10 urodziny Świnki Peppy

10 urodziny Świnki Peppy

Jubileuszowa Złota Księga Świnki Peppy „Urodzinowe historie”

Media Service Zawada

Kto nie zna małej, różowej świnki? Peppę i jej rodzinkę chyba zna każde dziecko! U nas szał na Peppę trwał bardzo długo. Tomek był oddanym fanem i właściwie do dziś chętnie posłucha historyjki czy obejrzy bajkę z rodziną świnek w roli głównej. Pierwszym magazynem, który Tomciu kupował był właśnie ten ze Świnką Peppą i z wielkim zaskoczeniem chciałabym Wam dziś opowiedzieć, że w tym roku magazyn obchodzi jubileusz! To już 10 lat odkąd pojawił się pierwszy numer w kioskach. Z tej okazji wydawnictwo Media Service Zawada zorganizowało wiele konkursów i atrakcji dla najmłodszych. Zobaczcie sami! (więcej…)

Książeczki Bajeczki

Kolekcja

Książeczki Bajeczki

Książeczki Bajeczki: Stacyjkowo, Świnka Peppa, Rycerz Mike, Tupcio Chrupcio

Kto zna te książeczki ręka w górę! Zdecydowanie są to jedne z najbardziej popularnych książeczek dla dzieci. Na dodatek są to serie ulubionych bajek dzieciaków. Znacie? U nas są bardzo pożądane! (więcej…)

Świnka Peppa – konkurs – nadrabiamy zaległości

Świnka Peppa

Zabawy  w błocie

konkurs magazynu „Świnka Peppa”

Tomek pała szaloną, niezmienną miłością od bardzo długiego już czasu do Peppy…a właściwie bardziej do Georga, z którym się utożsamia(moja interpretacja jego fascynacji)…Co miesiąc kupujemy magazyn Świnki Peppy, który przegląda wiele razy i ciągle do niego wraca. Gdy pewnego razu oglądał gazetkę w oko wpadł mu zestaw „Statek dziadka Świnki”, okazało się, że akurat między innymi ten zestaw jest do wygrania w konkursie organizowanym przez pismo.
http://www.maskotkowo.pl/index.php?p5394,zestaw-figurek-swinka-peppa-statek-dziadka-swinki

W końcu postanowiliśmy wziąć udział w konkursie. Tematem były „Zabawy w błocie Świnki Peppy”. Ze względu na młody wiek Tomskiego musiałam pokombinować jaką pracę może wykonać żeby była jego prawie samodzielnym dziełem, a jednak efektownym;)

W ruch poszły farby, liście zebrane na spacerze oraz waciki kosmetyczne…

Pierwszym zadaniem było pomalowanie liści i poodbijanie ich na czarnej kartce. Maluch malować farbami bardzo lubi, więc sprawiło mu to wiele frajdy. Przy okazji pomalował/zamalował kilka obrazków, które akurat znalazły się pod jego ręką;)

W następnej kolejności przyszła pora na pomalowanie wacików kosmetycznych na brązowo, żółto, czerwono, zielono…miały symbolizować błotko;) To okazało się prawdziwym wyzwaniem, ponieważ musieliśmy chwilę zaczekać żeby nasze waciki przeschły, a wiemy już wszyscy, że cierpliwość nie jest naszą mocną stroną.
Jeden wacik, pomalowany na żółty intensywny kolor, został pięknym jesiennym słońcem przyklejonym w rogu naszego obrazka. Wyschnięte waciki Tomek ponaklejał na dole strony, dodał też kilka liści…
Przyszła pora na próbę generalną…Peppa i Georg wykorzystali moment i „potaplali się” w błotku gdy tylko odwróciłam głowę…wszystko zadziałało, bo figurki miały piękne „błotne” kolory na sobie, co sprawiło wiele radości Maluchowi.
Po zabawie Tomek wkleił jeszcze tekturowe postaci Peppy i Georga, opisaliśmy obrazek, włożyliśmy do zaadresowanej koperty i list został wysłany. Z niecierpliwością czekamy na wyniki konkursu, które zbliżają się się wielkimi krokami (wyniki 10.stycznia w nowym numerze). Mamy świadomość(ja i Tata Malucha), że szanse mamy niewielkie pewnie;) ale Tomek czeka i ciągle marzy o statku dziadka Świnki:) co najważniejsze – tworząc bardzo dobrze się bawił i spędził przyjemnie czas, a to w końcu najważniejsze! 🙂

