyjeżdżają na wakacje.
Rodzice jak każdy z nas, miewają swoje gorsze
dni. Dzieci raz to rozumieją, innym razem się buntują. Każdy pojawiający się
problem jest wspólnie rozwiązywany.
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do
książek. Powodem były ilustracje, które są dość specyficzne. Widząc jednak
zachwyt córki i ja się przekonałam ( w końcu to ma być książka dla dziecka , a
nie dla dorosłego).
Książki wypożyczałyśmy z biblioteki. Córka z
niecierpliwością czekała na dostępność kolejnych egzemplarzy. W końcu do
naszych zbiorów dołączyły „Wielkie Księgi Przygód Basi”. Mimo tego, że znamy
już wszystkie na pamięć, często do nich zaglądamy i razem z bohaterami świetnie
się bawimy.
Mam nadzieję, że moja wypowiedź pomoże wybrać
rodzicom odpowiednie książeczki dla dzieci.
Powiem w sekrecie, że jeżeli
nie macie pewności, czy maluchowi dany tytuł przypadnie do gustu- zajrzyjcie do
biblioteki, wypożyczcie interesującą Was książkę. Ja tak robię i Młoda nie ma
na półce nietrafionych prezentów.
 
 
 
 
http://poligon-domowy.blogspot.com/
 
Poligon domowy 
Katarzyna Bieńkowska

Zaczęłam czytać szybko, więc nie jest to moja
pierwsza książka, ale do dziś ją pamiętam i jestem pewna, że jej wartości są
ponadczasowe, a historia wciągnie każdego! Chodzi, oczywiście, o „Dzieci z
Bullerbyn”… Przyznacie chyba, że każdy chciał mieć takich przyjaciół,
spać na sianie i chodzić po drzewach. Wspólne podwórko i miliony pomysłów na
minutę. Ah! Jak chciałam bawić się z nimi!
Pamiętam do dziś, że sama książka była dla mnie
wyzwaniem – wypożyczona z miejskiej biblioteki, w twardej oprawie, ładnie
ilustrowana no i gruba! Takie tomiszcze w moich drobnych dziecięcych rączkach.
Pękałam z dumy, że ja – taka mała – sama czytam wieczorami książkę i to jeszcze
na głos młodszej siostrze!
To było jakieś 20 lat temu, więc już nie
pamiętam wszystkich przygód, nawet niektórych imion nie potrafię sobie
przypomnieć, ale wykorzystywałam ich sposoby na przykład na wyrywanie zębów… 😉
Za to do dziś pamiętam tę magię jaka mi
towarzyszyła, kiedy czytałam tę książkę. Myślę, że to tytuł, który spodoba się
każdemu dziecku!
http://www.matkapuchatka.pl/
Matka Puchatka – Marzena Gaczoł
Przyznaję, że dłuższą chwilę zajęło mi wybranie
takiej książki, która miałaby szansę otworzyć przed dzieckiem magiczny świat
literatury. Na szczęście z pomocą przybyła moja córa, która nie wahała się ani
trochę i od razu wskazała ten jeden, najważniejszy dla niej tytuł. Wydaje mi
się, że w każdym maluchu można zaszczepić miłość do czytania, jeśli jej treść
będzie współgrała z dziecięcymi marzeniami czy zainteresowaniami. U nas jest to
historia o zwierzętach, do której wracamy często i z przyjemnością…
Trzecie słowo, które
padło z ust mojej córki, to „kotek”. Właśnie wtedy stało się oczywiste, że
dziecko zaraziło się od nas miłością do zwierzaków. Uwielbienie dla wszystkich
stworzonek szybko postępowało – Ewa opiekowała się każdym napotkanym ślimakiem,
z determinacją broniła wszystkich zauważonych żuczków, które niechybnie
zginęłyby pod podeszwą buta, na widok barwnych motyli czy burych ciem piszczała
z zachwytu, z przyjemnością oddawała się głaskaniu i karmieniu
naszych domowych towarzyszy…
Poszliśmy za ciosem!
Półeczka z książkami szybko zaczęła się uginać pod ciężarem barwnych czytadeł,
które pękały w szwach od wymyślnych ilustracji. Piękne wydania i niesamowite
historie nie przykuwały jednak uwagi mojego dziecka na dłużej… Miłość do
zwierzaków kwitła w najlepsze, a zainteresowanie książkami powoli gasło. Do
czasu! Kiedy znalazłam w kartonie stare wydanie Doktora Dolittle i jego zwierząt autorstwa Hugha Loftinga, Ewa
przepadła bez reszty. W książce (w naszym wydaniu) nie ma żadnego obrazka,
jednak historia tego niezwykłego weterynarza obroniła się sama.
Wydaje mi się, że
większość z Was kojarzy przygody doktora, który posiadł niesamowity dar –
potrafił rozmawiać ze zwierzętami. Nie marzyło Wam się kiedyś, żeby chociaż
przez krótką chwilę być jak Dolittle? Nie chcieliście podsłuchać, o czym prawią
wiewiórki, co leży na sercu polnym myszkom, jakie sny miewa Wasz piesek?
Podejrzewam, że każde dziecko ma w sobie – choćby przez moment – takie małe
marzenie, a większość dorosłych wciąż ma w sobie coś z dziecka… Opowieść
o niezwykłym doktorze szybko zdobyła serce mojej córki i wcale jej się nie
dziwię, bo jako mała dziewczynka, też uwielbiam tę historię. Dzisiaj patrzę na
nią trochę inaczej… To już nie tylko ciekawa i pełna przygód opowieść o
zwierzakach, ale dużo ciepła, zrozumienia i bezinteresowności. Ta książka uczy
szacunku do nawet najmniejszego zwierzątka, ale też do drugiego człowieka, przy
czym jest pozytywna, mądra i budująca. Jak patrzy na nią moje dziecko? Z uporem
twierdzi, że będzie weterynarzem, jak doktor Dolittle, i wiecie, tego jej
życzę, nawet jeśli nie posiądzie tej magicznej zdolności, która wyróżniała
głównego bohatera.

I jak podobają się Wam propozycje dziewczyn? Czy Waszym zdaniem te książki mogą rozkochać w sobie małych czytelników? A może macie swoje typy, które u Was się sprawdziły?

Zapraszam do dyskusji!

U nas już dziś wieczorem pierwsze lektury najmłodszego członka naszej rodziny. Leon zaprasza:)
Autorką całego zamieszania jest Magdalena Erbel, autorka bloga Save the Magic Moments. Dziewczyna odwala kawał dobrej roboty: promuje czytelnictwo, zachęca do dyskusji, organizuje wymiany książkowe, zrzesza wokół siebie grono zakręconych osób, które nieustająco odczuwają głód książkowy:)

#dziecko na warsztat…zmysły

#dziecko na warsztat…temat dowolny

Badamy zmysły

Patrzymy, słuchamy, dotykamy, wąchamy, smakujemy

 

Wielkimi krokami nadszedł czerwiec – ostatni miesiąc projektu #dziecko na warsztat. Było to 10 miesięcy pełnych wyzwań i nowych doświadczeń – dla mnie jako „mamy blogującej” oraz dla Tomskiego, który jako jeden z najmłodszych uczestników projektu musiał wiele razy stawić czoła tematom, które były dla niego jeszcze całkowitą abstrakcją;) Jednak procentuje to do dziś, gdyż pierwszy temat – astronomia – wtedy był czarną magią, a zainteresowanie rośnie do dziś i ciągle planety oraz ziemia są na topie.

Czerwiec to temat dowolny – postawiliśmy na zmysły. Bohaterem tego warsztatu jest już nie tylko Tomek, ale i Leon (3 – miesięczny), który zmysłami poznaje świat.
Rozpoczęliśmy od rozmowy: co to są zmysły i do czego są nam potrzebne. Tomek z małą podpowiedzią „Pierwszej Encyklopedii Ciało Człowieka” wymieniał zmysły i zastanawiał się do czego służą. Tak o to doszliśmy do wniosku, że mamy 5 zmysłów:

źródło

I. Oczy służą do patrzenia!

II. Uszy służą do słuchania!

III. Dłonie służą do dotykania!

IV. Nos służy do wąchania!

V. Język służy do smakowania! 

Wykonaliśmy szereg zabaw, które pozwoliły nam doświadczyć poszczególnych zmysłów. Niejednokrotnie okazywało się podczas zabawy, że równocześnie zaangażowanych jest kilka zmysłów, co bardzo dziwiło Tomka i zastanawiało.

I. Oczy służą do patrzenia!

Wszyscy wiedzą, że wzrok należy kształcić od urodzenia. Maluszki na początku swojego życia widzą niewiele i dlatego najłatwiejsze dla nich są do dostrzeżenia kontrasty. Jako, że Leon niedawno skończył trzy miesiące niemal od powrotu ze szpitala oglądamy sobie „karty kontrastowe na sznureczku” CzuCzu oraz książeczki przeznaczone dla maluszków.

Pierwsze pozycje w biblioteczce Najmłodszego.

Prawdziwym hitem jest rozkładana, długa książeczka dla najmłodszych, która jest świetnym motywatorem do podnoszenia główki podczas leżenia na brzuszku. Oprócz strony kontrastowej na odwrocie mamy kolorowe obrazki dla nieco starszego dziecka, która jest pełna szczegółów do wyszukiwania i motywuje do wymyślania historii.
Ostatnią pozycją w biblioteczce Leona jest książeczka materiałowa pełna przeróżnych niespodzianek. Ma otwierane okienka, wystające elementy. Zastosowane materiały o różnych fakturach mają pobudzać zmysł dotyku, niektóre strony szeleszczą, inne jeszcze mają ukrytą piszczałkę, a bohaterami są zabawne zwierzątka. Ona wzbudza zdecydowanie bardzo wiele emocji u Najmłodszego.

Tomski, natomiast,  uwielbia książeczki wszelkiego rodzaju. Z wyszukiwankami, które pobudzają wzrok jest również za Pan brat od dawien dawna. Czołową pozycją tego typu, niezmiennie od dwóch lat, jest Kajtuś. Jest to typowa kartonówka z zadaniem: znajdź i policz.

Jest lato, więc i najchętniej oglądana strona to Kajtuś na basenie.

Pokazywaliśmy też już na blogu trudniejszą książeczkę „detektywistyczną” pt.: „Gdzie jest pingwin?”(więcej tutaj). W tym wypadku należy już się porządnie skupić i wytężyć wzrok żeby odnaleźć rozbrykane pingwiny:

Jedną z ulubionych historii do wytężania wzroku jest również osławiony już przez wszystkich „Rok w lesie”. Tomek przeważnie do śledzenia wybiera szopa pracza:

 

II. Uszy służą do słuchania! 

Dzieciaki od pierwszych chwil życia reagują na głos matki, który znają już z życia płodowego. Leonidas najżywiej od powrotu ze szpitala do domu reagował na Tomskiego. Gdy usłyszy gdzieś tylko starszego brata to śmieje się w głos i  za wszelką cenę próbuje się odwrócić w jego kierunku.
Zabawę w słuchanie rozpoczęliśmy od wychwytywania najcichszych odgłosów w domu. Nasłuchiwaliśmy kapiących kropli wody odkręcając kran coraz mocniej aż do maksymalnego odkręcenia, co skojarzyło się Tomkowi z odgłosem wodospadu;) Słuchaliśmy „muzyki blokowiska”, a to sąsiad coś głośniej powiedział, a to drzwi trzasnęły, skądś dobiegał płacz dziecka czy dźwięk domofonu. Świetną okazją do wsłuchiwania się jest spacer. Możemy posłuchać śpiewu ptaków, szeleszczącego wiatru, latających w oddali samolotów i jeżdżących samochodów.
Na spacerze zorganizowaliśmy sobie również konkurs: zgadnij co słyszę. Za pomocą pytań pomocniczych Maluch musiał odgadnąć na czym skupiam uwagę i czego nasłuchuję. Była kupa śmiechu i dobrej zabawy(im starsze dziecko tym zabawa ciekawsza), polecamy!
Od słuchania śpiewu ptaków (na którym się nie znam i nie za bardzo potrafiłam odpowiedzieć wyczerpująco, który ptaszek jak śpiewa) przeszliśmy do słuchania realnych odgłosów zwierząt. Tutaj nieodzowną pomocą była mapa „Zwierzęta świata”.

Tomek włączał poszczególne zwierzątka, a ja i Leon mieliśmy za zadanie odgadnąć jakie to zwierzę. Niesamowitą radość dziecku sprawia „pomyłka” mamy i obowiązek wytłumaczenia, co to za zwierzę oraz naśladowanie ulubieńców.

Gra na wszelkiego rodzaju instrumentach to jedna z podstaw kształcenia słuchu. U nas póki co tylko organki, grające przeróżne melodie, ale coraz częściej Maluch zaskakuje swoimi umiejętnościami muzycznymi, więc będziemy musieli pokombinować jak to wykorzystać;)


Jedna z ostatnich naszych zabawach „słuchowych”: Tomek wybrał sobie kilka przedmiotów, poznał dźwięki jakie wydają, a potem stojąc tyłem, skupiając uwagę tylko na słuchaniu zgadywał czym poruszyłam. Ćwiczyliśmy też sekwencje zbudowane z dźwięku. Np. butelka z ryżem x1 potrząśnięcie, klik lampki i grzechotka x 2 – całkiem sprawnie Tomkowi wychodziło powtarzanie usłyszanych „melodii”.

