Bilet do szczęścia… z cyklu Matka też czyta

Beata Majewska

Bilet do szczęścia

wyd. Książnica

 

Stało się! 5.07.2017 miała miejsce premiera drugiego tomu historii Łucji i Hugona, bohaterów powieści „Konkurs na żonę”, o którym pisałam tutaj.

Ilu z nas chciałoby otrzymać bilet na podróż w czasie? Oj, zapewne wielu! Niejeden marzy by cofnąć czas i zmienić to, co się wydarzyło. Mądry Polak po szkodzie…tak…tylko dobrze się mówi, a co zrobić z już wylanym mlekiem? Dorośli ludzie muszą ponosić konsekwencje swoich czynów i tego uczy nas autorka w swojej powieści. Raz wypowiedziane słowa, wykonane gesty zostają zapamiętane. Bywają sytuacje, których nie da się przypudrować, a wypowiedziane kłamstwo wychodzi na jaw w najmniej oczekiwanym  momencie burząc nasz „wątpliwie bezpieczny azyl”… Czytaj więcej

Miłość bez granic…z cyklu Matka też czyta

Dziś rozpoczynam nowy cykl na blogu. Nie samymi zabawkami/grami i literaturą dziecięcą człowiek żyje. Nieprzypadkowo też długo już się nad tym zastanawiałam i dziś nadeszła wiekopomna chwila. Będę dzielić się z Wami tym co czytam, albo raczej co udaje mi się przeczytać w momentach świadomości gdy dzieciaki śpią. 
Pule otwiera książka niezwykła i dająca wiele nadziei. Jakby poradnik, ale nie poradnik:

 „Miłość bez granic”

Nick i Kanai Vujicic

zdjęcie pochodzi ze strony: http://aetos.pl/sklep/milosc-bez-granic/

Do napisania tej recenzji zbierałam się bardzo długo… Zastanawiałam się jak ugryźć temat, bo książkę można traktować wielowymiarowo, a i autor nie jest standardowym pisarzem.

Nicholas James Vujicic

Autor i bohater tej historii jest niesamowitym człowiekiem pełnym charyzmy, wiary i miłości. Jest mówcą, kaznodzieją, motywatorem i nauczycielem wiary dającym żywe świadectwo. Jego narodziny spowodowały przewrót w życiu rodziny, gdyż urodził się bez rąk i nóg, z wiekiem spowodował rewolucję w życiu wielu ludzi.

Znacie kogoś, kto mówi o sobie, że:  „jest obłędnie szczęśliwy”?

 Ja, szczerze powiedziawszy nie…w dzisiejszych czasach ludzie raczej mówią, że „bywało gorzej”, „jako tako”, „może być” czy „jest ok”. A tutaj taka petarda…ktoś jest nie tylko szczęśliwy, ale OBŁĘDNIE szczęśliwy!
Bohater miał jedno zmartwienie w swoim pełnym miłości do Boga i ludzi życiu martwił się, że przez swoją niepełnosprawność nie będzie miał szansy na wielką miłość kobiety z marzeń. Zastanawiał się czy ktoś zechce go pokochać i spędzić z nim życie.
Jednak los jest przewrotny. Kiedy Bóg postawił przed nim Kanae, wszystko się zmieniło.Od pierwszego spojrzenia zakochali się w sobie i mimo wielu perypetii, o których możecie przeczytać w książce stworzyli piękny związek przepełniony miłością, przyjaźnią, oddaniem i szacunkiem.

Ale o czym ta książka?

Jest to opowieść na dwa głosy. Główni bohaterowie i autorzy zarazem to Kanae i Nick. Opowiadają o swoim zakochaniu, okresie narzeczeństwa oraz o kilku pierwszych latach małżeństwa. Czule wspominają ich perypetie z pierwszymi spotkaniami i serię pomyłek, które stawały im na przeszkodzie. Opowiadają również o walce jaką musieli stoczyć z nieprzychylnymi komentarzami na temat ich tworzącego się związku.
Jest to książka, która inspiruje i daje nadzieję. Która nakreśla kierunek i zadaje ważne pytania, o których w uniesieniach pierwszego etapu zakochania nie myślimy, a z czasem okazuje się, że są to kwestie niezwykle istotne w codziennym życiu.
W moim odczuciu istotnym rozdziałem jest też ten, który opowiada o początkach macierzyństwa i okresie połogu. W czasach gdy promowane jest bycie „superwomen” i „matką idealną ze stali” opowieść Kanae pociesza i podnosi na duchu. Nie koloryzuje. Szczerze pisze o tym, co czuła i daje rady jak kobieta może pomóc samej sobie na tym etapie życia. 

Poradnik o miłości czy powieść autobiograficzna?

Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Rady, przemyślenia i własna historia bohaterów przeplatają się tutaj na każdej stronie. W zależności od tego na jakim etapie życia obecnie się znajdujemy w taki sposób będziemy odbierać opowieść. 
Komu polecam lekturę?
  • każdemu, kto poszukuje miłości;
  • każdemu, kto zamierza powiedzieć sakramentalne: tak;
  • każdemu, kto chwilowo utracił wiarę w miłość;
  • każdemu, kto czuje się samotny w związku i chce odnaleźć ponownie wspólny sens.

Dziękuję  serdecznie wydawnictwu AETOS za możliwość przeczytania książki oraz zapraszam na stronę wydawnictwa. Poznajcie ich publikacje!

#Bliskopad – zatraćmy się w bliskości

Za co kocham moich synów?

Czy bliskość jest ważna?

#bliskopad

Nastał listopad. Podobno najsmutniejszy i najciemniejszy miesiąc w roku. By troszkę go ogrzać i uprzyjemnić sobie ten ostatni okres przed świątecznymi przygotowaniami zdecydowaliśmy wziąć udział w akcji Bliskopad
Idea jest szczytna…celem jest pogłębienie więzi pomiędzy rodzicami a dziećmi, spędzenie z dziećmi świadomie czasu i uwiecznienie wspólnych momentów. Braliśmy już udział w Bliskostworach(klik, klikklik, klik), a teraz czas na poważniejsze wyzwanie. Codziennie przez cały miesiąc będziemy realizować jedno zadanie, które będzie nas motywować do aktywnego i świadomego czasu razem. 
Bliskopad 2016
 ps. szukajcie nas na fb i instagramie. Efektami codziennych zadań wszyscy uczestnicy będą dzielić się na fp akcji i instagramie. Oficjalne hashtagi to: #bliskopad2016, #naszsposobnabliskosc, #biskostwory


A jak to jest u nas z tą bliskością?

Można powiedzieć, że jest sensem naszego życia. Moi chłopcy są uzależnieni od bycia blisko, od przytulania, pieszczenia, całusów. Oboje są ogromnymi pieszczochami, którzy wymagają ciągłej adoracji ze strony swoich bliskich. Właściwie od urodzenia śpią z nami w łóżku i nie ma wieczornego zasypiania bez przytulasów i całusów.
Odkąd zostałam mamą jestem na urlopie macierzyńskim i wychowawczym, więc spędzam z nimi każdą minutę doby. Jesteśmy zdecydowanie od siebie uzależnieni, a nasze sporadyczne i zawsze bardzo krótko trwające rozstania zawsze kończą się tym, że kiedy znowu pojawiam się w zasięgu ich wzroku widzę ich ogromną radość i witamy się długo, długo…;)

W jaki sposób na co dzień zbudowaliśmy  naszą relację?

Poprzez małe rzeczy. Często jest to suma niewielkich gestów, które budują wzajemne zaufanie, bo by być z kimś blisko trzeba tej osobie ufać, trzeba mieć pewność, że można na tej osobie polegać, a nikomu tak bardzo takie poczucie nie jest tak potrzebne jak Maluchowi.
Bawimy się razem, uczymy nowych rzeczy, słuchamy siebie nawzajem. Bardzo dużo dało nam wspólne czytanie. Tomek uwielbia gdy się mu czyta i z tego jesteśmy bardzo dumni, że ten mały mężczyzna już ma swój gust czytelniczy, ulubione historie zna na pamięć i ciągle łaknie nowych. Nie ma nic przyjemniejszego niż siedzenie ramie w ramię i obserwowanie reakcji Tomskiego na przygody jego ulubionych bohaterów.
Tomski bardzo dużo czasu spędzał ze mną w kuchni podczas gotowania czy pieczenia ciast. Takie angażowanie Maluchów do wykonywania codziennych czynności również świetnie buduje relację. Bardzo lubił miksować, dodawać kolejne składniki, a potem z dumą opowiadać tacie jak danie czy deser zostało przygotowane. Dawało mu to poczucie bycia ważnym w rodzinie. Mały wielki człowiek bez którego by się nic nie odbyło 😉
Bliskość jaką mam z Tomkiem zawdzięczam również bardzo długiemu karmieniu piersią. Nie było od razu kolorowo, mamy za sobą trudne początki, ale był to piękny czas. Czas, którego nigdy nie zapomnę, a wzrok Tomskiego wpatrzonego w moje oczy gdy pił sobie mleczko z piersi…ech…cudowny:*
Leon ma zaledwie 7 miesięcy. Jest zupełnie inny. Ma całkowicie odmienny charakter i musieliśmy się dla niego przeprogramować. Inaczej reaguje na pieszczoty, innych aktywności wymaga i często nas zaskakuje swoimi reakcjami. Jednak największej czułości i okazywania miłości uczy go na co dzień Tomek. To on jest dla niego głównym przewodnikiem i nauczycielem. Maluszek patrzy w starszego brata jak w obrazek. Jeśli Tomek robi coś tak to dla Leosia oznacza to, że jest to jedyne słuszne rozwiązanie. Uwielbiam obserwować jak okazują sobie  braterską miłość, jak Tomek opowiada mu historie czy jak tłumaczy mu, że musi na chwile nie płakać i być cierpliwym(jakby on sam kiedyś był cierpliwy;}), bo np. mama przecież właśnie dla niego przygotowuje jedzonko. Leon z racji swojego „młodego wieku” wiele rzeczy chce osiągnąć poprzez bardzo dramatyczny płacz, który zawsze bardzo martwi Tomka. Gdy Leon płacze Tomek śpiewa mu kołysanki lub do niego mówi i Maluch często rezygnuje ze swej „rozpaczy” i z uwagą słucha starszego brata. Jest magia między nimi.
Miłość od pierwszego wejrzenia. Bliskopad 2016



Za co kocham chłopców?

  • za to, że każdego dnia uczą mnie cierpliwości;
  • za to, że każdego dnia pokazują mi jak cieszyć się z małych rzeczy;
  • za to, że nie oceniają – tylko bezgranicznie kochają – tak, to oni dają nam dobry przykład;
  • za to, że są małymi zbójami;
  • za to, że się uśmiechają, wyciągają do mnie rączki i mimo moich wielu ciągle porażek w macierzyństwie chcą właśnie mnie;
  • za to, że są sensem mojego życia.
Miłość ciągle rozkwita. Bliskopad 2016

#Przygody z książką…Bedziemy mieli drugie dziecko

Elżbieta Zubrzycka

Będziemy mieli drugie dziecko

Magia serca i miłości

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Oj, dzieje się…narodziny Malucha to ogromna sprawa w życiu każdej pary. Niby 9 miesięcy ciąży to szmat czasu na przygotowanie się, przemyślenie i poukładanie sobie w głowie nowej rzeczywistości…ale jak to jest gdy przyjeżdżamy z tym Nowym Małym Człowiekiem do domu – tego nikt nie potrafi sobie wyobrazić wcześniej…to trzeba przeżyć, trzeba tego doświadczyć i na nowo przeanalizować priorytety, plany i domową rzeczywistość. Taki mały człowiek zmienia wszystko.
Pierwsze dziecko jest wyjątkowe, niepowtarzalne i najukochańsze. Wszystko podporządkowuje się noworodkowi. Zmieniamy umeblowanie mieszkania, robimy szalone zakupy  wyprawkowe, planujemy jego przyszłość z wyprzedzeniem na kilka dobrych lat…i rozkoszujemy się tym rodzicielstwem. Czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale ogromna miłość, która rozgościła się w naszym sercu wynagradza wszystko: brak snu, jedzenia, czasu tylko dla siebie czy tylko we dwoje. Jesteśmy w stanie poświęcić wszystko dla Maleństwa, które rośnie i rozpogadza każdy nasz dzień. Aż nagle przychodzi taki moment gdy okazuje się, że będziemy mieli drugie dziecko…
Miliony myśli, które zaczynają buzować w naszych głowach nie mają końca. Właściwie chyba jest ich jeszcze więcej niż przy pierwszym dziecku. Bo przecież nasz już ułożony świat legnie w gruzach, wszystko będziemy musieli ułożyć od nowa, a co najważniejsze nasze pierwsze cudowne dziecko będzie również musiało odnaleźć się w nowej sytuacji. Pytaniom jak to będzie nie ma końca. Ja, pisząc ten tekst też jeszcze nie wiem jak to będzie…w momencie publikacji tekstu nasze drugie cudowne dziecko będzie już z nami, już prawdopodobnie będziemy mieli kilka pierwszych godzin z dwójką dzieci w domu i pierwsze konfrontacje 2,5letniego Tomskiego z młodszym bratem za sobą…
Książka w cudowny sposób przedstawia wszystkie obawy, które spędzały sen z powiek moich i mojego Męża. Jak to z tą miłością? Czy drugie dziecko na pewno będzie miało jej od nas wystarczająco? Czy pierwszemu dziecku tej miłości nie zabraknie? Czy wystarczy nam czasu dla obydwóch Maluchów i żadne z nich nie będzie z tego powodu stratne? 
Mnie ta książka bardzo wzrusza. Porusza moje serce tak mocno, że nie potrafię czytać jej bez łez w oczach. Historia o sercu z wieloma kieszonkami, które wypełniają się miłością wraz z rosnącymi dziećmi jest dla mnie ukojeniem i balsamem na duszę. Jest to zapewnienie, którego szukałam od pierwszych chwil gdy dowiedziałam się, że jestem drugi raz w ciąży. 
Drugie dziecko kolejny raz wszystko zmieni w naszym życiu. Znowu przemeblowanie, znowu planowanie, znowu porządki w szafach by zrobić miejsce nowemu mieszkańcowi, ale co najważniejsze: „W sercu nic się nie zmienia, POJAWIA SIĘ TYLKO JESZCZE WIĘCEJ MIŁOŚCI.” 
Autorka w celny sposób uświadamia nam, że pierwsze dziecko na zawsze już pozostanie tym pierwszym – wyjątkowym, bo drugie dziecko będzie na swój sposób również wyjątkowe…i żadne z nich nie traci na swej wyjątkowości. Jej zapewnienia, że pierwszy Maluch poprzez zaangażowanie w opiece nad rodzeństwem będzie czuł się potrzebny i będzie blisko z czasem pokocha Maluszka miłością absolutną.
Dla mnie ta pozycja jest obowiązkowa dla wszystkich, którzy spodziewają się drugiego dziecka…w tak prosty sposób ubiera w słowa to, co czasami wydaje się nam tak absurdalne, że wstydzimy się o tym mówić głośno, a jednak zaprząta nam myśli.
Zastanawiam się tylko czy jest to książką dla dzieci? Hmm…jak dla mnie to książka dla rodziców, a potem ewentualnie dla „tego starszego rodzeństwa”, które również ma swoje obawy i potrzebuje je rozwiać.

ps. Nasz Maluszek dziś wieczorem osiągnie poważny wiek 7 dni bycia na świecie…Od kilku dni jesteśmy w domu. Tomek poznał brata i pokochał miłością absolutną…”STARA SIĘ” być opiekuńczy i troskliwy, ale też potrzebuje czasu na oswojenie się z nową rzeczywistością. Leon jest cudnym dzieciątkiem, które uwielbia jeść, spać i rozdawać urocze miny. Jest pięknie…nie mogliśmy sobie wyobrazić nawet jak będzie nam dobrze w tym naszym nowym życiu…

Wpis powstał w ramach projektu #Przygody z książką

#Przygody z książką 5…Szary domek

„Szary domek”

Katarzyna Szestak

Ilustrowała: Natalia Jabłońska

Skąd u nas „Szary domek”? Na wyraźne życzenie Tomskiego…standardowe zakupy, nagle on zauważa na półce książkę i koniec kropka jest jego. Fakt, że raz już ją przeglądałam i wrażenie na mnie zrobiła spore, ale w ramach „zdroworozsądkowego” podejścia postanowiłam, że dosyć już grudniowych prezentów i zakupów. Nie wyszło…trzeba było kupić i dawno się już tak nie cieszyłam razem z Maluchem z tej samej książki 🙂
Zaskoczona jestem szalenie magią tej książki. Mój ciągle ruszający się dwulatek, który czytanie lubi, ale tak długich tekstów jeszcze nie słuchał przy tej pozycji siedzi jak zaczarowany i słucha…chłonie…analizuje i dopytuje…nie wspomnę już o ilustracjach, które z uwagą analizuje.

Jest to opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, o samotności, o pięknie świata, o miłości, o marzeniach, o poszukiwaniu szczęścia…wiem, brzmi patetycznie i powiecie, że przesadzam…ale to wszystko prawda.
W pięknym, kolorowym Herbatkowym Miastku jedna ulica różni się od pozostałych. Jest to ulica Wietrzna, na której urządził się tylko wiatr. Nagle pewnego lipcowego popołudnia po gwałtownej burzy na końcu ulicy pojawia się domek. Szary domek z dziwacznym, krzywym i spiczastym dachem jak kapelusz czarownicy…
Wiatr postanawia przyjrzeć się domkowi bliżej i tutaj zaczyna się nasza historia…poznajemy wzruszającą opowieść powstającej przyjaźni.
Wiatr odkrywa piękno małego szarego domku – podziwiamy jego wnętrze, poznajemy jego marzenia, smutki i nadzieje.  Wiatr staje się oddanym przyjacielem i pomaga w spełnianiu marzeń, staje się przewodnikiem. Jest to tak poruszająca, wzruszająca i głęboka opowieść o istocie naszego istnienia, że nie wyobrażam sobie żeby jej nie czytać. Pokrzepia dorosłych i dzieci. Choć…chyba nawet bardziej dorosłych. Z każdym zdaniem odkrywamy drugie dno tej historii.
Każdy powie, że niełatwo jest spełniać swoje marzenia i droga do celu często jest trudna i wyboista, ale gdy mamy przyjaciół wszystko staje się łatwiejsze. Dzięki magii przyjaźni jesteśmy w stanie przenosić góry i o tym właśnie przypomina nam ta książka.

Na uwagę zasługują ilustracje. Są zachwycające, przyciągające naszą uwagę i wyzwalają w nas chęć patrzenia dłużej i bardziej. Ten ciepły, poetycki tekst został oprawiony w cudowne ilustracje, które dopełniają całość.

Więcej o treści pisać nie będę, mam nadzieję, że troszkę Was zaintrygowałam i nabraliście ochoty na poznanie tej historii. Ja ze swojej strony bardzo polecam dla małych, dużych i tych największych…gdyż jest to wzruszająca opowieść, w której każdy odnajdzie coś dla siebie, a i przypomni sobie o tym, co najważniejsze w naszym życiu.

*Kilka słów o autorkach:

  • Katarzyna Szestak – mieszkanka Żor, ma 35 lat, mama sześcioletniego syna. (…) Fascynuje ją sztuka realizmu magicznego i od zawsze towarzyszy jej przekonanie, że przedmioty myślą, zabawki mówią, kiedy nikt nie słyszy, a domy opuszczone tęsknią. (…) Opowieść o Szarym Domku jest jednocześnie wyrazem przywiązania autorki do domu jako najważniejszego miejsca na świecie.
  • Natalia Jabłońska – pochodzi ze Stalowej Woli. ma 22 lata i jest studentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, na wydziale Grafiki. (…) Tworzy ilustracje pełne wrażliwości, koloru, zabawnych kształtów, które pobudzają wyobraźnię(…). Jej umiejętność patrzenia głębiej, dostrzegania pozornie nieciekawych elementów, w zetknięciu z wyobraźnią, budują nową baśniowa rzeczywistość.
*cytat z okładki książki
Obie Panie są laureatkami konkursu „Piórko 2015. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci”. Patronem honorowym konkursu jest Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. 
Inicjatorem konkursu był właściciel sieci sklepów Biedronka, Jeronimo Martins Polska S.A. Celem konkursu było rozpowszechnianie wśród najmłodszych czytelników zamiłowania do książek. 
Opowieść została wybrana spośród czterech tysięcy nadesłanych tekstów. Natomiast ilustracje zostały wybrane spośród tysiąca nadesłanych prac.