#DnW…zabawy z folią w roli głównej

Dziecko na Warsztat

temat miesiąca: Folia

Ach, co to był za miesiąc…tematem była folia. Plan miałam przygotowany już dawno temu. Jakoś od początku gdy przeczytałam materiał przewodni wiedziałam, co chcę zrobić. ALE…plan planem, a dzieciaki swoje…z mojego idealnie zaplanowanego planu wyszedł twórczy chaos, który dał wiele radości dzieciakom, a mniej sąsiadom, którzy byli skazani na słuchanie pisków, krzyków i wybuchów śmiechu. Plan nie został zrealizowany do końca. Ale przecież najważniejsze by dzieci były usatysfakcjonowane:)
Obecnie gdy przejrzałam 100 zdjęć, które zrobiłam im podczas zabawy stwierdzam, że po prostu miałam im dać materiały, a resztę zrobili już sami. Kto by pomyślał, że folia natchnie ich tak bardzo.
Ach..i zdjęcia są bardzo „specyficzne”, byli bardzo trudni do uchwycenia 😀

(więcej…)

#wakacyjne piątki z eksperymentami…puchnące farby

Motylek dla Babci

Puchnące farby domowej produkcji

Puchnące farby – motylek dla Babci
Jak to bywa z wakacjami – wakacje rozleniwiają, pobudzają do wyjazdów i ciągłego przesiadywania na zewnątrz, dlatego też mimo wielkich planów trochę zostawiliśmy w tyle nasze eksperymentowanie. Jednak dziś pogoda zmotywowała nas do wcześniejszego powrotu do domu i oto przedstawiam efekty: rosnące/puchnące farby 3d!
Do przygotowania tych magicznych farb potrzebujemy:
– filiżankę mąki;
– 3 łyżeczki proszku do pieczenia;
 – 1 łyżeczkę soli;
– wodę – u nas było to ok pół filiżanki;
– farby/barwniki.
Mąka z proszkiem do pieczenia to podstawa farb rosnących pod wpływem ciepła.
W pierwszej kolejności Tomski wymieszał mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i dodając po łyżeczce wodę mieszał miksturę. W tym momencie zaczęła już dziać się magia gdyż z zainteresowaniem Tomek zauważył, że po każdej porcji wody mąka rośnie i „buzuje”.
Rosnąca mąka – puchnące farby.
Po uzyskaniu efektu „gęstego ciasta na naleśniki” nadeszła odpowiednia chwila by rozdzielić mieszankę do 4 filiżanek i kolejno dodawać barwniki. Można tutaj użyć farbek do jajek, barwników spożywczych, czy tak jak my farb plakatowych w tubkach.
Puchnąca farba już gotowa do zabawy!
Rozprowadzać farbe można na kilka sposobów, np. najbardziej popularnym rozwiązaniem jest wykorzystanie woreczków foliowych i wyciskanie farby, można też użyć szprycy cukierniczej. Nam najlepiej sprawdził się łyżeczka do każdego koloru, grube pędzle i pomoc paluszków.
Tomek w akcji – puchnące farby.
Po zakończonym tworzeniu należy włożyć prace do mikrofalówki i je wysuszyć. U nas pierwszy obrazek się troszkę przypalił, zrobiło się dużo dymu i nie za ładnie pachniało, ale przy kolejnych już wiedzieliśmy żeby ustawić najniższą temperaturę i sprawdzać na bieżąco stan obrazków.
Gotowy obrazek, farby wysuszone.
Efekt końcowy bardzo się Tomkowi podobał. Farby „urosły”, stały się wypukłe i można było dotknąć, wbić paluszek, pomiętosić…wszystko to, co Maluch lubi najbardziej. 
By ułatwić sobie proces suszenia i by Tomek mógł być zaangażowany użyliśmy suszarki. Był to strzał w dziesiątkę! Tomski suszył i obserwował jak farby rosną na jego oczach.
Serdecznie zapraszamy do wspólnej zabawy!
Farby 3d sprawią wiele frajdy małym i dużym!
Wpis powstał w ramach projektu:
http://karolowamama.blogspot.com/2016/06/wakacyjne-piatki-z-eksperymentami.html

Czym zająć Malucha w deszczową pogodę?

Zabawy na deszczowy dzień 

Kisiel

doznania sensoryczne

Nadeszły długo oczekiwane wakacje. Dzieci większość czasu spędzają na dworze korzystając z pogody. Jednak bywają takie dni kiedy pada deszcz, a w domu powiewa nudą. Mam dla Was pomysł, który przegoni nudę – KISIEL. Młodsze i starsze dzieci będą zachwycone, a przy okazji nic nie zaszkodzi gdy trochę podjedzą;)
Czego potrzebujemy? 

  • miski;
  • łyżki do mieszania;
  • sitka;
  • lejka;
  • małych figurek do zanurzenia;
  • surowy ryż itp.;

 Proponuję przygotowanie większej ilości opakowań kisielu żeby zabawa mogła się ciekawie rozkręcić.

Tomek podszedł do nowej substancji z lekką doza ostrożności. Nie przekonywała go lepkość kisielu i wolał używać wszelkiego rodzaju mieszadeł.

Było przelewanie, zatapiania figurek, odmierzanie, mieszanie…

A na koniec Tomski dostał drugą miskę z czystą wodą. Jego zadaniem było wymycie wszystkiego z kisielu i osuszenie na ściereczce. Okazało się to taką samą atrakcją jak sama zabawa kisielem.

Polecam również dodanie do kisielu kasz/ryżu/koralików i co tylko wymyślicie – takie urozmaicenie na pewno spodoba się Waszym dzieciom.

Dobrej zabawy!

Ciecz nienewtonowska – świetna zabawa dla każdego

Fizyka dla najmłodszych

Ciecz nienewtonowska

Brudzimy się

Każdego Malucha interesuje świat, z wiekiem zadają coraz więcej pytań i domagają się coraz to ciekawszych zajęć. Co więcej i rodzice potrzebują nowych pomysłów na wspólne spędzanie czasu żeby równie dużo przyjemności czerpać z zabawy.
U nas popularne są zabawy różnymi masami, Tomek bardzo lubi odkrywać nowe konsystencje i badać wszystko swoimi łapkami. Długo zabieraliśmy się za przygotowanie cieszy nienewtonowskiej, ale gdy już raz spróbowaliśmy to bawiliśmy się w ten sposób już kilka razy. 

Czym jest ciecz nienewtonowska?
Ciecz ta pod wpływem nacisku zmienia swoje właściwości. Najczęściej zmienia się jej twardość. Jeśli przygotujemy odpowiednio dużo cieczy możemy nawet sprawdzić, że da się po niej chodzić. Należy jedynie pamiętać o odpowiedniej sile nacisku i szybkości poruszania się.
Jak wykonać ciecz nienewtonowską?
Przygotowanie jest banalnie proste. Potrzebujemy tylko dwóch składników oraz miski lub baseniku. Do miski wsypujemy mąkę ziemniaczaną i dolewamy wody. W trakcie dolewania wody cały czas mieszamy aż do momenty gdy nasza masa będzie miała konsystencję gęstej farby. Proporcje uzależnione są od ilości jaką chcemy uzyskać. 

Zabawa jest przednia. Gdy naciskamy ciesz staje się bardzo twarda, nie do ruszenia, natomiast gdy uda nam się nabrać na dłoń staje się coraz to bardziej płynna. Można ją przelewać, miętosić, ugniatać, próbować mieszać. Jest to świetne ćwiczenie dla małych rączek i dostarcza nam wielu doznań sensorycznych.

Sprzątanie również nie jest trudne…stosunkowo 😉 wystarczy trochę cierpliwości i przy pomocy dzieciaków nadal się bawiąc można posprzątać. My wykorzystywaliśmy szufelkę do nabierania cieczy znajdującej się na podłodze.
Zapraszamy do wspólnej zabawy!

Zmysłowe walentynki z 2,5 latkiem + matematyka dla smyka

Walentynki

Dbamy o zmysły

Matematyka

14.lutego  – Walentynki – Święto Zakochanych…obchodzicie? My jakoś niespecjalnie, ale dziś postanowiliśmy zadbać o nasze zmysły. Może również zechcecie pobawić się w taki sposób ze swoimi dziećmi. Gwarantuję uśmiech na twarzach Smyków;)
Zrobiliśmy rozeznanie po mieszkaniu i poszukaliśmy interesujących materiałów do zabawy w kolorze czerwonym lub pochodnym. Co Tomek wybrał?

 

  • czerwone kryształki;
  • czerwone zakrętki;
  • czerwone wstążki;
  • czerwone słomki;
  • kolorowy makaron w kształcie zwierzątek;
  • kaszę perłową;
  • czarne kuleczki żelowe;
  • czerwoną masę z sody oczyszczonej;
  • czerwoną foremkę „serduszkową”;
  • czerwone silikonowe serce;
  • silikonowe foremki na babeczki;
  • talerzyk, miseczkę, widelec, łyżeczkę, nożyk w kolorze różowym.

Czerwona masa sensoryczna*: 

  • 1 szklanka mąki ziemniaczanej;
  • 210 g sody oczyszczonej;
  • 1,5 szklanki wody;
  • barwnik spożywczy(my użyliśmy farbki do jajek);
  • olejek zapachowy( u nas migdałowy);

Sodę i mąkę wsypujemy do garnka i mieszamy. Dodajemy wodę, barwnik oraz aromat i gotujemy, ciągle mieszając. Gdy masa zgęstnieje i zacznie odchodzić od garnka, wyłączamy gaz i raz jeszcze dokładnie mieszamy by nie pozostawić grudek. Zagniatamy i gotowe.

*przepis na masę zaczerpnięty ze strony Kreatywny Maks

Masę przełożyliśmy do silikonowej foremki w kształcie serca i Tomek już sam bardzo dobrze wiedział, co dalej z nią robić.

Masa była delikatna/aksamitna w dotyku, pachnąca, ale też trzeba była włożyć trochę wysiłku by urwać jej kawałek.
Maluch kroił nożykiem na mniejsze kawałki po czym tworzył kule, walce itp…
W efekcie końcowym ponabijał słomki i rozpoczął produkcję walentynkowych lizaków.
Oczywiście nie mogło zabraknąć wycinania foremkami. Z okazji Walentynek królowały serca i ukochane przez Tomka gwiazdy.
Walentynkowa matematyka:
Przygotowaliśmy sobie kartoniki z cyframi od 1 – 5. Każdą cyfrę wypełniliśmy innym materiałem. Wykorzystaliśmy śliską, błyszczącą wstążeczkę, szeleszczące sreberko, gąbkę, mazak oraz kawałek czerwonego filcu.
Zabawę rozpoczęliśmy od podotykania każdej cyferki i głośnego powtarzania co to za cyfra. 
Gdy Tomek kilka razy powtórzył to ćwiczenie postanowiliśmy wskoczyć na wyższy poziom i z zasłoniętymi oczyma Tomek dotykał ponownie cyferek. Próbując zgadywać co to za cyfra, ale to było najprawdziwsze zgadywanie i głownie radość sprawiało mówienie czy to czego dotyka jest miękkie, szorstkie, gładkie czy przyjemne. Nie wspominając już o tym jakie emocje wzbudza robienie czegokolwiek z zasłoniętymi oczyma;)

Przyszła kolej na liczenie. Kolejno dopasowywaliśmy nasze materiały do cyferek:
Na pierwszy ogień poszły czerwone kryształki, które bardzo spodobały się Maluchowi i  z lubością dotykał je/macał/patrzył pod światło. 
Druga tura dopasowań poszła Tomkowi szybciej. Wybrał sobie 1- lizak własnej produkcji, 2 – czerwone zakrętki, 3 – kryształki. Oczywiście dopasowywał do 5, ale jakoś zdjęcie nam się nie ostało 😉
Zabawa w Kopciuszka:
Ostatni etap naszej zabawy i trwający zdecydowanie najdłużej, bo do wieczora. Maluch cały czas kontynuował swoje zajęcie, a przed snem przygotował sobie wszystko na rano.
Wszystkie elementy przygotowane na początku zabawy Tomski wrzucił do miski i zamieszał…by potem z pieczołowitością wybierać i rozdzielać poszczególne części do osobnych miseczek. 
Było również gotowanie zupy i przyrządzanie babeczek z fikuśnymi wykończeniami. 
Zdecydowanie taka zabawa w przesypywanie, mieszanie i kombinowanie to coś, co 2,5 letnie Maluchy kręci.
Kulki żelowe były wilgotne, miękkie i świetnie się odbijały gdy się je podrzuciło.
Kryształki miały nieregularne, gładkie kształty z „ostrymi” krawędziami i świetnie odbijały światło – pobudzaliśmy też wzrok.
Wstążeczki – gładkie i płaskie – Tomek stosował je do wykończenia swoich dzieł.
Kasza była najdrobniejsza i spełniała role „posypki”.
Zakrętki – okrągłe i chropowate – małe talerzyki dla dinozaurów – Tomek podawał w nich miniaturowe porcje swoich dań figurkom. 
Słomki – podłużne, śliskie – jako patyczki do wbijania w masę oraz Maluch próbował również przesypywać przez nie kaszę.
Jak widzicie pomysłów na zastosowanie tych kilku elementów jest szerokie. W większości wszystkie zostały wymyślone przez Tomskiego, który spontanicznie wymyślał sobie jak się bawić i co jeszcze można z tym zrobić.