Podobnie bawimy się z Leonem. Maluszek leży na brzuszku, ma przed sobą porozkładane grzechotki. Zabieramy jedną i grzechotamy np. z lewej strony, Leon musi odwrócić główkę w stronę skąd pochodzi dźwięk. Jest to dla niego świetna zabawa i ćwiczenie przy którym nie tylko wyostrza słuch, ale też trenuje swoje mięśnie brzucha, plecków oraz szyjki, nad którymi musimy pracować.

III. Dłonie służą do dotykania!

Dotyk to jeden z najważniejszych zmysłów. Jest to jeden z pierwszych zmysłów, który się rozwija. Niemowlęta aż ok 80% bodźców ze świata odbierają za pomocą zmysłu dotyku.

Zacznijmy od „Twarzy sensorycznej”:

 
Przygotowaliśmy różne przedmioty o zróżnicowanym kształcie, strukturze i wielkości. Były to m.in.: muszelki, kamienie, pompony, druciki kreatywne, słomki, makarony, fasola, watki i przystąpiliśmy do działania. Tym sposobem powstał nam „Pan” z rączkami Tomskiego:

Bawiliśmy się też materiałami o różnej fakturze. Tomek łączył w pary te same kawałki materiału. Najpierw wspomagając się oczami, a później gdy już zaznajomił się ze strukturą poszczególnych skrawków z zamkniętymi oczami dopasowywał te same elementy.

Dotyk stymulujemy też za pomocą przeróżnych mas i substancji, które Tomek uwielbia. M.in. bawiliśmy się w tym miesiącu:

– pianka do golenia plus farbki plus rączki…ubaw po pachy – dosłownie;)

– ciecz nienewtonowska to tylko dwa składniki: mąka ziemniaczana i woda. Pisaliśmy o tym tutaj.

Ciesz nienewtonowska
– nieodzowne malowanie paluszkami i stópkami:

Graliśmy również w dotykowe memo, o którym pisaliśmy już kiedyś tutaj😉 Wbrew pozorom to memo jest twardym orzechem do zgryzienia nawet dla dorosłej osoby:

 

IV – V. Nos służy do wąchania! Język służy do smakowania!

I tutaj zaczynają się problemy…ponieważ Tomski absolutnie nie chce próbować nowych smaków. Żadnym sposobem nie można go namówić żeby choć musnął językiem czegoś nowego. Przez swoje niejedzenie ma bardzo ograniczony repertuar smaków i liczyłam na jakiś postęp dzięki zabawom, ale niestety…chyba trzeba jeszcze czasu…
Najpierw Tomek wąchał. Opowiadał co jak pachnie i rozpoznawał składniki po zapachu. Kolejnym krokiem było smakowanie. Jak widać na zdjęciu cytryna została wyssana, bo o dziwo akurat cytrynę Tomski bardzo lubi i im kwaśniejsza tym bardziej mu smakuje. Rozmawialiśmy sobie też o tym co jest ostre, słodkie, gorzkie…ale to już była czysto teoretyczna dyskusja, bo na praktykę póki co nie ma szans.

Ciekawostką dla Tomka był obrazek języka z zaznaczonymi strefami odpowiedzialnymi za odczuwanie poszczególnych smaków. Przeanalizował to szczegółowo i stwierdził, że KIEDYŚ wypróbuje to na sobie, ale JESZCZE NIE JEST NA TO GOTOWY – no i jak tutaj dyskutować? pozostaje mi tylko czekać na jego gotowość;)
 

Obrazek pobrany z internetu. Niestety zapodziało mi się źródło. Jeśli ktoś wie kto jest autorem, proszę o informację wtedy z chęcią zamieszczę odpowiedni link do autora.

Leon uwielbia poznawać nowe smaki, wkłada do buzi wszystko. Uwielbia ssać swoje rączki i zabawki – dzięki czemu poznaje świat na swój sposób. Cały się trzęsie gdy widzi łyżeczkę z kropelkami i (o, zgrozo!) ze smakiem zlizuje lekarstwo na kolki. To daje mi nadzieję, że gdy wkrótce zaczniemy rozszerzać dietę Najmłodszego z większą ochotą będzie próbował nowych smaków oraz będzie zajadał się wszystkimi pysznościami, które z chęcią mu przygotuję.

