Melissa&Doug – ćwiczymy motorykę małą

Naklejki wielokrotnego użytku

Melissa&Doug

Szalone twarze

U nas zabawa trwa na całego. Na dwór wychodzić za bardzo nie możemy, więc staramy się umilać sobie czas w domu. Jakiś czas temu zawitały u nas naklejki wielokrotnego użytku firmy Melissa&Doug „Szalone twarze”.  Jest to świetna rozrywka dla Malucha, który bardzo lubi naklejki,a nic tak bardzo nie frustruje jak przyklejona naklejka, której nie można później już odkleić i przykleić w innym miejscu. 

W komplecie dostajemy kilkanaście arkuszy zarysów twarzy oraz arkusze  z naklejkami. Do wyboru wiele różnych par oczu, nosów, brwi, ust. W pakiecie dostajemy nawet brody, wąsy i okulary. Raczej są to bardzo charakterystyczne twarze o nieregularnych rysach i cechach. Jest pirat, wieśniak (akurat ulubiony u Tomka ze względu na muchy na uszach i nosie ;)), Frankenstein, murzyn, ufoludek itd…
Zabawa jest przednia i co najważniejsze zajmuje mojego syna na dłuższą chwilę, co nie jest takie oczywiste…

Dzisiaj jednak wykorzystaliśmy naklejki do nieco innego zajęcia…będąc nadal w temacie naszych ufoludków Tomek stworzył swoją wersję zielonego potwora z  patyczków kreatywnych, durszlaka oraz wyżej wspomnianych naklejek.

Zabawę rozpoczęliśmy od przepychania malutkich kuleczek z papieru toaletowego przez dziurki durszlaka. Wbrew pozorom było to trudne zadanie i nie takie rachu ciachu. Wymagało to dużej uwagi i koncentracji od Tomka żeby chwycić paluszkami malutką kuleczkę, a potem wycelować w dziurkę. Niekiedy popychał sobie kuleczki patyczkiem kreatywnym. Był to bardzo dobre ćwiczenie na motorykę małą. Kolejnym krokiem naszej zabawy było układanie patyczków w dziurkach durszlaka. To było prostsze i poszło łatwiej. Frajda jednak była znacząca 🙂 

Gdy wszystkie wyciorki były ułożone i ukształtowane na „szalony fryz” przyszła kolej na naklejenie oczu, nosa i ust. W tym momencie dowiedziałam się, że to nie będzie zwykły potwór tylko straszna postać z kosmosu.

.

Naklejaniu oczu nie było końca…stanęło na pięciu,  później pyrkaty nos oraz usta z krzywymi zębami.

Ostatnim etapem było ułożenie much(papierowych kulek) we włosach potwora, a po sesji zdjęciowej uroczyste rozebranie stwora na części pierwsze.

Zachęcamy do zabawy!
A jeśli uda się Wam stworzyć Wasze potwory to podzielcie się zdjęciami w komentarzach, chętnie obejrzymy co wam wyszło!

Zabawy małych paluszków – modelina

Rik&Rok

Wiaderko plasteliny z akcesoriami

Przewidziany wiek wg producenta od 36 msc życia – u nas zabawa trwa od  17 msc życia

Dostępny w sieci AUCHAN.

 

Nasza przygoda z modeliną rozpoczęła się przypadkiem. Otóż rodzice pierwszy raz od narodzin syna wybrali się gdzieś sami…skończyło się czymś, co podobno powszechne w przypadku pierwszego wyjścia po długim czasie od narodzin pierworodnego mianowicie zakupami…ale nie zakupami dla nas, dla domu chociażby…tylko szalonymi zakupami dla tego naszego małego chłopczyka, który przecież został pierwszy raz bez nas. Zakupy były owocne, obkupiliśmy go solidnie,a jakże. 

Jednym z zakupów była własnie modelina. Pierwsze doświadczenia z „lepieniem”mieliśmy za sobą i szaleństwa nie było, więc podeszłam do tego z lekką dozą ostrożności czy oby na pewno się spodoba.