Dziecko na warsztat – podróże kosmiczne małe i duże

Wariacje kosmiczne

Dziecko na warsztat

ASTRONOMIA

Organizatorki projektu #Dziecko na warsztat postawiły przed nami ogromne wyzwanie. Sporo czasu zajęło mi wykombinowanie jak zainteresować dwulatka tak odległym i abstrakcyjnym dla niego jeszcze tematem jakim jest astronomia.
Próbowaliśmy pooglądać filmiki o kosmosie i planetach, ale nie wzbudziło to zainteresowania. Albumy i książki również przegrywały z ukochanym Kajtusiem, Maszą czy Tulletem…więc pozostało pójście śladem ulubieńców syna…Na pierwszy ogień poszła Peppa i jej podróż kosmiczna, to zdecydowanie wzbudziło zachwyt. Z obejrzenia bajki pozostało wspomnienie rakiety kosmicznej…
…więc zajęliśmy się zrobieniem swojej rakiety…w rakiecie nie mógł siedzieć nikt inny jak Peppa z bratem świnką…
Do wykonania naszej rakiety potrzebowaliśmy dużą butelkę po wodzie mineralnej, tekturkę, folię aluminiową, papier kolorowy samoprzylepny, rolkę z papieru toaletowego oraz taśmę klejącą.
Pracy nie było dużo, a radości bardzo wiele.

Jako dopełnienie tematu rakiety i podróży w kosmos układaliśmy mini puzzle znalezione w internecie:

Swego czasu gdy wracaliśmy wieczorem do mieszkania bardzo dokładnie oglądaliśmy niebo. Akurat bardzo ładnie było widać księżyc i gwiazdy. Od tego czasu bardzo intensywnie Tomek zaczął zauważać wszędzie gwiazdy i księżyce. Stało się to tematem numer 1 podczas zabaw modeliną. 
Stworzył nieskończoną ilość prac, gdzie tematem przewodnim są księżyce i gwiazdy. Nasze niebo nie jest takim zwykłym niebem, ponieważ po tym niebie jeżdżą też samochody i są domki gwiazdek, bo „gwiazdy muszą mieć dom i spać jak jest dzień”. Uświadomiło mi to jak mocno zakorzenione ma, że każdy musi mieć swój dom, swoje łóżko i swoich rodziców. Taki must have mojego syna. 
W trakcie naszych rozważań o gwiazdach i księżycach  nie mogło zabraknąć dyskusji o tym co robimy w dzień, a co w nocy. Co robi słońce, a co księżyc…które zwierzęta polują nocą, a które są aktywne tylko w dzień. Od tamtej dyskusji gdy syn zauważy, że na polu zrobiło się ciemno najważniejszym zadaniem jest sprawdzenie czy jest już księżyc i ile jest gwiazd na niebie oraz stwierdzenie, że teraz rozpoczynają polowanie sowy oraz budzą się nietoperze 😉
W uporządkowaniu dnia i nocy pomogły nam obrazki znalezione w internecie:
Idąc tym tropem wycięłam słońce, księżyc, chmurki oraz gwiazdy, przykleiliśmy oczka, rzepy i Tomek układał sobie na swojej „tablicy filcowej” swoje konfiguracje. 
Udało się przemycić  też minimalną ilość matematyki. Mianowicie na czterech gwiazdkach przykleiliśmy oczka, kolejno jedno, dwa, trzy i cztery. Pod gwiazdkami z oczkami Tomek przyczepiał odpowiednią ilość białych gwiazdek, a później dopasowywaliśmy (ale to już na podłodze) odpowiednią ilość wybranych przedmiotów. To zadanie sprawiło mu chyba najwięcej frajdy 😉
Dużo czasu poświęciliśmy na „dyskusje” o ufoludkach. Jakie mają oczy, jakie mają kolory, uszy, włosy itd td…Tomek oglądał wiele obrazków ufoludków i wybierał te, które najbardziej przypadły mu do gustu. Tutaj pomocna dla mnie okazała się bardzo teczka dwulatka „Kosmiczne Przedszkole” składająca się z zeszytu z zadaniami oraz kolorowego bloku plastycznego wypełnionego po brzegi przeróżnymi formami aktywności dla Malucha. 
Budował swojego ufoludka – przyklejał oczy, nos oraz usta.
Tworzył domek ufoludka z magicznymi drzwiami, w których po otwarciu naszym oczom ukazywał się zielony kosmita.
Przyklejał babeczki na talerz fioletowego Ufoludka.
Mój mały Picasso kolorujący z wielkim rozmachem. Akurat na zdjęciu trzyma pisak w lewej rączce, bo prawa była już bardzo zmęczona…
Przy okazji pracy nad tym warsztatem Tomek poznał nową czynność jaką jest wycinanie. Dostał swoje pierwsze nożyczki i z wielkim zaangażowaniem usiłował wycinać. Bardzo dzielnie próbował prawidłowo chwycić nożyczki i „coś” pociąć. Wyglądało to czasami bardzo ko(s)micznie. Przeważnie udawało mu się troszkę nadciąć papier, a resztę targał sobie paluszkami i duma go rozpierała gdy z jednego kawałka papieru nagle powstawały dwa. Całe szczęście przewidziałam zaangażowanie potomka w wycinanie planet i przezornie wydrukowałam dwa komplety 😉
Gdy już zakończyliśmy wycinanki przeszliśmy do przyczepiania naszych planet na „filcowej tablicy” w pokoju Malucha i efekt mu się podobał, jednak po krótkiej chwili zdecydował, że te planety nie są w jego typie i postanowił je wszystkie zdjąć,  a zostawić sobie swoje słońce, księżyc, chmurki oraz gwiazdki do liczenia. Cóż, planety będą na tzw. „zaś”.
Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie wykorzystali tematu również w naszym wspólnym pichceniu. Mieliśmy trzy desery w planach: ciasto – ufo, kosmiczne sushi oraz babeczki – latające spodki.
  • Na pierwszy ogień poszło ciasto. Przepis pochodzi ze zbiorów Anastazji Pustelnik „100 nowych ciast siostry Anastazji”. Składa się z kakaowego biszkoptu, masy budyniowej, owoców oraz kolorowej galaretki. We wnętrzu ciasta zatopione są nasze latające pojazdy kosmiczne, czyli okrągłe biszkopty sklejone warstwą powideł(to było zadanie specjalne Tomka, sprawdził się doskonale i jako pożeracz biszkoptów i jako smarowacz;)). Ciasto jest wbrew pozorom lekkie i wcale nie takie słodkie jak mogłoby się wydawać, a wszystko za sprawą biszkoptu z dużą ilością kakao. Tutaj zabawy było co niemiara, ponieważ Tomek jest fanem zajęć kuchennych i zawsze bardzo chętnie pomaga mi (albo chociaż asystuje i podaje) w gotowaniu i pieczeniu ciast. Miksowanie jest jego konikiem 😉
  • W naszym drugim pomyśle deserowo-kosmicznym również wykorzystaliśmy galaretkę, tym razem zieloną, ryż ugotowany na słodko oraz dżem porzeczkowy. Wszystko efektownie połączone w zgrabną całość i deser gotowy. Składników mało, wkład pracy w sumie też niewielki, ale jednak czas oczekiwania na zastygnięcie w kolejnych etapach dłuższy niż przy zrobieniu ciasta.
  • Latające spodki to u nas kruche babeczki wypełnione masą jabłkową i zieloną galaretką przykryte pierzynką z bitej śmietany utwardzonej i zabarwionej galaretką. Przepis łatwy i godny polecenia,  a wrażenie robi ładne na stole. Kruche ciasto jest o tyle wdzięcznym narzędziem pracy, że wyrabianie możemy poświęcić Maluchom, a one na pewno chętnie się włączą, bo przecież to dla nich nic innego jak zabawa piaskiem kinetycznym czy masami wszelakiego rodzaju.

Czas naszych kosmicznych zajęć umilały nam piosenki związane z tematem. Słuchaliśmy sobie:
Śpiewających Brzdąców „Ufoludki”, Fasolek „Zielone Ufoludki”, zespołu Kosmokwaki „Ufoludek” oraz krótkiej piosenki o tytule „Rakieta na księżyc”.

To tyle naszych około astronomicznych poczynań, było skromnie jeśli chodzi o teorie, której nawet nie liznęliśmy, ale dużo praktycznych zajęć rozwijających skupienie, nowe umiejętności oraz kreatywne tworzenie. Dla mojego syna był to czas świetnej zabawy i na pewno jeszcze nie raz powtórzymy nasze zabawy z czasem rozwijając o informacje już stricte astronomiczne.
Zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii.
Warto również zajrzeć na blogi innych osób biorących udział w warsztatach, gdzie każdy znajdzie zapewne wiele inspirujących pomysłów na zapoznanie dziecka z tym kosmiczno – astronomicznym tematem! 😉

Świnka Peppa – antropomorficzna świnka – najlepsza przyjaciółka najmłodszych

Nasze gry i zabawy

z rodzinką Peppy

Rodziny świnki Peppy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest tata – architekt, mama – Pani strażak, Peppa (jak na moje oko około 4-letnia „dziewczynka”) oraz Georg- najmłodszy w rodzinie. 
U nas ta wesoła rodzinka żyje bardzo często w domu z Lego Duplo wraz z ludzikami wiodąc dosyć harmonijne wspólne życie 😉 Jak przedstawia się podział obowiązków wg mojego syna? Mama Świnka gotuje/sprząta/czyta dzieciom bajki, tata Świnka śpi albo „robi mniami”, natomiast dzieci jak to dzieci mają różne zajęcia…akurat na zdjęciu były zajęte wieczorną toaletą… Peppa się kąpała, a Georg „robił siii”. Te gumowe figurki towarzyszą nam od Świąt Wielkanocnych, jeżdżą z nami na wycieczki, śpią z synem i zajmują bardzo mocną pozycje wśród wielu innych zabawek.
 Wraz z figurkami zajączek przyniósł w prezencie grę planszową Peppa. Jest to „planszówka”, ale nie taka typowa tekturowa, a jest to rodzaj cienkiej ceraty o wymiarach 1m x 1m po rozłożeniu na podłodze. Pola wypełnione są postaciami z bajki. Rozpoczynamy rozgrywkę z Peppą jadącą na rowerze, a naszym celem jest dotarcie do domu Świnek. Po drodze możemy trafić na zjeżdżalnie, po których zjeżdżamy w dół i w ten sposób cofamy się oraz drabiny, po których wspinamy się wyżej i szybciej mamy szanse dotrzeć do domu.
Czym gramy? Gramy pionkami – krążkami zrobionymi z twardszej pianki z podobiznami poszczególnych członków rodziny, a rzucamy kostką, która również jest „miękko-twarda” oraz duża, więc elementy gry są bezpieczne nawet dla dwulatka. 
Jedynym minusem, który chciałabym tutaj poruszyć jest śliska powierzchnia planszy do gry. Materiał, z którego jest wykonana mógłby być grubszy i od spodu podklejony żeby gra nie ślizgała się po podłodze. Mój syn najchętniej siedzi na środku podczas gry i się kręci czy chodzi po niej razem z pionkami. Przez to gra często się „zwija” i bardzo łatwo zgina, co widać na zdjęciu, że już co nie co przeszła 😉
Ciekawą pozycją na rynku wydawniczym z Peppą sa zeszyty z serii bawię się, czytam, buduję. Z czego składa się jeden zeszyt? 
Jest to kilka stron zadań i zagadek do rozwiązania dla najmłodszych, kartonowe elementy do wypchania paluszkami, które po odpowiednim zagięciu można ustawić sobie i stworzyć coś w stylu teatrzyku oraz książeczka do samodzielnego skonstruowania.

Zadania są na tyle proste, że dwulatek z satysfakcją sobie poradzi i będzie miał dużo przyjemności z użytkowania tej książeczki.

Wielu z Was zapewne zna również serię książeczek z półeczki. Co je wyróżnia? Dla nas jest to wygodna rączka, w którą zaopatrzona jest książeczka. Tomek bardzo lubi w ten sposób przenosić książeczki i mieć je często ze sobą. Ilustracje są duże, wyraźne, a tekstu jest niewiele. Są to krótkie historyjki opowiadające o przygodach ulubieńców.

Częstym gościem jest u nas też magazyn Peppa, choć co do jakości prezentów, które kuszą najmłodszych oraz treści pozostawiają wiele do życzenia. 
Lubimy również często poukładać sobie karty z naszą dzisiejszą bohaterką. Jest to szczególnie lubiana rozrywka ponieważ talia składa się z kart z podobiznami poszczególnych rodzinek z bajki. I tak możemy ułożyć m.in. rodzinę kucyków, zebr czy słoni…a tutaj to już zawsze tworzą się historyjki kto z kim się bawi, o czym rozmawiają i co lubią robić.
 Uwielbiamy puzzle…mamy całkiem sporą kolekcję już i oczywiście nie mogło zabraknąć Peppy. Syn ma szczególną zdolność wypatrywania w każdym możliwym sklepie wszystkiego co jest z Georgem i tak najczęściej wychodzimy z jakimiś nowymi puzzlami. Pierwszymi puzzlami były ramkowe, 15-elementowe i te bardzo polecam, bo są bardzo wygodne do układania i zajmują fenomenalnie mało miejsca jeśli chodzi o przechowywanie.

I jeszcze dwie propozycje puzzli. Pierwsze małe, zgrabne, wersja podróżna. Dwa obrazki, jeden łatwiejszy i drugi trudniejszy. Elementy są małe i tutaj dwulatek potrzebuje trochę pomocy. Natomiast drugie są o tyle interesujące, że mają jedną magiczną właściwość…po ułożeniu obrazka (scena z przedszkola) w pasku po prawej stronie mamy czarne punkty obok których namalowane są elementy z obrazka. Do czego to służy? do czarów…dziecko ma potrzeć paluszkiem punkt i pod wpływem ciepła pojawia się cyferka, naszym zadaniem jest znalezienie tylu przedmiotów ile wskazuje cyfra przy obrazku. Dużo zabawy i fajnie wspomaga naukę liczenia dla początkujących.

A dzięki czemu nasz syn w pewnym momencie, po dwóch latach spania z rodzicami, postanowił wyprowadzić się do swojego pokoju? nowe łóżko z kocykiem, pościelą i poduszeczką z Georgem – kosmonautą. Radości nie było końca, co więcej przez pewien czas nikt oprócz niego nie mógł siadać na łóżeczku przykrytym kocykiem z domkiem oraz rodzeństwem bawiącym się piłką. Każdej nocy towarzyszy mu również maskotka Georga, który trzyma dinozaura, a na tle poduszki z podobizną najmłodszej świnki jest ledwo widoczny na zdjęciu.


Szaleństwo peppowe trwa już długo, a kolejne odcinki bajki choć znane mu już na pamięć nadal są chętnie oglądane i niecierpliwie wyczekiwane. 
Gadżetów jest cała masa, co mają Wasze dzieci? 
Lubią Peppę i jej wesołą rodzinkę?
Zapraszam do podzielenia się swoją opinią!