Na koniec prosta butelka sensoryczna, którą Tomek przygotował  dla brata. Do plastikowej butelki po wodzie Tomski nasypał ryż oraz kilka małych zabawek. Leon stara się turlać butelkę, ogląda zawartość i bardzo głośno się śmieje gdy z ryżu wyłoni się któraś z zabawek. Ochoczo reaguje też na dźwięk przesypywanego ryżu. W odróżnieniu od niektórych zabawek dziecięcych jest to bardzo przyjemne dla ucha. Natomiast Tomek bawi się w detektywa i „odszukuje ukryty skarb” 😉

To na tyle naszych czerwcowych poczynań. Było wesoło i kolorowo. Tomek poznał kilka nowych zagadnień, inne sobie powtórzył, a przede wszystkim dobrze się bawił. Cieszy mnie, że do naszych zabaw pomalutku dołącza się Najmłodszy nasz Leon i tak ochoczo reaguje na nasze propozycje spędzania wspólnie czasu.

Zapraszam do odwiedzenia innych uczestniczek projektu. Jestem bardzo ciekawa, co wymyśliły inne mamusie i dziękuję za wspólną zabawę przez ostatnie 10 miesięcy:)

Wakacyjne piątki z eksperymentami #1

Wakacje

Eksperymenty

* wędrujące dżdżownice

*wędrująca niebieska woda 

Nadszedł czas wakacji, a my bawimy się nadal. Nie boimy się żadnych wyzwań dlatego bierzemy udział w nowym pomyśle na urozmaicenie czasu:  WAKACYJNE PIĄTKI Z EKSPERYMENTAMI. Od 1.lipca br co piątek będziemy publikować nasze eksperymenty. Zapraszamy do wspólnej zabawy!

WĘDRUJĄCE DŻDŻOWNICE

Potrzebujemy:

– żelatynę bezsmakową;
– foremkę;
– wrzący sok;
– słomki do napojów;
– łyżkę.

  Żelatynę wsypujemy do miseczki i zalewamy 2/3 szklanki wrzącego soku. Dokładnie mieszamy.

Zanurzamy słomki, tak by napełniły się miksturą.

.

Jeśli słomki wypływają obciążamy je czymś, u nas to były małe łyżeczki. Wkładamy całość do lodówki.

Po kilku godzinach można wyjąć słomki, umieścić je na blacie i za pomocą wałka wyciskać nasze gąsienice. Im dłużej były w lodówce tym są bardziej wytrzymałe.Można się nawet pokusić o spróbowanie dżdżownic – satysfakcja gwarantowana!

Dlaczego wędrujące dżdżownice? Ponieważ z wielką gracją wypełzają ze swoich bezpiecznych domków – słomek. Jest to świetny pomysł na atrakcję podczas spotkania dzieci z przyjaciółmi, Proste, bezpieczne i wywołujące wiele emocji. Dla odważnych – świetna przekąska;)

Dla starszych dzieci: można podgrzewać gąsienice, ponownie mrozić, dodawać żelatyny i obserwować co się dzieje. Sprzyja wprowadzaniu pojęcia cząsteczek, polimerów, układów koloidalnych(zwanych żelem).


WĘDRUJĄCA NIEBIESKA WODA
Potrzebujemy:
 – wieczko od słoika;
– wodę;
– barwnik(im ciemniejszy tym lepszy);
– plastikową koszulkę na dokumenty;
– nożyczki;
– dwa spinacze;
– białą kartkę papieru.
Wieczko napełniamy woda po brzegi i dodajemy barwnik.Koszulkę przecinamy wzdłuż.
Koszulki zwijamy razem w tubkę i spinamy spinaczami oba końce. Tubkę stawiamy we wieczku pionowo. By było łatwiej obserwować wspinaczkę wody wewnątrz powstałej tubki umieszczamy kartkę.
Kartkę wkładamy tak by dotykała ścianek tubki, ale nie dosięgała do powierzchni wody.
Miłego obserwowania!
Sytuacja jaką obserwujemy to zjawisko kapilarne. Woda lepi się do powierzchni określonych substancji(adhezja), jeśli powierzchnia substancji jest odpowiednio duża, woda przeciwstawia się grawitacji i wędruje w górę.
*Inspiracją była książka pt: „Pamiętaj, chemiku mały…” wyd. Jedność dla dzieci
Już wkrótce zapraszamy na następne eksperymenty!