Nasz zestaw składa się z wiaderka (ogromny plus – elegancko wszystko się do środka mieści i wygodne do noszenia dla małych rączek), 4 słoiczków plasteliny z formami w pokrywie, dwóch strzykawek, jednego wałka, foremek z różnymi kształtami oraz z dwóch rodzajów nożyków. 

Elementy są małe, ale bez przesady. Raczej napisałabym, że zgrabne i wygodne. Maluszek ma do wyboru 8 foremek – serce, motyl, owal, księżyc, gwiazdka, kwiatuszek, kwadrat i rybka. Bardzo chętnie wycina nimi różniaste kształty i bardzo dobrze sobie z tym radzi, co daje mu dodatkową motywację do długiej zabawy.
 
Kolory mamy podstawowe: czerwony, niebieski, żółty i zielony. Pojemniczki są plastikowe z dodatkowymi formami do odbijania w pokrywie. To jest absolutny hit, ponieważ może sobie sam, bez niczyjej pomocy odbić domek, auto, kaczuszkę i telefon. 

Jeśli chodzi o trwałość tej modeliny również nie mam zastrzeżeń. Bawimy się już ponad 4 miesiące i nadal po wyjęciu z pojemniczka jest bardzo plastyczna i łatwo można ją wyrobić. Kolory daje się rozdzielić nawet gdy syn pomiesza dwa czy trzy rodzaje. 

 

Wyciskarki są również „hitowe”, ale tutaj potrzeba więcej siły i jeszcze nie do końca sobie sam radzi.

Zestaw nie był drogi, w porównaniu do markowych modelin był wręcz tani, a jakościowo bardzo dobry. U nas sprawdza się doskonale i jest w użyciu czasami dwa razy dziennie. Można oczywiście wybierać spośród wielu różnych kompletów, dostępne są również większe pojemniczki (140g) do kupienia osobno(ok 2.50zł – 3,50zł za sztukę).  Jedynym minusem dla mnie tej modeliny jest dosyć mocny słodkawy zapach, taki mdlący, ale jakoś nikt oprócz mnie tego nie czuje, więc to może moja przypadłość, że ja wszystko „czuję” bardziej niż inni 😉
Dla nas ten jako zestaw startowy był idealny. Polecam!
Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się opiniami na temat modelin innych firm? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb:

 

Upalne dni z lodowymi zabawami!

Lodowe szaleństwo

 

Do zabawy potrzebujemy:

  • foremki 
  • małe figurki
  • miska
  • widelec
  • trochę ciepłej wody

Pomysł wpadł nam do głowy przypadkowo. Syn zafascynowany wyciągnął lód w kostkach i zajął się nim na tyle długo, że postanowiłam to „wykorzystać” 😉

Małe figurki włożyłam do silikonowych foremek w kształcie twarzy/pyszczków misiów i zalałam wodą. Po odstaniu kilku godzin w zamrażalniku nasze lodowe skarby były gotowe do zabawy.

Dodatkową atrakcją był ich kształt…co by nie było misowe robi furorę!

Dla małej rączki było za zimne, więc w ruch poszedł widelec…dłubaniu nie było końca….

Z niezwykłą pieczołowitością i skupieniem T. starał się wyłuskać swoje figurki z lodowego więzienia.

Pierwszy sukces! Jest! Pierwszy danonkowy smok uratowany!

By dziecku ułatwić i trochę przyspieszyć zalecam podlewać gorącą wodą. Najważniejsze żeby dziecko się nie zniechęciło długim czekaniem i żmudnym dłubaniem. Starszym dzieciom niż mój syn na pewno zabawa też się spodoba i pomoże przetrwać szalone upały.

Podoba Ci się ten post? Lubicie podobne zabawy? A może chcecie podzielić się innymi ciekawymi pomysłami  na spędzanie czasu z dziećmi w domu? Napisz w komentarzu, zostaw ślad, że tu byłeś. Będzie nam bardzo miło!
Zachęcam do polubienia nas na fb: