Grajmy! Granna Bim bom

Granna

Bim bom

Grajmy!

Bim bom Granna

Półmetek wakacji za nami. Tomek zniecierpliwiony już odlicza dni do 1.września. W międzyczasie nie przestajemy grać i bawić się by uprzyjemnić sobie te dni. O tej grze myślałam już od dłuższego czasu i dobrze, że w nasze ręce wpadła dopiero teraz…wcześniej nie byłoby sensu. Jej potencjał zupełnie nie zostałby wykorzystany… (więcej…)

#dziecko na warsztat…zmysły

#dziecko na warsztat…temat dowolny

Badamy zmysły

Patrzymy, słuchamy, dotykamy, wąchamy, smakujemy

 

Wielkimi krokami nadszedł czerwiec – ostatni miesiąc projektu #dziecko na warsztat. Było to 10 miesięcy pełnych wyzwań i nowych doświadczeń – dla mnie jako „mamy blogującej” oraz dla Tomskiego, który jako jeden z najmłodszych uczestników projektu musiał wiele razy stawić czoła tematom, które były dla niego jeszcze całkowitą abstrakcją;) Jednak procentuje to do dziś, gdyż pierwszy temat – astronomia – wtedy był czarną magią, a zainteresowanie rośnie do dziś i ciągle planety oraz ziemia są na topie.

Czerwiec to temat dowolny – postawiliśmy na zmysły. Bohaterem tego warsztatu jest już nie tylko Tomek, ale i Leon (3 – miesięczny), który zmysłami poznaje świat.
Rozpoczęliśmy od rozmowy: co to są zmysły i do czego są nam potrzebne. Tomek z małą podpowiedzią „Pierwszej Encyklopedii Ciało Człowieka” wymieniał zmysły i zastanawiał się do czego służą. Tak o to doszliśmy do wniosku, że mamy 5 zmysłów:

źródło

I. Oczy służą do patrzenia!

II. Uszy służą do słuchania!

III. Dłonie służą do dotykania!

IV. Nos służy do wąchania!

V. Język służy do smakowania! 

Wykonaliśmy szereg zabaw, które pozwoliły nam doświadczyć poszczególnych zmysłów. Niejednokrotnie okazywało się podczas zabawy, że równocześnie zaangażowanych jest kilka zmysłów, co bardzo dziwiło Tomka i zastanawiało.

I. Oczy służą do patrzenia!

Wszyscy wiedzą, że wzrok należy kształcić od urodzenia. Maluszki na początku swojego życia widzą niewiele i dlatego najłatwiejsze dla nich są do dostrzeżenia kontrasty. Jako, że Leon niedawno skończył trzy miesiące niemal od powrotu ze szpitala oglądamy sobie „karty kontrastowe na sznureczku” CzuCzu oraz książeczki przeznaczone dla maluszków.

Pierwsze pozycje w biblioteczce Najmłodszego.

Prawdziwym hitem jest rozkładana, długa książeczka dla najmłodszych, która jest świetnym motywatorem do podnoszenia główki podczas leżenia na brzuszku. Oprócz strony kontrastowej na odwrocie mamy kolorowe obrazki dla nieco starszego dziecka, która jest pełna szczegółów do wyszukiwania i motywuje do wymyślania historii.
Ostatnią pozycją w biblioteczce Leona jest książeczka materiałowa pełna przeróżnych niespodzianek. Ma otwierane okienka, wystające elementy. Zastosowane materiały o różnych fakturach mają pobudzać zmysł dotyku, niektóre strony szeleszczą, inne jeszcze mają ukrytą piszczałkę, a bohaterami są zabawne zwierzątka. Ona wzbudza zdecydowanie bardzo wiele emocji u Najmłodszego.

Tomski, natomiast,  uwielbia książeczki wszelkiego rodzaju. Z wyszukiwankami, które pobudzają wzrok jest również za Pan brat od dawien dawna. Czołową pozycją tego typu, niezmiennie od dwóch lat, jest Kajtuś. Jest to typowa kartonówka z zadaniem: znajdź i policz.

Jest lato, więc i najchętniej oglądana strona to Kajtuś na basenie.

Pokazywaliśmy też już na blogu trudniejszą książeczkę „detektywistyczną” pt.: „Gdzie jest pingwin?”(więcej tutaj). W tym wypadku należy już się porządnie skupić i wytężyć wzrok żeby odnaleźć rozbrykane pingwiny:

Jedną z ulubionych historii do wytężania wzroku jest również osławiony już przez wszystkich „Rok w lesie”. Tomek przeważnie do śledzenia wybiera szopa pracza:

 

II. Uszy służą do słuchania! 

Dzieciaki od pierwszych chwil życia reagują na głos matki, który znają już z życia płodowego. Leonidas najżywiej od powrotu ze szpitala do domu reagował na Tomskiego. Gdy usłyszy gdzieś tylko starszego brata to śmieje się w głos i  za wszelką cenę próbuje się odwrócić w jego kierunku.
Zabawę w słuchanie rozpoczęliśmy od wychwytywania najcichszych odgłosów w domu. Nasłuchiwaliśmy kapiących kropli wody odkręcając kran coraz mocniej aż do maksymalnego odkręcenia, co skojarzyło się Tomkowi z odgłosem wodospadu;) Słuchaliśmy „muzyki blokowiska”, a to sąsiad coś głośniej powiedział, a to drzwi trzasnęły, skądś dobiegał płacz dziecka czy dźwięk domofonu. Świetną okazją do wsłuchiwania się jest spacer. Możemy posłuchać śpiewu ptaków, szeleszczącego wiatru, latających w oddali samolotów i jeżdżących samochodów.
Na spacerze zorganizowaliśmy sobie również konkurs: zgadnij co słyszę. Za pomocą pytań pomocniczych Maluch musiał odgadnąć na czym skupiam uwagę i czego nasłuchuję. Była kupa śmiechu i dobrej zabawy(im starsze dziecko tym zabawa ciekawsza), polecamy!
Od słuchania śpiewu ptaków (na którym się nie znam i nie za bardzo potrafiłam odpowiedzieć wyczerpująco, który ptaszek jak śpiewa) przeszliśmy do słuchania realnych odgłosów zwierząt. Tutaj nieodzowną pomocą była mapa „Zwierzęta świata”.

Tomek włączał poszczególne zwierzątka, a ja i Leon mieliśmy za zadanie odgadnąć jakie to zwierzę. Niesamowitą radość dziecku sprawia „pomyłka” mamy i obowiązek wytłumaczenia, co to za zwierzę oraz naśladowanie ulubieńców.

Gra na wszelkiego rodzaju instrumentach to jedna z podstaw kształcenia słuchu. U nas póki co tylko organki, grające przeróżne melodie, ale coraz częściej Maluch zaskakuje swoimi umiejętnościami muzycznymi, więc będziemy musieli pokombinować jak to wykorzystać;)


Jedna z ostatnich naszych zabawach „słuchowych”: Tomek wybrał sobie kilka przedmiotów, poznał dźwięki jakie wydają, a potem stojąc tyłem, skupiając uwagę tylko na słuchaniu zgadywał czym poruszyłam. Ćwiczyliśmy też sekwencje zbudowane z dźwięku. Np. butelka z ryżem x1 potrząśnięcie, klik lampki i grzechotka x 2 – całkiem sprawnie Tomkowi wychodziło powtarzanie usłyszanych „melodii”.

Podobnie bawimy się z Leonem. Maluszek leży na brzuszku, ma przed sobą porozkładane grzechotki. Zabieramy jedną i grzechotamy np. z lewej strony, Leon musi odwrócić główkę w stronę skąd pochodzi dźwięk. Jest to dla niego świetna zabawa i ćwiczenie przy którym nie tylko wyostrza słuch, ale też trenuje swoje mięśnie brzucha, plecków oraz szyjki, nad którymi musimy pracować.

III. Dłonie służą do dotykania!

Dotyk to jeden z najważniejszych zmysłów. Jest to jeden z pierwszych zmysłów, który się rozwija. Niemowlęta aż ok 80% bodźców ze świata odbierają za pomocą zmysłu dotyku.

Zacznijmy od „Twarzy sensorycznej”:

 
Przygotowaliśmy różne przedmioty o zróżnicowanym kształcie, strukturze i wielkości. Były to m.in.: muszelki, kamienie, pompony, druciki kreatywne, słomki, makarony, fasola, watki i przystąpiliśmy do działania. Tym sposobem powstał nam „Pan” z rączkami Tomskiego:

Bawiliśmy się też materiałami o różnej fakturze. Tomek łączył w pary te same kawałki materiału. Najpierw wspomagając się oczami, a później gdy już zaznajomił się ze strukturą poszczególnych skrawków z zamkniętymi oczami dopasowywał te same elementy.

Dotyk stymulujemy też za pomocą przeróżnych mas i substancji, które Tomek uwielbia. M.in. bawiliśmy się w tym miesiącu:

– pianka do golenia plus farbki plus rączki…ubaw po pachy – dosłownie;)

– ciecz nienewtonowska to tylko dwa składniki: mąka ziemniaczana i woda. Pisaliśmy o tym tutaj.

Ciesz nienewtonowska
– nieodzowne malowanie paluszkami i stópkami:

Graliśmy również w dotykowe memo, o którym pisaliśmy już kiedyś tutaj😉 Wbrew pozorom to memo jest twardym orzechem do zgryzienia nawet dla dorosłej osoby:

 

IV – V. Nos służy do wąchania! Język służy do smakowania!

I tutaj zaczynają się problemy…ponieważ Tomski absolutnie nie chce próbować nowych smaków. Żadnym sposobem nie można go namówić żeby choć musnął językiem czegoś nowego. Przez swoje niejedzenie ma bardzo ograniczony repertuar smaków i liczyłam na jakiś postęp dzięki zabawom, ale niestety…chyba trzeba jeszcze czasu…
Najpierw Tomek wąchał. Opowiadał co jak pachnie i rozpoznawał składniki po zapachu. Kolejnym krokiem było smakowanie. Jak widać na zdjęciu cytryna została wyssana, bo o dziwo akurat cytrynę Tomski bardzo lubi i im kwaśniejsza tym bardziej mu smakuje. Rozmawialiśmy sobie też o tym co jest ostre, słodkie, gorzkie…ale to już była czysto teoretyczna dyskusja, bo na praktykę póki co nie ma szans.

Ciekawostką dla Tomka był obrazek języka z zaznaczonymi strefami odpowiedzialnymi za odczuwanie poszczególnych smaków. Przeanalizował to szczegółowo i stwierdził, że KIEDYŚ wypróbuje to na sobie, ale JESZCZE NIE JEST NA TO GOTOWY – no i jak tutaj dyskutować? pozostaje mi tylko czekać na jego gotowość;)
 

Obrazek pobrany z internetu. Niestety zapodziało mi się źródło. Jeśli ktoś wie kto jest autorem, proszę o informację wtedy z chęcią zamieszczę odpowiedni link do autora.

Leon uwielbia poznawać nowe smaki, wkłada do buzi wszystko. Uwielbia ssać swoje rączki i zabawki – dzięki czemu poznaje świat na swój sposób. Cały się trzęsie gdy widzi łyżeczkę z kropelkami i (o, zgrozo!) ze smakiem zlizuje lekarstwo na kolki. To daje mi nadzieję, że gdy wkrótce zaczniemy rozszerzać dietę Najmłodszego z większą ochotą będzie próbował nowych smaków oraz będzie zajadał się wszystkimi pysznościami, które z chęcią mu przygotuję.

Na koniec prosta butelka sensoryczna, którą Tomek przygotował  dla brata. Do plastikowej butelki po wodzie Tomski nasypał ryż oraz kilka małych zabawek. Leon stara się turlać butelkę, ogląda zawartość i bardzo głośno się śmieje gdy z ryżu wyłoni się któraś z zabawek. Ochoczo reaguje też na dźwięk przesypywanego ryżu. W odróżnieniu od niektórych zabawek dziecięcych jest to bardzo przyjemne dla ucha. Natomiast Tomek bawi się w detektywa i „odszukuje ukryty skarb” 😉

To na tyle naszych czerwcowych poczynań. Było wesoło i kolorowo. Tomek poznał kilka nowych zagadnień, inne sobie powtórzył, a przede wszystkim dobrze się bawił. Cieszy mnie, że do naszych zabaw pomalutku dołącza się Najmłodszy nasz Leon i tak ochoczo reaguje na nasze propozycje spędzania wspólnie czasu.

Zapraszam do odwiedzenia innych uczestniczek projektu. Jestem bardzo ciekawa, co wymyśliły inne mamusie i dziękuję za wspólną zabawę przez ostatnie 10 miesięcy:)

Pachnące opowieści wyd. Olesiejuk

Wydawnictwo Olesiejuk

Rycerz Stopa

Księżniczka Malinowa

 Raffaella Bertagnolio

historie z zapachem w tle

W naszej kolekcji książek takich jeszcze nie mieliśmy. Wydawnictwo Olesiejuk wydało 4 części serii „Pachnących opowieści”. Na czym cały pomysł polega? Na kartach historii po potarciu wyznaczonych miejsc czujemy zapach. Jeden przyjemny, drugi wręcz przeciwnie.
Tomek dostał dwie książeczki z serii: „Księżniczkę Malinę” oraz „Rycerza Stopę” autorstwa  Raffaella Bertagnolio.
Książki są mniej więcej formatu a4, wydane w twardej oprawie z miękką gąbką.

Po potarciu zbroi czujemy okropny zapach cebuli.

Historia jest prosta…pewien rycerz nie lubił się myć i …śmierdział niemytymi stopami.  Wszyscy przed nim uciekali i w każdej walce, którą chciał stoczyć wygrywał ponieważ przeciwnicy poddawali się gdy tylko podjeżdżał na swoim rumaku.

Aż pewnego razu spotkał księżniczkę, w której zakochał się bez pamięci. Urocza panienka odwzajemniła to uczucie, ale…przez okropne przeziębienie, które ją dopadło nie czuła zapachu Rycerza.

Jednak choroba minęła, a smrodek Rycerza pozostał. Co zrobiła księżniczka gdy poczuła prawdziwy zapach swojego wybranka? Musicie przeczytać sami;)

Druga historia, „Księżniczka Malinowa” to klasyczna opowieść o pięknej księżniczce, na którą zostaje rzucona klątwa przez złą czarownicę.

Na początku księżniczka pięknie pachnie malinami, a na końcu historii okropnie śmierdzi cebulą.

Historie są proste, klasyczne i u nas sprawdziły się tylko podczas jednorazowego czytania. Szkoda też, że w każdej książeczce są tylko dwa zapachy, bo poznawanie zapachów stanowi największą frajdę.

Bardzo chętnie poznam inne publikacje dla dzieci, w których możemy wąchać i pobudzać zmysły, Podzielcie się swoimi odkryciami w komentarzu:)

Zmysłowe walentynki z 2,5 latkiem + matematyka dla smyka

Walentynki

Dbamy o zmysły

Matematyka

14.lutego  – Walentynki – Święto Zakochanych…obchodzicie? My jakoś niespecjalnie, ale dziś postanowiliśmy zadbać o nasze zmysły. Może również zechcecie pobawić się w taki sposób ze swoimi dziećmi. Gwarantuję uśmiech na twarzach Smyków;)
Zrobiliśmy rozeznanie po mieszkaniu i poszukaliśmy interesujących materiałów do zabawy w kolorze czerwonym lub pochodnym. Co Tomek wybrał?

 

  • czerwone kryształki;
  • czerwone zakrętki;
  • czerwone wstążki;
  • czerwone słomki;
  • kolorowy makaron w kształcie zwierzątek;
  • kaszę perłową;
  • czarne kuleczki żelowe;
  • czerwoną masę z sody oczyszczonej;
  • czerwoną foremkę „serduszkową”;
  • czerwone silikonowe serce;
  • silikonowe foremki na babeczki;
  • talerzyk, miseczkę, widelec, łyżeczkę, nożyk w kolorze różowym.

Czerwona masa sensoryczna*: 

  • 1 szklanka mąki ziemniaczanej;
  • 210 g sody oczyszczonej;
  • 1,5 szklanki wody;
  • barwnik spożywczy(my użyliśmy farbki do jajek);
  • olejek zapachowy( u nas migdałowy);

Sodę i mąkę wsypujemy do garnka i mieszamy. Dodajemy wodę, barwnik oraz aromat i gotujemy, ciągle mieszając. Gdy masa zgęstnieje i zacznie odchodzić od garnka, wyłączamy gaz i raz jeszcze dokładnie mieszamy by nie pozostawić grudek. Zagniatamy i gotowe.

*przepis na masę zaczerpnięty ze strony Kreatywny Maks

Masę przełożyliśmy do silikonowej foremki w kształcie serca i Tomek już sam bardzo dobrze wiedział, co dalej z nią robić.

Masa była delikatna/aksamitna w dotyku, pachnąca, ale też trzeba była włożyć trochę wysiłku by urwać jej kawałek.
Maluch kroił nożykiem na mniejsze kawałki po czym tworzył kule, walce itp…
W efekcie końcowym ponabijał słomki i rozpoczął produkcję walentynkowych lizaków.
Oczywiście nie mogło zabraknąć wycinania foremkami. Z okazji Walentynek królowały serca i ukochane przez Tomka gwiazdy.
Walentynkowa matematyka:
Przygotowaliśmy sobie kartoniki z cyframi od 1 – 5. Każdą cyfrę wypełniliśmy innym materiałem. Wykorzystaliśmy śliską, błyszczącą wstążeczkę, szeleszczące sreberko, gąbkę, mazak oraz kawałek czerwonego filcu.
Zabawę rozpoczęliśmy od podotykania każdej cyferki i głośnego powtarzania co to za cyfra. 
Gdy Tomek kilka razy powtórzył to ćwiczenie postanowiliśmy wskoczyć na wyższy poziom i z zasłoniętymi oczyma Tomek dotykał ponownie cyferek. Próbując zgadywać co to za cyfra, ale to było najprawdziwsze zgadywanie i głownie radość sprawiało mówienie czy to czego dotyka jest miękkie, szorstkie, gładkie czy przyjemne. Nie wspominając już o tym jakie emocje wzbudza robienie czegokolwiek z zasłoniętymi oczyma;)

Przyszła kolej na liczenie. Kolejno dopasowywaliśmy nasze materiały do cyferek:
Na pierwszy ogień poszły czerwone kryształki, które bardzo spodobały się Maluchowi i  z lubością dotykał je/macał/patrzył pod światło. 
Druga tura dopasowań poszła Tomkowi szybciej. Wybrał sobie 1- lizak własnej produkcji, 2 – czerwone zakrętki, 3 – kryształki. Oczywiście dopasowywał do 5, ale jakoś zdjęcie nam się nie ostało 😉
Zabawa w Kopciuszka:
Ostatni etap naszej zabawy i trwający zdecydowanie najdłużej, bo do wieczora. Maluch cały czas kontynuował swoje zajęcie, a przed snem przygotował sobie wszystko na rano.
Wszystkie elementy przygotowane na początku zabawy Tomski wrzucił do miski i zamieszał…by potem z pieczołowitością wybierać i rozdzielać poszczególne części do osobnych miseczek. 
Było również gotowanie zupy i przyrządzanie babeczek z fikuśnymi wykończeniami. 
Zdecydowanie taka zabawa w przesypywanie, mieszanie i kombinowanie to coś, co 2,5 letnie Maluchy kręci.
Kulki żelowe były wilgotne, miękkie i świetnie się odbijały gdy się je podrzuciło.
Kryształki miały nieregularne, gładkie kształty z „ostrymi” krawędziami i świetnie odbijały światło – pobudzaliśmy też wzrok.
Wstążeczki – gładkie i płaskie – Tomek stosował je do wykończenia swoich dzieł.
Kasza była najdrobniejsza i spełniała role „posypki”.
Zakrętki – okrągłe i chropowate – małe talerzyki dla dinozaurów – Tomek podawał w nich miniaturowe porcje swoich dań figurkom. 
Słomki – podłużne, śliskie – jako patyczki do wbijania w masę oraz Maluch próbował również przesypywać przez nie kaszę.
Jak widzicie pomysłów na zastosowanie tych kilku elementów jest szerokie. W większości wszystkie zostały wymyślone przez Tomskiego, który spontanicznie wymyślał sobie jak się bawić i co jeszcze można z tym zrobić.